Skocz do zawartości

[Gleby] Jak często Wam się zdarzają? Wasze statystyki


Rekomendowane odpowiedzi

Ostatnio znowu zaliczyłem glebę typu "OTB" na zimówce i rozbiłem sobie trochę pysk. 😁Wcześniej wiele gleb mniej groźnych i jedna poważna z utratą przytomności. Jeżdzę rekreacyjnie dla siebie po lesie i drogach, u mnie wychodzi średnio 1-2 gleby na sezon. Tak się zastanawiałem czy tylko ja tak mam? Jak wygląda to u Was?

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Największą glebę jaką miałem, zaliczyłem właśnie "rekreacyjnie". Patyk między przednie szprychy i OTB. Gdybym jechał standardowym tempem, jestem pewny że patyk by nie wpadł. Oszołomienie, szpital, te sprawy. Kwestia losowa.

Jednak jak się "ciśnie", to człowiek się skupia, a jadąc rekreacyjnie myśli się o wszystkim, tylko nie jeździe. A wtedy o wypadek łatwo.

A pytanie ogólnie jest nieco bez sensu, bo jest za dużo zmiennych. Jeżdżąc na szosie i gravelu, zaliczyłem jedną (!) glebę chyba przez 4 czy 5 lat. Z własnej głupoty na dodatek i w zasadzie nie wiem, czy można to nazwać glebą. Jeżdżąc na MTB, zaryzykuję stwierdzeniem że gleba była raz w miesiącu. Oczywiście nic spektakularnego, no ale jednak. Za to ilość otarć o gałęzie i drzewa niezliczona.

Moje doświadczenie jest takie, że nawet jak się często zalicza gleby, ale cierpią ręce/ nogi, to właściwie nic się nie dzieje. Rana się zagoi, a stłuczenie zniknie. Ja zawsze miałem motywację żeby jeździć dalej mimo że bolało, a nie siedzieć w domu i się nad sobą użalać.

Problem jest wtedy, jak oberwie głowa. W moim przypadku bardzo zmieniło to podejście do kolarstwa. Niestety na gorsze, tak jak można się spodziewać. 

Edytowane przez ChuChu
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Przypominam sobie 3 w całym życiu: 1 otb jak zachamowałem przednimi hamulcami w swoim dziecinnym rowerze mając 7-8 lat. Drugi jak chciałem wjechać  z części trawiastej chodnika na część z kostki , ale... "krawężnik" pomiędzy nimi okazał się znacznie wyższy niż sądziłem (spod trawy wystawał tylko 1-2 cm) okazał się znacznie wyższy. No i ostatni raz podczas nauki jazdy na spd... zapomniałem się wypiąć i poleciałem na asfalst tuż przed skrzyżowaniem.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Na szosie w ciągu całej dotychczasowej "kariery" zaliczyłem tylko jedną glebę.
Na MTB różnie. Na wyścigach bardzo rzadko. Na treningach się zdarza. A to w locie trafię w drzewo, a to za nisko podskoczę i uderzę przednim kołem w drzewo lub głaz i polecę na ryj, a to źle oszacuję stan nawierzchni i koło się uśilzgnie. Nie ma reguły - czasem jeżdżę pół roku bez upadku, czasem leżę 3 razy w czasie jednej jazdy.
Jak już wspominaliśmy w innym wątku - sztuką jest umieć upadać, bo upadki zdarzą się każdemu. :)

Edytowane przez TheJW
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

To by chyba trzeba na kilometry liczyć, a nie sezony, bo każdy ma inaczej. 

Pomijając czasy dzieciństwa, to na pogotowiu wylądowałem 2 razy przez ostatnie 25 lat. Raz na kilka lat zaliczę jakieś przyziemienie, a bo mokre liście, a bo mokra belka, a bo krawężnik mnie zaatakował, ale nic groźnego. Kojarzę też ze 4 sytuacje zagrażające życiu, z czego 2 z mojej winy ale nie spadłem z roweru ;) 

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Ja też pamiętam 3 gleby: raz ładnych parę lat temu gość samochodem wyprzedził mnie i od razu przede mną zahamował ja nawet nie zdążyłem zareagować i wskoczyłem mu przez tylną szybę do auta - ale to raczej w kategorii wypadek, drugi raz na mtb przy dość dynamicznie branym zakręcie w lesie przednie koło się uślizgnęło i gleba i trzeci raz gdy zapomniałem się wypiąć z spd przy dojeździe do skrzyżowania. Pewnie na mtb było więcej ale jakoś się nie zapisały na twardym dysku 😁

Edytowane przez Greg1
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • Mod Team

Oficjalnej statystyki nie prowadzę, ale pewnie średnio 2 -3 x w roku leżę i kwiczę 🐷
U mnie czasem jest "strasznie", czasem śmiesznie - od konkretnych gleb bez poważniejszych konsekwencji w postaci hospitalizacji (choć w dzieciństwie wstrząs mózgu był), ale o sile potencjalnie zagrażającej życiu (lot przez kierownicę podczas dynamicznego zjazdu ze skarpy - po upadku na żebra leżałem chwilę w pozycji embrionalnej zanim się podniosłem) ; po wywrotki praktycznie w miejscu, które kojarzą mi się z Guliwerem - coś a'la olbrzym upadający w zwolnionym tempie w suchy piach ;)
Ostatnio fajtnąłem się na bok na śliskim drzewie na wąskiej i krętej ścieżce w lasku iglastym - prędkość niemal zerowa, ale uślizg koła i leżę :icon_wink:
Zimą zdarza się na gładkim lodzie ostry piruet bez żadnej kontroli...
W pozostałych porach roku najczęściej jest nieco za szybko (co się mści podczas wyjścia z zakrętu na żwirku leżącym na wilgotnej ziemi/liściach/mokrym korzeniu), albo z jakąś niespodzianką w postaci mokrych trawek na gliniastym podłożu - wtedy można jechać nawet prosto, a jak opona przykrawędziuje minimalne obniżenie ziemi w tym miejscu, to pozamiatane...

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

W ciągu ostatnich 10-ciu lat 3 razy coś sobie złamałem i z perspektywy czasu uważam, że we wszystkich trzech przypadkach przyczyną było rozkojarzenie i brak skupienia.

  1. Po pierwszym razie zacząłem jeździć w kasku.
  2. Po drugim przesiadłem się z SPD na platformy.
  3. Po trzecim zdecydowałem, że jak już jestem zmęczony, to warto odpuścić sobie ten "jeszcze jeden ostatni zjazd" :D 

Aha, i 2 razy wymieniałem kask, bo "spełnił swoje zadanie".

  • +1 pomógł 2
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • Mod Team

Kask wymieniałem raz, i wolałbym przymusowo nie wymieniać...
Co do SPD, to nie raz myślałem, że gdybym był wpięty, to już bym leżał...

A, i jeszcze a propos umiejętności upadania - oczywiście fajnie to mieć ogarnięte, ale są sytuacje, gdzie nie ma się praktycznie kontroli, bo bezwładność jest zbyt duża + akcja dzieje się za szybko...

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

6 godzin temu, Thomass13 napisał:

U mnie była 3 lata temu jedna jak zapomniałem się wypiąć z bloków spd jeżdząc całe życie na platformach. Ale rekraacyjnie jeżdzić i się przewracać to się zapytam jak ty to robisz?

W całej karierze (17 lat) to 2 gleby takie co sobie coś zrobiłem, w tym ta teraz. Reszta to jakieś niegroźne wywrotki, wywalają się chyba wszyscy? Patrząc na stan kilkuletnich rowerów na OLX to skąd te wszystkie rysy i uszkodzenia? 😁 Ostatnia gleba to naprawdę pech niesamowity pomału sobie przez las jechałem i coś mnie pokusiło żeby zjechać z szerokiej drogi na stary szlak już nie uczęszczany a tam koleiny i głębokie dziury, a ja na zimówce retro 26" bez amortyzacji. Jak leciałem już to nie widziałem gdzie bo było ciemno i pyskiem chyba w rower przywaliłem. Oczywiście o rezygnacji z roweru nie ma mowy, ale będę musiał być bardziej ostrożny.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

U mnie dość regularnie. Z reguły ludzie wchodzą w pod koła, co kończy się wbiciem hamulców. A poza tym:

-Wypięcie SPD na pełnej mocy - mało sobie zębów kolanem nie wybiłem.

-Wielokrotnie utrata przyczepności i wjechanie do wewnątrz zakrętu - w tym na rondach. (przynajmniej do gleby blisko)

No i lód/śnieg.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Odkąd wróciłem do jazdy na rowerze półtora roku temu to miałem jedną glebę w zeszłe wakacje, która na szczęście była dość delikatna. Sprawa zabawna, bo żadną inną trasą nie przejechałem tyle razy, ale to na niej się przewróciłem, mimo że jechałem normalnie, zamiast próbować pobić swój rekord na Stravie, co często tam robię. Myślę, że właśnie to jechanie spokojniej było winą - wolniej jadę to mniejsze skupienie. I na jednym zakręcie obrałem złą pozycję a niedociążone przednie koło uślizgnęło się na zewnątrz. Podparłem się kolanem i dłonią więc tylko skóra na nodze obdarta a najważniejsze, że rower bez śladów 😄

Raz na zawodach też byłem blisko gleby i ta bardziej spektakularna byłaby. Jadąc niezłym trawersem, który zaczął odbijać w prawo i w górę straciłem równowagę w tym miejscu z powodu ogólnego zmęczenia (myślę, że głównie góra ciała zawiniła i trochę za niska prędkość, ale to znowu kwestia zmęczenia). Na szczęście udało mi się podeprzeć nogą, ale nie wiele brakowało, żebym się tam w dół sturlał. Może na zawodach ciężko odpuścić, ale to jest powód dlaczego podpisuję się pod pkt. 3 @Rafu

  • +1 pomógł 1
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

11 godzin temu, Electronite napisał:

U mnie dość regularnie. Z reguły ludzie wchodzą w pod koła, co kończy się wbiciem hamulców. A poza tym:

-Wypięcie SPD na pełnej mocy - mało sobie zębów kolanem nie wybiłem.

-Wielokrotnie utrata przyczepności i wjechanie do wewnątrz zakrętu - w tym na rondach. (przynajmniej do gleby blisko)

No i lód/śnieg.

Jak sobie tak przemyślałem to winą wszystkich moich gleb było właśnie brak skupienia. Na podjeździe byłem skupiony na tym żeby jechać jak najbardziej wydajnie a na zjeździe tam gdzie się wywaliłem to właśnie myślałem już o czym innym i ta dziura w drodze mnie zaskoczyła. Tak to jest jak nie szanuje się gór 🤪

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

20 godzin temu, Rafu napisał:

Po trzecim zdecydowałem, że jak już jestem zmęczony, to warto odpuścić sobie ten "jeszcze jeden ostatni zjazd"

Od niedawna też stosuję tę zasadę. Jak jestem zmęczony to odpuszczam. Przez zmęczenie i rozkojarzenie spadłem z pedałów lądując hopkę. Skręcona kostka, poobdzierane ręce i nogi , poobijane żebra. Kilka tygodniu minęło zanim wróciłem do jazdy. Mimo, że hopka mała, to dzisiaj czuję do niej respekt i nie mogę się przełamać żeby na nią wjechać. A najgorsze w tym wszystkim, że nie byłem w stanie się pozbierać, a w lesie wśród komarów poszedł cynk o świeżej krwi. Komary tak mnie pogryzły, że krwi straciłem jakbym miał ranę postrzałowa ;)

p.s.
na te małe latajace gnojki nawet mugga tropikalna nie działała.

Edytowane przez Enadxx
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Wstyd się przyznać, ale ten "jeszcze jeden ostatni zjazd" był na Twisterze w BB i skończył się pęknięciem kości śródstopia. Na szczęście było to pod koniec wyjazdu i jeszcze dałem radę prowadzić auto 500km do domu. Dopiero tam poszedłem do ortopedy.

Do potencjalnych przyczyn wypadków dodałbym jeszcze jazdę po nieznanej trasie z ekipą, która jeździ lepiej od Ciebie ;) W zeszłym roku znajomy mnie namówił na rundkę z nim i jego ziomkami. Wszyscy mieli jakieś 10 lat młodsi i mało strachu + dużo skilla, a trasę zjechałem wcześniej tylko raz w swoim tempie " na przeżycie". Skończyło się na szczęście tylko na poobijanych łydkach i śladach po pinach. Czasem nie warto ulegać presji :D 

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...