Skocz do zawartości

Blogi

 

Thule Proride 591 wstępna ocena

Pojawił się nowy wpis: http://blog.bosorowerem.pl/?p=2034   Odradzam wszystkim tanie bagażniki. Miałem dwa. Jeden przetrwał dwa lata, drugi przetrwał rok. Rdza i natychmiastowe złuszczanie się lakieru to norma w tego typu konstrukcjach. Postanowiłem nabyć coś lepszego. Zamontowałem, "przetestowałem". Niebo a ziemia, a różnica w cenie komplety tylko 2x. Żeby nie było, że coś tu reklamuję... Są inne ciekawe rozwiązania. Mont Blanc ma też w swojej ofercie uchwyty wysokiej klasy. Niestety koncepcja plastikowej łódki do mnie nie trafia. Z tego co czytałem najszersza opona, która się tam mieści to 2.2". Niby wystarczy w większości przypadków, ale ludzie jeżdżą też z 2.35.

mklos1

mklos1

 

Rowerzysta komunikacyjny :(

No i stało się.   Po latach wzbraniania się przed nierekreacyjną jazdą rowerem, w końcu dałem się skusić. Zaczęło się stopniowo... od warszawskich samorządowców, którzy w bezczelny i podstępny sposób zaczęli zapychać całe miasto pięknymi, nowiutkimi, gładkimi i niekończącymi się ścieżkami rowerowymi... Najpierw okazało się, że da się nimi dojechać już praktycznie wszędzie i wszystko co tylko mogłem mieć w życiu do załatwienia mogłem załatwić dojeżdżając w co najmniej 85% ścieżką... Potem doświadczenia pokazało, że tych ścieżek nie tylko jest pełno, ale jeszcze te nowe poprowadzone są w zupełnie niekolizyjny sposób (można przejechać całe miasto stojąc na światłach tylko z 5-6 razy, zamiast 20-30 jak samochody obok - co było kapitalne w upały). No i zacząłem jeździć po całym mieście szalejąc po sklepach, znajomych, centrach handlowych, lecznicach, urzędach... Dodatkowo odżyły więzi rodzinne, bo skoro już "byłem w okolicy" to równie dobrze mogłem wpaść do rodziców, teściów, czy kuszącego grillem rodzeństwa...   Aż w końcu pojechałem do pracy. Wcześniej nie chciałem tego robić, bo cieszyło mnie to, że rower od razu kojarzy mi się z relaksem, a tak mógłby zacząć i ze stresem (pośpiech do pracy, awaria, ulewa w drodze do biura itd.). No ale skoro już i tak zaczynałem odchodzić od szlachetnych założeń mojego hobby...   Niby firma po zupełnie przeciwnej stronie, 19km ode mnie, ale połączona z moim domem wspaniale długimi, nieprzerwanymi ciągami szerokich DDRów:     Dość długo zastanawiałem się, jak zrobić to logistycznie, ale w końcu zdecydowałem się, że będę woził wszystko ze sobą i wezmę jedną sakwę:   15l Crosso Dry Small   Do środka poszły narzędzia, u-lock, dętki, dokumenty i docelowy strój biurowy, który zajął prawie całą sakwę, bo w żadnym razie nie chciałem go ściskać. Najbardziej bałem się w sumie, że jak dojadę na miejsce, to pieczołowicie wyprasowany urzędniczy uniform będzie wyglądał jak wyjęty psu z gardła, ale okazało się, że dotarł w stanie idealnym, jak prosto spod żelazka   Na siebie wrzuciłem typowe wdzianko rowerowe, oddychające długie spodnie i taką samą rowerową koszulkę i był to dobry wybór, bo mimo prób dość spokojnej jazdy dość mocno się zgrzałem, więc w stroju nieoddychającym byłaby masakra, do tego wszechobecne warszawskie remonty dość mocno by mnie zapyliły.   Ostateczny wynik jest dość satysfakcjonujący. Autobusem ta sama trasa to było około godziny do godziny piętnaście minut. Na rowerze około 50 minut do godziny. Do tego udało się przewieźć to co chciałem bez pogniecenia... no i dotarłem w sumie niespocony, choć trochę zgrzany. Prysznica nie mam, więc było to istotne. Odzież techniczna sprawdziła się dość dobrze, to raczej ja muszę lepiej rozplanować kiedy i gdzie w czasie trasy mogę pocisnąć   A jaką wy macie technikę dojazdu do pracy?

Tadeus

Tadeus

 

Samochód vs rower na co dzień

Pojawił się nowy wpis: http://blog.bosorowerem.pl/?p=1989   Koronnym argumentem zwolenników roweru jako alternatywnego transportu są koszty. Jak to wychodzi w kalkulacji. A różnie, zależy od tego jak na to wszystko patrzeć - punkt widzenia zależy przecież od punktu siedzenia. Dla niektórych cena czyni cuda, dla innych - dolar w tą czy dolar w tamtą to bez różnicy. Czy naprawdę rower jest stuprocentową alternatywą na transportu samochodowego? Z pewnością nie - może tylko dla nielicznych. Przypomina mina mi o tym co roku przełom lata i jesieni, gdy pierwsze chłodnie dni wymiatają 80% rowerzystów z DDR'ów, a po pierwszych mrozach i śniegach pozostają już tylko pojedyncze jednostki. To z pewnością należy uwzględnić w ogólnej kalkulacji alternatywy... Czy da się żyć bez samochodu? Z pewnością tak. Mam wielu znajomych, którzy nie posiadają samochodu i nie czują potrzeby jego posiadania. Nie mniej jednak nie korzystają oni także z roweru jako transportu codziennego. Czy można żyć na rowerze? Tak. Takich znajomych też miałem... I tu czas przeszły nie jest bez powodu, gdyż oni odeszli już od życia na rowerze z różnych powodów.   Zatem czy rower jest alternatywą?

mklos1

mklos1

 

Sj4000 - moje przemyślenia po 8 miesiącach użytkowania

8 miesięcy temu zakupiłem za kwotę 80$ kamerę SJCAM - SJ4000 WIFI Jeśli ktoś zastanawia się nad jej zakupem, i ma dylemat gopro vs sj4000, być może tekst rozwieje pewne wątpliwości. Dodatkowo wrzuciłem próbki oryginalnych zdjęć do pobrania. Ogólnie uważam że kamera jest warta swojej ceny.  

mizuu

mizuu

 

Nieudany everesting

Miało być pięknie a wyszło jak zawsze :<. Czyli o błędach jakie popełniłem podczas everestingu na górze Chełm w Myślenicach. Ale że człowiek uczy się na błędach optymistycznie podchodzę do kolejnej próby  

mizuu

mizuu

 

Panie, to je dobre, kurde!

Nareszcie mogę napisać kolejną Notatkę! Ostatni wpis był o byle czym, bo nie działo się zbyt wiele. Teraz natomiast się działo w ilości niezwykłej i potrzeba stukania w klawiaturę mierziła mnie już od dłuższego czasu.   Ach, marcowe słoneczne dni! +10°C rano, +15°C po południu, gleba jeszcze nie do końca sucha - dla mnie idealne warunki do jazdy. Sezon frirajdowy trzeba było rozpocząć od konserwacji Toru, najbliższego memu sercu i mieszkaniu. Zgarnianie gałęzi, poprawianie rozmytych wybić, wyrównywanie kolein; mało wdzięczna praca, ale konieczna, jak się chce jeździć. Moim celem frirajdowym na ten okres było zjechanie (czy raczej spadnięcie?) z takiego oto dropka. Wszyscy mi wkoło mówili, że to bardzo łatwy element, ale ja się bałem go panicznie. Nie dość że decha, nic nie wybija w górę, do tego między drzewami, ledwo tam się moja kierownica mieści Olaboga! No i ta dziura! Kawałek lotu... Ech. Żeby dodać sobie otuchy, w ramach konserwacji Toru odrobinkę poszerzyłem i podwyższyłem lądowanie z tego dropa Przymierzałem się do niego chyba ze dwadzieścia razy, za każdym razem rezygnując, z mocnym postanowieniem "następnym razem jadę"... Ostatecznie... się udało, ale dlaczego - o tym potem!   Konserwacja trasy zajęła może łącznie z 5 godzin, rozłożonych bez spiny w czasie. Jeździłem na luzie po dobrze znanych atrakcjach i w ogóle... ale do czasu! Otóż nastąpiła w moim życiu pewna zmiana, wręcz punkt zwrotny Wszystko przez to, że zmieniłem pracę!   Uprzedzam pytania znajomych z okolicy - już tam nie pracuję Ale przez 2 tygodnie mojego życia byłem mechanikiem Shimano Service Center, jakkolwiek lansiarsko to brzmi Niestety, jako wątły absolwent geoinformacji, męczyłem się tam nieco. Nie bez znaczenia była również konieczność jedzenia odgrzewanych dań z mikrofalówki - męczące przygotowywanie sobie obiadów o 7 rano, by potem jeść wszystko wymieszane z pudełka walającego się wcześniej w plecaku Jak tu mieć siły na treningi? Były też inne powody, dla których odszedłem z tego dumnego stanowiska, ale nie będę tu o nich biadolił. Po co w ogóle o tym wszystkim mówię? Otóż drodzy państwo, w tym serwisie pracowało kilku szalenie ciekawych ludzi, dzięki którym w moim rowerowaniu coś się ruszyło.   Ruszyło się przez te 2 tygodnie naprawdę sporo - nowi znajomi raczyli zaprosić mnie na wspólny wypad do Międzybrodzia Żywieckiego, a konkretniej - na Żar. Głównym celem wyjazdu był start w Diverse Downhill Contest. Z wiadomych względów ja nie brałem w nim udziału, ale miałem okazję "pomacać" z bliska jak taka impreza wygląda. Okazało się, że wygląda to wstrząsająco dobrze; takie (cytuję) Święto Rowerów. Z wrażeń ogólnych, przez te parę ładnych godzin spędzonych przez 3 kolejne dni na czubku spłaszczonej góry, wjeżdżając kolejką i zjeżdżając rowerem, odczułem nowe pokłady rowerowej zajawki Z wrażeń pobocznych, kompletnie nie bałem się kradzieży swojego roweru. Powód prozaiczny - wartość dowolnego roweru w promieniu 100 m od mojego wehikułu wystarczyłaby na zakup 3-5 sztuk sztywniaczków takich jak mój (foto z kolejki) Na szczęście braterska atmosfera rozwiewała moje wstydy o niedostatki sprzętowe. Dużo, dużo większy szok wzbudziły we mnie umiejętności ludków startujących w zawodach. Niektórzy po prostu tak zap***dalają po tych kamlotach, że to się w pale nie mieści. Tutaj wtrącę jedną rzecz - mówiłem że końcu przejechałem kanadowego dropa, wspomnianego w drugim akapicie. Zmotywował mnie do tego właśnie ten wyjazd. Trochę się bałem tego, co w tych górach zobaczę, przez co ćwiczyłem zjazdy nie tylko gładkim Torze "Kanada", ale też na toruńskiej "Skarpie". Jest tam parę szybkich ale i technicznych tras DH (zapraszam! ). Nie powiem, tamtejsze kamienie trochę mnie przygotowały na Żar... ale niezupełnie.   Wiadomo, że na filmiku jutuba nie widać za wiele w stosunku do rzeczywistości. Przed wyjazdem do Międzybrodzia Żywieckiego obadałem trasę, jaką miałem zjeżdżać - żarski "A-Line". Trasa "DH" mogła być dla mnie zbyt dużym szokiem, poza tym nie chciałem zginąć A-Line był jedynym słusznym wyborem. Ale wracając - nawet na filmiku dobrze pokazującym przebieg trasy, faktycznej trudności nie widać WCALE. ( z prędkością podobną do mojej - czyli wolno). Tym bardziej jak filmik nakręcił ktoś, kto umie dobrze i szybko jeździć. Trasa okazała się być stroma, z trzema odcinkami bardzo stromymi i jednym odcinkiem jezusmaria-jak-stromo. Druga rzecz - kamienie. Całe mnóstwo kamieni. Kanciaste i wystające, czasem oprócz tego luźne (fota gładszego odcinka dobrego na postój). Dzięki Bogu miałem dobrze działające hamulce. Popuszczenie ich na moment powodowało nagłe przyspieszenie do prędkości przy której nie tyle jechałem, co walczyłem o utrzymanie się na rowerze. Konsekwencja - cierpnące dłonie, które na końcu trasy zachowywały się jak dwie żeliwne obejmy na kierownicę Trza było przez to zatrzymywać się czasem się na trasie, bywało nawet 2 razy w ciągu jednego, niespełna 5-minutowego zjazdu. Inna sprawa to stopy - brak tylnego zawieszenia w rowerze robi swoje na tych kamieniach. Co tu gadać - wytrzepało mnie solidnie Bardzo mi się podobało (Od razu uprzedzam kol. Rambolbambola, że w tym przypadku jednak wypada mieć w rowerze amortyzator; rozumiem że to trochę mało sadomaso, ale zdrowie i życie czasem są ważniejsze ). Po powrocie do noclegowni co wieczór grillowanie... Kiełbasa i piwo smakowały przypuszczalnie lepiej niż za komuny Opuszczając Międzybrodzie i myśląc o pokonanym A-Lajnie miałem w głowie wniosek, że wszelkie trasy na Nizinie Toruńskiej to za przeproszeniem jest ciepłe g**no. Tylko o dziwo nadal miałem ochotę na nich jeździć!  I jeździłem! Trasy DH rodem z Torunia przestały robić na mnie jakieś duże wrażenie; nie że są łatwe, wywalam się na nich regularnie Ale mam już porównanie z górami, więc wszystko wydaje się łatwiejsze... Co ciekawe, zacząłem naprawdę lubić telepiące zjazdy po kamieniach i belkach (chociaż nadal uwielbiam gładkie, dirtowe hopy ). Tak czy inaczej wniosek jest jeden - górskie zjazdy uczą o wiele szybciej od ich nizinnych imitacji.   Aktualnie jeżdżę równie często po gładkich trasach na Torze, jak i po dałnhilowych zboczach Skarpy. Ten drugi tor lubię też dlatego, że dzięki jego oficjalności i wielkości, często kręci się tam przynajmniej kilku zjazdowiczów. Śmiganie całą ekipą po ścieżkach, które sami pieczołowicie tworzymy - panie, to je dobre, kurde!     Jako że pora już późna, kończyć wypada tę przydługą notatkę. Bidon z myślami jeszcze nie do końca opróżniony, ale zostawię to na następny raz. Może do tego czasu trochę skiśnie i nabierze bąbelków?   ! ! !* *czy widzisz w tekście ukryte przesłanie? :> Z pozdrem i narą, oraz innymi młodzieżowymi słowami pożegnalnymi, djzatorze

djzatorze

djzatorze

 

Accent CX Project

Pojawił się nowy wpis: http://blog.bosorowerem.pl/?p=1976   W dwa lata temu był bardzo dobry moment na nabycie roweru przełajowego. Jednak zdecydowałem się wtedy na budowę szosowego fitness'a w obawie przed kierownicą z barankiem. Rower się sprawdził, ale czuję pewien niedosyt związany z uniwersalnością. Nie zawsze chcę jechać w teren, a tam, gdzie najczęściej się poruszam jest sporo szutru, na którym opona 700x23 sobie nie poradzi. Postanowiłem więc zbudować coś pod siebie. Bazą będzie rama Accent CX One...

mklos1

mklos1

 

Rower to źródło :

Witam , jest to mój pierwszy wpis na blogu więc na wstępie chciał bym się przywitać. Mam też nadzieję że niczego nie sknocę i zostanę dobrze przyjęty   Rower - czym jest dla mnie a czym dla innych? Osobiście sam traktuję rower jako źródło zabawy i środek transportu , ale jak wiadomo czasem coś się zepsuje. Gdy już do tego dojdzie wiadomo , odwiedzamy serwis lub sklep , kupujemy niezbędne części i robimy to sami. Nasze wspaniałe forum jest w końcu po to by pomagać sobie jak i innym. Jeszcze niedawno bo 1 lutego dołączyłem do Was ja. Byłem wtedy nowy i tak jak każdy pragnąłem czegoś się dowiedzieć a Wy mi pomogliście Za co jestem wdzięczny i teraz sam też staram się nieść pomoc. Jednak wróćmy już do tematu. Niektórzy traktują rower jako tylko niedzielna przejażdżka z rodziną lub znajomymi i nic do nich nie mam i to rozumiem. Niektórzy natomiast posiadają bardzo dobre , drogie i piękne za razem maszyny. Jest to dla nich sport , rozrywka , adrenalina i wiele więcej. Dziś przytrafił mi się pierwszy od dwóch lat wypadek. Skończyło się lądowaniem na chodniku , zdartym łokciem , brzuchem i ręką oraz bólem w kolanie i brakiem czucia w palcu. Doszło do tego , bo jak wiadomo nie wszędzie jest ścieżka rowerowa i czasem trzeba zjechać na ulicę by minąć pieszych. Zjechałem więc na ulicę bo koło miałem już zablokowane a przód jak na razie nie hamuję. Mijał mnie samochód , przejechał zbyt blisko i zniosło mnie na chodnik. Koło zaczęło buczeć i się ślizgać , nie udało mi się już wyciągnąć na ulicę i tak oto do tego doszło. Chwilę się zbierałem bo tak w pierwszej chwili bolało mnie kolano że nie byłem w stanie wstać. W ten oto sposób dzisiejsza jazda i zadowolenie z niej zmieniło się w furię. W piątek chciałem pokręcić a teraz wygląda że nic z tego , chyba że minie mnie ból w kolanie. Tym sposobem rower znów prawdopodobnie muszę odstawić na jakiś czas a wszystko to przez jednego kierowcę. Nie twierdzę oczywiście że wszyscy tak jeżdżą i wiadomo gdy sam jesteś rowerzystą chcesz być bezpiecznie ominięty więc tak samo bezpiecznie omijaj innych. Jednak że ciągle uważam 2 kółka jako zabawa i środek transportu. Jednocześnie mam nauczkę , by nie brać taniego roweru z "tarczówkami". Wiem , ostrzegaliście mnie , uparłem się to teraz mam. Wiele razy o tym myślałem "szkoda że mam wersję HT bo nie założę z tyłu tarcz" teraz jednak wiem że gdybym miał na oba koła to mogło by być gorzej. Nie twierdzę oczywiście że hamulce tarczowe są złe , uważam że są to najlepsze hamulce jakie mogą być ale warunek jest jeden : muszą być to dobre hamulce a nie jakiś chinol czy zoom.   Mam nadzieję że wpis nie był aż tak zły i ktoś dobrnie do końca. Trochę odbiegłem od tematu ale tak jakoś samo wyszło. Przy okazji mam cenną lekcję i nauczkę za razem.

Ychu

Ychu

 

Piłeś to płać!

Pojawił się nowy wpis: http://blog.bosorowerem.pl/?p=1929   Generalnie odkąd pamiętam temat jazdy rowerem po spożyciu alkoholu był zawsze kontrowersyjny. Swego czasu rowerzysta pod wpływem był traktowany jak przestępca i wielu "cyklistów" siedziało w więzieniu. Czy państwo było tak represyjne w stosunku do rowerzystów? Nie. Wyroki za jazdę pod wpływem zapadały zwykle w zawieszeniu. "Cyklista" szedł na odsiadkę zwykle w wyniku recydywy lub odwieszenia wcześniejszego wyroku. Ale jakiś czas temu ustawodawca zakwalifikował prowadzenie roweru pod wpływem jako wykroczenie. Wielu poczuło ulgę, bo wyrok w zawiasach, to wciąż wyrok i człowiek trafia do KRK. Wykroczenie w Polskim wymiarze sprawiedliwości to żadna kara, a ten fakt nie jest nigdzie rejestrowany. W tym roku jednak znowelizowano przepisy i zaostrzono kary, w tym za jazdę rowerem pod wpływem. Teraz zapłacimy 500 PLN. Czy to mało czy to dużo? Trudno powiedzieć. Dla niektórych to dniówka, czyli żadna kara, a niektórzy muszą na tą sumę pracować ponad tydzień.   Tylko czy nad naszą głową zawsze musi wisieć jakiś miecz Damoklesa w postaci kary? Dlaczego rozsądku trzeba zawsze uczyć batem?

mklos1

mklos1

 

Shimano ACERA 2015 - w końcu budżetowy napęd do 29erów!

Dawno mnie nie było, pochłonęły mnie czeluści mordoru przy Domaniewskiej. Zbieram budżet do nowego projektu. W czasie gdy ja szukam części, Shimano wypuszcza nowy budżetowy napęd uwzględniający większe koła. Czyli nowe Shimano ACERA, no może i ja się skuszę. Krotki opis na moim blogu poniżej:   http://mtbrowerowy.blogspot.com/2015/04/shimano-acera-2015-w-koncu-budzetowy.html   PS. Nie myślcie że odpuściłem "rower szyty na miarę", był trochę falstart, ale tekst powstaje cały czas (znaczy się w chwilach wolnych )

sqr

sqr

 

To jest silniejsze...

Pojawił się nowy wpis: http://blog.bosorowerem.pl/?p=1901   Myślałem, że uda się jeździć samochodem do pracy, a rowerem po - niestety nie udało się. Dojazd do pracy mam dobry, więc samochód czasowo wygrywa, ale są jeszcze inne aspekty, których nie doceniłem. Zazdrość. Czy zazdrość może być pozytywna - jak najbardziej. Troszeczkę muszę zmienić formę dojazdów. 50km dzień w dzień to za dużo. Jest to bardzo męczące w perspektywie dłuższego okresu. Po miesiącu, dwóch zaczyna się to odbijać na chęci do robienia czegokolwiek. Skutkiem tego zeszły rok spędziłem praktycznie na asfalcie. W terenie jeździłem niewiele. Może uda się to zmienić w tym roku.   Jak co roku pojawiają się "kontrowersyjne" artykuły związane z rowerzystami wywołujące oburzenie środowisk pro-rowerowych. Niektóre są sensowne, niektóre to po prostu dziennikarki trolling mający na celu wywołać/podsycać wojnę polsko-polską. Według mnie artykuł wytykający rowerzystom jazdę po chodniku nie powinien wywoływać żadnego oburzenia. Wiedziałem, że prędzej czy później na swoim profilu facebook'owym Masa bezKrytyczna skomentuje ten artykuł... Długo nie trzeba było czekać i schemat ten sam. Ucieczka od prawdy, zawsze w opozycji przez próbę zrzucenia winy na innych.

mklos1

mklos1

 

Początek sezonu – już wypadki

Pojawił się nowy wpis: http://blog.bosorowerem.pl/?p=1892   11 marca 2015 w Pruszkowie doszło do dość poważnego wypadku, którego winien był rowerzysta. Dziecko trafiło do szpitala z poważnymi obrażeniami, a sprawca zbiegł. Jako, że szczęście sprzyja zwykle głupcom, zapewne się nie pomylę, jeżeli stwierdzę, że do tej pory nie został odnaleziony. I stąd moje pytanie. Czy znów środowisko przejdzie obok tego bez słowa? Czy jeździmy bezpiecznie? Ile jeszcze czasu upłynie lub co musi się stać, aby zaczęło się mówić, że rowerzysta jest także odpowiedzialny za bezpieczeństwo na drodze. Co myślicie na ten temat?

mklos1

mklos1

 

Niezbyt ciekawy wpis o niezbyt ciekawym okresie w roku

Po długiej przerwie w końcu dojrzałem do tego, by wyprodukować nowy wpis w Notatkach. Nie działo się zbyt wiele, to i bidon z myślami do zapisania się nie przelewał. Teraz znów pełen jest po korek i nadszedł czas wylać to co tam zalega, bo już kisnąć i tęchnąć poczyna.   Zima. Ostatnimi czasy był to dla mnie okres różniący się od pozostałych pór roku tym, że trzeba nosić czapkę i rękawiczki. Tegoroczna zima była tego doskonałym przykładem, gdyż kurtkę zimową założyłem na rower jeden jedyny raz. W zasadzie od listopada mój strój rowerowy się wcale nie zmieniał, poza rzeczoną czapką i rękawiczkami - co to za zima, ja się pytam?! Jakąż radość wywołał u mnie śnieg i temperatura -2°C, kiedy spod kół nie wylatywały już błotne bicze, smagające mnie w miejsca których nikt normalny nie odważyłby się smagać, tylko delikatny biały puszek. Można było wreszcie poćwiczyć kontrolowane poślizgi bez ryzyka utonięcia w błocie, wszystko było białe i oświetlone, a co nie jest białe to też było widoczne (np. psie kloce na trawnikach). Aż się chce jeździć! Radość trwała 3 dni. Potem znowu bicze, przed którymi nieudolnie próbowałem się chronić przykręcając do sztycy jakiś plastik. Morale znów opadało...   Suche dni wykorzystywałem jak mogłem, aczkolwiek zwykle mój czas na rower zaczynał się wraz z zachodem słońca. Oświetlenia porządnego nie mam (jakieś tam mam, ale świeci to z mocą lampki choinkowej), zatem treningi swoje musiałem ograniczyć do oświetlonej części miasta. Tęskno mi było do frirajdu (mimo że ledwie go liznąłem). Pechowo, że nawet gdy pogoda dopisywała (=śnieg), na leśnych trasach jeździłem sam. Towarzystwo nie chciało towarzyszyć. Naprawdę to jest takie dziwne, że lubię jeździć po śniegu? Może i dziwne. Całe szczęście, po dniach chudych nadeszły w końcu dni tłuste...   No, powiedzmy tłustawe. Zatłuszczone z wierzchu. Otóż postanowiłem ćwiczyć panowanie nad rowerem na przeszkodach w mieście. Okres względnie dobrej pogody zbiegł się z momentem wymiany amortyzatora, co zaskutkowało szybkim powrotem uśmiechu na moją facjatę. Rock Shox Reba miała wyjątkowe szczęście, że byłem z nią na moich ulubionych trasach tylko 2 razy, w dodatku jakoś nie miałem parcia na ostre katowanie. Szlachetny obowiązek amortyzowania mojego roweru przejął stary Marzocchi 55. Ów wół roboczy stworzony z myślą o "lekkim FR" (wprost dla mnie!) co prawda nie jest tak finezyjnym sztućcem jak Reba, ale niedostatki nadrabia znacznym skokiem, do tego regulowanym! Wracając do sedna, wolne dni stycznia 2015 poświęcałem na zjazdy, wjazdy, przejazdy i najazdy na miejską przestrzeń. Nawet jeden z takich spontanicznych wyskoków uwieczniłem śladem GPS, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że moja jazda poważnie odstaje od normy Cóż, w ten sposób mi się najlepiej uczy panowania nad moim toczącym się na kołach kawałkiem aluminium. Oczywiście wtedy, kiedy nie mogę być w lesie...   Wtem... SŁOŃCE! AAAA! To jest magia, jak szybko można się umówić z ludźmi na jeżdżenie gdy świeci słońce. Kij że jest takie samo +3°C jak tydzień temu, taki sam wiatr i tak samo lekko mokra gleba. Nagle chce się wszystkim jeździć! Pierwszy w tym roku powrót na Tor (jakby ktoś nie czytał poprzednich wpisów i nie wiedział o co cho), by rozprostować kości i przypomnieć sobie jak się jeździ, był umiarkowanie owocny. Uświadomiłem sobie że muszę się wszystkiego uczyć od nowa... Drugi raz już zdecydowanie lepszy. Trzeci to już był pełny powrót do formy i ćwiczenie nowych rzeczy Przez zimę pojawił się w lesie pewien efekt twórczości anonimowego artysty, mianowicie ktoś nam po prostu zepsuł hopkę. Na szczęście nie chodziło o wandalizm, tylko o... przybliżenie jej do lądowania! Ach ta dzisiejsza młodzież Narzędzi ci budowniczowie chyba nie mieli, bo to dzieło było tak wąskie że ledwo się tam moja opona mieściła. Cóż, odbudowaliśmy hopkę, ale postanowiłem wtedy zostać ambasadorem XC na Torze. Na ile to możliwe, będę się ubiegał o tyczenie ścieżek omijających trudniejsze przeszkody i dbanie o te najmniejsze hopki dla początkujących.   Ostatni mój wypad na Tor zaowocował odkryciem nowych złóż zajawki. Po prostu chyba jestem już uzależniony! Serio, nudzi mnie jazda po płaskim. Zaczyna mnie już nudzić szybka jazda lasem nawet. Za to jeden zjazd z wyskokiem w powietrze daje mojej duszy zniewieściałej solidnego, pozytywnego kopa w środek regio glutea Powiem więcej, każdy taki lot daje +1 do poczucia własnej wartości i +1 do twardości jaj - przebadane naukowo na próbie mężczyzn w wieku produkcyjnym w liczbie 1. Ale powiem jeszcze więcej! To, co najbardziej motywuje, to postępy w jeździe, zarówno te w psychice, jak i technice. Jak się uda zrobić perfekcyjny zjazd przez dwie hopy pod rząd i nawet łańcuch zbyt mocno nie zadzwoni - wtedy jest moc! Pomyśleć, że te hopki jeszcze 5 miesięcy temu wyrywały z ust bluzgi niedowierzania... Teraz to co najwyżej wyrywają bluzgi aprobaty i satysfakcji. Do tego poprawiła się u mnie ocena sytuacji - nie zaliczam już zbyt często bajabongo bez telemarku, czyżbym umiał nareszcie określić czy pokonam daną rzecz bezpiecznie czy nie? Niewiarygodne   Uff, zdefekowałem trochę zalegających myśli i od razu lżej. W razie gdyby ktoś zaczynał romans z frirajdem, niech się nie martwi kolejnymi dziurkami od pedałów w piszczelach, ani rysami na ramie i mordzie. Wysiłki będą nagrodzone, amen!

djzatorze

djzatorze

 

Rower jako transport – rzucam to!

Pojawił się nowy wpis: http://blog.bosorowerem.pl/?p=1884 Tytuł dość wymowny, ale to prawda. Po trzech latach dojazdu rowerem do pracy, stwierdziłem, że porzucam ten temat. Ma to swoje wady i zalety oczywiście. Zobaczymy jak to wyjdzie. Decyzja dość kontrowersyjna w świetle tego, co się stało w Warszawie. Nie mniej jednak podjąłem decyzję. W mediach warszawska masa krytyczna (celowo piszę z małych liter) znów wywołuje kontrowersje. Czy to jest właściwa droga? Kto mi na to odpowie?

mklos1

mklos1

 

Rower szyty na miarę - Wstęp

Witam.   Postanowiłem stworzyć cykl "Rower szyty na miarę" w którym zamierzam część po części rozważać i opisywać ich najważniejsze cechy. Więcej o planie tutaj: http://mtbrowerowy.blogspot.com/2015/02/rower-szyty-na-miare-wstep.html   Polecam i pozdrawiam

sqr

sqr

 

Zimowa Amazonia

Zimowa Amazonia, luty 2015     Jest druga niedziela lutego. Rozpoczynam swój codzienny leniwy poranny rytuał. Leniwy bo przez ostatnie dni pogoda nie pokazała swojego piękniejszego oblicza. W trakcie konsumowania śniadania dostrzegam przez okno pierwsze promienie słońca i skrawki błękitnego nieba. Pojawiła się nadzieja na fajną przejażdżkę ale jako, że na fullu jeszcze była opona slickowa pojawił się dylemat ...a może jednak nie warto...? Opcja aktywniejsza zwyciężyła więc oponę Continentala zastąpiłem SMART SAMem w wersji 2,25 i z wielką ochotą pognałem w trasę. W planie miałem zrobić trasę Nadwiślańskiej Amazonii ale w wersji nieco skróconej ze względu na zbyt późny wyjazd. Szybko przemknąłem asfaltową dojazdówkę i w okolicach Międzylesia zatopiłem się w leśny świat lekko przyprószony białym puchem. Był lekki mróz więc jazda po wszelkim błocku była szybka acz mało komfortowa. Jednak trakcja była pewna nawet przy niewielkich koleinach.     więcej na moim blogu http://podlaskisprint.blogspot.com/p/blog-page_11.html

robertrobert1

robertrobert1

 

Malinowy overkill

Pojawił się nowy wpis: http://blog.bosorowerem.pl/?p=1873   Jeżeli ktoś się obraca w świecie systemów wbudowanych, to powinien kojarzyć hasło: "Raspberry Pi". Jest to minikomputer w formacie karty kredytowej, przeznaczony dla deweloperów-elektroników. Gdy się pojawiła na rynku, zawojowała go. Dlaczego? Konstrukcja nie wnosiła nic odkrywczego. Tego typu systemy były dostępne już znacznie wcześniej. "RPi" przede wszystkim zdeklasowała rywali ceną. Oficjalny SRP to 35$/szt i trwa to do dzisiaj. W tamtym rozwiązania pozwalające uruchomić system Linux kosztowały około 100$. Rozmiar też był ciekawy, bo wyraźnie mniejszy niż "konkurencja". Zatem Pi zdobyło swoich zwolenników i zaczynały powstawać różne projekty urządzeń pod kontrolą Linuxa. Oczywiście pojawiły się także projekty rowerowe. Zastanawiam się, czy konstruktorzy rzeczywiście używają swoich tworów na co dzień, czy tylko wpisują je do CV.   Malinka doczekała się wersji drugiej, którą wypuszczono dosłownie "na dniach". Dość szybko okazało się, że cierpi ona na bardzo ciekawy feler. Otóż można zresetować/wyłączyć płytkę za pomocą lampy błyskowej lub lasera. Prawdopodobnym powodem jest wadliwe wykonanie obudowy układu scalonego, która jest tak cienka, że silne światło jest się w stanie przebić i zaburzyć pracę układu sterującego zasilaniem (półprzewodniki są/mogą być wrażliwe na światło - odpowiednią wiedzę można zaczerpnąć z google).

mklos1

mklos1

 

Symfonia Di2 - XTR

... Maciek daj śrubokręt!   Odeszło do lamusa.   Koniec z kręceniem śrubkami, napinaczami, babraniem się w regulacji przerzutki.   - No Łukasz poklikaj tam na laptopie i się ustawi!   Kiedy pierwszy raz dostałem ze dwa lata temu Ultegrę Di2 do rąk wiedziałem, że minie rok albo dwa a XTR będzie kopał prądem. Zafascynowani z chłopakami testowaliśmy Ultegrę na różne możliwe sposoby. Piękna sprawa była. Regulacja banalnie prosta. Obsługa jeszcze bardziej. No nic! Wsiadać i jechać!   Jazda jest piękna. Najnowszy DuraAce Di2 przetestowany doszczętnie w Alpach. Nie przestraszył się serpentyn i podjazdów. Podawał nodze jak trza.   A marzeniem było dostać do rąk Super Recorda elektryka. Długo nie czekałem. Skubianiutki też niczego sobie ale raczej dla wybranych.   XTR Di2. Przyszła pora na mistrza klasy ciężkiej.   Rower piękny! Kocham markę Cannondale! Ale... Jakieś dziwne manetki i ...transoptor? Cyferblat? Komputerek? Nieeeeee... Wyświetlacz to jest proszę Pana. -Te cyferki pokazują na jakim Pan biegu jedzie. - Łooooo Panie to już kiedyś pokazywało cyferki na "Turnieju" a "Aczera" też to miała. - Panie ale to nie na linkę tylko elektroniczne. Naciskasz Pan przycisk i samo się zmienia! - Ja Cie piernicze!! Czego to ludzie nie wymyślą! A ile taki rower Panie kosztuje? - Około 45.000 złotych. - O matko święta. Idę bo zawału dostanę.     Zejdźmy na ziemię. Kiedy pierwszy raz zobaczyłem XTR'a Di2 nie przygotowałem się do tematu. Brzydkie to takie. Szosowe ładniejsze. Kiedy dostałem możliwość podotykania, pobawienia i potestowania zamieniłem się w małe dziecko, które niczym w lunaparku pomiędzy budkami z pluszowymi misiami dostało ogromnego lizaka. Karmelowego!   Rewelacyjnie! A co?! Powtarzał będę to słowo jeszcze kilka razy tutaj więc się nie denerwować proszę.   Fabrycznie rower przychodzi kiepsko zestawiony. Magia polega na ustawieniu wszystko tak się nam podoba. Rewelacyjnie! Jadę w góry? Ciach + Kabel + USB + Kombinacje alpejskie = mapa przełożeń dostosowana do terenu. Jadę maraton po pagórkach? Ciach + Kabel + USB + Kombinacje maratonowe = mapa przełożeń dostosowana do maratonu. Itd... itd...   Manetki chodzą faktycznie jak piszą głośno. Nie tak jak w szosie że "pyknięcia" nie słychać. XTR Di2 daje poczuć, że właśnie nakręcasz maszynę. Słyszysz i czujesz, że przełożenie weszło. Ba! Ty wiesz, że ono musi wejść! Jedyne co mnie irytuje to ich kształt i wielkość. Hmmmm ... nie będę rzucał mięsem. Jak ktoś ma blokady widelców itepe to będzie miał mało wygodnie (może mieć)     Kabli od cholery! Masz Fulla? Serwisanci będą witać Cię na serwisie z uśmiechem na twarzy (przez łzy) ... aaaaa nie! Przepraszam! Potrzebny śrubokręt! A w zasadzie Imbusy. No kurczaki! Te śruby są tak małe i tak delikatne, że po siłowni nie podchodzę do tematu. Porobię dziury na wylot. A wiadomo jak nie pokręcisz to nie ograniczysz i nawet mając komputer 20 rdzeniowy to ni cholerkę nie wyregulujesz.     Sprawdzamy wszystkie połączenia! Korba do ściągnięcia. Gimnastyka palców. Zawieszenie. A co tam! Lekkoatletyka palców. Wszystko tak sprytnie wciśnięte, że ci co bili rekord ilości osób w VW Garbus mogą się uczyć od Shimano i (u mnie) od Cannondale'a.   Jesteśmy dzielni i damy radę! Kto jak nie my? Eeeeeej no przecież to frajda pobawić się w czymś takim dla kogoś kto to kocha! Boguś albo Zbyszek też kochają remonty. Niedawno widziałem takich w programie Usterka. Oooooooj tapetowali chyba. Ale oni kochają ten zawód! Było słychać w programie. Ale jakieś zakłócenia były bo ciągle coś "pikało" jak mówili. Mam pomysł! Nowa edycja rowerowe Usterki! Pilot serii - XTR Di2 !! Obstawiam i przyjmuję od Was zakłady! Wystawiam 50 mechaników rowerowych! Kto podoła? Jak myślicie?   Bateria? Wspaniale!! Nie ma wstrętnego "czegoś" na ramie co wygląda jak... płetwa nieaerodynamiczna na ramie. Schowana w sztycy. WSPANIALE! Niektóre firmy pomyślały już o specjalnych klapkach w ramie! Ha! Tak technika idzie do przodu!   Biegi skaczą tak jak im zagrasz! Ciach + kabel USB + komputer + ... Zaraz ale jak to podłączyć? Telefon! Gdzie jest telefon!!?? Mapa podłączenia potrzebna! Call 911 Shimano! Mam! Tak więc Ciach + kabel USB + komputer + mapa podłączenia + zamówiona przed tem skrzyneczka (chyba pusta bo coś za lekka - na pewno nie kasują za wagę!) = edycja kodu DNA przerzutek. Jak jest z tyłu na czwórce to z przodu zrzuca na mały blat, jak jest z tyłu na 6 to wrzuca na duży blat. Jak jest z przodu na małym blacie to nie podejdzie pod 11 ząbków z tyłu... ITD. Jezu! Moża dostać kręćka! Treaz to siedzę jak panciu na fotelu ojca derektora! Chcę żeby przerzutka działała jak jej zagram? No problemo! Mogę sobie nawet ustawić prawą z lewej i lewą z prawej! Taki jestem KOZAK!     Obsługa systemu jest bardzo prosta... za 5 odłączeniem i podłączeniem kabelków przy rowerze. Trzeba przecież zrozumieć mapę ustawień funkcji SynchroShift. Tyle tutaj cyferek, strzałek, kolorów. Gdzie jest opcja "non profesional"? BRAK! No to rzeźba.   Ale czasem osprzęt nie lubi grać jak mu nuty piszą. Trzeba reanimować manetkę. Zmarła. Defibrylacja prądem! Nic. Słyszę zza pleców głos: - Łysy demontuj będziemu lutować. Haha!   A mama mówiła: (prędzej jednak tata) - Synu jak się czegoś raz nauczysz to będziesz umiał całe życie! Nagle blady strach padł na wszystkich. Przed oczami ukazała się informacja iż system aktualizuje się wraz z wybranymi sterownikami. Tak tak tak! A mówili także "CZYTAJ WSZYSTKO UWAŻNIE!". A ja głupi z przyzwyczajenia klikam ciągle NEXT, NEXT, NEXT.   Fajna zabawka ten XTR Di2. Poza tym, że możesz sobie samemu skonfigurować "automatyczną skrzynię biegów w rowerze", że możesz posiadać dodatkowy wyświetlacz na kierownicy, że możesz używać funkcji MultiShift i mieć plus 100 do lansu to nie widzę w tym nic nadzwyczajnego. Pewnie ułątwi życie wielu osobom. I naprawdę doceniom zastosowanie sprzętu. Ja potrzebuję jednak dowodów. Filmy testowe i wypowiedzi setek zawodników, którzy jeździli i testowali mnie nie przekonują. Na pewno temat jest godny uwagi i wart poświęcenia na to najbliższych lat przyszłości w komponentach Shimano.   JA CHCĘ MIEĆ MOŻLIWOŚĆ WGRYWANIA MP3 DO TEGO WYŚWIETLACZA Di2 Ale byłą by opcja! to jest kozak!   P.S. fajny aspekt - możliwość spraowania Garmina z XTR Di2 Na Garminie wyświetli wszystkie informacje.   Uwielbiam szosowe grupy Di2 i z całego serca polecam! A XTR? Z ogromną ciekawością czekam na prawdziwe opinie użytkowników. Jak poznam je i będę miał styczność większą z tematem to na pewno wydam następną część Symfonii Beeth... TFU! Symfonii Di2!

lukeps

lukeps

 

Nie tylko survival!

Nie tylko survival! Podróżowanie jest łatwe i przyjemne zwłaszcza gdy jest ładna pogoda i mamy zagwarantowany czy zorganizowany nocleg. Mając na myśli nocleg od razu sobie wyobrażamy ciepłe łóżeczko w hotelu
pensjonacie
schronisku turystycznym
schronisku młodzieżowym
domku kampingowym
czy w pokoiku podczas nocowania ''na gospodarza ''
Bardziej zaawansowani turyści nocleg kojarzą z namiotem rozstawianym na campingu
na polu namiotowym
na dziko
Minimalistą i survivalowcom za miejsce noclegowe wystarczy kawałek gałęzi czy naprędce zrobiony szałas.   Jednak wbrew pozorom nie są to jedyne formy nocowania w terenie. W zależności od terenu jak i kraju mamy jeszcze możliwości spędzenia bezpiecznej i spokojnej nocy lub przeczekania niekorzystnych zjawisk atmosferycznych.     Pozostała część artykułu znajduje się na moim blogu   http://poradyzbagazemprzezswiat.blogspot.com/2015/01/nie-tylko-survival.html

robertrobert1

robertrobert1

 

Mycie roweru. Co to za problem. A może jednak?

Mycie roweru wydaje się prostą rzeczą i w sumie taką jest, ale przedstawiam szybką lekcję o podstawach tego przedsięwzięcia. http://mtbrowerowy.blogspot.com/2015/01/mycie-roweru-co-to-za-problem-moze.html   Pozdrawiam polecam.

sqr

sqr

×