Ja już oszukałem śmierć, jak 15 lat temu wybiegł mi kot prosto pod koła przy prędkości ponad 40 i to zaledwie 100m od domu. Rezultat taki że barkiem walnąłem w krawężnik, roztrzaskałem obojczyk w 3 miejscach i do dziś tam siedzi tytanowy spinacz. W szpitalu dostałem od personelu ksywę " PRAWIE " tym bardziej że miałem tylko wstrząs mózgownicy i podrapaną twarz, ale i tak 2 tygodnie w szpitalu na obserwacji czy łeb jednak jest cały, no i oczywiście wtedy nie miałem kasku.
Trzeba bardzo uważać na takich bocznych drogach - bo wybiec może byle co, lub wyjechać. W lesie zresztą też, bo latem lubi sobie taki zaskroniec czy inny gad wygrzewać na szuterkowej drodze.