Mówisz o kierowcach!? Bo ja takiego stanu u zbyt wielu z nich nie widzę. Począwszy od banalnej kwestii ograniczeń prędkości, na permanentnych wymuszeniach pierwszeństwa kończąc. A właśnie sam przestrzegam przepisów. Nie jeżdżę na czerwonym, nie wymuszam pierwszeństwa, nie jeżdżę po żebrach, jeżdżę przy prawej krawędzi tak, by czuć się bezpiecznie i by pojazd mnie wyprzedzający mógł to bezpiecznie zrobić. Oprócz jednak obowiązków wynikających z przepisów, mam też swoje prawa, no i tu jest o wiele gorzej, bowiem okazuje się, że to druga strona zbyt często rości sobie własne prawo do uznania bądź nie mojego prawa. Lub decydowania na przykład, w jakim stopniu on udzieli mi należnego mi pierwszeństwa, w przypadku gdy ma odnośnie do tego bezwzględny obowiązek.
I mówisz, że rowerzyści łamią prawo, gdy tylko uniemożliwiają łamanie prawa przez kierowców. To jak nazwać prowokowanie do łamania prawa? Współudział?
Po raz kolejny - w żadnym wypadku czyjś komfort wyprzedzenia rowerzysty o naście, czy dziesiat sekund szybciej nie może odbyć się kosztem narażania tego rowerzysty na niebezpieczeństwo (a zarazem łamania przepisów przez tego wyprzedzającego). I proszę, przestań już frywolnie mylić zachowanie złośliwe z zachowaniem bezpiecznym, bo o złośliwości zachowania nikt tu nie mówi (oprócz Ciebie).
i skończ już z tym podejściem, że rowerzysta ma być obywatelem dziesiątej kategorii na drodze. Jakoś nikt nie kwestionuje faktu, że jadącego traktora nie da się wyprzedzić, gdy z przeciwka jadą auta, podczas gdy nagle rowerzysta, jadący często szybciej niż ten traktor, miałby stawać na głowie i narażać się na niebezpieczeństwo, bo samochód z tyłu jest niezadowolony.