Skocz do zawartości

Blogi

 

Gasmasken

Pojawił się nowy wpis: http://blog.bosorowerem.pl/?p=2502   Wychowałem się w małej miejscowości. Pamiętam jak śnieg wyglądał zimą w okolicach niektórych kamienic w centrum miasta... Dramat. Jak przechodziło się obok niektórych domów, to szaroczarny dym gryzł w oczy siarką i wszystkim co tylko się dało... Nie mniej jednak średnia wypadkowa powietrza w skali całego roku była lepsza - takie mam wrażenie. Gdy przeprowadziłem się do stolicy - pierwsza reakcja - zacząłem chorować na gardło już po niecałym roku. Ciągnęło się to za mną chyba przez jakieś dwa lata. Podejrzewam, że główną przyczyną była studencka dieta, nie mniej jednak nie wierzę w to, że jakość powietrza pozostała bez wpływu. Bóle głowy, zmęczenie - to były początki.   Ale cóż. Lata mijały, studenckie czasy minęły bezpowrotnie (dobre - nie dobrze??). Ostatnio zmieniłem drastycznie sposób odżywiania. Czuję się znacznie lepiej. Ale czy to wystarczy? Nie wiadomo. Trudno powiedzieć jakie będą długofalowe skutki oddychania warszawskim powietrzem. Lekarze mówią o zwiększonym ryzyku POChP. Dość nieprzyjemny koniec... Na razie o tym się nie myśli, ale może powinienem zacząć? Zamykanie się pod szczelnym kloszem nie ma najmniejszego sensu. Nie dość, że cierpi na tym psychika, to organizm także. Zatem od kilku lat wróciłem do aktywności fizycznej w postaci roweru. Od mniej więcej dwóch lat widuję regularnie dwie osoby jeżdżące w maskach, a po ostatniej zimie (i smogowej kampanii medialnej) jest ich coraz więcej. Zatem co robić? Kupić nie kupić?   Koncepcja maski do mnie nie trafia. Nawet jeżeli nie popiera się takiego pomysłu, zdrowy rozsądek podpowiada kilka zasad jakimi należałoby się kierować podczas wyboru maski - o czym we wpisie.   Ostatnio znalazłem ciekawą stronę: http://powietrze.gios.gov.pl/pjp/current Dzisiejsze powietrze w Warszawie (centrum) na granicy normy... Ufuf. I jak tu żyć...

mklos1

mklos1

 

Bikapacking czy sakwiarstwo czyli moda czy wygoda.

W ostatnich latach bardzo rozwinęła się moda na bikapacking. Ale czym jest bikapacking? Idea bikapackingu polega na zabraniu minimalistycznego wyposażenia biwakowego i upakowania go do toreb przytroczonych bezpośrednio do elementów roweru czyli kierownicy, ramy czy sztycy podsiodłowej. Idea jest słuszna gdyż odpada nam zakup bagażnika. W efekcie otrzymujemy bardzo lekko wyglądający rower.       Jednak minimalizm okupiony zawsze jest wygodą a raczej jej braku i z czasem zamiast alumaty czy spania na świerkowych gałązkach pragniemy mieć matę samopompującą, zamiast tarpa pragniemy mieć namiot a zamiast kubka pragniemy mieć pełny komplet naczyń turystycznych. Dlatego z czasem zgrabny rower staje się maksymalnie objuczonym osiołkiem....     Taki rower jest już bardzo ciężki a wysoko umieszczony środek ciężkości powoduje, że rower jest mało stabilny w prowadzeniu. Ponadto mnogość torebek powoduje, że mamy kolosalny problem w szybkim rozpakowaniu się np podczas wsiadania do pociągu.       Ciąg dalszy na moim blogu http://poradyzbagazemprzezswiat.blogspot.com/2017/05/bikapacking-czy-sakwiarstwo-czyli-moda.html

robertrobert1

robertrobert1

 

Konfident medialny

Pojawił się nowy wpis: http://blog.bosorowerem.pl/?p=1905   Ten wpis leżał w przechowalni od 2015 roku i prawdopodobnie nie zostałby nigdy opublikowany. Jednak postanowiłem do niego wrócić, dokończyć i opublikować. Wczoraj jeden z rowerowych profili opublikował na swojej ścianie film jednego z rowerowych youtubowych prowokatorów ulicznych. Pytanie po co? Czemu ma to służyć. Dyskusja oczywiście się wywiązała, zdania jak zwykle podzielone. Tym razem koleś w łeb nie dostał (poprzednio dostał), ale według zeznań autora była próba potraktowania go gazem. Linków do profilu ani youtuba nie podaję, żeby specjalnie nie nabijać oglądalności. Prowokator znany, bo miał występ w TVN chyba dwukrotnie. Jak ktoś będzie chciał go odnaleźć to go odnajdzie i zobaczyć "jak go napadnięto" tym razem.   Mechanizm jest dość prosty - przepis na dobry film. Najpierw występuje wymuszenie samochód-->rowerzysta. Rowerzysta nie dopuszcza, tylko zaczyna obstawać twardo przy swoim (najczęściej torze jazdy), raz, drugi, trzeci. Jeżeli trafia się odpowiednio słaba jednostka za kierownicą, to puszczają nerwy i jest agresja. I wtedy płacz i darcie szat.   Zastanawiam się jednak co społeczności rowerowej przynoszą takie działania. Czarny PR to z pewnością. Dlaczego jednak wpisuje się w to całkiem niezły profil pro-rowerowy? Co robić w takiej kontrowersyjnej (dwuznacznej) sytuacji? Lepiej stać z boku i nie mówić nic, czy potępić głośno?

mklos1

mklos1

 

Marks czy Darwin?

Pojawił się nowy wpis: http://blog.bosorowerem.pl/?p=2515   Zainspirował mnie pewien artykuł, to popełnienia kolejnego wynurzenia na temat transportu rowerowego. Nie ma tym nic nowego, ani odkrywczego. Te same argumenty powracają od lat. Niepokoi mnie jedynie to, że działacze prorowerowi wciąż od lat używają tych samych argumentów (starych kotletów), które tak naprawdę dla przeciętnego zjadacza samochodu są zupełnie nieistotne (tudzież stają się coraz mniej istotne). Czym to skutkuje? Przez te 5 lat, przez które regularnie dojeżdżam do pracy rowerem (a przynajmniej staram się), w kwestii podejścia do dojeżdżania rowerem do pracy nie zmieniło się zbyt wiele. Przekonani zostali przekonani już dawno temu, nieprzekonani pozostają nieprzekonani i osiągnęliśmy stan stabilny. Czy to wszystko na co nas stać? Czy to już koniec? Jak widzicie to u siebie? Przybywa rowerzystów dojeżdżających do pracy na swoich bajkach czy nie? Dlaczego ludzie nie garną się do tego rodzaju aktywności?

mklos1

mklos1

 

Wojna starego z nowym

Pojawił się nowy wpis: http://blog.bosorowerem.pl/?p=2463   Pamiętam moją przesiadkę z hamulców cantilever na v-brake. To była przepaść. Pamiętam przesiadkę z v-brake na tarcze... Jeszcze większa przepaść. Ok. Odpowiedzialność można zrzucić na barki mojej masy... Teraz po kilku miesiącach zdrowego odżywiania ważę blisko 20 kg mniej, a przepaść jak pozostała tak pozostała. Każdy hamulec ma swoje plusy i minusy, więc nie można z klucza potępiać v-ek ani być piewcą tarcz. Nie mniej jednak przechodzenie obok oczywistych zalet w praktycznym użytkowaniu jest... Konserwowaniem podstarzałego mięsa. Zjeść się da, człowiek się nie otruje, ale nie ma to smaku ani zapachu. Postępowi nie ma co dawać kontry...

mklos1

mklos1

 

Odblaskowe rękawice rowerowe INBIKE - pierwsze wrażenie

Pierwsze wrażenia z rowerowych rękawic od "mainfrendów". Potrzebowałem nowy rękawic jesienno - wiosennych, więc naturalnym odruchem było zacząć szukać na chińskich stronach, mainfrendy mają czasami niezłe pomysły. Znalazłem takie coś: https://www.aliexpress.com/item/INBIKE-Reflective-Cycling-Gloves-Full-Finger-Bike-Gloves-Touch-Screen-Fingertip-Anti-slip-Gel-Palm-Men/32727195204.html?spm=2114.13010608.0.0.4NVzoP   Szukałem rękawic na warunki jesienno-wiosenne, może wczesną zimę, coś co sprawdziło by się w temperaturze od -50C do +100C. Coś co było by w miarę wodoodporne i nie przeszywało by wiatrem. Na warunki typowo zimowe przy niższych temperaturach mam rękawice Scotta, więc mogłem sobie zawęzić komfortowo temperaturę użytkowania.   Na razie mogę tylko wstępnie opisać to co przyszło z Chin, test długo dystansowy wrzucę po okresie wiosennym, zobaczymy jak będzie z trwałością. cena: 13 $ czas dostawy: niecałe trzy tygodnie rozmiar: XL   Co przyszło:   Zestaw zawiera parę rękawic, ulotkę ze szczegółami ich zalet oraz ciekawą saszetkę/pokrowiec.   Jak leżą na dłoniach? Nieźle, choć mam wrażenie, że gdyby były w rozmiarze 2XL też bym nie narzekał. Ale jest ok. Od strony chwytu na kierownicy materiał jest bardzo miękki, ma jakąś niewielką wkładkę ala żel (nie wiem czy to faktycznie żel) w chwycie za metalowe rogi nie ślizgały i zapewniały lepszy chwyt niż moje poprzednie rękawice. Palec wskazujący i kciuk mają "funkcję" obsługi ekranu pojemnościowego smartfonu, sprawdziłem działa bez zarzutu. Materiał pomiędzy palcami jest najcieńszy, może dzięki temu nic nie podwija się i nie przeszkadza przy zaciśniętej dłoni na gripach, zobaczymy jak to będzie kiedy zmokną. To co wyróżnia te rękawice to materiał na górnej stronie. Rękawice od wierzchu są w 100% odblaskowe. Wygląda to tak jak te pasy na kamizelkach odblaskowych. Nie jest to jakaś naklejona grafika, całe rękawice świecą w reflektorach samochodów. Niewątpliwa zaleta w warunkach typowej jesieni w Polsce. Wadą takiego rozwiązania jest struktura tego materiału, jest bardzo gumopodony i nie ma absolutnie możliwości otrzeć np. twarz wierzchem dłoni.   Zobaczymy jak sprawdzą się w trudnych warunkach chlapy jesienno zimowej, po pierwszych kilkunastu km jestem pozytywnie zaskoczony i także nastawiony na dalszą eksploatację.    

krism4a1

krism4a1

 

Gdy się asfalt topi czyli jak radzić sobie z upałami.

Gdy się asfalt topi czyli jak radzić sobie z upałami.     Oczywiście jazda na krótkich dystansach w trakcie upałów przebiega z grubsza tak samo jak w dowolną inną pogodę. Kilka kilometrów do pracy na rowerze może być nawet przyjemniejsze niż stanie w pełnym słońcu na przystanku lub duszenie się w teoretycznie klimatyzowanej metalowej puszce pociągu, samochodu czy autobusu. Do dłuższych wypraw rowerowych w trakcie upałów warto się jednak trochę przygotować.   więcej na moim blogu   http://poradyzbagazemprzezswiat.blogspot.com/2016/10/gdy-sie-asfalt-topi-czyli-jak-radzic.html

robertrobert1

robertrobert1

 

Koniec sezonu, a rama dalej nie skończona...

Tak to właśnie wygląda. Trochę się rozleniwiłam przez to, że były wakacje, więc rama nie jest skończona i nie wiem kiedy ją skończę, bo czas wrócić na uczelnię. Trochę ubolewam, że się nie wyrobiłam w te wakacje, ale mówi się trudno. Przynajmniej mogę na spokojnie oklejać i pomalować do końca.

Najbliższe plany:
1. Okleić i pomalować paski
2. Położyć bezbarwny lakier, który zabezpieczy wzór na dobre
3. Uzbierać hajsy na części i działać dalej

Pozdrawiam!

kroppa

kroppa

 

MALOWANIE ALUMINIOWEJ RAMY ROWEROWEJ w warunkach domowych.

MALOWANIE ALUMINIOWEJ RAMY ROWEROWEJ w warunkach domowych. Nadszedł taki dzień kiedy patrząc na mojego trekkinga poczułem niesmak, stan roweru po pięciu latach codziennego katowania w słońcu, deszczu i śniegu odcisnął na lakierze ramy swoje piętno. Rama była w fatalnym stanie, poprzecierany lakier, bród wciśnięty w każdą możliwą rysę. Co szczególnie mnie zaniepokoiło zauważyłem w okolicy spojenia tylnego trójkąta z suportem pęknięcia lakieru. Wyglądało na to że może to być pęknięcie ramy. Ponieważ nadszedł czas urlopu wakacyjnego, a z racji wyjazdu (niestety bez rowerów – tak wiem świętokractwo) postanowiłem chociaż pozbyć się starego lakieru i stwierdzić czy rama jest cała, czy jednak uszkodzona. W razie pozytywnego wyniku oględzin padła decyzja o malowaniu ramy we własnym zakresie. Mój rower to marka znana z forum LAZARO Integral V (rocznik 2011), w wielu komentarzach przewijał się problem słabej jakości lakieru na tych rowerach. Może nie jest jakaś bardzo słaba, ale widziałem już lepiej wyglądające lakiery. Na usprawiedliwienie mojego roweru muszę przyznać, że jest używany całorocznie, maź śniegowo, błotno solna nie wpływa poprawnie na jego stan. Decyzja padła, trzeba było brać się do roboty. 1. Rozbiórka. Przy takiej okazji nie mogłem sobie odmówić rozpirzenia wszystkiego w drobny mak. Ponieważ postanowiłem że pomaluje też amortyzator więc trafiła się okazja powalczyć z nim też. Z ramy zniknęły wszystkie odkręcane części i podzespoły włącznie z hakiem przerzutki, zostały tylko wciskane miski sterów. 2. Czyszczenie ramy ze starego lakieru. Jako, że postanowiłem wszystko zrobić we własnym zakresie, o piaskowaniu ramy nie było mowy. Choć mogłem to zrobić w mojej pracy za przysłowiowe piwo. Do usunięcia warstw lakieru służył mi płyn (chemia) kupiony w Castoramie, na ramę 21’ plus amortyzator poszło 1 ½ puszki tego specyfiku. Pracuje się tym nienajgorzej, nanosi się warstwę na lakier pędzlem, uwaga nie należy tego rozsmarowywać, tylko nanosić grubą warstwę. Po upływie ok. 15 min. można przystąpić do mechanicznego usuwania „rozpuszczonej” warstwy lakieru. Ciekawe spostrzeżenie, różne kolory ramy, różnie reagowały z chemią. Najłatwiej rozpuszczał się kolor czerwony, następnie czarny, najgorzej reagował kolor biały potrzeba było kilku powtórzeń z nanoszeniem chemii. Czym usuwałem? Próbowałem wszystkiego co miałem pod ręką. Z prostych odcinków rur dobrze schodziło szczotką drucianą, nie radziła ona sobie natomiast we wszelkiego rodzaju zakamarkach po paru minutach zgubiła połowę drutów (a była to produkcja odziedziczona po dziadku, szczotka miała pewnie z pięćdziesiąt lat – niezniszczalna, do tej pory) Na spawach i tego typu łączeniach najlepiej sprawdził się taki kuchenny druciak do mycia garnków, takie coś w kształcie gąbki – zwinięte wióry. Rozleciało to się w końcu też ale koszt żaden. Na koniec wypolerowałem całą ramę drobnym papierem na gąbce (Castorama) przy czym wcale nie jakimś drobniuteńkim, ok. 100. Gwinty suportu zabezpieczyłem wkręcając kilka zwoi stre miski. 3. Malowanie podkładem antykorozyjnym. Zaprzyjaźniony sklep lakierniczy – warto chwilę pogadać o tym co będziemy tworzyć, Pan sprzedający wszelkiego rodzaju lakiery wygadał się że przynoszą do niego na „fuchę” takie ramy do pomalowania, więc miałem pewność że rozumiemy się co moich oczekiwań. Podkład antykorozyjny w spray’u wystarczył w ilości 500 ml na ramę i amortyzator. Malowałem „techniką” mgiełka – pięć minut przerwy – mgiełka – pięć minut przerwy - … - do wyczerpania farby (dwa, trzy „psiknięcia” – wstrząśnięcie spray’em…) 4. Malowanie właściwe Zdecydowałem się na farbę chemoutwardzalną, która stygnie po wymieszaniu jej składników bazowego z utwardzaczem, więc jeśli taki zakup robi się w postaci spray’u to jest to już wymieszane i trzeba malować praktycznie niezwłocznie. Znowu zaprzyjaźniony sklep lakierniczy i zaczynamy właściwą zabawę. Ponieważ warstwa farby podkładowej nie wyszła zupełnie gładka więc polecono mi jej delikatne przeszlifowanie i znów nie jakby się to wydawało papierem 300 – 400 i wyżej tylko zupełnie chamskim 150 – 200 co uczyniłem o dziwo niczego nie psując. Malowałem identyczną techniką co wcześniej i muszę przyznać że to nie takie trudne. Najwięcej „kłopotów” nie miałem wcale z łączami, zakamarkami itp. tylko z prostymi długimi odcinkami rur, pokrycie jednolitą warstwą owalnej powierzchni wcale nie jest takie łatwe. Przyszedł czas na wyjazd w góry (wspomniany wcześniej) rama miała okazję dojrzeć sobie w spokoju. 5. Montaż i podsumowanie. Po skompletowaniu wszystkich wymienialnych części typu linki, pancerze, klocki hamulcowe, można było zabrać się za to co najbardziej lubimy czyli poskładanie wszystkiego do kupy. Miałem rzadką okazję rozebrania wszystkiego w drobny mak. Hamulce, przerzutki, mechanizm korbowy były rozkręcone do ostatniej śrubki. Nie rozbierałem tylko manetek, mam z tym niemiłe wspomnienia gdy (nie pamiętam dokładnie ,ale coś rzędu Acery) rozbierana manetka, a w zasadzie jej bebechy wystrzeliły pod sufit spadając w zupełnie nie rozpoznawalnym, nieodtwarzanym porządku. Z moim aktualnym SLX-em nie chciałem tego powtarzać, klika kropli oleju do środka w zupełności wystarczy. Większy koszt miałem z kołami. Oddałem je do centrowania i okazało się ze o ile przednie bez kłopotu udało się wyprowadzić to tylne ma już tak zapieczone nyple że konieczna okazało się przeplecenie koła na nowo i popłynąłem na następną stówkę. Ogólnie koszt: - chemia do usunięcia lakieru x2 – 60 zł - farba podkładowa 500 ml spray - 30 zł - farba chemoutwardzalna 400 ml – 50 zł - narzędzia, papier ścierny itp. – 20 zł Podsumowując, o ile efekt przerósł moje oczekiwania (tym bardziej, że robiłem to pierwszy raz), bardzo odpowiada mi czarny pół-mat, to koszt takiej zabawy biorąc moją ramę jest zupełnie nieopłacalny finansowo. Moja rama u producenta jest do dostania nowa poniżej 200 zł. Nie mniej doświadczenia nabyte przy tej okazji są wg mnie warte kilku godzin spędzonych nad rowerem. No i biorąc pod uwagę że przy okazji robimy kompleksowy serwis nie ma co narzekać.

krism4a1

krism4a1

 

Kask Decathlon model 700

Pojawił się nowy wpis: http://blog.bosorowerem.pl/?p=2480   W moim kasku rozpadły się gąbki. Nie da się bez nich jeździć, bo uczucie skrobania po głowie jest przeciętne. Sprawiłem sobie nowy kask ze sportowego dyskontu. Na forum toczy się już wątek na temat kasków i wybuchała nie jedna wojna o to czy w nim jeździć czy nie (w kontekście obowiązku). Ja sporą część rowerowego życia przejeździłem bez kasku. Wydaje mi się, że mój limit szczęścia mógł się wyczerpać i nie będę kusił losu... Kontynuuję zatem jazdę w kasku.

mklos1

mklos1

 

chce kupic rower

mam problem poniewaz chce kupic rower którym mozna by było dobrze pojezdzic w terenie juz od 4 lat startuje w zawodach mtb do tej pory jezdziłem na słabym starym rowerze który wazył tone a amortyzacja nie działała prawie wogóle kupiłem go za 2000 tys zł i uwazam ze to o wiele za dużo jak za niego teraz chciałem kupic cos lepszego i zastanawiałem sie nad takim rowerem jak trek superfly 6 nie znam sie za bardzo na rowerach ale ten wydaje mi sie dobry jesli macie lepsze propozycje za podobną cene to prosze o pomoc

cyklomaniak1227

cyklomaniak1227

 

Z lepszego na gorsze?

Pojawił się nowy wpis: http://blog.bosorowerem.pl/?p=2469   Krótkie pytanie. Vittoria (Geax) Saguaro 2.2". Na jaki typowy przebieg mogę liczyć (powinienem liczyć od tej opony)? Na chwilę rokowania nie są zbyt ciekawe.

mklos1

mklos1

 

Brake fade

Pojawił się nowy wpis: http://blog.bosorowerem.pl/?p=2448   Pamiętam, jak dawno dawno temu koleżanka przemyła sobie obręcze olejem... Uratowałem sprawę rozpuszczalnikiem, póki klocków nie trzeba było zdzierać papierem. Zatłuszczone tarcze to jeszcze większy problem. O ile tarcze - przeczyszcza się i nie stanowi to problemu, tak klocek jest nieco większym wyzwaniem. Ale czy to jedyny problem? Ja zawsze bałem się przecieków lub zapowietrzenia. Wiedziałem, że we własnym zakresie nie będę sobie w stanie z tym poradzić, a w przypadku uszkodzenia uszczelki hamulce M445 pójdą do śmietnika. Ile jeszcze potencjalnych problemów może dotyczyć tarcz? Ano kilka ich jest. Coś więcej? Coś mniej?

mklos1

mklos1

 

Kropka

Pojawił się nowy wpis: http://blog.bosorowerem.pl/?p=2416   Zastanawiam się, czym zalali mi hamulce w serwisie, gdy byłem na skróceniu przewodów... Olej "Szymanowski", czy czym popadło... Nie zapytałem. Jak na razie wszystko działa jak należy. Jaka jest realna (nie teoretyczna) różnica pomiędzy DOT-em a olejem? Ma ktoś takie doświadczenia? Czy też jest tak jak przypuszczam, że przeciętny zjadacz rowerów nie poczuje różnicy?

mklos1

mklos1

 

O tym, że jednak, azaliż tudzież jednakże.

Oto wpis! Chcę przeprosić za tak długie niepisanie - całe szczęście admini nie uznali mojego konta na forum za pozostałość po nieboszczyku. Wytłumaczenie będzie w poniższej ścianie tekstu; postaram się utrzymać swój niski poziom pisarski pomimo gryzącej mnie infekcji gardła. Marketingowo zachęcę, że będą wybuchy, strzelaniny, gołe cycki itp. Zapraszam!       Szczerze mówiąc nie będzie jednak tych cycków, strzelanin i wybuchów. Ale jeżeli już kliknąwszy zorientowałeś się czytelniku, że nie kłamałem mówiąc o ścianie tekstu - bądź zaciekawion i niezgorszon.   Kupiłem w końcu ramę do FR/DH! Nie było to łatwe, gdyż jej wartość była wyższa od ceny rynkowej całego mojego dotychczasowego roweru. Tak sobie wymyśliłem, że zimą jeździć mogę na czymkolwiek; tych parę dni fajnej pogody na jazdę przeboleję. Celem był nowy pojazd, nastawiony na DH/FR. Tym sposobem przez zimę 2015/16 składałem do kupy Gamblera 2009. Składanie roweru typowo do grawitacji jest o tyle trudne, że niespecjalnie jest na czym przyoszczędzić. Całe szczęście moi przyjaciele poratowali mnie całym mnóstwem części, niektóre otrzymałem zupełnie za darmo! Rower był w jednym kawałku szybciej niż się spodziewałem a wizja jazdy na fullu stała się w końcu faktem. W międzyczasie znowuż zmieniłem pracę a dzięki szczęśliwym kolejom losu byłem w stanie nawet móc wziąć Gamblera w góry!   Uwag kilka się należy w tym miejscu temu, czym była dla mnie przesiadka ze sztywniaka na zjazdówkę. Spodziewałem się rewolucji i eksplozji możliwości, tymczasem było po prostu lepiej. Co odczuć się dało najbardziej to geometrię, zdecydowanie bezpieczniejszą na grawitacyjne harce. Druga rzecz to to, że gdy wpada się w kamienio-belko-mikrofalówki amortyzowany z tyłu rower nie chce człowieka zrzucić w krzaki Reszta wrażeń z grubsza nie uległa zmianie. No, może da się odczuć ciężar nowego pojazdu, podejrzewam go o jakieś 18 kilo z hakiem Z jednej strony niedobrze, bo trudniej takim rowerem szarpnąć, machnąć, odciążyć... ale z drugiej strony trudniej jest nim niekontrolowanie szarpnąć, przypadkowo nim machnąć albo źle odciążyć Smutek tylko towarzyszy pokonywaniu podjazdów, które pokonywać trzeba zawsze obok roweru. Aż się człek zastanawia czy to kondycja tak spadła czy jednak ten rower taki ciężki...   Regularne treningi na toruńskiej Skarpie mogły stanąć pod znakiem zapytania, przez to że zmieniłem tę pracę. Powód prozaiczny - odległość dzieląca mnie od toru wydłużyła się z 6,6 km do... 73,7 km. Musiałem więc przeprosić się z samochodem (nie lubię samochodów, a najbardziej tych, do których nie mieści się rower). Treningi nie zostały przerwane, a jedynie wzrósł ich koszt o te parę litrów podtlenku LPG tygodniowo Z rowerkiem pełnozawieszonym oswoiłem się bardzo szybko, a za to że zachowywał się jak należy odpłacałem mu okresowymi modernizacjami osprzętu. Bardzo mi zależało, by przygotować się na to, czego niegdyś nie lubiłem, a teraz lubię bardzo...   Wyścigi! Diverse DH Contest na Górze Żar brzmiał zupełnie inaczej niż rok temu, kiedy to pojechałem tam pokibicować i pojeździć na A-Lajnie. Teraz miałem się ścigać na trasie DH, której ostatnio nawet nie próbowałem pokonać. No to pojechaliśmy Wszystko grało, trasa okazała się nie taka straszna, rower działał... do dnia zawodów.   Eliminacji nie przeszedłem, miejsce 63. na 73 startujących w kategorii teoretycznie powinienem odebrać jako porażkę... Powiem tak: jeżeli Czarna Góra rok temu, na sztywniaku, mnie rozdziewiczyła, tak Żar na fullu zrobił ze mnie szmatę potraktowaną bez lubrykantu Choć właściwie powinienem powiedzieć że było dużo lubrykantu - na trasie. Pogoda nie pyta o zdanie, ulewa waliła przez całą noc przed zawodami, a temperatura oscylowała potem wokół 3°C na początku a 10°C na końcu trasy. Po pierwszym przejeździe zmieniłem rękawiczki na zimowe. Gdy zaś ujrzałem, że mój okazyjnie nabyty powietrzny Boxxer stracił skok mimo nabicia do 200 PSI... Postanowiłem postawić sobie 2 cele na tych zawodach: po pierwsze nie umrzeć, a po drugie (pobożne życzenia) nie wywalić się. Aha, zapomniałbym - na szczycie Żaru zaległo nawet trochę śniegu!   Skłamałbym mówiąc, że się nie cieszyłem na widok mety Fajnie się zjeżdża na suchym, kiedy można próbować różnych linii, wypróbowywać zasłyszane "patenty" na pokonanie kolejnych odcinków szybko i gładko. Ale gdy na trasie zalega 5 cm błota w najsuchszym miejscu, wszystkie te patenty można sobie wsadzić Człowiek odkrywa chicken-lajny o których wcześniej nawet nie wiedział, nie myślał... Korzonek nad którym wcześniej się leciało teraz trzeba było obmyśleć, by nie stał się on przyczynkiem do przemalowania się na ciemny brąz. Do tej pory się zastanawiam jak to się udało, że się nie wywaliłem. Chociaż w sumie turlałem się ledwo-ledwo, a hamulce robiły ciągle tak:   YYYYYYYYYYYYY!   Natenczas wznoszę modły, by na Mistrzostwach Polski na Czarnej Górze było sucho. To już za tydzień! Jaram się Kto jedzie ze mną?

djzatorze

djzatorze

 

Momentum

Pojawił się nowy wpis: http://blog.bosorowerem.pl/?p=2413   Podszedłem do tematu z innej strony. Dowód jest prosty. Nie ma mocnych. Duża tarcza to podstawa. Na razie mam dwa zestawy. 180mm + BB7 oraz 180mm + SLX. Jeden i drugi układ działa zaskakująco dobrze. Po raz pierwszy od dłuższego czasu postawiłem mtb na przednim kole. Ważę 100 kg więc uznaję to za osiągnięcie   Pytanie z innej beczki. Jaki najdroższy rower widzieliście z badziewnymi zaciskami?

mklos1

mklos1

 

Zebra? A może to już tygrys?

Cześć!   Dawno nic się nie działo z moim projektem, było to spowodowane innymi wydatkami, przez co ciągle mi brakowało kasy na rower... Ale, ale! Wzięłam się za robotę i zaczęłam oklejać wzór na ramie, czyli paski zebry. W trakcie tej precyzyjne roboty wzór zaczął przypominać raczej paski tygrysa niż zebry. Trudno i tak mi się bardzo podoba, więc to jest bez znaczenia     Dzisiaj przyszła również kierownica z mostkiem       Także... Byle do przodu!

kroppa

kroppa

 

Treking TDF

Pojawił się nowy wpis: http://blog.bosorowerem.pl/?p=2421   Ile wynosi Wasz rekord w ilości utraconych szprych? Ja dzisiaj pobiłem swój. Jechałem bez 4 sztuk. Trudno powiedzieć, że była to jazda, bo wyraźnie czułem krzywiznę koła na hamulcu i bałem się, że klocek trący o oponę ją przetnie. Projekt TrekNiner musiałem zakończyć szybciej niż myślałem. Są pewne niedociągnięcia, ale mogę na nie przymknąć oko. W poniedziałek pierwsza dłuższa jazda. Zrobię jakąś sesję i przedstawię pełną specyfikację. Wyszedł nieco lżejszy niż aktualny rower.

mklos1

mklos1

 

nocne kręcenie...

Pogoda nie rozpieszcza zatem trzeba szukać innych godzin aby pokręcić choć trochę na rowerze... Start nastąpił kilka minut po 20tej, koniec 20 min. przed 1szą. Czas samej jazdy - 4h i kwadrans. Jedna przerwa pod dyskontem na chwilę przed zamknięciem. Trasa w zasadzie wkoło "komina". Średnia prędkość ruchu - 27,3 km/h co pozwoliło na pokonanie dystansu prawie 116 km (GF na Stravie). Co daje nocna jazda dla mnie - mniej blaszaków (ogólnie mniejsza liczba człowieków), mniejsze temp. - najniższa wyniosła 20 stp C. Przed północą nastąpił bardzo klimatyczny wschód Księżyca. Jedyne co przeszkadzało to o dziwo b. duża ilość owadów.

sombra

sombra

 

Size matters...

Pojawił się nowy wpis: http://blog.bosorowerem.pl/?p=2406   Zainstalowałem sobie tarcze 180mm. A może trzeba było pójść od razu z grubej rury i wrzucić 203mm? Tył jest bezproblemowy. Z przodu RST Aerial. Producent podaje maksymalny rozmiar tarczy 180mm. 203mm z pewnością wejdzie, ale jak to się będzie zachowywać? Ma ktoś podobne doświadczenia?

mklos1

mklos1

 

Stop!

Pojawił się nowy wpis: http://blog.bosorowerem.pl/?p=2398   Ile z Was miało hamulce Shimano M445? Moje spisują się dobrze, ostatnio wymieniłem żywice na jakieś półmetaliki bliżej nieokreślonej marki i śmigają. Mają jednak już swoje lata, guma w uszczelkach nie młodnieje... Hamulce mają 5 lat. Ile jeszcze im zostało? Kto powie?

mklos1

mklos1

 

DDR Race

Pojawił się nowy wpis: http://blog.bosorowerem.pl/?p=2394   No proszę Państwa! Krótka piłka. Podoba się Wam styl wyprzedzania na ścieżkach? Widzicie jakieś zagrożenia? Co byście chcieli zmienić?

mklos1

mklos1

 

Zastój

Długo nic się nie dzieje, bo obecnie nie ma kasy, ale pomalowaną ramę widzę codziennie i przypomina mi, że trzeba się nie dobrze zaopiekować. Mam nadzieję, że niedługo będę w stanie dokupić części i bawić się w składanie i regulację, a później najprzyjemniejsza część - jazda własnoręcznie złożonym rowerem

kroppa

kroppa

×