Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 18.07.2026 uwzględniając wszystkie działy
-
9 punktów
-
8 punktów
-
5 punktów
-
3 punkty
-
3 punkty
-
2 punkty
-
Nie dało mi to spokoju. Skoro to dobre pedały to ja nie mogę mieć takiego pecha że akurat moje były trafione. Więc sprawdziłem lewego, nie ma luzu, no to rozkręcam. Przy okazji wyczyściłem syf przy osłonie przeciwkurzowej, wkładam ośkę nakręcam nakrętkę i co? Luz taki sam jak z prawej strony. Myślę, kurde o co kaman, było bez luzu a teraz jakaś masakra. Coś tu nie gra, zastanawiam się nad funkcją tej chyba ameliniowej wkręcanej tulejki. Co mi pozostało, wkręcam nią do oporu i wuala. Luzu nie ma. Przekonany byłem że po dokręceniu samej nakrętki ośki luz sie skasuje, a to robi ta wkręcana tulejka. Dzięki za pomoc i sorki za niepotrzebne zamieszanie. Człowiek uczy się całe życie.2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
Kurbel nowy bo stary trzeszczał. Zębatka 34T bo bez niej nigdzie nie pojadę. Suport Ninja bo zestaw miał być bezszelestny jak japoński mordulec. Narzędzie do montowania Tokena bo lepiej mieć i nie potrzebować, niż potrzebować i nie mieć. No i smar Shimano Premium Grease... bo smaczniejszy jest niż miód...?2 punkty
-
Z racji odświeżania relacji z rowerem zacząłem pimpować sztywniaka, którego ongiś zbudowałem dla pierworodnego, a który to szytwniak ciągle przegrywa rywalizację z CSem. Ma to swoje zalety, z najważniejszą - mam sztywniaka dla siebie, biorę kiedy chcę i jadę gdzie chcę. Ostatni nabytek - RS Pike 140 mm. Cóż mogę rzec, dobra rzecz2 punkty
-
Widziałem na YT filmik, gdzie typ opisuje sytuację, w której w połowie amatorskiego wyścigu poszło info że jest kontrola na mecie. Na 120 do końca dojechało +/- 30 osób, reszta złapała gumy, połamała szprychy albo jakieś inne defekty XDDDD Też mnie kusiło ale się powstrzymałem. Tak samo jak włączanie navi dopiero po wyjeździe z miasta żeby średnia na stravie się zgadzała XD Hahaha. Nie dzięki. A co do bitwy spaliniarze vs kolarze, to czasami jak jadę po szosie i widzę sznur samochodów za sobą to mi się włącza takie uczucie żenady i zjeżdżam maksymalnie do boku żeby przepuścić, niech sobie jadą. Przepisy to jedno ale zdrowy rozsądek drugie.1 punkt
-
Skoro taki rower zaproponowali Ci w sklepie, to znaczy, że biorą na siebie odpowiedzialność - tylko nie zapomnij, żeby dali Ci to na piśmie 😁. Zawsze producent podaje limit z jakimś marginesem bezpieczeństwa, te tzw. "dopuszczalne obciążenie robocze" jest dużo niższe niż "obciążenie zrywające" czy "niszczące". Ile to jest? To zależy ale spokojnie minimum 20-30%. Rsma Ci nie powinna pęknąć jak nie będziesz skakał, pilnuj kół i szprych, żeby były dobrze naciągnięte. No i raczej wybierz koła z 32 szprychami a nie 24. Koła też mają swoje dopuszczalne obciążenie. Można też samemu dać koła do złożenia na mocniejszych szprychach i piastach1 punkt
-
Jeżdżenie skrajnie przy prawej krawędzi zdecydowanie zwiększa ilość osób które wyprzedzają na "trzeciego", to wiem ze swojej praktyki, więc tak jak pisze przedmówca jadę trochę od niej. Dyskusja zrobiła się całkiem zabawna i do niczego rozsądnego nie prowadzi1 punkt
-
Od razu po przeczytaniu nagłówka urodziła mi się w głowie odpowiedź - załóż shimano 😅1 punkt
-
Zdecydowanie więcej niż ci się wydaje i nie chwilowe, bo by się tak nie wciskali i nie wyprzedzali slalomem.1 punkt
-
Przecież wcale nie trzeba środkiem jechać. Wystarczy rozsądna odległość od prawej krawędzi, jak wcześniej ktoś pisał "po prawym śladzie" i mamy miejsce na ewentualny manewr ucieczki, jak będzie jakiś matoł nieprawidłowo wyprzedzał i równocześnie w sytuacji opisywanej wcześniej, kierowca który będzie chciał się wepchać na trzeciego się nie zmieści. Jazda z takim odstępem to bezpieczna jazda, jazda max. przy prawej krawędzi to proszenie się o kłopoty. P.S. tak ogólnie cały czas piszę z myślą o drogach podmiejskich, gdzie kierowcy jeżdżą z dużą prędkością. W mieście w sumie nie zwracam uwagi, raczej większość kierowców nie zachowuje odpowiedniej odległości przy wyprzedzaniu, ale w mieście ruch jest powolny i mi to nie przeszkadza.1 punkt
-
Mówisz o kierowcach!? Bo ja takiego stanu u zbyt wielu z nich nie widzę. Począwszy od banalnej kwestii ograniczeń prędkości, na permanentnych wymuszeniach pierwszeństwa kończąc. A właśnie sam przestrzegam przepisów. Nie jeżdżę na czerwonym, nie wymuszam pierwszeństwa, nie jeżdżę po żebrach, jeżdżę przy prawej krawędzi tak, by czuć się bezpiecznie i by pojazd mnie wyprzedzający mógł to bezpiecznie zrobić. Oprócz jednak obowiązków wynikających z przepisów, mam też swoje prawa, no i tu jest o wiele gorzej, bowiem okazuje się, że to druga strona zbyt często rości sobie własne prawo do uznania bądź nie mojego prawa. Lub decydowania na przykład, w jakim stopniu on udzieli mi należnego mi pierwszeństwa, w przypadku gdy ma odnośnie do tego bezwzględny obowiązek. I mówisz, że rowerzyści łamią prawo, gdy tylko uniemożliwiają łamanie prawa przez kierowców. To jak nazwać prowokowanie do łamania prawa? Współudział? Po raz kolejny - w żadnym wypadku czyjś komfort wyprzedzenia rowerzysty o naście, czy dziesiat sekund szybciej nie może odbyć się kosztem narażania tego rowerzysty na niebezpieczeństwo (a zarazem łamania przepisów przez tego wyprzedzającego). I proszę, przestań już frywolnie mylić zachowanie złośliwe z zachowaniem bezpiecznym, bo o złośliwości zachowania nikt tu nie mówi (oprócz Ciebie). i skończ już z tym podejściem, że rowerzysta ma być obywatelem dziesiątej kategorii na drodze. Jakoś nikt nie kwestionuje faktu, że jadącego traktora nie da się wyprzedzić, gdy z przeciwka jadą auta, podczas gdy nagle rowerzysta, jadący często szybciej niż ten traktor, miałby stawać na głowie i narażać się na niebezpieczeństwo, bo samochód z tyłu jest niezadowolony.1 punkt
-
Robię dokładnie tak samo, bo to poprawia moje bezpieczeństwo, a to co pomyśli sobie o mnie kierowca czy kolarz w obcisłych gaciach zupełnie mnie nie interesuje 😉1 punkt
-
Mam nadzieję , że jednak "większość" jest czysta, tylko jakiś hormon koguci rzuca się nam w emocje, kiedy pojawia się konflikt. Jednak powszechne w społeczeństwie jest postrzeganie szosowców często w wieku bez komentarza, jako żałosnych samców, i każdy " wściekły" akustycznie z obelgami kolarz wzmacnia ten stereotyp.... z drugiej strony można uśmiechem i życzliwością też coś zmienić, czego nam życzę...1 punkt
-
Znałem w czasach sportowych sporo debili, którzy w życiu pozarowerowym nie wykazali cech upośledzenia, ale wyjście z nimi ( rzadkie) na szosę, nie na zawodach było koszmarem, dokładnie jak wyżej jechali tak jak się da blisko środka i obserwowanie jak kierowcy mijają ich na gazetę mnie przerażało...technika blokowania przejazdu działa tylno wtedy gdy z drugiej strony jest sznur aut, albo droga ma 3 m szerokości, a dziś w dobie patrzenia w komórki i ekrany od ustawiania klimatyzacji, wiara, że jazda "szeroko" zmusza kierowców do ostrożności jest naiwna, bo w końcu zdejmie nas centralnie na maskę ktoś zapatrzony w ekran... co więcej celowe jechanie daleko od pobocza na idealnym asfalcie ma w sobie element podkurzania drogowych psychopatów ... warto na rowerze znać swoje miejsce i starać się wybierać mądrze 🥹1 punkt
-
Na tyle, żeby jazda była bezpieczna. Unikanie niebezpiecznego wyprzedzenia przez samochód to też forma bezpiecznej jazdy. Żeby nie dać się nielegalnie wyprzedzić. To duża różnica. I nie dla samego faktu że wyprzedzanie jest nielegalne, tylko, że stwarza dla rowerzysty niebezpieczeństwo. Robię tak samo. Jak coś jedzie z naprzeciwka i jednocześnie słyszę z tyłu też, że coś się zbliża zjeżdżam na lewo, żeby uniemożliwić wyprzedzenie. Nazywasz to buractwem? To jak nazwiesz zachowanie kierowcy, który w takiej sytuacji pcha się na trzeciego, wyprzedzając rowerzystę z minimalną odległością, powodując dla niego realne zagrożenie, tylko po to, żeby zaoszczędzić kilka sekund???1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Widzicie dach tego dworu? Nie widzicie? A bo widzicie, ja na pole wyszedłem.1 punkt
-
Paszodostawcy i tak by kombinowali, bo oni chcą do...ać po CPRach i DDRach a nie zawsze po ulicy przecież.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Bo jechałem sobie dzisiaj i mijałem gościa na hardtailu. Uniosłem dłoń w geście pozdrowienia, a ten nic, pojechał dalej. I tak w mojej głowie powstał krótki wierszyk; Na hardtailu jedzie ham Niechaj się chędoży sam. A zdjęcie z dzisiejszego wypadu.1 punkt
-
1 punkt
-
Z punktu widzenia użytkownika szosy jest bez sensu, ale dla wielu - z sensem. Ja kupiłem e- bika po to by mnie wspomagał na większych podjazdach i 25 to dla mnie aż za dużo. Na płaskim na zjazdach wyłączam wspomagania bo mi niepotrzebne. Zdarzało mi się z góry jechać powyżej 50/h , rozpędził bym się więcej ale mam trochę wyobraźni i nie chcę. I drugie zastosowanie - od czasu jak jeździmy elektrykami nie ma problemu z równą jazdą, mamy włączone inne stopnie wspomagania i jedziemy równo.1 punkt
-
1 punkt
-
Sorry. Coś mi powiadomienie nie wpadło, ale tak 100% planu wykonane. Pierwotnie myślałem się wyspać, ruszyć tak 8ma, zarwać jedną nockę, dojechać na następną i spać wygodnie w jakimś lepsiejszym hotelu. Ale potem stwierdziłem, że przyoszczędzę na czasie/noclegu i wrócę od razu po wsadzeniu nóg w Bałtyk. Dodatkowo chciałem się pierwszy raz w życiu Pi-er-do-lino przejechać, dlatego 15:48 meldunek na dworcu PKP. Musiałem więc zaplanować tak, by ze średnią jaką założyłem 20km/h, przerwami, szybkim nocnym zwiedzaniem Torunia i chcwilą na plaży zdążyć. A to wymusiło start około 4:00. Ruszyłem tak 3:45 i na 14:30 byłem na plaży. Samej jazdy wyszło 30,5h. Bez 45min na plaży i 45 na zwiedzania Torunia, ale z przerwami wyszło 34,5h. Tylko ja miałem inne założenia niż Pyndalarz. Ja człek MTB nie z płaskopolski i motywację mam by cisnąc tylko pod górkę bo jest mus, na płaskim takowej nie mam i nie lubię gnać powyżej 30ki, no i nie lubię 'kolarek', więc rower to gravel na terenowych 50kach = wolniejsza jazda. A dwa to nie lubię jeździć główniejszymi drogami, więc planowałem takie boczne wiejskie a nawet leśne szutry. Do Łodzi faktycznie super się jechało. Same lokalne i nawet polne drogi, które okazały się gładziutkimi asfaltami. Były oczywiście szutry a nawet jakieś piochowe uyeby lasem, co zwalniało mnie nawet do 5km/h. No i za Łodzią wiało mi ze 4m/s w pysk. Końcówkę musiałem już główniejszą drogą cisnąć ze Starogardu Gdańskiego w upale, tak by na luzie zdążyć na plażę i wrócić 7km na dworzec. Co do snu. Przed jazdą tylko 3h a następna nocka nieprzespana. Jedna zarwana nocka to dla mnie nie problem, już tak np. Everesting 10K robiłem. Ale teraz prawie dwie zarwane i nad ranem na jakimś DDR po starym szlaku kolejowym za Toruniem to już mi się przysypiało jadąc. Pierwszy raz w życiu coś takiego miałem. Na ułamek sekundy zaśnięcie i ocknięcie z szarpnięciem kierą 😉. Dobrze że to był ten pusty DDR lasem/polami. Dlatego kolejne dwie przerwy wydłużyłem do 25min i po 15min musiałem się na ławeczkach w parkach drzymnąć. Jakichś tzw. 'bomb' też nie miałem, zresztą ja nigdy w zyciu takowych odcinek siły nie doświadczyłem. Teraz jechałbym to jednak z noclegiem, tak by ciśnienia czasowego żadnego nie mieć. I chyba tak następnego roku zrobię, bo naprawdę faja satysfakcja z takiego ultraska. Na przyszły rok myślę nad ultraskiem oczywiście longiem Kraków - Budapeszt, oczywiście poza głównymi dorgami, będzie ciężko przez SK wytyczyć.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Nie wiem czy było, ale naprawdę tak prosta i tak genialna rzecz, aż dziw że tyle kombinacji różnych wielkich oponiarskich firm z nowymi rodzajami wentyli a wystarczyło zwykła nakrętkę z zaworem na gwintowaną rurkę zaworu presta wymyślić. Można łątwo strzelać ciśnieniem przy zamleczaniu kapci, można łatwo dolewać, nic się mlekiem nie zapycha, już mam 3 zestawy - GENIALNE!1 punkt
-
- kamizelka przeciwwiatrowa Endura - "mleko" Stans - bidon Camelbak Podium - okulary Tripout Force - smar do łańcucha WT-1 - głowica do pompki podłogowej z Decathlonu - naboje CO21 punkt
-
1 punkt
-
Powoli zbieram szpej do nieuchronnej podmianki napędu1 punkt
-
1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00
