Skocz do zawartości
Kross Raty 0 procent

Blogi

 

Lampki rowerowe

Obrońcy Mactronica Noise 500 są twardzi. Używajcie sobie, wasza sprawa, wasze pieniądze. Na początek napiszę kilka słów o mojej latarce za 150 zł. Nie używam Convoya S2, jakby się każdy spodziewał, choć posiadam, ale wolę trochę większą latarkę Convoy M2, bo pewniej trzyma się w uchwycie i lepiej odprowadza ciepło. Latarka ma diodę z najlepszego binu z dobrym CRI (o czymś takim producent Mactronica chyba nie ma pojęcia), dającą normalnego światła coś w granicach ponad 1100 lm. Napisałem normalnego, bo dioda w Mactronicu jest po prostu niebieska, coś jak z taniej latarki Ultrafire WF-501B, pewnie ten sam XM-L, wydajność tej diody jest mniejsza, są to różnice dochodzące do kilkudziesięciu procent. Dioda została zamocowana na miedzianym podłożu Noctigon, które znacznie lepiej odprowadza ciepło od aluminiowego i rzeczywiście umożliwia diodzie świecenie z pełną mocą, a nawet większą. Użyta została najlepsza dostępna na rynku termoprzewodząca pasta do połączenia diody z podłożem, co również znacznie podnosi jej parametry i wpływa na trwałość. W latarce został wstawiony sterownik autorsko zaprogramowany przez kolegę Alienth z forum światełka. Sterownik jest programowalny, umożliwia zapamiętanie 10 trybów, więc można świecić z różnymi mocami od 0,5% do 100%. Przełączanie między trybami do przodu polega na jednym kliknięciu, do tyłu na dwóch. Można zmierzyć poziom naładowania akumulatora, o czym sterownik poinformuje ilością mrugnięć. Stojąc w miejscu latarka się bardzo nagrzeje, będzie parzyć, ale sterownik ma zabezpieczenie termiczne i zmniejszy prąd na tyle, żeby nie uszkodzić diody, raczej nie włączy się podczas jazdy na rowerze. Sterownik jest wysokiej klasy więc moc świecenia od samego początku do końca niewiele się różni - tego nie widać okiem, a ktoś już zarzucił tę wadę dobrym latarkom. Różnice są, gdy w latarce ktoś zastosował kiepskiej klasy sterownik np. taki jak w latarce Ultrafire 501b, z tym że w takiej latarce można świecić ze średnią mocą i spadku ilości światła nie będzie widać, a da dokładnie tyle światła ile Noise - z tym że można ją kupić za 50 zł w komplecie z ładowarką, uchwytem i baterią. Gdy bateria się rozładuje, sterownik nie odłączy prądu, bo przecież trzeba jakoś dojechać do domu i będzie jeszcze przez jakiś czas świecić z ograniczoną mocą, ale nie dopuści do rozładowania akumulatora do niepożądanego poziomu. Oczywiście jeszcze lustro i szkiełko też dopasowane, żeby straty były jak najmniejsze, bo słaba szybka potrafi zabrać 10% światła. Np. na 1100 lm 10% mniej daje 990 lm. Jeszcze nie wszystko, bo przełącznik musi być wysokiej klasy, do tego zmostkowana sprężynka i to również generuje straty. Dopiero po tych wszystkich zabiegach latarka da 1100 lm z jednej diody. Jak to się ma do Mactronica? Każdy sobie odpowie. Dla mnie Mactronic niczym się nie różni od latarki Ultrafire 501B, ale cena tej drugiej jest prawie sześć razy mniejsza. Co gorsze Mactronic Noise 500 ma takie sobie lustro, też wali po oczach jak w obrazku poniżej , może nie tak mocno jak moja na pełnej mocy, ale to boli, bo świeci jak zwykła taktyczna latarka i dlatego sceptycznie patrzę na tę latarkę. Gdyby miała lustro typowo do roweru jak ten Philips Saferide 80 (moim zdaniem idealne światło na rower do miasta), a firma ta robi takie latarki, które dają ładną wiązkę światła np. MacTronic BPM-600L Tripper - deklarowane 500 lumenów.Od Mactronic Noise 500 dostałem wiele razy po oczach, bo ludziom się wydaje, że jak rowerowa, to sobie można wszędzie świecić z pełną mocą, a to nie jest prawda, bo na drodze rowerowej nawet marne 500 lm jest dużo za dużo. Ze swoją latarką w lesie mogę jechać bez ograniczeń, wszystko widzę. Na drodze daję mocy coś około 2-5% i to nie ma prawa razić, ale rzadko świecę na drodze. Mam też drugą latarkę, typowo rowerową, którą zawsze mam włączoną, a lepszą na drodze traktuję jak długie światła, bo mam świadomość i nie chcę nikogo oślepiać. Ostatnio jeździłem ze znajomymi po strych fortach w okolicy Warszawy i brakowało mi w tym wszystkim szperacza, ale o tym w przyszłości, bo latarka jest, ale czeka na modyfikacje.

realkrzysiek

realkrzysiek

 

"O tym, jak straciłem dziewictwo, a potem straciłem je drugi raz" - wersja downhillowa :)

Cytacik w tytule pasował mi wybitnie, a cytowane dzieło pochodzi z bloga kolegi adamsmaster - bowiem sytuacja podobna przed jaką przyszło mi stanąć została tam z pisarską finezją ujęta. Zaznaczam jednak że wpis niniejszy będzie zawierał zupełnie inny skład procentowy; 0% maratonów i żon, o wiele mniej błota (ale więcej kamieni) ale podobny procent wyścigiwywania się na rowerze! Bidon z myślami do wypisania już napuchł i począł roztaczać swąd nieznośny, zatem postaram się go tutaj ostrożnie opróżnić okadzając go mocnym dymem spalonej tarczy hamulcowej co by nie siać zbytniego zgorszenia.   Ostatni wpis był o moim pierwszym zetknięciu z górskimi zjazdami. Że pomimo działającego amortyzatora wytrzęsło mnie solidnie i że podobało i tak dalej. Zajawka na lokalne trasy została a obraz Góry Żar dodawał otuchy duszy mej zniewieściałej. Znaczy się - zajawka na jedną lokalną trasę. Bowiem z żalem zawiadamiam iż toruńska Kanada przestała wywoływać we mnie jakieś specjalnie większe emocje. Hopy może i fajne ale maks 25 sekund zjazdu?... W porównaniu z 5 minutami w Żarze to jest żenada, a zasmakowałem w międzyczasie tras ponad 10-minutowych (dla kogoś nie w temacie to może nadal brzmieć debilnie, ale mowa tu o przelocie ze średnią prędkością 25-30 km/h po niezbyt gładkim terenie, z Vmax w okolicach 50 km/h)!   Śmieszna prawidłowość daje się ostatnio zauważyć w moim życiu - prawie nic nie wydaję na rower, trochę więcej na ekwipunek a zdecydowanie najwięcej na wyjazdy. Prawdopodobnie gdybym miał dar lotto-widztwa wyglądałoby to inaczej, ale fakty są takie, jakie są. Nie stać mnie na upgrade pojazdu, bo ciągle czuję potrzebę zjeżdżania z wysokich pagórków, do których niełatwo dojechać Swój wkład mają tu moi koledzy po korbie, którzy jeżdżą co jakiś czas na zawody DH w ciekawe miejsca, odwiedzając przy okazji jeszcze inne ciekawe miejsca... no i jak mam z nimi nie jechać, jak góra woła, kusi, a koledzy wołają jedź majster!   Na drugą w życiu rowerową wyprawę w góry pojechałem na początku sierpnia. Planowo miało być tak, że jedziemy głównie do Siennej na trasę DH z Czarnej Góry, a dla relaksu na jeden dzień wbijamy do miasteczka Kouty nad Desnou na gładsze traski. Ostatecznie wyszły 2 dni w Koutach i 1 na Czarnej Górze Głównie z powodu takiego, że po prostu Czesi mają lepszy bikepark od nas i nie ma co tu dyskutować... a pobocznym powodem było to, że Czarna Góra daje człowiekowi dość solidny wpieprz.. Byłem co prawda przygotowany psychicznie na konfrontację mojego zadka z kamieniami w kształcie mikrofalówek, ale to był mój pierwszy raz na prawdziwej trasie DH. W dodatku... A co, kur*a - najtrudniejszej w Polsce! Pierwsze razy mają to do siebie, że są pierwsze oraz to, że są to "razy" (czyli innymi słowy ciosy). Głównie bałem się o mój rower, który maszyną do DH/FR nie jest i raczej bez zmiany ramy nie będzie. W drugiej kolejności bałem się o to że po prostu zrobię sobie kuku. Niby mam kask, zbroję, ochraniacze i wykupione NW na 3 dni (serio), ale bez strachu się nie obyło.   I JEP! Nie, nie był to odgłos łamanych kości, tylko odgłos pokonania ostatniego elementu trasy na Czarnej Górze Nie za pierwszym razem, nie bez zatrzymywania się 3 razy, nie bez zaciskania kurczowo zwieraczy - ale się udało. 5 czy 6 zjazdów zrobione, rower ani jeździec nie zepsuty - dzień uznany za udany Kolejne 2 dni spędziliśmy w Koutach, gdzie (cytuję) wyjeździliśmy się jak świnie. Łącząc różne trasy w najdłuższy możliwy odcinek, dało się zjeżdżać bite 12 minut (koledzy na bujanych rowerach zrobiliby to w 9-10 min). Pomimo względnie gładkiej trasy łapska i tak trochę cierpły, ale już się nauczyłem hamować jak należy i już nie było tego efektu żeliwnych dłoni. Inna rzecz z której jestem dumny to zniwelowanie kurczowo zaciskających się zwieraczy gdy rower zaczyna pędzić powyżej powiedzmy 40 km/h. Niestety nie mogę tego faktu naukowo udokumentować, ale mniej dociekliwym powinno wystarczyć przewinięcie powyższego filmu do 4:40. Ubocznym skutkiem takiej zabawy była awaria amortyzatora, odbierająca mi sporo radości z jazdy, ale cóż.   Emocji nie było końca, ale przecież to był wyjazd tylko rozrywkowy. Treningowy. Bo wszyscy we wsi dawno wiedzieli że będzie we wrześniu piąty puchar Polski na Czarnej Górze. Wyścigi, a ja wyścigów nie lubię. Jednak moi koledzy mieli na ten temat inne zdanie. Odpowiadałem im że no, zobaczę, może wystartuję w hardtailu... a tak naprawdę myślałem sobie h*ja w d*pie, chyba Was pos*ało, ja mam się ścigać w DH, tja. Aż tu nagle...   Tak się szczęśliwie złożyło że zaledwie 70 km od Torunia miały się odbyć małe zawody w zjeździe. Górka o nazwie Grabina w gminie Koronowo wydała mi się ciekawą opcją. Co prawda nigdy tam nie byłem, ale z relacji innych dało się wywnioskować że trasa jest szybsza niż nasza toruńska Skarpa, ale łatwiejsza. W dodatku impreza bez wpisowego! Rach, ciach, decyzja podjęta - jedziemy na zawody! Puchar Burmistrza Koronowa okazał się być świetnie zorganizowanym wydarzeniem kulturalnym. Świetnie przygotowana trasa, niezłe nagrody oraz... darmowy posiłek dla zawodników w postaci 2 sztuk kiełbasy z grilla Ściganie się okazało się być dobrym dodatkiem do zjeżdżania. Po pierwszym z dwóch przejazdów dało się sprawdzić czasy i klasyfikację przez internet, co dało mi motywacyjnego kopa - udało mi się ścignąć grupkę osób na fullach W dodatku przy moim nazwisku na pełnej liście zawodników widniała jedynka w kolumnie "miejsce w kategorii". Byłem pierwszy?! Nie no to musi być jakiś błąd chyba... Przy drugim starcie coś już mi nie grało, a na koniec wszystko okazało się jasne... W kategorii Hobby Hardtail zajmowałem dumne pierwsze miejsce... jako jedyny jej reprezentant No cóż, ścigałem się jak mogłem, czas może nie był mistrzowski ale co poradzić? Nieco zmieszany odebrałem swój puchar i nagrodę - w taki oto sposób straciłem swoje ściganckie dziewictwo pierwszy raz.   A drugi raz był na Pucharze Polski Sumiennie trenowałem na toruńskiej Skarpie różne odmiany telepania po kamieniach i belkach, co w połączeniu z mocą trofeum z Koronowa dało mi swego rodzaju pewność siebie. Nie, nie taką pewność "mogę wygrać" tylko raczej "nie umrę". Wpisowe - 100 zł - było dość przerażające, ale jeśli liczyć to jako dwudniowy karnet na wyciąg (2x45 zł) plus możliwość sprawdzenia się w wyścigu, to całkiem miało sens. Uzbieranie sumy na ten wyjazd nie szło mi najlepiej i w zasadzie się nie udało. Nadal wiszę kolegom trochę geldu. Ale udało mi się stracić dziewictwo po raz drugi, tym razem już na poważnie, w imprezie na skalę kraju. Może dopowiem trochę jak to rozplanowaliśmy; dzień 1 - Kouty, dzień 2 - Czarna na luzie, dzień 3 - oficjalne treningi, dzień 4 - właściwe eliminacje. W mojej kategorii było jedynie ośmiu śmiałków, co z jednej strony dawało statystycznie dość wysoką szansę na podium, a z drugiej perspektywa ścigania się z mistrzami Polski sugerowała mi miejsce nr 8. Ostatecznie udało mi się przepchnąć na miejsce 6! Z ciekawostek - pierwszy przejazd jechałem razem z juniorami na fullach (ktoś coś namieszał i dostałem zły numerek). Przez to kolega jadący za mną miał kijowy czas, bo mimo 30s przerw między startującymi i tak musiał mnie jakoś wyprzedzić. Na szczęście odbyło się bez wyzwisk Ciekawostką nr 2 jest to, że rower spadł mi z wyciągu Chwała Bogu że upadł w takie miejsce i taki sposób, że skończyło się tylko na zgiętej tarczy.   Koniec końców wyścigi się udały, obyło się bez gleby a rower wytrzymał. Wytrzęsło mnie wybitnie, technika się poprawiła i ręce jakby już prawie nie bolały. Nawet udało się rozluźnić pewne kurczowo zaciskające się mięśnie okrężne. Chyba dobrze jak na podwójne rozdziewiczenie   That's all folks!

djzatorze

djzatorze

 

rama trek elite 9.9 SSL

Koleżki mam pytanie bo namyślam się nad zakupem ramy tejże właśnie http://allegro.pl/trek-elite-9-9-ssl-2013-carbon-karbon-i5687060888.html , cena jest wysoka ramka jest nowa i moje pytanie teraz jest takie jaką cenę zaproponować bo koleś mi napisał żebym podał wartość za jaką chciałbym ją kupić , poradźcie Pany opinie mile widziane.

goral33

goral33

 

Dzień 1 stycznia 2017

Pojawił się nowy wpis: http://blog.bosorowerem.pl/?p=2281   A więc kontrowersyjna zmiana niechybnie wejdzie w życie. Jak myślicie? Co z tego wyniknie? Będzie bezpieczniej czy wręcz odwrotnie?

mklos1

mklos1

 

Cena BMX

Witam, chciałbym się dowiedzieć za ile mógłbym sprzedać mojego BMX'a . Kupiłem go rok temu za 300 zł. ile mógłbym dostać sprzedając go ? Z góry dziękuje ! PS. Moge dodać więcej zdjęć.

OpenGL12

OpenGL12

 

Rowerowa łączność bezprzewodowa

Pojawił się nowy wpis: http://blog.bosorowerem.pl/?p=2221   I teraz zasadnicze pytanie: czy spotkaliście się z taką sytuacją, że przydałoby się Wam rowerowe CB?   PS. Próbuję odkopać bardzo stare hobby... Macie takie fazy?

mklos1

mklos1

 

[wkładka] Czy smarowanie kremem ją zniszczy?

Dzień Dobry to mój drugi post więc przepraszam jeśli coś źle napisałem lub w złym dziale. Tak jak w tytule napisałem zastanawiam się czy posmarowanie wkładki antybakteryjnej przy krótkich spodenkach zniszczy ją w jakiś sposób? Proszę o odpowiedzi i pozdrawiam

Bobo6963

Bobo6963

 

Tablet na rower

Pojawił się nowy wpis: http://blog.bosorowerem.pl/?p=2235   Wieje trochę sandałem. Normalnie czegoś takiego na rower bym nie zamontował, nie mniej jednak na "wyprawie" średnio mnie obchodzi, jak mój rower wygląda. Nie jestem rowerowym modnisiem. Rower ma działać i posiadać, to co JA uważam za potrzebne, a nie rowerowy stylista... Torebka na telefon na ramie średnio się sprawdza, gdy jest potrzeba częstego zerkania na mapę. Mam dwa tablety. Postanowiłem zaadoptować je jako rowerową nawigację/mapę elektroniczną w miarę niedużym kosztem. Udało się?   Wiem. Zaraz pojawią się ortodoksyjne głosy, że jak mapa, to tylko papierowa, jak wyprawa, to tylko z namiotem, konserwą turystyczną na obiad i babką lancetowatą zamiast papieru toaletowego. Jak ktoś lubi extreme, to jego wybór. Spotkałem w Białowieży kolegę rowerzystę, którego mapa nie pokrywała nawet 50% dróg, które biegły przez puszczę. Tłumaczenie drogi było trochę trudne. Nie wiem. Ja nie lubię takich sytuacji. Mapa papierowa musi być, ale bez przesady...   Czego używacie w roli nawigacji?

mklos1

mklos1

 

Wzdłuż Odry i Nysy

Następna edycja wakacji rowerowych za nami!   Po zeszłorocznym Szczecinie i Szwecji, tym razem wywiało nas na pogranicze polsko-niemieckie na południowy kraniec sławnego szlaku Odra-Nysa ze startem w Zittau (Żytawa). Wybraliśmy się tam w sposób zorganizowany, z pomocą sławnego w pewnych kręgach krakowskiego biura podróży z ptakiem             O szlaku wzdłuż Odry i Nysy przeczytać można naprawdę bardzo wiele, uchodzi za jeden z najlepszych i najbardziej "ucywilizowanych" szlaków w regionie. Wszędzie piszą o znakomitym oznakowaniu, gładziutkich asfaltowych powierzchniach i prawdziwie "zachodniej" infrastrukturze wspierającej szlak. My dodatkowo, by dopełnić luksusu, zapewniliśmy sobie noclegi w hotelach (po polskiej stronie) i transport bagażu samochodem między noclegami Tak więc w sakwach mieliśmy tylko to, co potrzebne nam na szlaku, a wszystko inne wieczorem czekało na nas, gdy dojeżdżaliśmy na finisz danego etapu.   Ale wracając do rzeczy ogólnych. Czy naprawdę w Polsce powinniśmy mieć kompleksy i zachodni sąsiedzi są lata świetlne przed nami? No, mogę spokojnie powiedzieć, że nie do końca i pod niektórymi względami jest u nas nawet lepiej!   Nie uprzedzajmy jednak faktów. Na początek kwestie związane z transportem. By rozpocząć podróż musieliśmy dotrzeć z Warszawy do Zgorzelca. Okazało się jednak, że tym razem na kolej nie ma co liczyć, 2 przesiadki, 7 godzin drogi, do tego 2 pociągi bez miejsca na rowery. Co gorsze jeszcze półtora miesiąca temu PKP na stronie pokazywało, że będą tam jednak jechały pociągi z miejscami na rowery, życzę więc powodzenia tym, którzy się dali tak wrobić. Padło na samochód, ale szkoda nam było wydawać kasy na bagażnik rowerowy, więc pożyczyliśmy od rodziny kombi. Jak widać do przeciętnego kombi 3 rowery wchodzą bez większego problemu i z drobnym zapasem po zdjęciu przednich kół. Tylna kanapa położona tylko w połowie, więc spokojnie mieści się i trzeci rowerzysta:     Po dojechaniu na miejsce i pierwszym zwiadzie po niemieckiej stronie wraz z krótką podróżą pociągiem pierwsze wnioski: - Ani na dworcach, ani w (nowoczesnych) pociągach nie ma WIFI :/ - Gminy raczej nastawione na miejscowych. Bardzo rzadkie tabliczki z nazwami ulic, bardzo słabe oznakowanie... praktycznie wszystkiego. W wielu nawet zadbanych i zamożnych miejscowościach przejazdy na drogach nie były odmalowywane pewnie z 10 lat i zostały po nich tylko resztki pigmentów farby. Trasy rowerowe da się poznać praktycznie tylko na wjeździe i wyjeździe. Ścieżka może się ciągnąć 5 kilometrów i oznaczona jest tylko na początku i na końcu, więc jak dojedziesz gdzieś w środku to nie masz zielonego pojęcia, czy to uliczka, czy chodnik, czy DDR. Ale to samo było w mniejszych miejscowościach w Szwecji. Ogólnie pewnie z tego częściowo wynika czemu w tych krajach jest więcej DDRów - po prostu poprowadzenie ich tam wymaga znacznie mniejszych nakładów, bo nie ma praktycznie żadnych wymagań co do wyglądu i oznakowania. Oznakowanie oczywiście wisi miejscowym, którzy już wiedzą jak tam się jeździ, ale dla turystów to lipa. Przy okazji nie brakowało też "chodnikowych" ciągów pieszo rowerowych o szerokości jednego metra i z drzewami i śmietnikami na środku! Iście jak w ojczyźnie   No ale wszystko powyższe raczej tylko w samych miastach, przez które przechodzi szlak. Jak już wyjedzie się z miasta na wijący się polami i lasami szlak Odry-Nysy ciężko się już zgubić, a i sam szlak staje się niemal idealny:       Cała trasa to tak na oko w 50% faktycznie czysto rowerowa, niemal idealnie płaska ścieżka, taka jak w reklamie. I to naprawdę robi wrażenie. W 30% to jednak po prostu asfaltowe wiejskie drogi z mniej lub bardziej małym ruchem, takimi samymi ulicami pociągnięte jest też wiele szlaków rowerowych na przykład na Mazowszu czy na północ od Szczecina. Cała reszta to różne mieszańce, od mniej lub bardziej udanych chodników pieszo-rowerowych, po bruk i żwir i w małej części też pobocza ulic o średnim natężeniu ruchu. Ale nigdy głęboki żwir, piach, czy błoto. Tutaj faktycznie zgodnie z obietnicami. Patrząc na pojedyncze odcinki, to tak naprawdę nie mamy specjalnie powodu do kompleksów, podobna infrastruktura bywa i u nas, tyle że nie ułoży się z tego jednej ciągłej, tak optymalnej dla rowerzystów ścieżki i to - jakby co - jest u nas do nadrobienia. Fragmenty podobne, nawet czasem lepsze, brakuje zgrania w całość.   A jak to wygląda krajobrazowo? Większość pokonanej przez nas trasy to głównie pola i małe grupki leśne (w każdym obowiązkowo ukryta górka z podjazdem :>), wyróżnia się w sumie głównie samo południe, blisko granicy z Czechami, tam trasa idzie w gęstym lesie, bardzo blisko rzeki idącej głębokim korytem ze stromymi brzegami doliny, bardzo przypomina to nasz znakomity szlak ze Szczawnicy do Czerwonego Klasztoru (pisałem już o nim na blogu), tylko tutaj zamiast żwiru jest asfalt, ale za to ściany są mniej strome, skaliste i monumentalne. Tu przykład z trasy, z ciekawym mostem kolejowym:       Warto też wspomnieć o niemieckich kolejach. A przynajmniej tych we wschodnich Niemczech, którymi mieliśmy przyjemność się poruszać. Są tak samo porozbijane na mniejsze spółki jak u nas. Dodatkowo w wielu przypadkach nie da się zamówić biletu przed pojawieniem się na dworcu, tak samo jest z miejscówkami na rower, brak rezerwacji, jak nie ma miejsca na rower, to nie jedziesz. Dodatkowo przedziały rowerowe są też przedziałami dla normalnych pasażerów, na wózkach i z wózkami. Regulamin - podobnie jak w Polsce - w jasny sposób wyjaśnia, że rower to przywilej i jak nie ma miejsca, to roweru nie przewieziesz choćbyś miał bilet. Pani w okienku opowiadała nam, że mamy szczęście bo ostatnio rowerzyści z Francji musieli przedłużyć urlop, nie udało im się z rowerami wpakować do pociągu... Jak więc widać dostępna u nas możliwość rezerwacji miejsca na rower w rowerowym dedykowanym przedziale okazuje się nie lada luksusem Nie ma to jak pojechać do bogatszego sąsiada, by się dowartościować   Z ciekawostek technicznych. Z chwilowego musu odkryłem jak bezpiecznie jednym u-lockiem przymocować dwa rowery do jednej wyrwikółki:     Podsumowując. Trasa dla normalnych ludzi fajna, dla chcących robić duże dystanse genialna, bo kilometry na etapach pozamiejskich faktycznie mijają niezauważalnie. Krajobrazy ładne, ale dla jeżdżących po Polsce nic nowego. Jedyne, co może się wyróżniać na plus to bardzo duża ilość bardzo ładnie zachowanych zabytkowych budynków. I to nie tylko w formie zabytków, ale wszędzie dookoła - domy, firmy, tartaki, gospody. W przypadku chęci odbicia ze szlaku w miasta polecam własne mapy, bo oznakowanie tam jest takie sobie.   I jedna najważniejsza sprawa. Mosty! Nie zawsze wierzyć mapom. W jednym przypadku przejazdu na polską stronę zaznaczonego na mapie nie było już od... 50ciu lat... A w drugim przez wiele godzin jedyny przejazd przez rzekę na polską stronę wyglądał tak:     Pozdrawiam

Tadeus

Tadeus

 

Przepraszam U-kłódkę

Pojawił się nowy wpis: http://blog.bosorowerem.pl/?p=2099   Krótka piłka proszę Państwa. Kupiłem u-lock Kryptonite Series 2 + linka Abus Cobra. Dobry zestaw? Alternatywy?

mklos1

mklos1

 

Wracamy do pisania czyli o tym co się zmieniło a co się nie zmieniło :)

Witajcie wszyscy, Od razu na wstępie przepraszam za tak długą przerwę w pisaniu. Cholera jasna jakoś mi się strasznie doba skróciła i na czymś trzeba było położyć lagę. Moja żona (dla przypomnienia ta pierwsza) dobitnie wskazywała mi dwa kółka stojące czasem w przedpokoju. Ja jej wskazałem na portfel, ona na łóżko to ja na komputer i tak już zostało. Dlatego nic nie pisałem ani też niespecjalnie dużo czytałem ale robiłem coś zupełnie innego - jeździłem. I jeżdżę dalej i jeździć będę. A zmian Ci przy tym. Zacznijmy od tego, że kupując swojego Cube'a prawie na kolanach obiecywałem, że przez 24 miesiące od zakupu nie dołożę grosza do roweru (poza normalną wymianą części). Starałem się wytrwać w moim postanowieniu i prawie mi się udało. Prawie, brakło pół roku. W lutym tego roku wyłożyłem 2k na zmianę czegoś co było sprawne. Rower dostał nowy amor, nowe hamulce i całą masę różnych pierdół które wydawały się być niezbędne. O zmianach w rowerze jeszcze napiszę, coś na zasadzie krótkiego testu. Żona mnie mało nie wyrzuciła z domu, ale ja od razu mówię, to nie moja wina. Bo to nie moja wina, że ktoś mi dał do ręki ulotkę z kredytem autentycznie 0%. Grzech nie wziąć. Teraz spłacam, ale faktycznie jest 0. Do tego powiedziałem szanownej małżowinie, że Młoda już nie jest młoda i że dadzą sobie radę jak tatuś raz w czas (czyli co dwa dni plus zawody) wyskoczy i pokręci sobie z piętnaście minut (3 godziny i 15 minut ). Stąd w tym sezonie zaliczam na poważnie Cyklokarpaty. Nawet do drużyny należę i ubranie dostałem. Oj co to się do tej pory nie działo na CK. A przede mną jeszcze 3 starty. Będzie i o tym. A na razie to zbieram się powoli w spanie. Harnaś się skończył, drugiego pod kapslem nie dali, a wysypiać się trzeba bo CK Dukla w niedzielę, a w Dukli byłem rok temu i wiem, że tam trasa to się "w tańcu nie pie@^li". Będą następne wpisy na pewno częściej niż raz na pół roku. Do poczytania.   PS. Jak ktoś zacznie w komentarzach po mnie cisnąć, że piję Harnasia to od razu wyjaśniam. Miałem się ochotę dziś lekko dziabnąć za nieduże pieniądze. Stwierdziłem, dziś jest mój dzień, trzy piwa będą, za pierwsze płacę, pozostałe dostaję z kapsla. Inwestuję tylko 1,99 - musi się udać. No to się udało - wypić jedno - król gór okazał się być sknerą i dał komuś innego mojego kolejnego browara. Normalnie świnia a nie król

adamsmaster

adamsmaster

 

piraci drogowi i piękne widoki

... a Ponoć o nas rowerzystach się mówi że jesteśmy piratami drogowymi, ale to co dzisiaj mnie spotkało to wskazuje na coś innego. Jechałam sobie spokojnie ulicą na Białołęce Dworskiej i mając pierwszeństwo chciałam kontynuować jazdę łukiem w prawą stronę a tu co?z lewej str. wyjechał właściciel 4 kółek i nie patrząc( a raczej uznając że mój rower to nie pojazd) wymusił pierwszeństwo nie patrząc że przez to ja uderzona wirem powietrza- samochód dostawczy- po prostu zostałam zmieciona prosto na krawężnik i dzięki dobrym hamulcom ominęłam starcia czołowego z chodnikiem ehh brak słów   Ale za to wynagrodziłam sobie tą sytuację pięknym widokiem i kolejnym 25 km na liczniku

kamila32

kamila32

 

Licznik z wysokościomierzem

Pojawił się nowy wpis: http://blog.bosorowerem.pl/?p=1969   Przybył rower, przydałby się licznik. Czy ktoś miał do czynienia z licznikami Atech a w szczególności MCX-438SF? Przy okazji słów kilka na temat pomiaru wysokości, żeby nikt się nie rozczarował, gdy licznik "wysokościowy" nabędzie. Poza tym co sądzicie. Wysokość w liczniku to gadżet czy przydatny parametr?

mklos1

mklos1

 

eh te upały

i niestety przez te upały musiałam odstawić jazdę do pracy na rowerze gdyż ciężko ok 16-17 wracać w ten ogromny upał ( odczuwalność ok 36) ale przestawiłam swoje treningi na 22-23 chłodniej i spokojniej:-) teraz tylko wielkie odliczanie do zakupu nowego roweru , i nieszczęsna walka z bólem kolan który pojawił się jak kolejny raz pokonałam dystans po ok 25 km przez kilka dni niby wszystko prawidłowo ustawione jest a jednak gdzieś jest problem i kolana bolą:-(

kamila32

kamila32

 

Praca-Rower świetne połaczenie

Witam. Od niedawna rozpoczęłam swoją przygodę z rowerem, a dokładnie od czerwca moje pierwsze przejechane 450 km :-) Aż chce się powiedzie ale jak mi się to udało? Już tłumaczę dlaczego:-) Jestem osobą puszystą więc przejechanie takiego dystansu jest dla mnie nie lada wyzwaniem. Co więcej sprawiło mi to ogromną przyjemność, bo po 1-sze kg same lecą jak i km :-) po za tym poprawiła się moja kondycja oraz pojemność płuc ( dodatkowo podjęłam decyzję o rzuceniu palenia) .   Teraz, już po takim dystansie postanowiłam zamienić komunikację miejską na rower w drodze do pracy. Dzisiaj był 1-szy dzień i powiem że jestem mile zaskoczona, gdyż dystans ( mieszkam w stolicy) ok 10 km trasy przez miasto a dystans nawet 13 km pokonanych po wale nad Wisłą różni się znacząco. Jadąc po mieście musisz mieć pełne skupienie, ciągle przejścia dla pieszych, światła itd... Co nie zmienia faktu, iż nie jestem osobą która się poddaje od razu.... o nie;-) Widzę tego spore plusy- więcej endorfin z rana- lepszy humor na początku dnia, pracy , poznanie nowej trasy - wrażenia bezcenne . Jazda z rana świetnie pobudza organizm do całodziennej pracy.

kamila32

kamila32

 

Koło w puszczy

Pojawił się nowy wpis: http://blog.bosorowerem.pl/?p=2066   Przetestowałem Trzecie Koło w Puszczy Białowieskiej. Skutki? Skrzywiony hak przerzutki - ale to z zupełnie innego powodu. Dotychczas na urlop jeździłem w góry i to zwykle na piesze wycieczki. Tym razem pojechał na "płaszczyznę" i zabrałem rower. Rower w Puszczy Białowieskiej to bardzo dobry wybór.  

mklos1

mklos1

 

Plecak z decathlonu - czyli test QUECHUA FORCLAZ 30

Witam,   Postanowiłem podzielić się spostrzeżeniami po ponad półrocznym eksploatowaniu plecaka QUECHUA FORCLAZ 30. Zainteresowanych zapraszam do lektury.   http://mtbrowerowy.blogspot.com/2015/07/plecak-z-decathlonu-czyli-test-quechua.html   Pozdrawiam

sqr

sqr

 

Warszawa pod prąd

Pojawił się nowy wpis: http://blog.bosorowerem.pl/?p=2058   Potrzeba jazdy pod prąd szczególnie mnie nie dotyczy. Większość moich rowerowych potrzeb realizuję za pośrednictwem DDR'ów. Nawet jeżeli muszę objechać jakąś jednokierunkową, szczególnie mnie to nie boli, gdyż rower to nie tylko narzędzie do przemieszczania się, ale także przyjemność. Wiem jednak, że wiele osób łakomym wzrokiem patrzy na możliwość jazdy pod prąd na ulicach jednokierunkowych. I stało się. W Warszawie będzie to można robić już za kilka tygodni. Co z tego wyniknie?

mklos1

mklos1

 

Trzecie koło

Pojawił się nowy wpis: http://blog.bosorowerem.pl/?p=2043   Mam... Miałem dylemat. Rower trekingowy średnio pasuje tam, gdzie chcę jechać... Może inaczej. Może i pasuje, ale nie wiem gdzie będziemy chcieli jeździć. Bezpieczniej wziąć MTB. Na MTB plecaki odpadają - cały dzień z plecakiem na rowerze już przeżyłem i nie mam zbyt pozytywnych wspomnień. Bagażnika nie da się zamontować do żadnego z rowerów, który mamy. Twory bagażnikopodobne? Nie. Wybór padł na "dodatkowe koło". Kto z Was z tym jeździł? Opinie? Sugestie?

mklos1

mklos1

 

Rower szyty na miarę - Wybór roweru MTB

Długo to trwało, ale jest - kolejny wpis z serii "rower szyty na miarę". Dlaczego tak długo? Czas ostatnio nie rozpieszczał. A to studia a to praca i jeszcze trafił się szpital... Ale pracuję powoli na blogiem i nie zapominam o nim.   Tak więc zapraszam na opis typów rowerów MTB, dla większości z tego forum pewnie jest to wiedza już dawno nabyta, ale nie mogłem ominąć tego tematu.   Także polecam i pozdrawiam:   http://mtbrowerowy.blogspot.com/2015/07/rower-szyty-na-miare-wybor-roweru-mtb.html

sqr

sqr

×