Testowałem podgrzewane rękawice, one mają baterie w sobie, generalnie ja i żona postanowiliśmy je oddać (Amazon), na podjazdach je przepacaliśmy i skutkowało to tym, że były mokre wewnątrz i cały to ogrzewanie niewiele dawało. Problem tych tanich rękawic jest taki, że w ogóle nie zapewniają wentylacji dla dłoni.
Obecnie stosujemy inną metodę, nasze trasy są powtarzalne, pierwsze 20 km to w większości podjazdy, robimy tam jakieś 600 m w pion, w tym czasie używamy Briskerów 100% z cienkim meriono pod nimi, jak już jesteśmy na grzbiecie to tam zamieniamy rękawice na suche narciarskie z GTX, daje nam to co najmniej kolejne 20 km jazdy i jakieś kolejne 500 m przewyższeń, ale takich mniej brutalnych, które nie są takie wymagajace kondycyjnie.
Ja jestem bardzo wrażliwy na wychłodzenie dłoni, jak mnie złapie to dostaję potężnych bóli w obu dłoniach, muszę się ewakuwać jak najszybciej do domu.
Buty stosujemy zimowe trekkingowe z Dechatlonu , jakiś najtańszy model o dwa rozmiary za duży, na palce od nóg stosujemy ocieplacze chemiczne.
W tym zestawie daje nam to jakieś 4 godziny jazdy w zimie. Średnio 40 km i +/- 1000 m przewzyszeń.
Kurtki to Rab Borealis, pod nie polary z Deca MT 500 i bielizna termoaktywna.
Ja jeżdżę w spodniach Reggatta ocieplanych plus kalesony Termo, żona jeździ w leginsach zimowych do jazdy konnej, też z Decathlonu plus bielizna termoaktywna.