Skocz do zawartości

Blogi

Blogi społeczności

  1. Wczoraj została przeprowadzona aktualizacja systemu.

    Z najważniejszych rzeczy

    - wróciła reputacja (jeżeli przejdzie testy pomyślnie, zostanie na stałe)

    - poprawiona galeria, blogi

    - nowa funkcja "najlepsza odpowiedź". Autor tematu może zaznaczyć post innego użytkownika, jeżeli uzna, że rozwiązuje to jego problem.

     

    - Kluby - tymczasowo wyłączone. Pojawił się problem z dostępem do subfor. Obecnie w trakcie rozwiązywania...

     

    - ... kilkadziesiąt innych zmian, większych, lub mniejszych.

     

    Jeżeli znaleźliście błąd, brak w tłumaczeniu, niedoróbkę itp., raportujcie go w tym forum: http://www.forumrowerowe.org/forum/16-technical-suport/

     

    Gdyby linki miały inny kolor, niż czarny, polecam kliknąć 'odśwież' w przeglądarce ;)

     

    ---

    Wczorajsze problemy z obciążeniem postaramy się rozwiązać możliwie szybko.

  2. robertrobert1
    Ostatni wpis

    Maroko 2018 czyli rowerem przez Anty Atlas i Atlas Wysoki.

    Jest to ponad 2 tygodniowa tułaczka rowerowa po, podobno, najbardziej cywilizowanym kraju Afryki.

    Ile km przejechałem? Nie ważne. Ważne co widziałem, ważne z jakimi ludżmi miałem styczność i jakie wyniosłem wrażenia.

    SAM_7987.jpg

    Pakowanie.

    Niby nic trudnego ale jak w środku zimy znależć kartony rowerowe? Ja na to poświęciłem 2 dni i objechałem wszystkie sklepiki rowerowe na Pradze Południe.

    Poniżej prezentuję mój sposób na małe i delikatne detale rowerowe.

    28577419_796363400560231_514309509712774

    Przydatne informacje

    Nadając rower na bagaż należy wykupić bagaż sportowy. W liniach WIZZAR jest on tańszy od normalnego bagażu podróżnego a limit wagowy to 32 kg. I tu uwaga! Łatwo ów limit przekroczyć ale w karton swobodnie wchodzi rower, nawet 29", bagażnik, błotniki ale także jedna sakwa a także namiot i karimata. Na Lotnisku Chopina, jak i na innych rower jest nadawany w okienku dla bagażu ponad gabarytowego.

    28471927_796363800560191_702248753208294

     

    Dzień 1... Podróż

    Lotnisko. Bardzo małe. Tuptamy z samolotu bezpośrednio do budynku. Mnóstwo okienek z odprawą paszportową. Koniecznie trzeba mieć długopis do wypełniania karty. Uwaga! Trzeba podać adres zakwaterowania w Maroku. Wystarczą dane hotelu z bookingu.
    Składanie rowerów na lotnisku. Jesteśmy lokalną atrakcją. Pozytywnie!
    Nie jesteśmy jedyni z rowerami. Jest jeszcze grupka 3 Polaków. Nawiązujemy kontakt na FB bo roaming piekielnie drogi. Jutro kupujemy za 37 pln miejscową kartę internetową.

     

    Przydatne informacje

    W Maroku wiele rzeczy jest niedostępnych ale dostęp do telefonii komórkowej jest wszędzie. Niemal w każdej kawiarni i hotelu działa wifi a hasło jest podawane bez najmniejszego problemu. W związku z tym punkty z telefonami komórkowymi oraz kartami są niemal na każdym kroku. Zatem nie ma sensu podążać w tym celu do dużego miasta. Na przedmieściach swobodnie takową kartę się dostanie. Polecam kartę 4 GB. Wystarcza ona na tydzień czasu intensywnego korzystania z internetu. Tu uwaga. Podczas zakupu należy poprosić sprzedawcę o skonfigurowanie bo infolinia jest w języku arabskim. Kumatemu sprzedawcy taka operacja zajmuje nie więcej niż 5 min a kosztuje 20 MAD.

     

    Pierwszy dzień w Maroko a już na lotnisku zrobiłem interes. Ludzie tu są bardzo pomocni. Kartony na rowery mam przechowane na 15 euro u tubylca w domu w tym ostatni nocleg i niego w domu za free.

    Przydane Informacje

    Karton należy gdzieś przechować albowiem dostanie kartonu w Maroku jest kompletnie nie możliwe. Nie możliwe jest także kupienie strecza więc zachowanie kartonu to gwarancja powrotu z rowerem. Kartony przechowują wybrane hotele jeśli skorzysta się z ich usługi. Nas jednak zagadał lotniskowy portier, który sam zaproponował takową usługę. Na początku byłem nastawiony sceptycznie do tej propozycji. Jednak jest to najlepsza propozycja. Portier mieszka niecały 1 km od lotniska więc nie trzeba martwić się o logistykę.

    Za jego zgodą podaje namiary

    Portier nr 13 ;  Aziki Ahmed ;


    Droga autostradowa do miasta. Ograniczenie do 100 km/h a sporo kierowców wyprzedza na z prędkością 40 km./h. Jest bezpiecznie. 
    Zaułki Agadiru .... sporo hord wałęsających się psów. Brak nazw ulic. Warto jechać tylko po głównych.

    SAM_7497.jpg


    Drobne sklepiki otwarte do późna np fryzjer. 
    Sporo lokalsów na rowerach. Ruch drogowy spokojny, bezpieczny. 
    Lokalne parkingi ... bez ogrodzenia ale z pilnującym na plastikowym krzesełku okutanym jak na mrozy. 
    Jest bardzo egzotycznie! 

    SAM_7499.jpg

    Dojeżdżamy do hotelu.

    DSCN1497_kopia.jpg

    embed?image=1&profile=1&width=640&height

     

    Dzień 2. Agadir.

    Szybkie śniadanie w hotelowej restauracji, koło basenu, i jesteśmy gotowi do poznawania kraju. Pierwsze km jazdy to przyzwyczajenie się do tego kraju. W porównaniu do Polski to wszystko jest inne. Mają tylko taki sam asfalt oraz ruch prawostronny, teoretycznie bo w praktyce pojazdy można zobaczyć po każdej stronie drogi.

    DSCN1504.jpg

    .Pierwsze kroki kierujemy do centrum miasta by nabyć kartusz z gazem oraz kartę internetową. W oczekiwaniu na aktywację jedziemy na obiad i jemy pierwszy tradycyjny posiłek marokański oraz wypijamy tradycyjną napój ... herbatę.

    DSCN1564.jpg

     

    DSCN1561.jpg

    Agadir to zlepek miast. Ruch samochodowy wielki ale bezpieczny.

    DSCN1508.jpg

    Ścieżki rowerowe nawet są ale to często fikcja. W czasie deszczu to ścieki a w korkach służą jako dodatkowe pasy dla samochodów. 

    Podczas pierwszych zakupów odkrywam pierwszą gumę. Cóż ... Marzena ma czas na zwiedzanie pobliskiej hali targowej. Jako europejka i samotna kobieta wzbudza wielkie poruszenie.

    DSCN1511.jpg

    Po naprawie obieramy kurs na kolejny hotel. Decyduję się nieco zmodyfikować trasę i pojechać przez lokalne targowisko. Jest wielkości połowy naszego bazaru Stadionu Dziesięciolecia a handluje się niemalże wszystkim. Jednak specyfika tego miejsca powoduje, że ręka mimochodem sięga po posiadane środki obronne. Jednak kilkuminutowe przebywanie wśród tubylców sprawia, że są oni przyjażnie nastawieni i są zainteresowani tylko handlem. W dalszej kolejności bazar w naturalny sposób przechodzi w ciąg małych lokali handlowych.

    Zaczyna padać a nawet lać. Pora na kolejną herbatkę.

    DSCN1519.jpg


    Miasta już mam dość. Jutro uciekamy w dzicz ... jeśli deszcze na to pozwolą.

    SAM_7507.jpg

    embed?image=1&profile=1&width=640&height

    Dzień 3

    DSCN1528.jpg

    Wyjazd z Agadiru koszmarnymi slamsowatymi przedmieściami.

    DSCN1539.jpg

    Następnie przejazd przez uprawy pod folią na przestrzeni 50 km. Wszędzie odpadki nowoczesnej cywilizacji czyli plastiki. 

    DSCN1554.jpg


    Dopiero około 40 km przed Atlasem zanikły śmieci.

    Prawie cały dzień w lekkim deszczu. W miasteczkach błoto i kałuże na całą szerokość drogi.

    DSCN1546.jpg

    Główna ulica miasta po niewielkich opadach deszczu.

    SAM_7513.jpg

    Nareszcie zanikają sztuczne płoty zaczyna się naturalny krajobraz. Jest pięknie.

    20180306_171206.jpg

    Pierwsza noc pod namiotem na pastwisku otoczonym zasiekami z kaktusów i krzaków cierniowych. W oddali słychać było życie wsi ... modły imama, ryczenie owiec i osłów i ... nieustający deszcz

    20180307_065457.jpg

    embed?image=1&profile=1&width=640&height

    Dzień 4 ... po bezdrożach Afryki.

    DSCN1566.jpg

    Opuszczamy nasz bezpieczny azyl i przez lokalne domostwa udajemy się asfaltem mimo, że nawigacja pokazywała całkiem inną drogę. Na razie obserwujemy piękną soczystą zieleń niczym na polskich łąkach.

    DSCN1575.jpg

    Marzena jest zadowolona z tej trasy. Ale szybko humor ją opuszcza gdy asfalt się kończy a droga zamienia się w błotną gruntówkę.

    SAM_7521.jpg

    Jest zielono ale ... czerwona glina zapycha koła i łańcuch w rowerze aż odechciewa się wszystkiego.

    SAM_7527.jpg

    Pierwsza przeprawa terenowa pokazała całe piękno Afryki po opadach deszczu.

    SAM_7524.jpg

    Dojechaliśmy do asfaltu i sklepu. Jest szansa na przeżycie kolejnego dnia. 

    Odcinek terenowy i mycie roweru z paskudnej czerwonej gliny. Mamy chwilę słońca i możemy znowu nacieszyć się widokami. Dojeżdżamy do kolejnej wsi i ... widzimy znowu koniec asfaltu. Wskazujemy miejscowym cel podróży i dowiadujemy się, że na rowerze nie da rady się dojechać. Nie wierzę bo widzę lekko utwardzoną ścieżkę przez kolejną trawiastą przestrzeń. Okazała się bardzo fajną szutrówką zdecydowanie lepszą niż poprzednia błotna droga. Na zakończeniu drogi mamy kolejną wieś z niby małym zameczkiem.

    SAM_7540.jpg

     

    Dalszy ciąg przeprawy terenowej a na zakończenie wymarzony widok. Dla takich chwil warto było się pomęczyć.

    DSCN1620.jpg

    Maroko co chwila nas zaskakuje. Tym razem za sprawą obiektów motoryzacyjnych. Czujemy się jakbyśmy przemieścili się w czasie.

    DSCN1593.jpg

    Nasza cel pośredni to zespół jeziorek niezmiernie jesteśmy ciekawi tego zjawiska. Jednak nie po drodze znowu zostajemy zaskoczeni. Tym razem natura pokazuje swoją potęgę. Dostrzegamy niszczycielską działalność wody która doprowadza do wymywania zbocza wioski.

    DSCN1624.jpg

    Dojeżdżamy wreszcie do owej wody. Okazał się zbiornikiem wody pitnej transportowanej betonowymi akweduktami i korytami daleko na północ.

    DSCN1645.jpg

    Dojechaliśmy do restauracji na pustyni. Mega klimatyczna restauracja z mega wypasionym jedzeniem.

    SAM_7557.jpg

    Obsługa na bardzo wysokim poziomie. Można było poczuć się po królewsku. Koszta ? Jak w przydrożnym barze. Szok? 

    DSCN1674.jpg


    W pełni posileni jedziemy szukać noclegu. Po drodze mijamy osobliwą atrakcję.

    DSCN1683.jpg

    Nocleg na pustyni. Jutro kierunek nad ocean Atlantycki.

    Spędzamy noc na pustyni a w zasadzie na pustynnych polach. W odległości 1 km same drogi lokalne i jedna asfaltówka. Wsi na horyzoncie brak ale imama i tak słychać. Jest bezpiecznie i byłoby przyjemnie gdyby nie ta piekielna gliniasta czerwona ziemia.

    DSCN1694.jpg

    Jest ciepło, więcej niż cienka kurtka przeciwdeszczowa nie potrzeba. Pada co chwilę ale też szybko wysychamy. W nocy dla mnie śpiwór puchowy jest ok. Robert w letnim się gotuje

    embed?image=1&profile=1&width=640&height

    Dzień 5

     Czas na małą przerwę i tradycyjną marokańską miętową herbatę. Zaparzana jest w małym dzbanuszku a podawana jest zawsze z dwoma kieliszkami. W jednym jest garść mięty a w drugim 2 duże kostki cukru. 


    Jeszcze jest cała procedura 3 krotnego nalewania z pianką itp.
    Wspaniale gasi pragnienie.

    Dojeżdżamy do Tiznit.

    DSCN1717.jpg

    Dzień na leniwca, dzień typowego turysty. Mała pamiątka .

    Pod koniec dnia jeszcze tylko wypad nad Ocean Atlantycki.

    SAM_7601.jpg

    embed?image=1&profile=1&width=640&height

    Dzień 6

    Od rana lampa. Bez trudu opuszczamy Tinzit, najbardziej przyjazne miasto z dotychczasowych jakie widzieliśmy. Kierunek góry Atlasu i miasteczko Tafraout.

    710873.jpg

    Dystans to 107 km ale nie dojedziemy. O godzinie 11.00 było 35 st C.

    710878_1280.jpg

    Po drodze mamy tereny półpustynne, kwieciste oazy a także wiele koryt rzek okresowych.

    710879_1280.jpg

    W górach życie toczy się takim samym tempem co na równinach.

    710882_1280.jpg

    W innych dolinkach życia kompletnie nie ma.

     

    Temperatura w cieniu 38,8. Woda idzie jak ... woda. Ach .... gdzie te deszcze...

    710876_1280.jpg

    Przerwa na lunch. Każdy cień, każdy chłód jest cenny.

    Połowa drogi za nami. Góry, góry i doliny pełne oaz. Widok zwalają z nóg! A podobno malownicze tereny dopiero przed nami. 
    Temperatura na podjazdach 42,2 C.

    Prawie w każdej wiosce jest sklep tylko jest mocno ukryty. Czasami jest to zakratowane okno a czasami tylko otwarte drzwi. Szyldów brak a jeśli są to sklep jest zamknięty.

    Na przełęczy na wysokości 1250 m. Równo połowa droga za nami. Rozkładanie namiotu przy zachodzącymi słońcu.
    W oddali widzimy światła miast. Wygląda to tak jakby w dolinie były tylko miasta!
    Podczas toalety odkrywam: poparzone uszy mimo, źe cały dzień byłem w kapeluszu turystycznym, poparzone takźe dłonie ... brak rękawiczek.

    Noc była spokojna chociaż wieczorem psy napędziły nam stracha. 
    Imama i baranów nie było słychać... tylko koguty. Można było poczuć się jak na polskiej wsi. 
    Temperatura spadła do 10 C

    embed?image=1&profile=1&width=640&height

    Dzień 7

    DSCN2346.jpg

    A my ciągle w górach. Tu jest tak samo gęsto od ludzi co na nizinach. Tu jest woda a to jest podstawa życia. 

    DSCN2310.jpg


    Tihmit. Miasteczko na wysokości 1300 m npm. Niby senne ale jednak pełne życia.
    Poruszamy się drogą komunikacyjną ale także turystyczną. Mijają nas wielkie ciężarówy , małe pickupy, autokary rejsowe oraz kampery. Większość nas pozdrawia i wyraża gest uznania. Jest miło.

     


    Knajp jest mniej ale zawsze pod sklepem możemy się załapać na whisky-Maroko czyli tradycyjną herbatę.

    DSCN2378.jpg

    Wjeżdżamy w malowniczą dolinę. Nie nadążamy robić zdjęć! Jest mega pięknie!

    DSCN2454.jpg

    Temperatura na trasie 33-38 C czyli jest nawet całkiem chłodno.

     Tafraout. Kampery ciągną na potęgę. Wszędzie campingi pod kampery. Miasteczko pięknie położone ale prawie całe zrobione pod turystów. Tylko kilka uliczek w Marokańskim stylu. Nawet knajpy dla miejscowych nauczyły się serwować jedzenie pod turystów czyli ... frytki. Czas stąd zmykać.

    Niestety tam gdzie są turyści nie ma tradycji. Tafraoute, przepięknie położone miasto, w otoczeniu ciekawych tworów górskich, więcej tu turystów niż miejscowych a w restauracjach frytki w tażinie, cherbatka bez drugiej szklanki do przelewania i olbrzymich kostek cukru i bagietka, kawie brakuje mocy, ech... 

    To takie sztuczne miasteczko niczym polskie Zakopane.

    . Po dwóch dniach spędzonych w piekielnym słońcu czas na usunięcie warstwy soli w cywilizowanych warunkach. Marokański hotel w turystycznym miasteczku. Ciekawostką jest fakt brak okna za to do WC i prysznica jest wejście z prywatnego tarasu. 
    Cena ... mniej niż zakupy na śniadanie.

    embed?image=1&profile=1&width=640&height

    Dzień 8

    Uciekamy z tego turystycznego tworu. Przed nami 600 m przewyższenia więc decydujemy się na podwiózkę. Jesteśmy na przełęczy 1700 m npm. Tuż za spotykamy innych 2 sakwiarzy. Jadą na południe. My udajemy się na wschód i po raz kolejny jesteśmy zaskoczeni przez marokańską przyrodę. Tym razem są to kwitnące doliny niczym w Japonii.
    Temperatura 21-28 C ale my ją odczuwamy na poziomie 10-12 C. Jest po prostu zimno. Zakładamy polary. 
    Przed nami 157 km do najbliższego miasta.

    Cały dzień jazdy po górach na poziomie 1830 m npm. Na mapie jest mnóstwo rzek ale w rzeczystości są to koryta rzek okresowych. Doliny mamy ciągle japońskie. Te pasmo gór jest przeraźliwie suche więc już mamy dość czerwono- ceglastego koloru. Tęsknimy za zielonym i pochłaniamy oczami każdą oazę, każdy skrawek trawki pod ciernistym drzewkiem. 
    Nocujemy na jednej z przełęczy obok bezimiennej wsi. Przed nami dalsze kilometry rdzawego niczego.

    Jedyną osłoną od przeraźliwie zimnego wiatru i od wiejskiej cywilizacji jest 1 m kamienny murek.
    Rowery nocują po za murkiem przypięte do słupa energetycznego.

    Nocleg spędzony na wysokości. Bardzo silny wiatr i niska temperatura. W nocy wstaję i dodatkowo zabezpieczam odciągi. W powietrzu wilgoć. Wszystko jest mokre ale wraz z pierwszymi promieniami słońca natychmiast schnie.
    Męczę się. Oparzenia dają o sobie znać. Mimo niskich temperatur trzeba chronić się przed słońcem

    Temperatura w nocy spadła do około 5 st C.

    embed?image=1&profile=1&width=640&height

     

    Dzień 9

    Góry, góry, góry. Marzena JM zarzuca mi brak umiejętności posługiwania się mapą. Tylko jak tu nawigować skoro jedna droga prowadzi na pustynię, druga przez góry a trzecia do miejsca skąd przyjechaliśmy?

     


    Temperatura 25-30 C ale odczuwalna na poziomie 15 C. Mimo to nauczyliśmy się chronić przed słońcem. Tutaj słońce zabija.

    Kondycję mamy podobną, Robert jest silniejszy a ja wytrzymalsza. Jesteśmy oderwani ja od biurka a Robert po antybiotyku. Nie ma problemu tylko czasem pomarudzić trzeba a podjazdy są ciężkie.

    Tyle dni jechaliśmy i modliliśmy się nie do tego Boga. Dzisiaj zacząłem składać modły do Allaha i od razu zjazdy były w przewadze. W godzinę tyle km zrobiliśmy co wcześniej w ciągu 3 h.
    Ps. Dobra mapa to podstawa a takowej nie znalazłem. Zastępstwem mo
    że być nawigacja ale pokazująca poziomice. Takowej też nie znalazłem. 
    Podobnej wyprawy do mojej w sieci nie ma przynajmniej nie ma z takimi szczegółowymi informacjami technicznymi. Tak więc jestem niejako prekursorem więc błędy są wliczone w ryzyko przecierania trasy.

    Noc spędzamy w korycie suchej rzeki okresowej na wysokości 690 mnpm. Za nami 91 km i ponad 1,2 km w pionie w dół więc jak na dzień górski to był bardzo dobry wynik.

    embed?image=1&profile=1&width=640&height

     

    Dzień 10
    Dzień 10 to dojazd do miasteczka Taroudant. Bajeczna droga przez pustynny tereny... po lewo pasmo suchych gór 2000 m npm a po prawej ośnieżone pasmo Wysokiego Atlasu 4 000 m npm. 
    Miasto Taroudant prawie w całości położone w starej części miasta za wysokim murem.
    Dzień odpoczynku hotelowego, prania, i organizowania transportu w góry Atlasu Wysokiego by móc dotrzeć do Marakeszu. Dystans 223 km musimy nieco sobie ułatwić.

    embed?image=1&profile=1&width=640&height

    Dzień 11

    Dzień pod znakiem transportu zbiorowego. W naszą ulubioną dolinę nikt nie chce jechać więc zmieniamy marszrutę i w dolinę wjedziemy od strony Marakeszu. Dzięki temu busy nas wywiozą na znaczną wysokość by na szczyt kontynuować jazdę po w miarę łagodnym podjeździe. Od południa czekałyby na nas 14-21% podjazdy po drogach szutrowych.

    Lokalsi nie potrafią czytać mapy więc wskazanie celu podróży jest nieskuteczne. Ponadto miejscowości mają bardzo podobną wymowę i często wymowa jest inna niż nazwa pisana np Ighram się wymawia Ajriem.

    I tak zamiast do Timlin pojechaliśmy w kierunku Tołlin czy jakoś tak.

    710866_1280.jpg

    Pierwszy informator był najlepszy, powiedział że przez góry tylko okazją albo specjalnie wynajętą taksówką

    W oczekiwaniu na autobus obserwujemy życie miasta i bardzo nietypowe sposoby dowożenia bagażu.

    710867_1280.jpg

    Dzień 12

    W środku nocy przyjeżdżamy do Marrakeszu. 5 minut spędzone w miejskim parku kończy się interwencją patrolu Policji na bombach. Pełni nadzieii na zobaczenie słynnego nocnego życia miasta zapuszczamy się do mediny. I co widzimy? Zamiast zaklinaczy węży tylko mamy paniczny rajd po kompletnie wyludnionych uliczkach labiryntu starego miasta.

    Na szczęście pomogli nam miejscowi chłopcy którzy jeszcze nie spali. W życiu bym nie trafiła do tego hotelu. Okazało się dzisiaj że jeden z nich to sprzedawca we wszech otaczający medyne souku 

    Oczywiście pomoc nie była bezinteresowna. To miasto żyje z turystów więc płaci się za wszystko nawet za wskazanie drogi. Owa pomoc czyli turystic servis kosztowało 5 euro a trwało ... 2 minuty.

    W efekcie lądujemy w hostelu. 
    Co przyniesie dalszy dzień? Jestem pełen obaw bo życie ponad 1 milionowego miasta wygląda zawsze tak samo.

    Marrakesz. Miasto o koszmarnym ruchu drogowym. Podczas 3 godzinnego pobytu widzieliśmy jeden wypadek i 2 kolizje . Ofiarami byli piesi i skuterowcy .
    Miasto jest jak inne marokańskie miasta tylko w znacznie większym wydaniu. Na każdym kroku czuć pośpi
    ech, nerwowość i wyzysk turystów. 
    Szczerze mówiąc nie warto było poświęcać czas i niemałe pieniądze. O wiele spokojniej jest na prowincji a widoki w terenie zdecydowanie przebijają wielkomiejski syf.

    embed?image=1&profile=1&width=640&height

    Dzień 13

    Startujemy z miasteczka Chichoa

    Nocleg na wysokości 700 mnpm. Temperatura spadła do 4 C. Rozbiliśmy się tuż nad rzeką i o dziwo była w niej woda. Za to wiatr był tak silny, że podrywał piasek z plaży i wciskał go do namiotu przez siatkę sypialni.

    embed?image=1&profile=1&width=640&height

    Dzień 14

     Poranek upłynął na szybkim suszeniu wilgotnych rzeczy. Potem chwila nostalgii nad wielkim jeziorem i mozolna wspinaczka na 1000 m npm. Mimo bliskości autostrady ruch na drodze bardzo duży. By nieco odetchnąć zjeżdżamy na odpoczynek do wiejskiego sklepu. Zakupy na śniadanie i .... jesteśmy ugoszczeni po królewsku przez chłopaczka prowadzącego ów business. Tego się nie spodziewaliśmy!

    Potem mozolna wspinaczka na 1200 mnpm a póżniej szaleńcza jazda tylko w dół.

    710871_1280.jpg

    Nocleg spędzony w domu marokańskiego Berbera. Dom odmienny od naszego pod każdym względem i odmienne także są zwyczaje. Praktycznie strach cokolwiek zrobić by kogoś nie urazić, by dany czyn był nietaktem. 
    Już samo wejście do domu rozpoczyna się obowiązkowym pozbyciem się obuwia. A dalej ... wystarczy nadmienić .... biesiadowanie na podłodze, co najwyżej na poduszkach, jedzenie ręką ze wspólnej olbrzymiej miski czy mycie rąk metodą średniowieczną czyli w misce przy stole. 
    Inny świat, inna kultura, inne obyczaje czasami wypływające z uwarunkowań klimatycznych a czasami po prostu z biedy.
    Jednak serdeczność tych ludzi jest niesamowita.

    embed?image=1&profile=1&width=640&height

     

    Dzień 15

    Dzień organizacyjny

    embed?image=1&profile=1&width=640&height

    Przydatne informacje.

     Wyżywienie.

    W necie straszono zatruciami i obcą florą bakteryjną. My stołowaliśmy się w barach obleganych przez lokalsów, piliśmy herbatę w najbardziej przypadkowych miejscach, jedliśmy chleb, który był łamany tradycyjnie w rękach, myliśmy zęby pod bieżącą wodą i nie dopadły nas żadne perturbacje żołądkowa. Dlatego można z wielkim przymrożeniem oka spojrzeć na owo zagrożenie. 
    Padło pytanie jak rozpoznać sklep spożywczy. Odpowiadam... Po butlach z gazem. W Maroko nie używa się do gotowania ani drewna, ani węgla, ani prądu tylko gazu a że nie ma gazociągów to gaz jest sprzedawany w butlach o różnych wielkościach i jest kupowany razem z chlebem. 
    Restauracje. Najlepiej stołować się tam gdzie jedzą tubylcy przy czym należy unikać wprowadzania do restauracji przez naganiacza bo wówczas cena rośnie 2-3 razy. 
    Z naszego doświadczenia wynika, że najtańsze jedzenie jest przy głównych drogach.
    Czego nie ma w Maroco? Wędlin. Pod żadną postacią wędlin nie sposób było dostać. Za to pod dostatkiem były dostępne sardynki w puszkach.

    Ruch uliczny.

    Ruch uliczny Maroko i zapewne także w całej Afryce jest mocno odmienny od naszego europejskiego. W pierwszej chwili odnosi się wrażenie jakby na jezdni nie obowiązywały żadne zasady ruchu drogowego i ma się strach w oczach. W pewnym sensie tak jest ale ... na jezdni oprócz swego rodzaju chaosu panuje wzajemna życzliwość, kultura i zrozumienie. 
    Dla nas rowerzystów jest to szczególnie istotne bo wszelkie większe pojazdy zbliżając się do nas trąbiły nie na zasadzie usunięcia się z drogi ale na zasadzie poinformowania, że własnie nadjeżdża większy pojazd. 
     

     

     
  3. Dziubek
    Ostatni wpis

    Marka LiitoKala wydała niedawno nowy model ładowarki Lii S1. Ma to być docelowo następca Lii 100, ale z racji kompromisów, jej przyszłość stoi pod dużym znakiem zapytania. Zapraszam osoby ładujące akumulatory do swoich światełek na krótką informację dotycząc LiitoKalla Lii S1.

  4. Cześć, ostatnio na blogu "Rower w Gazie" (rowerwgazie.pl) najnowsza notka jaką wstawiłem opowiada o siedemdziesięciokilometrowej trasie rowerowej jaką udało się przejechać nam w lecie 2017 roku. Trasa przebiegała przez następujące odcinki tej części Jury: Poręba-Łazy, Łazy-Podzamcze, Podzamcze-Morsko, Morsko-Zawiercie i Zawiercie-Poręba. Najpiękniejszy z nich to zdecydowanie odcinek od Ogrodzieńca do Podzamcza z postojem pod zamkiem Ogrodzieniec i dalszy odjazd z Podzamcza w stronę Morska. Przejazd przez Las Porębski był jednym z największych wytchnień na trasie - jeden wielki powiew chłodnego wiatru. Bajka. Jednak zdarzyły się odcinki bardziej męczące takie jak końcówka dojazdu do Morska. Pełan relacja odcinek po odcinku z sierpniowej trasy tutaj >>>> Trasa rowerowa po Jurze 2017 <<<<

    Natomiast oto zdjęcia wszystkich odcinków trasy z Google Maps 

    Całość trasy.jpg

    ODCIENK III.jpg

    ODCINEK I.jpg

    ODCINEK II.jpg

    ODCINEK IV.png

    ODCINEK V.png

  5. Boso, ale na rowerze

    mklos1
    Ostatni wpis

    Pojawił się nowy wpis: http://blog.bosorowerem.pl/?p=2566

     

    Staram się wystrzegać na blogu reklamy, a także postów w stylu porównania produktów. Kogo to obchodzi, że kask X ma 15 szczelin a kask Y ma 16 szczelin. Taka sucha wiedza jest psu na budę, chodzi o efektywność tychże... Dlatego zawsze staram się pisać ogólnie, a nie o szczegółach, bo jak wiadomo każdy jest indywidualnością.

     

    Zużyłem już jeden kask Uvex'a. Nosił mi się bardzo dobrze. Gąbki jednak się zniszczyły i nie nadawał się do dalszego użytku. Jest też szkoła, że kask co kilka lat powinno się wymieniać, gdyż tlen, pot i promieniowanie UV powoduje degradację materiału. Jestem w stanie w to uwierzyć, ale pomyślmy. Materiał kasku zwykle jest czarny, a od góry pokryty skorupą, która chroni przed UV. Pot? Sądzę, że producenci to przewidzieli. Spotkał się ktoś z Was z opisem na jaki okres producent gwarantuje zachowanie parametrów mechanicznych kasku?

     

    Pamiętam jak powiedziałem dziewczynie, że musi mieć kask. Zagotowało się w niej... Wstyd, siarka i w ogóle... Teraz, gdybym zapomniał go jej wziąć, to też by się w niej zagotowało... :D Jak wy do tego podchodzicie? Jazda w kasku to szyk czy wstyd?

  6. blog-0833597001477549650.jpg

    Pierwsze wrażenia z rowerowych rękawic od "mainfrendów".

    Potrzebowałem nowy rękawic jesienno - wiosennych, więc naturalnym odruchem było zacząć szukać na chińskich stronach, mainfrendy mają czasami niezłe pomysły. Znalazłem takie coś: https://www.aliexpress.com/item/INBIKE-Reflective-Cycling-Gloves-Full-Finger-Bike-Gloves-Touch-Screen-Fingertip-Anti-slip-Gel-Palm-Men/32727195204.html?spm=2114.13010608.0.0.4NVzoP

     

    Szukałem rękawic na warunki jesienno-wiosenne, może wczesną zimę, coś co sprawdziło by się w temperaturze od -50C do +100C. Coś co było by w miarę wodoodporne i nie przeszywało by wiatrem. Na warunki typowo zimowe przy niższych temperaturach mam rękawice Scotta, więc mogłem sobie zawęzić komfortowo temperaturę użytkowania.

     

    Na razie mogę tylko wstępnie opisać to co przyszło z Chin, test długo dystansowy wrzucę po okresie wiosennym, zobaczymy jak będzie z trwałością.

    cena: 13 $

    czas dostawy: niecałe trzy tygodnie

    rozmiar: XL

     

    Co przyszło:

    bn265_rekawice.jpg

     

    Zestaw zawiera parę rękawic, ulotkę ze szczegółami ich zalet :) oraz ciekawą saszetkę/pokrowiec.

     

    Jak leżą na dłoniach? Nieźle, choć mam wrażenie, że gdyby były w rozmiarze 2XL też bym nie narzekał. Ale jest ok.

    Od strony chwytu na kierownicy materiał jest bardzo miękki, ma jakąś niewielką wkładkę ala żel (nie wiem czy to faktycznie żel) w chwycie za metalowe rogi nie ślizgały i zapewniały lepszy chwyt niż moje poprzednie rękawice. Palec wskazujący i kciuk mają "funkcję" obsługi ekranu pojemnościowego smartfonu, sprawdziłem działa bez zarzutu.

    Materiał pomiędzy palcami jest najcieńszy, może dzięki temu nic nie podwija się i nie przeszkadza przy zaciśniętej dłoni na gripach, zobaczymy jak to będzie kiedy zmokną.

    To co wyróżnia te rękawice to materiał na górnej stronie. Rękawice od wierzchu są w 100% odblaskowe. Wygląda to tak jak te pasy na kamizelkach odblaskowych. Nie jest to jakaś naklejona grafika, całe rękawice świecą w reflektorach samochodów. Niewątpliwa zaleta w warunkach typowej jesieni w Polsce.

    Wadą takiego rozwiązania jest struktura tego materiału, jest bardzo gumopodony i nie ma absolutnie możliwości otrzeć np. twarz wierzchem dłoni.

     

    Zobaczymy jak sprawdzą się w trudnych warunkach chlapy jesienno zimowej, po pierwszych kilkunastu km jestem pozytywnie zaskoczony i także nastawiony na dalszą eksploatację.

     

    tx946_rekawice-(3).jpg

     

    jm917_rekawice-(2).jpg

  7. malowanie



    Tak to właśnie wygląda. Trochę się rozleniwiłam przez to, że były wakacje, więc rama nie jest skończona i nie wiem kiedy ją skończę, bo czas wrócić na uczelnię. Trochę ubolewam, że się nie wyrobiłam w te wakacje, ale mówi się trudno. Przynajmniej mogę na spokojnie oklejać i pomalować do końca.

    Najbliższe plany:
    1. Okleić i pomalować paski
    2. Położyć bezbarwny lakier, który zabezpieczy wzór na dobre
    3. Uzbierać hajsy na części i działać dalej

    Pozdrawiam! :)
  8. cyklomaniak1227Blog

    • 1
      wpis
    • 3
      komentarze
    • 2512
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    cyklomaniak1227
    Ostatni wpis

    mam problem poniewaz chce kupic rower którym mozna by było dobrze pojezdzic w terenie juz od 4 lat startuje w zawodach mtb do tej pory jezdziłem na słabym starym rowerze który wazył tone a amortyzacja nie działała prawie wogóle kupiłem go za 2000 tys zł i uwazam ze to o wiele za dużo jak za niego teraz chciałem kupic cos lepszego i zastanawiałem sie nad takim rowerem jak trek superfly 6 nie znam sie za bardzo na rowerach ale ten wydaje mi sie dobry jesli macie lepsze propozycje za podobną cene to prosze o pomoc :)

  9. Oto wpis! Chcę przeprosić za tak długie niepisanie - całe szczęście admini nie uznali mojego konta na forum za pozostałość po nieboszczyku. Wytłumaczenie będzie w poniższej ścianie tekstu; postaram się utrzymać swój niski poziom pisarski pomimo gryzącej mnie infekcji gardła. Marketingowo zachęcę, że będą wybuchy, strzelaniny, gołe cycki itp. Zapraszam!

     

     

     

    Szczerze mówiąc nie będzie jednak tych cycków, strzelanin i wybuchów. Ale jeżeli już kliknąwszy zorientowałeś się czytelniku, że nie kłamałem mówiąc o ścianie tekstu - bądź zaciekawion i niezgorszon.

     

    Kupiłem w końcu ramę do FR/DH! Nie było to łatwe, gdyż jej wartość była wyższa od ceny rynkowej całego mojego dotychczasowego roweru. Tak sobie wymyśliłem, że zimą jeździć mogę na czymkolwiek; tych parę dni fajnej pogody na jazdę przeboleję. Celem był nowy pojazd, nastawiony na DH/FR. Tym sposobem przez zimę 2015/16 składałem do kupy Gamblera 2009. Składanie roweru typowo do grawitacji jest o tyle trudne, że niespecjalnie jest na czym przyoszczędzić. Całe szczęście moi przyjaciele poratowali mnie całym mnóstwem części, niektóre otrzymałem zupełnie za darmo! Rower był w jednym kawałku szybciej niż się spodziewałem a wizja jazdy na fullu stała się w końcu faktem. W międzyczasie znowuż zmieniłem pracę a dzięki szczęśliwym kolejom losu byłem w stanie nawet móc wziąć Gamblera w góry!

     

    Uwag kilka się należy w tym miejscu temu, czym była dla mnie przesiadka ze sztywniaka na zjazdówkę. Spodziewałem się rewolucji i eksplozji możliwości, tymczasem było po prostu lepiej. Co odczuć się dało najbardziej to geometrię, zdecydowanie bezpieczniejszą na grawitacyjne harce. Druga rzecz to to, że gdy wpada się w kamienio-belko-mikrofalówki amortyzowany z tyłu rower nie chce człowieka zrzucić w krzaki :) Reszta wrażeń z grubsza nie uległa zmianie. No, może da się odczuć ciężar nowego pojazdu, podejrzewam go o jakieś 18 kilo z hakiem ;) Z jednej strony niedobrze, bo trudniej takim rowerem szarpnąć, machnąć, odciążyć... ale z drugiej strony trudniej jest nim niekontrolowanie szarpnąć, przypadkowo nim machnąć albo źle odciążyć :D Smutek tylko towarzyszy pokonywaniu podjazdów, które pokonywać trzeba zawsze obok roweru. Aż się człek zastanawia czy to kondycja tak spadła czy jednak ten rower taki ciężki...

     

    Regularne treningi na toruńskiej Skarpie mogły stanąć pod znakiem zapytania, przez to że zmieniłem tę pracę. Powód prozaiczny - odległość dzieląca mnie od toru wydłużyła się z 6,6 km do... 73,7 km. Musiałem więc przeprosić się z samochodem (nie lubię samochodów, a najbardziej tych, do których nie mieści się rower). Treningi nie zostały przerwane, a jedynie wzrósł ich koszt o te parę litrów podtlenku LPG tygodniowo :) Z rowerkiem pełnozawieszonym oswoiłem się bardzo szybko, a za to że zachowywał się jak należy odpłacałem mu okresowymi modernizacjami osprzętu. Bardzo mi zależało, by przygotować się na to, czego niegdyś nie lubiłem, a teraz lubię bardzo...

     

    Wyścigi! Diverse DH Contest na Górze Żar brzmiał zupełnie inaczej niż rok temu, kiedy to pojechałem tam pokibicować i pojeździć na A-Lajnie. Teraz miałem się ścigać na trasie DH, której ostatnio nawet nie próbowałem pokonać. No to pojechaliśmy :) Wszystko grało, trasa okazała się nie taka straszna, rower działał... do dnia zawodów.

     

    Eliminacji nie przeszedłem, miejsce 63. na 73 startujących w kategorii teoretycznie powinienem odebrać jako porażkę... Powiem tak: jeżeli Czarna Góra rok temu, na sztywniaku, mnie rozdziewiczyła, tak Żar na fullu zrobił ze mnie szmatę potraktowaną bez lubrykantu :bye2: Choć właściwie powinienem powiedzieć że było dużo lubrykantu - na trasie. Pogoda nie pyta o zdanie, ulewa waliła przez całą noc przed zawodami, a temperatura oscylowała potem wokół 3°C na początku a 10°C na końcu trasy. Po pierwszym przejeździe zmieniłem rękawiczki na zimowe. Gdy zaś ujrzałem, że mój okazyjnie nabyty powietrzny Boxxer stracił skok mimo nabicia do 200 PSI... Postanowiłem postawić sobie 2 cele na tych zawodach: po pierwsze nie umrzeć, a po drugie (pobożne życzenia) nie wywalić się. Aha, zapomniałbym - na szczycie Żaru zaległo nawet trochę śniegu!

     

    Skłamałbym mówiąc, że się nie cieszyłem na widok mety :D Fajnie się zjeżdża na suchym, kiedy można próbować różnych linii, wypróbowywać zasłyszane "patenty" na pokonanie kolejnych odcinków szybko i gładko. Ale gdy na trasie zalega 5 cm błota w najsuchszym miejscu, wszystkie te patenty można sobie wsadzić :) Człowiek odkrywa chicken-lajny o których wcześniej nawet nie wiedział, nie myślał... Korzonek nad którym wcześniej się leciało teraz trzeba było obmyśleć, by nie stał się on przyczynkiem do przemalowania się na ciemny brąz. Do tej pory się zastanawiam jak to się udało, że się nie wywaliłem. Chociaż w sumie turlałem się ledwo-ledwo, a hamulce robiły ciągle tak:

     

    YYYYYYYYYYYYY!

     

    Natenczas wznoszę modły, by na Mistrzostwach Polski na Czarnej Górze było sucho. To już za tydzień! Jaram się :D Kto jedzie ze mną? ;)

  10. sombraBlog

    • 1
      wpis
    • 1
      komentarz
    • 2217
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    Pogoda nie rozpieszcza zatem trzeba szukać innych godzin aby pokręcić choć trochę na rowerze...

    Start nastąpił kilka minut po 20tej, koniec 20 min. przed 1szą. Czas samej jazdy - 4h i kwadrans. Jedna przerwa pod dyskontem na chwilę przed zamknięciem. Trasa w zasadzie wkoło "komina". Średnia prędkość ruchu - 27,3 km/h co pozwoliło na pokonanie dystansu prawie 116 km (GF na Stravie).

    Co daje nocna jazda dla mnie - mniej blaszaków (ogólnie mniejsza liczba człowieków), mniejsze temp. - najniższa wyniosła 20 stp C. Przed północą nastąpił bardzo klimatyczny wschód Księżyca.

    Jedyne co przeszkadzało to o dziwo b. duża ilość owadów.

  11. Witam ;)

     

    Jako że zimna nadchodzi nieubłaganie i sezon rowerowy kończy się, pora na małe podsumowanie.

    Swój sezon kończę z przebiegiem w zaokrągleniu 3500km.

    Czemu tak mało? Niestety braki czasu nie pozwalają jeździć więcej mimo szczerych chęci :(, zazdroszczę tym co maja czas na przebiegi rzędu 6000km i więcej.

     

    Na przyszły rok moim celem będzie przekroczenie bariery 4500km tak jak w sezonie 2014.

     

    Pozdrawiam :)

  12. realkrzysiek

    • 1
      wpis
    • 4
      komentarze
    • 7151
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    realkrzysiek
    Ostatni wpis

    Obrońcy Mactronica Noise 500 są twardzi. Używajcie sobie, wasza sprawa, wasze pieniądze.

    Na początek napiszę kilka słów o mojej latarce za 150 zł.

    Nie używam Convoya S2, jakby się każdy spodziewał, choć posiadam, ale wolę trochę większą latarkę Convoy M2, bo pewniej trzyma się w uchwycie i lepiej odprowadza ciepło.

    Latarka ma diodę z najlepszego binu z dobrym CRI (o czymś takim producent Mactronica chyba nie ma pojęcia), dającą normalnego światła coś w granicach ponad 1100 lm. Napisałem normalnego, bo dioda w Mactronicu jest po prostu niebieska, coś jak z taniej latarki Ultrafire WF-501B, pewnie ten sam XM-L, wydajność tej diody jest mniejsza, są to różnice dochodzące do kilkudziesięciu procent. Dioda została zamocowana na miedzianym podłożu Noctigon, które znacznie lepiej odprowadza ciepło od aluminiowego i rzeczywiście umożliwia diodzie świecenie z pełną mocą, a nawet większą. Użyta została najlepsza dostępna na rynku termoprzewodząca pasta do połączenia diody z podłożem, co również znacznie podnosi jej parametry i wpływa na trwałość.

    W latarce został wstawiony sterownik autorsko zaprogramowany przez kolegę Alienth z forum światełka. Sterownik jest programowalny, umożliwia zapamiętanie 10 trybów, więc można świecić z różnymi mocami od 0,5% do 100%. Przełączanie między trybami do przodu polega na jednym kliknięciu, do tyłu na dwóch. Można zmierzyć poziom naładowania akumulatora, o czym sterownik poinformuje ilością mrugnięć. Stojąc w miejscu latarka się bardzo nagrzeje, będzie parzyć, ale sterownik ma zabezpieczenie termiczne i zmniejszy prąd na tyle, żeby nie uszkodzić diody, raczej nie włączy się podczas jazdy na rowerze. Sterownik jest wysokiej klasy więc moc świecenia od samego początku do końca niewiele się różni - tego nie widać okiem, a ktoś już zarzucił tę wadę dobrym latarkom. Różnice są, gdy w latarce ktoś zastosował kiepskiej klasy sterownik np. taki jak w latarce Ultrafire 501b, z tym że w takiej latarce można świecić ze średnią mocą i spadku ilości światła nie będzie widać, a da dokładnie tyle światła ile Noise - z tym że można ją kupić za 50 zł w komplecie z ładowarką, uchwytem i baterią. Gdy bateria się rozładuje, sterownik nie odłączy prądu, bo przecież trzeba jakoś dojechać do domu i będzie jeszcze przez jakiś czas świecić z ograniczoną mocą, ale nie dopuści do rozładowania akumulatora do niepożądanego poziomu. Oczywiście jeszcze lustro i szkiełko też dopasowane, żeby straty były jak najmniejsze, bo słaba szybka potrafi zabrać 10% światła. Np. na 1100 lm 10% mniej daje 990 lm. Jeszcze nie wszystko, bo przełącznik musi być wysokiej klasy, do tego zmostkowana sprężynka i to również generuje straty. Dopiero po tych wszystkich zabiegach latarka da 1100 lm z jednej diody.

    Jak to się ma do Mactronica? Każdy sobie odpowie. Dla mnie Mactronic niczym się nie różni od latarki Ultrafire 501B, ale cena tej drugiej jest prawie sześć razy mniejsza. Co gorsze Mactronic Noise 500 ma takie sobie lustro, też wali po oczach jak w obrazku poniżej mactronic_noise_500.jpg

    , może nie tak mocno jak moja na pełnej mocy, ale to boli, bo świeci jak zwykła taktyczna latarka i dlatego sceptycznie patrzę na tę latarkę. Gdyby miała lustro typowo do roweru jak ten philips_saferide_80_lux_high.jpgPhilips Saferide 80 (moim zdaniem idealne światło na rower do miasta), a firma ta robi takie latarki, które dają ładną wiązkę światła np. MacTronic BPM-600L Tripper - deklarowane 500 lumenów.mactronic_tripper_bpm-600l_high.jpgOd Mactronic Noise 500 dostałem wiele razy po oczach, bo ludziom się wydaje, że jak rowerowa, to sobie można wszędzie świecić z pełną mocą, a to nie jest prawda, bo na drodze rowerowej nawet marne 500 lm jest dużo za dużo.

    Ze swoją latarką w lesie mogę jechać bez ograniczeń, wszystko widzę. Na drodze daję mocy coś około 2-5% i to nie ma prawa razić, ale rzadko świecę na drodze. Mam też drugą latarkę, typowo rowerową, którą zawsze mam włączoną, a lepszą na drodze traktuję jak długie światła, bo mam świadomość i nie chcę nikogo oślepiać.

    Ostatnio jeździłem ze znajomymi po strych fortach w okolicy Warszawy i brakowało mi w tym wszystkim szperacza, ale o tym w przyszłości, bo latarka jest, ale czeka na modyfikacje.

  13. goral33Blog

    • 1
      wpis
    • 3
      komentarze
    • 3831
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    Koleżki mam pytanie bo namyślam się nad zakupem ramy tejże właśnie http://allegro.pl/trek-elite-9-9-ssl-2013-carbon-karbon-i5687060888.html , cena jest wysoka ramka jest nowa i moje pytanie teraz jest takie jaką cenę zaproponować bo koleś mi napisał żebym podał wartość za jaką chciałbym ją kupić , poradźcie Pany opinie mile widziane.

  14. OpenGL12Blog

    • 1
      wpis
    • 2
      komentarze
    • 4076
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    OpenGL12
    Ostatni wpis

    blog-0775425001443109383.jpgWitam, chciałbym się dowiedzieć za ile mógłbym sprzedać mojego BMX'a .

    Kupiłem go rok temu za 300 zł. ile mógłbym dostać sprzedając go ?

    Z góry dziękuje ! PS. Moge dodać więcej zdjęć.

  15. Bobo6963Blog

    • 1
      wpis
    • 2
      komentarze
    • 3714
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    Dzień Dobry to mój drugi post więc przepraszam jeśli coś źle napisałem lub w złym dziale. Tak jak w tytule napisałem zastanawiam się czy posmarowanie wkładki antybakteryjnej przy krótkich spodenkach zniszczy ją w jakiś sposób?

    Proszę o odpowiedzi i pozdrawiam :D

  16. Następna edycja wakacji rowerowych za nami! :)

     

    Po zeszłorocznym Szczecinie i Szwecji, tym razem wywiało nas na pogranicze polsko-niemieckie na południowy kraniec sławnego szlaku Odra-Nysa ze startem w Zittau (Żytawa). Wybraliśmy się tam w sposób zorganizowany, z pomocą sławnego w pewnych kręgach krakowskiego biura podróży z ptakiem :)

     

     

     

     

     

    oder_neisserw.jpg

     

    O szlaku wzdłuż Odry i Nysy przeczytać można naprawdę bardzo wiele, uchodzi za jeden z najlepszych i najbardziej "ucywilizowanych" szlaków w regionie. Wszędzie piszą o znakomitym oznakowaniu, gładziutkich asfaltowych powierzchniach i prawdziwie "zachodniej" infrastrukturze wspierającej szlak. My dodatkowo, by dopełnić luksusu, zapewniliśmy sobie noclegi w hotelach (po polskiej stronie) i transport bagażu samochodem między noclegami :D Tak więc w sakwach mieliśmy tylko to, co potrzebne nam na szlaku, a wszystko inne wieczorem czekało na nas, gdy dojeżdżaliśmy na finisz danego etapu.

     

    Ale wracając do rzeczy ogólnych. Czy naprawdę w Polsce powinniśmy mieć kompleksy i zachodni sąsiedzi są lata świetlne przed nami? No, mogę spokojnie powiedzieć, że nie do końca i pod niektórymi względami jest u nas nawet lepiej! :D

     

    Nie uprzedzajmy jednak faktów. Na początek kwestie związane z transportem. By rozpocząć podróż musieliśmy dotrzeć z Warszawy do Zgorzelca. Okazało się jednak, że tym razem na kolej nie ma co liczyć, 2 przesiadki, 7 godzin drogi, do tego 2 pociągi bez miejsca na rowery. Co gorsze jeszcze półtora miesiąca temu PKP na stronie pokazywało, że będą tam jednak jechały pociągi z miejscami na rowery, życzę więc powodzenia tym, którzy się dali tak wrobić. Padło na samochód, ale szkoda nam było wydawać kasy na bagażnik rowerowy, więc pożyczyliśmy od rodziny kombi. Jak widać do przeciętnego kombi 3 rowery wchodzą bez większego problemu i z drobnym zapasem po zdjęciu przednich kół. Tylna kanapa położona tylko w połowie, więc spokojnie mieści się i trzeci rowerzysta:

     

    samochod1.jpg

     

    Po dojechaniu na miejsce i pierwszym zwiadzie po niemieckiej stronie wraz z krótką podróżą pociągiem pierwsze wnioski:

    - Ani na dworcach, ani w (nowoczesnych) pociągach nie ma WIFI :/

    - Gminy raczej nastawione na miejscowych. Bardzo rzadkie tabliczki z nazwami ulic, bardzo słabe oznakowanie... praktycznie wszystkiego. W wielu nawet zadbanych i zamożnych miejscowościach przejazdy na drogach nie były odmalowywane pewnie z 10 lat i zostały po nich tylko resztki pigmentów farby. Trasy rowerowe da się poznać praktycznie tylko na wjeździe i wyjeździe. Ścieżka może się ciągnąć 5 kilometrów i oznaczona jest tylko na początku i na końcu, więc jak dojedziesz gdzieś w środku to nie masz zielonego pojęcia, czy to uliczka, czy chodnik, czy DDR. Ale to samo było w mniejszych miejscowościach w Szwecji. Ogólnie pewnie z tego częściowo wynika czemu w tych krajach jest więcej DDRów - po prostu poprowadzenie ich tam wymaga znacznie mniejszych nakładów, bo nie ma praktycznie żadnych wymagań co do wyglądu i oznakowania. Oznakowanie oczywiście wisi miejscowym, którzy już wiedzą jak tam się jeździ, ale dla turystów to lipa. Przy okazji nie brakowało też "chodnikowych" ciągów pieszo rowerowych o szerokości jednego metra i z drzewami i śmietnikami na środku! Iście jak w ojczyźnie :)

     

    No ale wszystko powyższe raczej tylko w samych miastach, przez które przechodzi szlak. Jak już wyjedzie się z miasta na wijący się polami i lasami szlak Odry-Nysy ciężko się już zgubić, a i sam szlak staje się niemal idealny:

     

    trasa1.jpg

     

    trasa2.jpg

     

    Cała trasa to tak na oko w 50% faktycznie czysto rowerowa, niemal idealnie płaska ścieżka, taka jak w reklamie. I to naprawdę robi wrażenie. W 30% to jednak po prostu asfaltowe wiejskie drogi z mniej lub bardziej małym ruchem, takimi samymi ulicami pociągnięte jest też wiele szlaków rowerowych na przykład na Mazowszu czy na północ od Szczecina. Cała reszta to różne mieszańce, od mniej lub bardziej udanych chodników pieszo-rowerowych, po bruk i żwir i w małej części też pobocza ulic o średnim natężeniu ruchu. Ale nigdy głęboki żwir, piach, czy błoto. Tutaj faktycznie zgodnie z obietnicami. Patrząc na pojedyncze odcinki, to tak naprawdę nie mamy specjalnie powodu do kompleksów, podobna infrastruktura bywa i u nas, tyle że nie ułoży się z tego jednej ciągłej, tak optymalnej dla rowerzystów ścieżki i to - jakby co - jest u nas do nadrobienia. Fragmenty podobne, nawet czasem lepsze, brakuje zgrania w całość.

     

    A jak to wygląda krajobrazowo? Większość pokonanej przez nas trasy to głównie pola i małe grupki leśne (w każdym obowiązkowo ukryta górka z podjazdem :>), wyróżnia się w sumie głównie samo południe, blisko granicy z Czechami, tam trasa idzie w gęstym lesie, bardzo blisko rzeki idącej głębokim korytem ze stromymi brzegami doliny, bardzo przypomina to nasz znakomity szlak ze Szczawnicy do Czerwonego Klasztoru (pisałem już o nim na blogu), tylko tutaj zamiast żwiru jest asfalt, ale za to ściany są mniej strome, skaliste i monumentalne. Tu przykład z trasy, z ciekawym mostem kolejowym:

     

    trasa3.jpg

     

     

    Warto też wspomnieć o niemieckich kolejach. A przynajmniej tych we wschodnich Niemczech, którymi mieliśmy przyjemność się poruszać. Są tak samo porozbijane na mniejsze spółki jak u nas. Dodatkowo w wielu przypadkach nie da się zamówić biletu przed pojawieniem się na dworcu, tak samo jest z miejscówkami na rower, brak rezerwacji, jak nie ma miejsca na rower, to nie jedziesz. Dodatkowo przedziały rowerowe są też przedziałami dla normalnych pasażerów, na wózkach i z wózkami. Regulamin - podobnie jak w Polsce - w jasny sposób wyjaśnia, że rower to przywilej i jak nie ma miejsca, to roweru nie przewieziesz choćbyś miał bilet. Pani w okienku opowiadała nam, że mamy szczęście bo ostatnio rowerzyści z Francji musieli przedłużyć urlop, nie udało im się z rowerami wpakować do pociągu... Jak więc widać dostępna u nas możliwość rezerwacji miejsca na rower w rowerowym dedykowanym przedziale okazuje się nie lada luksusem :D Nie ma to jak pojechać do bogatszego sąsiada, by się dowartościować :D

     

    Z ciekawostek technicznych. Z chwilowego musu odkryłem jak bezpiecznie jednym u-lockiem przymocować dwa rowery do jednej wyrwikółki:

     

    zapiecie1.jpg

     

    Podsumowując. Trasa dla normalnych ludzi fajna, dla chcących robić duże dystanse genialna, bo kilometry na etapach pozamiejskich faktycznie mijają niezauważalnie. Krajobrazy ładne, ale dla jeżdżących po Polsce nic nowego. Jedyne, co może się wyróżniać na plus to bardzo duża ilość bardzo ładnie zachowanych zabytkowych budynków. I to nie tylko w formie zabytków, ale wszędzie dookoła - domy, firmy, tartaki, gospody. W przypadku chęci odbicia ze szlaku w miasta polecam własne mapy, bo oznakowanie tam jest takie sobie.

     

    I jedna najważniejsza sprawa. Mosty! Nie zawsze wierzyć mapom. W jednym przypadku przejazdu na polską stronę zaznaczonego na mapie nie było już od... 50ciu lat... A w drugim przez wiele godzin jedyny przejazd przez rzekę na polską stronę wyglądał tak:

     

    mostek1.jpg

     

    Pozdrawiam

    :)

  17. Witajcie wszyscy,

    Od razu na wstępie przepraszam za tak długą przerwę w pisaniu. Cholera jasna jakoś mi się strasznie doba skróciła i na czymś trzeba było położyć lagę. Moja żona (dla przypomnienia ta pierwsza) dobitnie wskazywała mi dwa kółka stojące czasem w przedpokoju. Ja jej wskazałem na portfel, ona na łóżko to ja na komputer i tak już zostało. Dlatego nic nie pisałem ani też niespecjalnie dużo czytałem ale robiłem coś zupełnie innego - jeździłem. I jeżdżę dalej i jeździć będę. A zmian Ci przy tym.

    Zacznijmy od tego, że kupując swojego Cube'a prawie na kolanach obiecywałem, że przez 24 miesiące od zakupu nie dołożę grosza do roweru (poza normalną wymianą części). Starałem się wytrwać w moim postanowieniu i prawie mi się udało. Prawie, brakło pół roku. W lutym tego roku wyłożyłem 2k na zmianę czegoś co było sprawne. Rower dostał nowy amor, nowe hamulce i całą masę różnych pierdół które wydawały się być niezbędne. O zmianach w rowerze jeszcze napiszę, coś na zasadzie krótkiego testu. Żona mnie mało nie wyrzuciła z domu, ale ja od razu mówię, to nie moja wina. Bo to nie moja wina, że ktoś mi dał do ręki ulotkę z kredytem autentycznie 0%. Grzech nie wziąć. Teraz spłacam, ale faktycznie jest 0.

    Do tego powiedziałem szanownej małżowinie, że Młoda już nie jest młoda i że dadzą sobie radę jak tatuś raz w czas (czyli co dwa dni plus zawody) wyskoczy i pokręci sobie z piętnaście minut (3 godziny i 15 minut :)). Stąd w tym sezonie zaliczam na poważnie Cyklokarpaty. Nawet do drużyny należę i ubranie dostałem. Oj co to się do tej pory nie działo na CK. A przede mną jeszcze 3 starty. Będzie i o tym.

    A na razie to zbieram się powoli w spanie. Harnaś się skończył, drugiego pod kapslem nie dali, a wysypiać się trzeba bo CK Dukla w niedzielę, a w Dukli byłem rok temu i wiem, że tam trasa to się "w tańcu nie pie@^li".

    Będą następne wpisy na pewno częściej niż raz na pół roku.

    Do poczytania.

     

    PS. Jak ktoś zacznie w komentarzach po mnie cisnąć, że piję Harnasia to od razu wyjaśniam. Miałem się ochotę dziś lekko dziabnąć za nieduże pieniądze. Stwierdziłem, dziś jest mój dzień, trzy piwa będą, za pierwsze płacę, pozostałe dostaję z kapsla. Inwestuję tylko 1,99 - musi się udać. No to się udało - wypić jedno - król gór okazał się być sknerą i dał komuś innego mojego kolejnego browara. Normalnie świnia a nie król :)

  18. kamila32Blog

    blog-0460259001439565162.jpg... a Ponoć o nas rowerzystach się mówi że jesteśmy piratami drogowymi, ale to co dzisiaj mnie spotkało to wskazuje na coś innego. Jechałam sobie spokojnie ulicą na Białołęce Dworskiej i mając pierwszeństwo chciałam kontynuować jazdę łukiem w prawą stronę a tu co?z lewej str. wyjechał właściciel 4 kółek i nie patrząc( a raczej uznając że mój rower to nie pojazd) wymusił pierwszeństwo nie patrząc że przez to ja uderzona wirem powietrza- samochód dostawczy- po prostu zostałam zmieciona prosto na krawężnik i dzięki dobrym hamulcom ominęłam starcia czołowego z chodnikiem ehh brak słów

     

    Ale za to wynagrodziłam sobie tą sytuację pięknym widokiem i kolejnym 25 km na liczniku

  19. 2013_0101_031048_015.jpg

    2013_0101_021227_039.jpg

    2013_0101_030710_009.jpg

    2013_0101_030544_008.jpg

     

    Moje zdjęcia z Krakowskiego Tour De Pologne 2015

    Bardzo fajna impreza, jeśli ktoś nie był a miał możliwość niech żałuje :)

  20. Witam,

     

    Postanowiłem podzielić się spostrzeżeniami po ponad półrocznym eksploatowaniu plecaka QUECHUA FORCLAZ 30.

    Zainteresowanych zapraszam do lektury.

     

    http://mtbrowerowy.blogspot.com/2015/07/plecak-z-decathlonu-czyli-test-quechua.html

     

    Pozdrawiam

    • 1
      wpis
    • 0
      komentarzy
    • 3787
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    Witam , jest to mój pierwszy wpis na blogu więc na wstępie chciał bym się przywitać. Mam też nadzieję że niczego nie sknocę i zostanę dobrze przyjęty :)

     

    Rower - czym jest dla mnie a czym dla innych? Osobiście sam traktuję rower jako źródło zabawy i środek transportu , ale jak wiadomo czasem coś się zepsuje. Gdy już do tego dojdzie wiadomo , odwiedzamy serwis lub sklep , kupujemy niezbędne części i robimy to sami. Nasze wspaniałe forum jest w końcu po to by pomagać sobie jak i innym. Jeszcze niedawno bo 1 lutego dołączyłem do Was ja. Byłem wtedy nowy i tak jak każdy pragnąłem czegoś się dowiedzieć a Wy mi pomogliście :) Za co jestem wdzięczny i teraz sam też staram się nieść pomoc. Jednak wróćmy już do tematu. Niektórzy traktują rower jako tylko niedzielna przejażdżka z rodziną lub znajomymi i nic do nich nie mam i to rozumiem. Niektórzy natomiast posiadają bardzo dobre , drogie i piękne za razem maszyny. Jest to dla nich sport , rozrywka , adrenalina i wiele więcej. Dziś przytrafił mi się pierwszy od dwóch lat wypadek. Skończyło się lądowaniem na chodniku , zdartym łokciem , brzuchem i ręką oraz bólem w kolanie i brakiem czucia w palcu. Doszło do tego , bo jak wiadomo nie wszędzie jest ścieżka rowerowa i czasem trzeba zjechać na ulicę by minąć pieszych. Zjechałem więc na ulicę bo koło miałem już zablokowane a przód jak na razie nie hamuję. Mijał mnie samochód , przejechał zbyt blisko i zniosło mnie na chodnik. Koło zaczęło buczeć i się ślizgać , nie udało mi się już wyciągnąć na ulicę i tak oto do tego doszło. Chwilę się zbierałem bo tak w pierwszej chwili bolało mnie kolano że nie byłem w stanie wstać. W ten oto sposób dzisiejsza jazda i zadowolenie z niej zmieniło się w furię. W piątek chciałem pokręcić a teraz wygląda że nic z tego , chyba że minie mnie ból w kolanie. Tym sposobem rower znów prawdopodobnie muszę odstawić na jakiś czas a wszystko to przez jednego kierowcę. Nie twierdzę oczywiście że wszyscy tak jeżdżą i wiadomo gdy sam jesteś rowerzystą chcesz być bezpiecznie ominięty więc tak samo bezpiecznie omijaj innych. Jednak że ciągle uważam 2 kółka jako zabawa i środek transportu. Jednocześnie mam nauczkę , by nie brać taniego roweru z "tarczówkami". Wiem , ostrzegaliście mnie , uparłem się to teraz mam. Wiele razy o tym myślałem "szkoda że mam wersję HT bo nie założę z tyłu tarcz" teraz jednak wiem że gdybym miał na oba koła to mogło by być gorzej. Nie twierdzę oczywiście że hamulce tarczowe są złe , uważam że są to najlepsze hamulce jakie mogą być ale warunek jest jeden : muszą być to dobre hamulce a nie jakiś chinol czy zoom.

     

    Mam nadzieję że wpis nie był aż tak zły i ktoś dobrnie do końca. Trochę odbiegłem od tematu ale tak jakoś samo wyszło.

    Przy okazji mam cenną lekcję i nauczkę za razem.

  21. ... Maciek daj śrubokręt!

     

    Odeszło do lamusa.

     

    Koniec z kręceniem śrubkami, napinaczami, babraniem się w regulacji przerzutki.

     

    - No Łukasz poklikaj tam na laptopie i się ustawi!

     

    Kiedy pierwszy raz dostałem ze dwa lata temu Ultegrę Di2 do rąk wiedziałem, że minie rok albo dwa a XTR będzie kopał prądem.

    Zafascynowani z chłopakami testowaliśmy Ultegrę na różne możliwe sposoby.

    Piękna sprawa była. Regulacja banalnie prosta. Obsługa jeszcze bardziej. No nic! Wsiadać i jechać!

     

    Jazda jest piękna.

    Najnowszy DuraAce Di2 przetestowany doszczętnie w Alpach. Nie przestraszył się serpentyn i podjazdów. Podawał nodze jak trza.

     

    A marzeniem było dostać do rąk Super Recorda elektryka.

    Długo nie czekałem.

    Skubianiutki też niczego sobie ale raczej dla wybranych.

     

    XTR Di2. Przyszła pora na mistrza klasy ciężkiej.

    IMG_2292.JPG

     

    Rower piękny! Kocham markę Cannondale!

    Ale...

    Jakieś dziwne manetki i ...transoptor? Cyferblat? Komputerek? Nieeeeee... Wyświetlacz to jest proszę Pana.

    -Te cyferki pokazują na jakim Pan biegu jedzie.

    - Łooooo Panie to już kiedyś pokazywało cyferki na "Turnieju" a "Aczera" też to miała.

    - Panie ale to nie na linkę tylko elektroniczne. Naciskasz Pan przycisk i samo się zmienia!

    - Ja Cie piernicze!! Czego to ludzie nie wymyślą! A ile taki rower Panie kosztuje?

    - Około 45.000 złotych.

    - O matko święta. Idę bo zawału dostanę.

     

    IMG_2300.JPG

     

    Zejdźmy na ziemię.

    Kiedy pierwszy raz zobaczyłem XTR'a Di2 nie przygotowałem się do tematu. Brzydkie to takie. Szosowe ładniejsze.

    Kiedy dostałem możliwość podotykania, pobawienia i potestowania zamieniłem się w małe dziecko, które niczym w lunaparku pomiędzy budkami z pluszowymi misiami dostało ogromnego lizaka. Karmelowego!

     

    Rewelacyjnie!

    A co?! Powtarzał będę to słowo jeszcze kilka razy tutaj więc się nie denerwować proszę.

     

    Fabrycznie rower przychodzi kiepsko zestawiony.

    Magia polega na ustawieniu wszystko tak się nam podoba.

    Rewelacyjnie!

    Jadę w góry? Ciach + Kabel + USB + Kombinacje alpejskie = mapa przełożeń dostosowana do terenu.

    Jadę maraton po pagórkach? Ciach + Kabel + USB + Kombinacje maratonowe = mapa przełożeń dostosowana do maratonu.

    Itd...

    itd...

     

    Manetki chodzą faktycznie jak piszą głośno. Nie tak jak w szosie że "pyknięcia" nie słychać.

    XTR Di2 daje poczuć, że właśnie nakręcasz maszynę. Słyszysz i czujesz, że przełożenie weszło. Ba! Ty wiesz, że ono musi wejść!

    Jedyne co mnie irytuje to ich kształt i wielkość. Hmmmm ... nie będę rzucał mięsem. Jak ktoś ma blokady widelców itepe to będzie miał mało wygodnie (może mieć)

     

    IMG_2297.JPG

     

    Kabli od cholery!

    Masz Fulla? Serwisanci będą witać Cię na serwisie z uśmiechem na twarzy (przez łzy)

    ... aaaaa nie! Przepraszam! Potrzebny śrubokręt! A w zasadzie Imbusy. No kurczaki! Te śruby są tak małe i tak delikatne, że po siłowni nie podchodzę do tematu. Porobię dziury na wylot.

    A wiadomo jak nie pokręcisz to nie ograniczysz i nawet mając komputer 20 rdzeniowy to ni cholerkę nie wyregulujesz.

     

    IMG_2378.JPG

     

    Sprawdzamy wszystkie połączenia!

    Korba do ściągnięcia. Gimnastyka palców. Zawieszenie. A co tam! Lekkoatletyka palców. Wszystko tak sprytnie wciśnięte, że ci co bili rekord ilości osób w VW Garbus mogą się uczyć od Shimano i (u mnie) od Cannondale'a.

     

    Jesteśmy dzielni i damy radę! Kto jak nie my?

    Eeeeeej no przecież to frajda pobawić się w czymś takim dla kogoś kto to kocha! :)

    Boguś albo Zbyszek też kochają remonty. Niedawno widziałem takich w programie Usterka. Oooooooj tapetowali chyba. Ale oni kochają ten zawód! Było słychać w programie. Ale jakieś zakłócenia były bo ciągle coś "pikało" jak mówili.

    Mam pomysł! Nowa edycja rowerowe Usterki! Pilot serii - XTR Di2 !! Obstawiam i przyjmuję od Was zakłady! Wystawiam 50 mechaników rowerowych! Kto podoła? Jak myślicie?

     

    Bateria?

    Wspaniale!!

    Nie ma wstrętnego "czegoś" na ramie co wygląda jak... płetwa nieaerodynamiczna na ramie.

    Schowana w sztycy.

    WSPANIALE!

    Niektóre firmy pomyślały już o specjalnych klapkach w ramie! Ha! Tak technika idzie do przodu!

     

    Biegi skaczą tak jak im zagrasz!

    Ciach + kabel USB + komputer + ... Zaraz ale jak to podłączyć? Telefon! Gdzie jest telefon!!?? Mapa podłączenia potrzebna! Call 911 Shimano! Mam!

    Tak więc Ciach + kabel USB + komputer + mapa podłączenia + zamówiona przed tem skrzyneczka (chyba pusta bo coś za lekka - na pewno nie kasują za wagę!) = edycja kodu DNA przerzutek.

    Jak jest z tyłu na czwórce to z przodu zrzuca na mały blat, jak jest z tyłu na 6 to wrzuca na duży blat. Jak jest z przodu na małym blacie to nie podejdzie pod 11 ząbków z tyłu... ITD. Jezu! Moża dostać kręćka!

    Treaz to siedzę jak panciu na fotelu ojca derektora!

    Chcę żeby przerzutka działała jak jej zagram? No problemo!

    Mogę sobie nawet ustawić prawą z lewej i lewą z prawej! Taki jestem KOZAK!

     

    IMG_2374.JPG

     

    Obsługa systemu jest bardzo prosta... za 5 odłączeniem i podłączeniem kabelków przy rowerze.

    Trzeba przecież zrozumieć mapę ustawień funkcji SynchroShift.

    Tyle tutaj cyferek, strzałek, kolorów. Gdzie jest opcja "non profesional"?

    BRAK!

    No to rzeźba.

     

    Ale czasem osprzęt nie lubi grać jak mu nuty piszą.

    Trzeba reanimować manetkę. Zmarła.

    Defibrylacja prądem!

    Nic.

    Słyszę zza pleców głos:

    - Łysy demontuj będziemu lutować.

    Haha!

     

    A mama mówiła: (prędzej jednak tata)

    - Synu jak się czegoś raz nauczysz to będziesz umiał całe życie!

    Nagle blady strach padł na wszystkich.

    Przed oczami ukazała się informacja iż system aktualizuje się wraz z wybranymi sterownikami.

    Tak tak tak!

    A mówili także "CZYTAJ WSZYSTKO UWAŻNIE!".

    A ja głupi z przyzwyczajenia klikam ciągle NEXT, NEXT, NEXT.

     

    Fajna zabawka ten XTR Di2.

    Poza tym, że możesz sobie samemu skonfigurować "automatyczną skrzynię biegów w rowerze", że możesz posiadać dodatkowy wyświetlacz na kierownicy, że możesz używać funkcji MultiShift i mieć plus 100 do lansu to nie widzę w tym nic nadzwyczajnego.

    Pewnie ułątwi życie wielu osobom. I naprawdę doceniom zastosowanie sprzętu. Ja potrzebuję jednak dowodów. Filmy testowe i wypowiedzi setek zawodników, którzy jeździli i testowali mnie nie przekonują.

    Na pewno temat jest godny uwagi i wart poświęcenia na to najbliższych lat przyszłości w komponentach Shimano.

     

    JA CHCĘ MIEĆ MOŻLIWOŚĆ WGRYWANIA MP3 DO TEGO WYŚWIETLACZA Di2 ;)

    Ale byłą by opcja! :D to jest kozak!

     

    P.S. fajny aspekt - możliwość spraowania Garmina z XTR Di2 ;) Na Garminie wyświetli wszystkie informacje.

     

    Uwielbiam szosowe grupy Di2 i z całego serca polecam!

    A XTR?

    Z ogromną ciekawością czekam na prawdziwe opinie użytkowników.

    Jak poznam je i będę miał styczność większą z tematem to na pewno wydam następną część Symfonii Beeth... TFU! Symfonii Di2!

  22. marcinowyBlog

    • 1
      wpis
    • 7
      komentarzy
    • 3523
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    Witam

    Coś w moich pedałach zaczęło trzeszczeć i musiałem jedno z nich rozebrać. Okazało się że 1 kulka doszczętnie zniknęła. Więc pomyślałem sobie pójdę do sklepu i sobie ją dokupię.

    I tu zaczyna się problem bo do pedałów nie ma kulek na sztuki a potrzebna była tylko jedna.

    A ja jak zmieniam to zmieniłbym wszystkie.

    A więc sobie to skalkulowałem.

    1 wianek-7 kulek kosztuje 2 ziko.

    Ja potrzebuje 26 kulek (13 na 1 strone i 13 na drugą strone)

    potrzebuje 4 wianki więc wychodzi 28 kulek=8 ziko.

    Niby nie dużo ale zawsze.

    Najtańsze pedały kosztują-20zł

    Oceńcie sami czy się opłaca.

    Więc pomyślałem sobie kupie kulki od wolnobiegu. Niestety są minimalnie mniejsze i to nie jest za dobrze ale skręciłem i zobaczymy ile km przejedzie:

    dscn3964.jpg

     

    Jak byście chcieli mogę napisać poradnik krok po kroku jak rozebrać taki pedał...

    Ale wiem jedno.. Na kolejny sezon będą łożyska maszynowe.

    Dziękuje za przeczytanie do końca.

  23. SKLEPBIKER-Blog

    • 1
      wpis
    • 6
      komentarzy
    • 4711
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    blog-0983084001408546758.pngCzy na pewno chcesz kupić tani rower? Poczytaj a zrozumiesz że nie chcesz. Rower za 500 to nie jest najlepszy wybór na początku nie nadszarpie Twojego budżetu ale z czasem... Koło scentrowane co wycieczka bo niewzmacniane, Łańcuch do wymiany bo przeskakuje po 50km jazdy, jak już łańcuch przeskoczył to tylne zęby na 90% tez by wypadało zmienić. Jeśli mamy z tyłu więcej biegów niż 1! bo BUDŻET... Wszystkie śruby i nakrętki do wymiany bo chcieliśmy sprawdzić czy są dokręcone i... gwint się przekręcił. coś nam trzeszczy przy pedałowaniu? Jeśli mamy fart są to plastikowe pedałka za dychę. Ale w rowerze z "biedronki" nie liczył bym na fart i zapewne suport trzeszczy z nudów bo nikt mu nie powiedział że tak nie WOLNO! Suport to jeszcze nie taki wielki wydatek jak wymiana korby która zrobiona modeliny i zapieczona w piekarniku gnie się w każdą stronę dlatego nie dziwne że przy mocniejszym naciśnięciu robi się "banan" i końcu zostaje na stałe. Nie wspomniałem jeszcze o hamulcach poślizgowych jęczących o pomstę dla właściciela, siodełku z drewna, manetkach nie wiedzących którędy na górę, chwytach z gumy do żucia. Przychodzicie z takim na serwis a serwisant mówi że naprawa przewyższa wartość roweru!? W naszym sklepie to normalka coraz rzadziej przyjmujemy takie rowery bo szkoda nam pakować najtańszy osprzęt shimano w rower spod znaku zapytania. Ludzie nie chcecie mieć problemów z rowerem a używacie go od święta? Kupcie rower za 1000 lub 2000 weźcie na raty i miejcie z rowerem spokój. Idźcie do sklepu rowerowego dogadajcie się ze sprzedawcą wynegocjujcie lepszą cenę i kupcie sobie mniejsze wydatki i bezpieczeństwo. serwis tego roweru zazwyczaj będzie gratis, sprawdzą wam wszystkie śrubki i ustawią wszystko tak jak trzeba a Wy rozkoszujcie się jazdą i wpadnijcie na serwis na do smarowanie raz na kwartał. Kupienie roweru w rowerowym naprawdę na dłuższą metę się opłaca :)

     

    Pozdrawiamy

     

    SKLEPBIKER

×

Powiadomienie o plikach cookie

Ta strona korzysta z plików cookies. Możesz dowiedzieć się więcej tutaj: Polityka prywatności, Regulamin.