Skocz do zawartości

Ranking

  1. siemalysy

    siemalysy

    Użytkownik


    • Punkty

      18

    • Liczba zawartości

      2 525


  2. mocart

    mocart

    Użytkownik


    • Punkty

      13

    • Liczba zawartości

      99


  3. mschossov

    mschossov

    Nowy użytkownik


    • Punkty

      12

    • Liczba zawartości

      14


  4. Talrand

    Talrand

    Użytkownik


    • Punkty

      12

    • Liczba zawartości

      173


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 05.10.2025 uwzględniając wszystkie działy

  1. 13 punktów
  2. bo jak zapiaszczać napęd to po całości
    12 punktów
  3. 7 punktów
  4. Nie wiem czy ma sens wrzucać te fotki znowu bo chyba przynajmniej część z nich już tu była ale proszę bardzo: To jest dość klasyczny już model velomobila z epoksydu szklanego o nazwie Quest rozmiar XS czyli do 180cm wzrostu. Im masz mniejszy bardziej dopasowany tym mniejsze ma wymiary i będziesz szybciej tym jeździł. Oczywiście pod górę sporo się traci. Ale nawet pętlę wokół Tatr pojechałem tym ciągle nieco szybciej niż kiedyś kolarką. Natomiast po płaskim bardzo wygodnie się płynie bo jest pełne zawieszenie. Z góry jest szaleństwo, wszystkie kręte strome zjazdy trzeba cały czas kontrolować prędkość. Łagodne zjazdy po dobrych drogach są najszybsze bo można się puścić. Wiatr tak nie pomaga ani nie przeszkadza jak na otwartym rowerze. Jak jest zimno zamykam szybę i nic mi nie wieje. Przy minusowych temperaturach wychodzę z domu w kurtce zimowej. Wyciągam sprzęt, zdejmuję kurtkę, którą wsadzam do środka i od razu wsiadam. Jadę wtedy w jednej - dwóch cienkich elastycznych koszulkach. Przy tych temperaturach jak teraz 8-15C wystarczą krótkie spodenki do biegania i podkoszulek z krótkim rękawem. Bardzo ważne są dobre opony, lekkie dętki w tych rowerach bo opory toczenia to największa zmora. Po płaskim w trasie 200km trzymam spokojnie 40km/h a jak pisałem nie jestem jakimś orłem kondycyjnie. Jak na ten model to są dobre prędkości, jak na mnie też. 37lat na rowerze szosowym. Lepsze i gorsze sezony, musiałem w końcu spróbować czegoś innego. Piszę o tym wszystkim żeby pokazać inną perspektywę budowę roweru i podróżowanie nim. https://www.facebook.com/reel/1106497614164200
    4 punkty
  5. Widziałem kilka tego typu tematów na forum, ale zamkniętych. Czasami zdarza się, że mocowanie śruby od koszyka na bidon obraca się i nie możemy jej wkręcić, lub wykręcić. Co zrobić w takim przypadku? Instalujemy tzw. nitonakrętkę. Jak to zrobić i jaką nitownicę wybrać wg moich doświadczeń?
    3 punkty
  6. @spidelli dzięki! Na przyszłą niedzielę zaplanowałem coś ciekawego, czego chyba nie ma w polskim internecie. Mianowicie serwis dampera Brain przy założeniu, że chcemy wykonać go w "domowych" warunkach bez tych wszystkich drogich narzędzi. Film już się robi 😉
    3 punkty
  7. Bo Piątek i Geometryczny Środek Polski
    3 punkty
  8. Kwestia możliwości amortyzatora i terenu, bo o ile rąk nie będzie wyrywać tak tył nadal sztywny Mam trasę Gdańsk - Wejherowo mieszanką czerwonego i czarnego szlaku i na jednych sekcjach szybciej i sprawniej jest grawelowym, na innych fullem (i nie mówię o jakichś ekstremach, tylko dziurawej gruntówce). Całościowo wychodzi bardzo podobnie, a frajda z jazdy tak czy inaczej jest tylko w trochę innych kategoriach. Śnieg to temat rzeka, bo możesz mieć cienką warstwę puchu na równym twardym podłożu, a możesz mieć ciężki kopny. Jeżdżąc po mieście czasami przydałyby się zapasowe komplety opon, bo rano może się dobrze jeździć po ubitym zmrożonym, a wracając z pracy po rozłażącym się topniejącym. Np. Kenda Klondike 29x2,1" niby dostosowana do jazdy w terenie, kawał zimowej opony. W praktyce po ubitym śniegu ma gorszą trakcję niż Marathon Winter 1,6" czy GT 365 2" (dopóki się nie zetrą lamelki). Zimą większe znaczenie ma bieżnik i guma niż sama szerokość (nie powiem na tych 2" jest stabilniej niż 1,6"). Z błotem jest podobnie. Jest rzadkie kiedy wąska opona może mieć przewagę, bo dogrzebie się do dna, jest gęste, kleiste gdzie nawet fat będzie się ślizgał i grzązł. Na pewno xc będzie lepiej dopasowany do jazdy w terenie niż sztywny grawel ale to nie znaczy, że wszędzie zrobi się łatwo i gładko. Szersze opony dają większą stabilność, wybaczają więcej błędów na nierównościach ale nie są panaceum na wszelkie przypadłości jazdy w terenie. Resztę załatwia samozaparcie, technika, para w nogach. Fat w tym względzie też problemu nie rozwiąże, a doda innych (np. mniejsza dostępność opon, obręczy). Tyle że jazda grawelem to mieszanka terenu i dobrych dróg. W takim przypadku trzeba by co chwila w facie spuszczać lub pompować, a trochę objętości do ogarnięcia jest. XC na oponach +/- 2,4" w tym względzie jest zdecydowanie uniwersalniejszy i łatwiej o jakiś kompromis masy opon, komfortu i trakcji, wydajności jazdy po twardym i w terenie. Bo się człowiek przyzwyczaja i traci punkt odniesienia. Tak samo mam z mieszczuchem, ciężki z dodatkowymi oporami na planetarce i dynamie. Na co dzień nie czuć zamulania ale jak się siądzie na lepszy, to różnica jest oczywista. Najmocniej się o tym przekonałem jak pojechałem nim na testy rowerów i pojeździłem jakimiś szosówkami (pierwsze wrażenie jak rakieta, kilka ruchów korbą i 40 na liczniku), przełajami, czy nawet lepszymi xc. Potem wsiadłem na swój i pierwszy moment, to wrażenie jakby mi ktoś hamulce zaciągnął. W tym roku zmieniłem koła i dętki w grawelowym, poszło około 1,3kg w dół. Pierwsze wrażenia, że idzie jak rakieta. Teraz po ponad pół roku już tak dużego nie robi, bo się przyzwyczaiłem do tego poziomu dynamiki.
    2 punkty
  9. Następny naiwny, który myśli, że ludzie kupują fulle po to żeby jeździć w terenie
    2 punkty
  10. @RabbitHood Dyskwalifikacja! Pytanie było o fulla:)
    2 punkty
  11. Cześć Odra-Nysa to klasyk, pewnie większość z Was zna przynajmniej fragmenty, zwłaszcza tej, przeważającej, niemieckiej części. Mnie "od zawsze" ciekawiło jak wygląda początek w Czechach, czy jest to mocno górska trasa, jak wygląda infrastruktura w porównaniu do Niemiec, jak tam dojechać, itd itp. No właśnie - jak dojechać - bo dojazd do szlaku rowerem to jedno, a dojazd do ... dojazdu - czyli pociąg - to drugie. Szczęśliwie, jadąc ze Szczecina dało radę wyszukać opcję w pełni zakładającą skorzystanie z Regio. Czyli brak haków w IC, które mnie szczerze mówiąc zawsze napawają lękiem oraz wygodne wsiadanie i wysiadanie - a to wszystko za niewygórowaną "cenę" pół godziny - godziny jazdy dłużej. Do Zielonej Góry to był zachodniopomorski skład - więc część rowerowa bardzo spoko i następnie już KD w bardzo podobnych warunkach - do Legnicy. Z Legnicy zaplanowałem sobie trasę (mając na względzie wznios) taką, wydawało mi się, nie za długą, około 90 km i 1300 m up. Z czego pierwsze 40 km to płaski teren, nawet bardziej płaski niż pojezierza/okolice Szczecina/wybrzeże. No i te pierwsze 3h z hakiem (z odpoczynkami) rzeczywiście bardzo ok - trochę niepewnej pogody, trochę mżawki - ale ogólnie bardzo dobrze. Z Legnicy udało się dość szybko wydostać - akurat w takim kierunku gdzie infrastruktury poza strefami pieszymi na starówce w ogóle nie było, więc nie mogę narzekać. Po drodze miałem wypatrzone kolejne Dino w Gniewomirowicach i Pielgrzymce - na wypadek przeczekania jakiś problemów pogodowych - ale nie skorzystałem. Pod górę zaczyna się za Proboszczowem, troszkę już ten pierwszy podjazd odczułem, a pogoda zaczynała być coraz mniej motywująca, na zjeździe jeszcze chłodniej i dalej do samej zapory w Pilchowicach tak dość średnio-deszczowo, zresztą, jeżeli macie ochotę sami zerknijcie: Za zaporą wiedziałem, że będę musiał zjechać ze swoimi "walizami" na taki bardziej terenowy odcinek. No ale co innego wiedzieć, co innego robić. Fragment jest leśny, nierówny, do ogarnięcia na gravelu, ale momentami trzeba ostrożnie, a momentami trzeba trochę poprowadzić - ogólnie bez tragedii ale za to mocno mnie to spowolniło (a z Legnicy wyjechałem o 12:00) - tak więc troszkę zaczęło się zerkanie na zegarek. Pierwotnie mój ambitny plan to był odpoczynek od siodełka czyli wypych na Bobrowe Skały i zejście/zjazd do Górzyńca. Trochę jednak wszystko namokło, na Bobrowych Skałach nigdy nie byłem - więc biorąc pod uwagę odrobinę niedoczasu, postanowiłem "pójść na łatwiznę" i zjechać asfaltem do Piechowic, żeby lekko naokoło dostać się do Górzyńca i tam przyatakować "finalny" wypych do Szklarskiej Poręby Dolnej. Plan w dużej części był zaiste znakomity tylko na części z wypychem już trochę się nogi pode mną ugięły: i metaforycznie na widok owego odcinka i dosłownie w trakcie tego... spaceru. Do Szklarskiej do noclegu dotarłem około 20:50, znalazłem pizzerię Habanero jako jedyną chyba czynną do 23:00, zdążyłem jeszcze zrobić zaopatrzenie na następny dzień w Żabce i... padłem na twarz. Albowiem na dzień następny wymyśliłem sobie dojazd do źródła Nysy - no i potem, skoro to już w dół - następny nocleg w Zgorzelcu Szczerze mówiąc rano nie było źle a nawet pogoda zrobiła się wręcz nieskazitelnie idealna; słonecznie, bezwietrznie, nie za zimno, nie za ciepło. Odcinek do Jakuszyc a potem do Orla - super świetne klimaty. Trochę łażenia z rowerem w okolicach mostku na Izerze a potem Jizerka (super miejsce) i dalej asfalty przez dużą część Gór Izerskich: I to była ta bardziej radosna część dnia. Ta mniej radosna część zaczęła się od robót drogowych - miałem je nawet "zaplanowane" gdyż na mapach CZ było zaznaczone zamknięcie - ale jedną sekcję objechałem skutecznie, ale po tym... no... zakręciłem się i wyjechałem gdzieś poniżej największych wykopów i skończyło się tylko na konfuzji, ale taki mały "niesmaczek" pozostał. Początek Odra-Nysa czyli "20" po czesku to w ogóle jest jakaś dziwna sprawa. Kiedyś chyba inaczej poprowadzony, teraz trochę inaczej, nie do końca oznaczony, więc... znów małe splątanie: Od tego momentu zaczyna się troszkę efekt domina: przez Lučany miałem problem z zamkniętą kładką (objazd przez "centrum", średnio przyjemny), W Jabloncu - kawałek przez miasto w ruchu ogólnym, godziny szczytu, no już mało przyjemnie, potem patchwork po drodze, w Libercu ruch duży, ogólne zniechęcenie. Za Libercem poprawa - trasa wskakuje na ddrki/lokalne drogi. Przez Chrastavę i Hradek asfalt już regularny, teren robi się coraz bardziej płaski - więc to co wszyscy (?) wyobrażają sobie jako typową "Odrę-Nysę". Koło 18:00 jestem przy trójstyku granic i tu już znowu z zegarkiem w ręku, wyliczony odpoczynek przy klasztorze Marienthal - ale miejsce warte postoju, bardzo dobry punkt na przerwę. Ostatnie 20 km do Zgorzelca to już szybki przelot, w większości równe asfalty, dzięki czemu w Zgorzelcu dobijam do swojej noclegowni, dokładnie o 21:03 - na szczęście w pobliżu jest stacja paliw (zakupy) oraz "król burgerów" (bo do wielkiego żóltego "M" na rowerze, jakoś nie mogę się przekonać). Tego dnia wyszło 144 km i 1330 m w górę. gps'y: dzień 1: https://www.komoot.com/tour/2276673551/zoom dzień 2: https://www.komoot.com/tour/2276674442/zoom c.d.n.
    1 punkt
  12. Zamówiłem Chisela FS shimano 2025 -> 450 pln powyżej zakładanej kwoty (z bikeinn)
    1 punkt
  13. Cześć po przerwie wracam na szlak Odra-Nysa - tym razem w okolicach Szczecina i dalej w stronę Zalewu Szczecińskiego. I jest to zdecydowanie inna Odra-Nysa niż dotąd (i to nie tylko dlatego, że od tego miejsca nie ma nic wspólnego ani z Odrą ani z Nysą). Ogólnie historii do opowiadania zrobiło się mnóstwo - więc i materiału zrobiło się sporo - tym bardziej, że pierwszy odcinek "bezrzeczny" wydał mi się trochę bezbarwny (a może jest wyciszający? chociaż właściwie Odra-Nysa na sporych odcinkach jest "wyciszająca"...). Tak więc wpadłem na taki pomysł, żeby pokazać ten etap od Mescherin do Blankensee w dwóch różnych wersjach: przejazdu szlakiem jak go poprowadzono oraz postanowiłem pokazać wersję/objazd autorski w którym zahaczam o Szczecin ale nie wbijam się w centrum (czyli coś dla wszystkich tych którzy potrzebują np. odwiedzić jakiś większy sklep ale niekoniecznie na wyprawie przez zielone tereny chcą się wbijać w miejskie klimaty... albo też można przenocować gdzieś z dala od samego centrum, zrobić jakiś dzień odpoczynkowy itp.) Także pierwszy odcinek to właśnie wariant "klasyczny", szlakowy. Start w Staffelde, a po 55 km dobijamy do Blankensee. Spokojne rolnicze krajobrazy, wiatraki, puste lokalne drogi, takie głębokie wschodnie Niemcy: Wersja przez Szczecin biegnie tak, że od Staffelde skręcamy na Blue Velo i wjazd od strony Kołbaskowa i Przecławia. Typowe przedmiejskie klimaty hal magazynowych a potem rozrzuconych osiedli. Zaplecze, czy jak to nazwać "mega-pitstop" skupione w jednym miejscu: czyli duże sklepy takie jak Kaufland, kilka fastfoodów, Decathlon i Castorama (gdyby się okazała potrzebna) mniej więcej w jednym miejscu i potem tak boczkiem, boczkiem, żeby miasto nie wciągnęło, w stronę Lasu Arkońskiego, koło jeziora Głębokie (kąpielisko) i potem już z powrotem w stronę granicy. Całość krótsza (ok. 41 km zamiast 55 km) - i na pewno bardziej urozmaicona ale przez to "niespokojna" No i po tych alternatywach w końcu już można spokojnie zmierzać w stronę Zalewu Szczecińskiego, najpierw razem wspólnie ze szlakiem Kolejki Randowskiej do Rieth - a od Rieth już wspólnie ze szlakiem Wokół Zalewu Szczecińskiego - dalej do Ueckermünde - i tu już jest bardziej letniskowo, nadzalewowo i na pewno zdecydowanie bardziej odmiennie od tego wszystkiego co do tej pory na Odrze-Nysie można było spotkać. Na koniec duża plaża i mała (ale zaskakująca starówka) i chyba dość wrażeń jak na jeden odcinek. ślady gps: Do Blankensee szlakiem: https://www.komoot.com/tour/2497548451/zoom Do Blankensee wersja alternatywna: https://www.komoot.com/tour/2552998660/zoom Nad Zalew Szczeciński do Ueckermünde: https://www.komoot.com/tour/2587114529/zoom
    1 punkt
  14. Przydatny film, obejrzałem jeszcze z rozpędu drugi o press-fitach, dziękuję 👍
    1 punkt
  15. Nie znacie się. O, tutaj jaki rower do "DH" z nóżką:
    1 punkt
  16. Czyli jednak to nie jest normalny full do zabawy w terenie tylko e-full na przejażdżki po bulwarach i do parkowania (na nóżce) pod fancy knajpkami
    1 punkt
  17. Przeczytałem jeszcze raz swoje wcześniejsze wpisy i z ich kontekstu wynika, że dostosowuje ciśnienie do terenu. Wydaje mi się, że korzystam z zalet grubego, ale może mi się tylko wydaje Nie posiadam pomiaru, moje rowerowanie jest zbyt amatorskie aby wkładać 2 koła w pomiar. Odnoszę wrażenie, że napisanie o tych prędkościach ludzie odebrali tutaj jak przechwałki. Miałem na celu zaznaczyć, że jazda fatem nie jest taka ciężka, jak się wydaje. Zekker Ciebie już nie mogę zacytować, to wklejam: (odnosisz się do regulowania ciśnienia w trakcie jazdy) ""Tyle że jazda grawelem to mieszanka terenu i dobrych dróg. W takim przypadku trzeba by co chwila w facie spuszczać lub pompować, a trochę objętości do ogarnięcia jest. XC na oponach +/- 2,4" w tym względzie jest zdecydowanie uniwersalniejszy i łatwiej o jakiś kompromis masy opon, komfortu i trakcji, wydajności jazdy po twardym i w terenie. "" W ogóle nie będę ładował się w dyskusje o słuszności jednego roweru nad innym, bo to często podszyte jest obroną słuszności wyboru własnego roweru. Być może złotym środkiem będzie jakieś 2,4-3.0 cala, kto wie. A co do regulowania ciśnienia, to planując trasę robię to tak, że raz upuszczam przed lasem/terenem i pompuje po wyjeździe z niego. Nie wygląda to jak upierdliwe schodzenie z roweru 6-7 razy w ciągu wyjazdu. Temat dotyczy pytania czy warto posiąść fatbajka, trzeba poznać dobrze swoje potrzeby i absolutnie nie zwracać uwagi na to, co ludzie piszą o tym rowerze. To jest taka nisza, że kiedy sam byłem przed zakupem tego roweru, to filmy o tym oglądałem z 2008-2017 mniej więcej, nic świeżego się nie znajdzie, bo prawie nikt nie jeździ niezelektryfikowanymi fatami. Uznałem, że szukam czegoś z dobrym osprzętem, dobrej marki i idę w to i jest git.
    1 punkt
  18. Napisał ktoś, kto pewnie tylko DDR'y widział...
    1 punkt
  19. @glados_v9 Nie ma w tym nic nieeleganckiego, na dodatek nacisk na korbę nie ma najmniejszego znaczenia. Stopka może ma jakiś minimalny sens w miejscu gdzie jest równo i twardo, w terenie o to trudno, a fulla raczej kupuje się do jazdy w terenie. Milion razy widziałem jak rower mojej żony, lub rowery moich kolegów się przewracały, bo nóżka zagłebiała się w podłoze i rower tracił równowagę. Ostatni rower w którym miałem stopkę to Wigry 3, jakieś 35 lat temu...
    1 punkt
  20. Oś korby która ma nieść szarpane 800 W ma się mścić za statyczny nacisk kilkudziesięciu newtonów? Nóżka w rowerze używanym do jazdy w terenie jest po prostu niebezpieczna, dlatego rowery dedykowane do zastosowań innych niż rekreacja nie mają mocowań.
    1 punkt
  21. Chisel comp Evo jest na ekspozycji w epicentrum w Gdyni.
    1 punkt
  22. Jak przerzutka miałaby się zużyć po 2-3k km ? 🙈 Gdyby tak było tu musiałbym kupować 4-6 przerzutek na sezon 😂. Kółka aluminiowe do przerzutki ? Żadnych korzyści tylko generują większy hałas.
    1 punkt
  23. Nie żałuj kobiecie, i kup coś sprawdzonego z amortyzatorem, a nie jego atrapą... Godzinę temu wklejałem w innym temacie : https://www.centrumrowerowe.pl/rower-mtb-lapierre-prorace-4-9-pd50005/ - po lekkim tuningu za jakiś czas, to będziesz jej tego roweru zazdrościł, albo sam nim jeździł
    1 punkt
  24. bo szlag mnie trafia, że jeszcze tydzień temu można było Sądeckie łąkowe enduro se objechać bez umrażania dupy z tego ugotowałem 😉
    1 punkt
  25. Po przygodach (trochę na przekór) z innymi markami SPD-ków... Czas w końcu zamontować Shimano M540
    1 punkt
  26. To zależy, bo jeżeli to elektryk to musi mieć podpórkę!
    1 punkt
  27. Bo która bardziej błękitna, ta prawdziwa, czy sztuczna? Okolice Kiezmarka, stare koryto Wisły.
    1 punkt
  28. Bo pierwszy dzień października pozytywnie zaskoczył.
    1 punkt
  29. Bo góral na singlach się nie zmieści:
    1 punkt
  30. Bo testy nowego silnika były, póki jeszcze ostatnie promienie lata się tliły..
    1 punkt
  31. Najlżejszy dropper świata, Vertical Helium w rozm. 30.9x410 mm. Co ciekawe świat nie stoi w miejscu - dropper pojeździł chwilę w rowerze, a firma już pokazała kolejne, lżejsze wcielenie 😉
    1 punkt
  32. Ta gęsta zawiesina to nie mgła, nie dajcie się zwieść. To dwutlenek węgla wydalany przez krowy wiejskie, mleczne, pasione na podgórskich łąkach. Jak się mocno zaciągnąć, to można wyczuć w ustach posmak budyniu mlecznego.
    1 punkt
  33. Jest równorzędne. Po pierwsze w naszym prawie nie każda kradzież jest przestępstwem. W zależności od wartości będzie to wykroczenie lub przestępstwo. Po drugie, jeszcze raz, to nie są zabezpieczenia uniemożliwiające kradzież, to jest wymierzenie "kary" po kradzieży. Od tego są sądy, inaczej to jest lincz, bezprawie. Po trzecie, celowe działanie mające na celu uszkodzenie ciała jest przestępstwem. Może zadam takie pytanie, które może nas dotyczyć bezpośrednio. Jeździmy rowerami w różnych miejscach, nie czarujmy się, nie zawsze legalnych. Czy zatem rozwieszanie linek między drzewami, rozkładanie kolców i innych pułapek jest według ciebie usprawiedliwione? Dokonujemy wykroczenia lub przestępstwa, to można na nas zastawiać pułapki grożące poważnymi obrażeniami, kalectwem, czy nawet śmiercią?
    1 punkt
  34. Rower przywiązany linką (dostatecznie długą, by złodziej nie zauważył jej od razu i mógł nabrać prędkości), odpięte hamulce lub zaciski kół, podpiłowane ramy czy np. poduszka powietrzna w siedzeniu spełniają wszystkie kryteria świadomego działania mającego spowodować szkody u sprawcy kradzieży (a potencjalnie także u osób postronnych) - to klasyczny przykład "booby trap". W większości przypadków nagrywającego nie obchodzi nawet sprzęt, który rzekomo zabezpiecza, bo często kończy się to jego uszkodzeniem, tak jak w tym przypadku: Ktoś igrający z życiem drugiego człowieka jest bardziej godny potępienia niż ktoś tylko pożądający czyjejś własności. To, że Youtube, zamykający ludziom kanały za mówienie prawdy, jednocześnie pokazuje takie filmy w kategorii rozrywki jest dla mnie niepojęte. Żyjemy w czasach, gdy usiłowanie zabójstwa jest zwykłym "prankiem".
    1 punkt
  35. Cześć dzień czwarty i piąty na Odrze-Nysie to ... no dwie zupełnie odmienne historie. Ale jednak muszę je spiąć razem. Co je łączy? Odpowiedź jest prosta - słupek ... Czwartego dnia po poprzednich 200 km ciało nieco protestowało, więc plan był taki: zobaczyć co da się realnie przejechać, a w razie załamania pogody ewakuacja pociągiem. Niebo rano wyglądało wręcz wybornie i powiem szczerze, że trochę nie dowierzałem prognozom pogody. Frankfurt sam w sobie - dość zastanawiające miasto. Niby 55 tys. mieszkańców, ale w centrum czuć skalę większego ośrodka. Wyjazd z miasta trochę przez budowy, objazdy i płotki, ale oznakowanie dobre - rowerzysta się nie zgubi Za Frankfurtem od razu pierwsze pagórki, potem spokojniejsze pola i ścieżka bardziej przypominająca klimat "prawdziwej" trasy niż jazdy przez spore miasto. Co ciekawe - Odry wciąż niewiele widać, dopiero bliżej Lebus trasa zaczyna faktycznie przyklejać się do rzeki. Za Lebus krajobraz zaczyna robić wrażenie i widać klimat wielkiej rzeki. Z każdą godziną jednak przybywa chmur, a wiatr daje wyraźnie znać, że, jeśli tylko nieco zmienić kierunek jazdy to łatwo nie będzie. Więc jednak model krótkoterminowy meteo "nie kłamał". Szybka kalkulacja: zamiast zarzynać się następne ponad sto kilometrów - jednak lepiej się ewakuować i dokończyć część Kostrzyn-Szczecin "na spokojnie". Plan jest więc taki, żeby wrócić dokładnie pod ten sam słupek i kontynuować i trasę i relację i filmowanie - ale w zdecydowanie bardziej sprzyjających warunkach... Wyszło około 40 km - dzień ewidentnie odpoczynkowy. Trochę szkoda, zwłaszcza, że koniec wolnego - ale z drugiej strony - lepiej zachować miłe wspomnienia niż dojechać siebie na finiszu. Piąty dzień na Odrze-Nysie - po przerwie, ale za to z wyśmienitą pogodą tak jak zaplanowałem, wracam dokładnie pod ten sam słupek koło Kostrzyna, gdzie ostatnio pogoda zmusiła mnie do odwrotu. Plan: około 120 km wzdłuż dolnej Odry aż do Staffelde pod Szczecinem, czyli jeden z najciekawszych odcinków całego szlaku Odra-Nysa. (Od Staffelde zjeżdżam do Szczecina - ale o tym już dokładniej opowiadam w filmie). Start o 7 rano - warunki bajka: słońce, poniżej 20°C, lekki wiatr w plecy. Od początku czuć, że to teren turystyczny - małe wioski wzdłuż rzeki, a w każdej znajdzie się coś dla rowerzystów: gospoda, przystań, bufet. Po klimacie "odosobnienia" środkowej Odry tutaj jest zdecydowanie bardziej "wakacyjnie". Pierwsza duża atrakcja - Groß Neuendorf. Dawny port przeładunkowy przerobiono na Kulturhafen z hotelem w zabytkowej wieży, wagonami kolejowymi zamienionymi w pokoje, bar czy nawet mały teatr. A potem crème de la crème - Most Europejski w Siekierkach. Dawna przeprawa kolejowa z 1892 r., po wojnie zniszczona, odbudowana na cele militarne, niszczejąca, opuszczona, aż w 2021 r. odnowiona jako pieszo-rowerowa. Ponad 800 metrów, platforma widokowa, rozlewiska i rezerwat wokół - tutaj Odra zaczyna naprawdę robić wrażenie. W Schwedt obowiązkowa pauza - ogródek z radlerem za 2,50 €, idealne orzeźwienie przy 30-stopniowym upale. Potem kolejne kilometry przez kanały i mosty, aż w końcu Gartz i lodziarnia nad bulwarem (i to bez kolejki, bo wszyscy pouciekali od gorąca). Na 115stym kilometrze docieram do Mescherin - tutaj szlak żegna się już z Odrą i zaczyna objazd Szczecina od zachodu. Można jeszcze wdrapać się na "Lecącego Żurawia" albo "Górę Szczecińską", ale ja kieruję się do Staffelde, gdzie jest rozdroże: można dalej trzymać się Odry-Nysy, albo zjechać Blue Velo do Szczecina. Dzień naprawdę solidny - pełen atrakcji, przejechany w świetnych warunkach i przy znakomitej infrastrukturze - trochę już mniej smutno po ostatnim odwrocie ślady gps: Frankfurt - Kostrzyn: https://www.komoot.com/tour/2276676528/zoom Kostrzyn - (prawie) Szczecin: https://www.komoot.com/tour/2434848775/zoom c.d.n.
    1 punkt
  36. Hej trzeci dzień jazdy szlakiem Odra-Nysa: start w Zgorzelcu chwilę po 8:00, meta we Frankfurcie nad Odrą w założeniu około godz. 20:00. Dystans: 194 km, suma podjazdów: 660 m - czyli całkiem niezły kawałek "mięska", żeby je osobno opisać W teorii miało być "równo", ale w praktyce teren nieco bardziej urozmaicony niż mogłoby się wydawać - zwłaszcza przez systematyczne zjazdy i podjazdy z nadrzecznych skarp, które się kumulują. Dzień wcześniej 144 km z górkami, więc w nogach już coś było. Pierwsze kilometry to spokojne przetoczenie się przez Stare Miasto w Görlitz. Jeśli ktoś ma czas - zdecydowanie warto zatrzymać się tu na dłużej. Miasto ma klimat, historię i ciekawą zabudowę. Nie spieszę się na Moście Staromiejskim - odbudowanym w 2004 roku - i nie spieszę się na starówce, jeszcze się dzisiaj zdążę "naspieszyć" W Rothenburgu warto zahaczyć o rynek – spokojne, zadbane miejsce, ale jeśli ktoś jedzie "na czas" (a ja chyba muszę właśnie zacząć), to jest to raczej punkt orientacyjny niż przystanek. Kolejne odcinki wiodą przez słabo zaludnione tereny. Nysa towarzyszy tylko z nazwy – w praktyce przez większość czasu jedzie się dość daleko od rzeki, choć szlak generalnie trzyma kierunek nadrzeczny. Nawierzchnie bardzo dobre, asfalt na wałach – miejscami wręcz idealny, jedyne zakłócenie to cykliczne "pach-pach" na (chyba) dylatacjach asfaltu na wale. Ok. 70. kilometra wjazd do Bad Muskau. To najciekawszy punkt dnia - zespół pałacowo-ogrodowy Mużaków. Park w stylu angielskim, Nowy Zamek, zrewitalizowane alejki - wszystko na bardzo dużym obszarze (800+ ha). W sezonie sporo ludzi, ale teren rozległy, więc nie odczuwa się tłoku. Sam Nowy Zamek to już bardziej zatłoczona część - z dużym ruchem spacerowiczów. Przy planowaniu trasy warto rozważyć tu nocleg - dałoby się spokojnie spędzić kilka godzin. Dla mnie to był tylko przystanek, więc dalej ruszyłem na Forst - 30 km przez dość odludne tereny, więc zapasy trzeba mieć wcześniej. Forst - mijam tylko "z zewnątrz", klimat raczej senny. Pozostałości mostów z czasów przed II WŚ i wrażenie "opustoszałego brzegu" - szczególnie w kontraście do Mużakowa a może nawet Rothenburga. Dalej trasa prowadzi przez Guben - miasto sprawia pozytywne wrażenie. Dość żywe i bardziej harmonijne po obu stronach rzeki niż np. Mużakow/Łęknica. Po Guben widać już lekkie zmęczenie. Odległość do Frankfutu – no sumarycznie wychodzi trochę więcej niż z planowania... Zaczyna się kalkulacja czasu i energii – zależało mi, żeby dotrzeć do hotelu jeszcze przed zamknięciem dostępnych opcji gastro (idealnie by było jeszcze się wykąpać). Szlak Odra–Nysa w tym fragmencie robi dość szeroki łuk na wschód, dlatego zdecydowałem się zjechać z niego i polecieć cięciwą tego łuku. Z map wynikało, że jest ddr-ka – i faktycznie, asfalt bardzo dobry, prawie płasko, w zasadzie idealna alternatywa na ostatni odcinek. Na końcu jeszcze jeden podjazd (trochę z zaskoczenia), potem zjazd do Frankfurtu nad Odrą. Dotarłem o 20:36 - tak więc sprytny plan, mogę powiedzieć, w zupełności się powiódł - ale przez chwilkę było, no tak lekko na krawędzi - zresztą nie pierwszy raz na tym wyjeździe No solidny dzień nieco wymagający fizycznie, ale bardzo dobry do jazdy z fajnym kontrapunktem między bardziej "miejsko-zwiedzającymi" Görlitz i Mużakowem a kilometrami odosobnienia na wale Nysy - czy też później Odry. No właśnie - samej rzeki mało - zwłaszcza będąc przyzwyczajonym do rozlewisk od Kostrzyna w dół Odry - ale zawsze to nowe doświadczenie ślad gps: https://www.komoot.com/tour/2276675504/zoom c.d.n.
    1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00
×
×
  • Dodaj nową pozycję...