Dokładnie jedyną barierą tak naprawdę jest głowa.
W tamtym sezonie pojechałem z kumplem i jego kumplem dystans 160 km na Gorę św Anny, piękna malownicza trasa no i się okazało że gość najwięcej co zrobił to 20 km co mnie z leksza szokło, tyle że często takie dystanse sobie robił i dopiero mi się tym pochwalił jak byliśmy już na miejscu, a jeszcze trzeba było jechać z powrotem .Tempo ślimacze ale każdy szczęśliwy, bo jak z głową było dobrze do kilometraż się nie liczył i nawet rowery bo byli na MTB. Co prawda na 2 dzień wszystko bolało, no ale bez bólu nie ma zabawy .
Z kolei kumpel co dość często z nim w tamtym sezonie jeździłem to on większe dystanse traktuje jakby jakiś przymus, byleby odbębnić i pochwalić się w socjalach że się da, a przez większość trasy gość był nieznośny i tylko pytał czy daleko jeszcze 🤣 ( zupełnie jak ten osioł ze Shreka ) i już wiem że z kimś takim co najwyżej mogę pojeździć to wokół komina.