To był bardzo doświadczony zawodnik, każdy w okolicy z entuzjastów go kojarzył. Taka lokalna legenda, sporo jeździł, jako trener też niejednego wychował.
Natomiast - mówimy o tym, że się źle czuł, że po zatruciu i mało rozsądnie.
Z drugiej strony, Panowie - chłop 71 lat, odszedł robiąc to co kochał. Na swoich warunkach można powiedziec. Czy to gorsze niż leżeć w łóżku i powoli odchodzić cierpiąc, zjadanym przez raka albo powoli padające narządy?
Ja tam tego Pana nie oceniam, tak samo organizatorów nie mam zamiaru krytykować. Każdy dorosły, sami zapaleńcy jechali.