Wczoraj, po sobotnim złożeniu roweru do kupy, ruszyłem twardo w teren. Nie padało. I tyle dobrego. Wmordewind z każdej strony. W lesie jeszcze luz. Nie wiało, ale... zima przeplatała się z wiosną. W zasadzie, to mogło padać, wiać, być zimno, ale to co działo się pod kołami... Koleiny zamarznięte, koleiny rozmarznięte, błoto zasysające, błoto klejące, itp. itd. co, kto lubi. Ciężkich 48kmów pykło. Tak pykło, że aż piątaka na myjni musiałem zostawić