Skocz do zawartości

akkwlsk

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    1 382
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    1

Ostatnia wygrana akkwlsk w dniu 4 Czerwca 2017

Użytkownicy przyznają akkwlsk punkty reputacji!

Ostatnie wizyty

932 wyświetleń profilu

Osiągnięcia użytkownika akkwlsk

Mentor

Mentor (11/13)

  • Conversation Starter
  • Od roku
  • Od miesiąca
  • Od tygodnia
  • Dedicated Rzadka

Ostatnio zdobyte

552

Reputacja

  1. Stalóweczkę dla bajtla komuś? https://www.olx.pl/d/oferta/rower-on-one-inbred-CID767-IDPBaiX.html
  2. On chyba stał się ofiarą własnego sukcesu i zwyczajnie nie wyrabia z zamówieniami, odkąd jego robota zrobiła się popularna w naszych społecznościówkach, a pewnie i z dalszej zagranicy zlecenia zaczęły spływać. No i jakość spadła, pierwsze sztuki w PL zbierały same pochlebne opinie, potem się popsuło.
  3. nie trzeba wcale roweru trzymać w mokrych miejscach, wystarczy jazda zimą sól przyspiesza wszelkie stalowe erozje z kilku lat do kilku tygodni.
  4. Klamki są zrobione z plastiku, ale jak już się z tym faktem wewnętrznie pogodzisz, to nie ma z tego powodu absolutnie żadnych problemów. tarcze mam shimano rt66, coś tam czasem brzęczy, ale ja tak często zdejmuję koła z roweru do transportu, że gdybym miał się takimi pierdołami przejmować to bym nigdy frajdy z jazdy nie miał Tak jak @Brombosz pisze, weź pod uwagę MT Trail, bo nie sądzę żeby na zadku był Ci czterotłok potrzebny, a ta dźwignia krótsza jest fajniejsza po prostu, a nie są to hamulce, do których używa się więcej niż jednego palca na klamce. I jeśli je kupisz, to obejrzyj sobie na YT jak się je odpowietrza, bo procedura jest nieco zagmatwana. I jak już będziesz myślał, że odpowietrzone, to zrób to jeszcze dwa razy, dla pewności. A potem idź się karnąć, żeby stwierdzić że nadal to nie to, odpowietrz jeszcze raz i wtedy będzie już doskonale XT785 kapryśne? Bicz plis. @Dokumosa moje klameczki zawsze tak samo umierały, to znaczy wyciek z tłoczka w klamce po kilku latach używania, w obu przypadka najpierw padała przednia (lewa). Być może mam za długie interwały serwisowe, bo hamulce przelewam raz na sezon i może się syf jakiś zbiera i uszkadza uszczelki - nie wiem, nie analizowałem. Faktem jest, że klamki shimano są wg producenta nieserwisowalne i to jest smutne, bo XTR985 to są najładniejsze heble zaraz po trickstuffach i hołpach (ale to nieco inna liga) a niestety klameczki poszły do kartonu.
  5. A widzisz, to ja przy shimano miałem już 3 cieknące klamki, podczas gdy z zaciskami nie dzieje się absolutnie nic - najpierw poszły obie XTR 985, teraz zaczęła mi się pocić jedna klamka Zee, obstawiam że druga do niej dołączy niedługo. Zaciski ciągle te same, niezniszczalne XTR 985. W fullu poszedłem w Magury MT5 i nie żałuję, chociaż przelewanie i odpowietrzanie wymaga zdecydowanie więcej cierpliwości niż w przypadku shimano, to odwdzięczają się stałą i przewidywalną pracą i mocą przez cały sezon. Jeszcze ich nie przegrzałem, mocy też mi nie brakło w połączeniu z klockami EBC gold mam na razie zestaw idealny. Dodatkowo charakter Magur jest zupełnie inny niż shimano, bo mają super modulację. Co do klamek - ja nie miałem z nimi żadnego problemu, nie robię Shigury bo patrz wyżej Jedyne co bym zmienił to może dźwignie na wersję 1-palczastą, ale tak jak jest też nie jest źle. Srama nigdy nie miałem, bo ja jestem #teammineraloil Do czego te hamulce potrzebujesz?
  6. @Grizzli Polecam Rekony 2.6, ładnie się układa na feldze 50mm a bieżnik i waga podobne. No i w tej cenie masz komplet
  7. Duży rozmiar, stal, Lech z Wrocławia.... Któż to może być
  8. Oj @marvelo, Ty chyba po prostu bardzo nie chcesz innego roweru i tylko udajesz że chcesz I ja to szanuję, nie twierdzę też, że Bianka nie daje Ci frajdy z jazdy - mnie po prostu koła 29" wybawiły od wiecznie za małych rowerów, małpiszony w rozmiarze XL zyskały najwięcej z tego całego postępu rozmiarowego, czy to w kwestii kół czy wydłużającej się geometrii. Podbijam pytanie Lecha, skąd to przywiązanie do obręczówek? Z czystej ciekawości bym chciał wiedzieć
  9. Wprawdzie nigdy nawet przez myśl nie przeszedł mi pomysł o ściganiu się, ale zmiana na 29" dała całkiem sporo - przyjemność z jazdy Bo w tym całym śmiesznym świecie nie wszystko da się zmierzyć i policzyć!
  10. @chudzinki na końcu Rudki, przy zjeździe do asfaltu? No był tam pewien Jegomość, wcinał drożdżówkę
  11. sprzęt retro to ciężki temat, miłośnicy mają kilka kryteriów które mogą podbijać cenę: 1. Oczywiście, stan ramy i osprzętu, a przede wszystkim naklejek/malowania i lakieru 2. Zgodność z oryginałem/katalogiem, a jeśli tej nie ma to zgodność wszystkich komponentów w rozumieniu czasowym (czyli np. całość z drugiej połowy lat 90) 3. Unikalność W tym przypadku punkt trzeci raczej nie jest spełniony, chociaż 970 to dosyć wysoka wersja. Punkty 1 i 2 za to jak najbardziej. Rower zdecydowanie dla koneserów, ale cena nie jest jakoś mocno przesadzona biorąc pod uwagę powyższe, oraz osprzęt klasy XT/DX
  12. mam tylko strave, ale jak poświęcisz pół godziny z mapami.cz to trasa jest w zasadzie do odtworzenia w całości według opisu W razie czego pisz pw, pomogę. @itr co Ty, nogi z rozpędu kręciły się nawet w nocy w hamaku a kąpiele rzeczne są równie skuteczne, także obyło się bez zaklajstrowania na amen 👌
  13. No i mamy to, LPR '22 odbyte zakończone! Cztery dni kulania się wokół Kotliny Kłodzkiej przy maksymalnym wykorzystaniu sieci Singletrack Glacensis i spaniu na dziko. Spakowani tak połowicznie samowystarczalnie, to znaczy że jako amatorzy byliśmy w stanie przeżyć całą dobę w terenie, ale bez nastawienia na filtrowanie wody z kałuży i jedzenie szyszek Krótki opis trasy, może kogoś zainspiruje: Dzień 1, Bardo - Lądek Zdrój, 55km/1158m Jako początek trasy wybieramy Bardo, z kilku względów: da się tam w miarę szybko i łatwo dojechać zarówno ze Śląska Górnego, jak i Dolnego (a konkretnie samochodem z Gliwic i pociągiem z Wrocławia) oraz rozpoczyna się tam sieć szlaków Singletrack Glacensis, na które nastawiamy się dosyć mocno. Do tego bardzo fajny parking tuż przy początku szlaku, nad rzeką - czego chcieć więcej Jako, że robiliśmy pętlę, rozpocząć można było w zasadzie gdziekolwiek, jednak asfaltowe przelotówki i wiejsko-miejskie dojazdy przez nudniejszą, północno-środkową część kotliny woleliśmy zostawić sobie na dobicie ostatniego dnia. Trasa to w 2/3 single po górach, więc niech nie zwiedzie Was krótki dystans, bo z rowerami ważącymi dobre 20kg jest co robić przez cały dzień. Raczej niespieszne tempo wymusza również temperatura, która w czwartek dobijała do 35 w cieniu.... No, nie polecam. Na ten odcinek trzeba się zaopatrzyć w zapas wody i jedzenia, bo pomiędzy Bardem a Lądkiem nie ma absolutnie nic, ani jednego sklepu czy schroniska, ze źródłami wody pitnej również słabo. Po morderczych 28km (pętle Łaszczowa, Kłodzka, Chwalisław i Złota) głównie podjazdu w upale, zaliczam zgon, ale zmartwychwstanie następuje już po około godzinie i lecimy dalej. A jest co lecieć, bo zjazdowy odcinek pętli Orłowiec do Lądka Zdroju to ponad 10km gładziutkim singlem! Na miejscu zaliczamy obowiązkową pizzę z chmielem, szybkie tankowanie w ujęciu wód zdrojowych (uwaga, woda siarkowa - capi jajami ) i na koniec cudowna kąpiel w rzece. Biwak rozbijamy kilka kilometrów za miastem, w pobliżu Trojaka, niestety z racji solidnego wpierdzielu w ciągu dnia - rozbijamy się po zmroku. Dzień 2, Lądek Zdrój - Spalona, 52km/968m Po nieco niespokojnej nocy (niedaleko nas przechodziła burza, a jakiś burek postanowił oznajmiać światu swoje niezadowolenie do 3 w nocy) przywitał nas zdecydowanie bardziej rześki poranek. Powietrze pozwalało wreszcie odetchnąć pełnym cycem bez prażenia wnętrzności, więc czmychnęliśmy uzupełnić zapasy do Owada w Stroniu Śląskim. Stamtąd dokulaliśmy się do startu kolejnej pętli SG, zwanej Rudką i ciągnąc dalej pętlą Międzygórze. Białą Wodę postanowiliśmy taktycznie ominąć zboczami Czarnej Góry, żeby nie tracić wysokości, a popas zaplanowaliśmy właśnie w Międzygórzu - bo i tak mieliśmy tam zjechać, zgodnie z planem. Niestety popołudniu upał znowu dał się we znaki, tak więc kolejny mozolny podjazd pętlą pod Śnieżnikiem nie szedł nam już tak dobrze jak dwa poprzednie odcinki. Całe szczęście single prowadzą przez niewielki wodospad z kojąco lodowatą wodą i tam nieco odżywamy. Przed nami jeszcze sporo kilometrów singlami, całe szczęście już głównie z górki. Ważna uwaga, na odcinku Stronie Śląskie - Międzygórze i dalej w stronę Spalonej również nie ma co liczyć na źródła pożywienia, także trzeba dobrze zaplanować popas na zapas, bo inaczej ryzykujemy jazdę do "odcinki". Biwak tym razem rozbijamy o ludzkiej porze i przy kolacji zgodnie stwierdzamy, że to był Bardzo Udany Dzień. Dzień 3, Spalona - Szczytna, ~50km/800m Po spokojnej nocy pod Spaloną (tą śnieżnicką), opuszczamy masyw Śnieżnika i tym samym wschodnią stronę kotliny. Na początek przyjemny zjazd do pobliskich wiosek (niesamowicie klimatycznych i urokliwych, choć mocno zapuszczonych) a potem mozolne kulanie się przez nieco bardziej płaską, południowo-środkową część kotliny. Pogoda typu "duszno i porno", także nie jest lekko, zwłaszcza że przed nami solidny podjazd na zachodnie pasmo kotliny, czyli Góry Bystrzyckie. Trzeci dzień jest zdecydowanie bardziej szutrowy, bo w tej części trasy nie mamy po drodze z żadną z pętli sieci SG - też fajnie Podjazd na Jagodną okraszony był spodziewanym prysznicem, całe szczęście raczej lekkim i raczej przyjemnie orzeźwiającym. W schronisku przy autostradzie sudeckiej pojedlim, popilim i w trasę ruszylim czerwonym szlakiem, kierunek leśne szutry i drogi bystrzyckie. Obolałe już nieco tyłki i niestrawność jednego z Muszkieterów trochę nas spowalnia, ale za to przyjemnie lekki charakter drugiej części trasy tego dnia pozwala dokulać się do miejsca biwaku o wybitnie (jak na nas) wczesnej porze. A miejsce malownicze! Do samej Szczytnej oczywiście nie zjeżdżamy, rozbijamy się w okolicy strumyka w Szklanej Dolinie. Dzień 4, Szczytna - Bardo, 43km/413m Nie mogło oczywiście wszystko pójść jak po maśle i ostatniego dnia o poranku wspomniana wcześniej niestrawność nadal dokuczała, zatem z dwóch wariantów trasy domykającej pętlę, wybieramy ten lżejszy, asfaltowy. W samej Szczytnej się nie zatrzymujemy, lecimy prosto do Polanicy Zdrój, gdzie uzupełniamy zapasy płynów wszelkich i ciśniemy bocznymi drogami przez wioseczki do Kłodzka. Krótki popas nad rzeką, potem szybki telefon na 112 do upojonego jegomościa w pobliżu dworca i już mamy dosyć cywilizacji lecimy zatem drogą wylotową w stronę znanej nam już Łaszczowej. Aż do jej szczytu cały dzień ciśniemy asfaltami, zatem czas mamy dobry i postanawiamy zakończyć pętlę tak jak rozpoczęliśmy, czyli zjazdem do Barda singlami Glacensis (alternatywą była droga krajowa nr 8 i jazda pośród Przemiłych Polskich Kierowców w Niemieckich Samochodach, co w zasadzie nie wchodziło w grę, więc dylemat niejako sam się rozwiązał). Do parkingu startowego docieramy cali i zdrowi, ale nieco szczuplejsi, co w zasadzie nikomu nie przeszkadzało Wypad bardzo udany, pomimo niezłej jazdy temperaturowej dnia pierwszego. Generalnie raczej bym tego nie powtórzył, z perspektywy czasu uznajemy, że plan jak plan, ale przecież nic na siłę i jazdę w temperaturze sięgającej 40 stopni zdecydowanie należy odpuścić. Co do samej Kotliny Kłodzkiej, to jest to chyba aktualnie mój ulubiony rejon rowerowy na południu. Jest tu co robić na każdym rodzaju roweru, od tras DH w bikeparku Czarna Góra dla leniwych z wyciągiem, po solidne asfaltowe podjazdy autostradą sudecką czy szosą stu zakrętów w rejonie gór stołowych dla golinogów. Niezliczona ilość szutrów dla tatusiów z nowymi gravelami, 200km gładziutkich singli Glacensis dla spełnienia niespełnialnych ambicji kolarzy XC. Srebrna Góra i szlaki wokół Śnieżnika dla jedynych słusznych, brodatych riderów tru ęduro w kolorowych gaciach. Słowem - wszystko! A to wszystko okraszone niepowtarzalnym klimatem zaniedbanych, ale uroczych poniemieckich wiosek, setką małych kapliczek i przydrożnych krzyży pośrodku pól, rzut beretem do Czeskich sąsiadów w Jeseniki, do Trutnova i tak dalej, i tak dalej... Jeśli ktoś jeszcze nie wie gdzie spędzić rowerowy wywczas w tym roku, to już wie Na koniec powiem jeszcze tylko, że bagażnik sprzed kilku postów spisał się na medal i do zwykłej podsiodłówki już na pewno nie wrócę! Pyrsk!
  14. Nie będzie mnie na zlocie to się wtrącę i się powymądrzam, a co! Nie ma sensu, szanowni, gdybać o przełożeniach bez rozprawiania o rozmiarze koła i opony. Można się ku temu posłużyć kalkulatorem kadencji na przykład, czyli ustalcie sobie jakąś stałą kadencję i średnią prędkość i niech każdy sobie dobierze przełożenie względem tego i posiadanego rozmiaru kiszki wtedy nikt na nikogo nie będzie czekał, a za ewentualne obstawianie tyłów nikt nie będzie miał wymówki sprzętowej Przy gumach 29x3.0 przełożenie 32x18 to jest przelotowa jakieś 18-20 km/h, więc w cale nie aż tak miętko.
  15. I jak te rurki na żywo, zwłaszcza podsiodłówka? Bo mnie szczegółowe fotki zniechęciły, bez cięcia raczej by się nie obeszło.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...