Skocz do zawartości

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'turystyka rowerowa' .

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Sponsorowane
  • Rowerowa baza wiedzy
    • Rowerowe forum na max - ogólna dyskusja
    • Jaki rower kupić do X złotych?
    • Rowery/ramy
    • Amortyzatory rowerowe przód/tył
    • Napęd rowerowy
    • Koła rowerowe
    • Hamulce rowerowe
    • Sprzęt rowerowy
    • Akcesoria rowerowe
    • Sklepy rowerowe
    • Nowości
    • Mania lekkości + Projekty rowerów
    • Imprezy i wydarzenia rowerowe
    • Wypadki i stłuczki rowerowe
    • FAQ - Najczęściej zadawane pytania rowerowe
    • Forum rowerowe dla niezarejestrowanych
  • Warsztat
    • Naprawa i konserwacja roweru - zrób to sam
    • Renowacje rowerów i części rowerowych
    • Druciarstwo rowerowe
  • Odzież kolarska
    • Ochrona, dodatki, akcesoria
    • Odzież górna
    • Odzież dolna
    • Pytania i porady odzieżowe
  • Trening i zdrowie
    • Trening rowerowy
    • Dieta i odżywianie
    • Problemy zdrowotne
  • Wyprawy, wycieczki i ekspedycje rowerowe
    • Turystyka rowerowa
    • Sprzęt turystyczny
    • Planowane wyprawy i poszukiwanie osób
    • Relacje z wypraw
    • Szlaki i trasy rowerowe
  • Społeczność rowerowa
    • Regionalne grupy rowerowe
    • Forum Szosowe
    • Ostre koło
  • Giełda rowerowa
    • Sprzedam
    • Kupię
    • Inne
    • Wspólne zakupy
    • Praca
    • Skradzione
    • Wyceny rowerów
  • Strefa testów
    • Testujemy sprzęt
  • Z innej beczki
    • NIERowerowe forum na max!
    • Propozycje, uwagi, życzenia i krytyka
    • Technical support
  • Regulamin/Kontakt/Reklama
    • Regulamin/Kontakt/Linki
  • Szara strefa
    • Śmietnik
    • Archiwum

Blogi

  • Blizzard's Blog
  • peeotrs' Blog
  • Tomek9999's Blog
  • evo's Blog
  • japierdykam Blog
  • Morpheo.bikestats.pl
  • Kozak's Blog
  • Blog Liptona
  • zabiel17's Blog
  • szkapa's Blog
  • ROWERKA's Blog
  • franek_dziupla's Blog
  • blog peeres'a
  • adik0703
  • Rowerowe.Org
  • Konraad's Blog
  • Forumowe nowinki
  • KROSSowiec jak bombowiec
  • bikergoniaBlog 'a
  • Blog Picha
  • BoaPoweR - blog rowerowy
  • MKTB's blog
  • bendus.Blog
  • foxiu dot com
  • andre330Blog
  • Blog Skeletora
  • bikeRider97Blog
  • yacek12Blog
  • Epic Bike
  • xanadu
  • zlypatryk-Blog
  • audicoupe21Blog
  • BLOG MARECKIEGO
  • wikrap1Blog
  • wikrap1Blog
  • eloproBlog
  • GPS na rowerze i nie tylko...
  • Punkxtr Blog
  • bikestats wikrap1
  • PaVLo - Blog
  • mojeMTB.pl
  • Blog rowerowy
  • mariuszmtbBlog
  • RastaPastorBlog
  • tour de france
  • Dwa koła Stalkera
  • Simson - przywrócić blask
  • Tomasz Walczak outofspace
  • Arkowiec1929
  • fiskusBlog
  • przemot
  • lovelasikBlog
  • skosBlog
  • masuBlog
  • masuBlog
  • Shrink
  • zohan85Blog
  • rovver.pl
  • irekemBlog
  • irekemBlog
  • Pomóżcie wybrać mi rower
  • BladeBikes
  • Iwon304Blog
  • wolfwhite1608Blog
  • wolfwhite1608Blog
  • Agamtb_Blog
  • MTBjohnyBlog
  • Rowerówka
  • bbRiderZ
  • tictacBlog
  • basti77Blog
  • WojkoperBlog
  • berebedumBlog
  • wojtek123464Blog
  • witoskBlog
  • kolarzówka + chińska metropolia = wariactwo
  • anka86Blog
  • anka86Blog
  • anka86Blog
  • maxcykloza.blogspot.com
  • likes93Blog
  • maja81hcBlog
  • Grand231Blog
  • bajk-owy blog - by runaway
  • 19Damian21Blog
  • tictac
  • CzyzbyBlog
  • Thunderbird25Blog
  • marcins27Blog
  • PrzemykBlog
  • Focus2002Blog
  • WorkerNICEblog
  • PikselBlog
  • macgyver89Blog
  • danon23Blog
  • pshemekXCBlog
  • ryholandiaBlog
  • europanadwakola
  • PrzemkoVonLezajskBlog
  • maciej1408Blog
  • stevenst f5 comp
  • amarok94Blog
  • Coraz Ssszybciej
  • Sebastian.S
  • arting
  • Bizon1Blog
  • LexioBlog
  • nosor
  • sprężyna z pike do duro
  • servismanBlog
  • servismanBlog
  • Jaki rower wybrać dla początkującego do skoków
  • Inside&Out ......
  • sPiDy-Blog
  • XavierHanspeterSupersaxoBlog
  • KlaWisz18 Blog
  • ArturbikerBlog
  • Adam. Wszystko jasne.
  • bikemaniak93Blog
  • Mieciu
  • mrnobodyBlog
  • Ekipa Poznań
  • donremigioBlog
  • I'am love bike
  • http://dlamnieidlawas.blogspot.com
  • OnyxerBlog
  • Bikeblog KeenJow
  • Blog Safiana
  • kokoshaglavaBlog
  • kokoshaglavaBlog
  • seboxdddBlog
  • Giant terrago W.I.P
  • thedeBlog
  • Unibike Mission
  • albionBlog
  • BasiqBlog
  • SNAFUBlog
  • flashorama
  • For Fun - Bike Blog | Blog rowerowy
  • For Fun - Bike Blog | wersja na forum
  • domino1312Blog
  • longer0709Blog
  • LuigiBlog
  • Freud
  • prawalewaprawa
  • RobertMajBlog
  • zbychBlog
  • Daleko jeszcze?
  • BuchtBlog
  • zbychBlog
  • beniopas123Blog
  • beniopas123Blog
  • PoczatkujacyBlog
  • No name
  • jacek83Blog
  • jacek83Blog
  • Blog Lookasa
  • rowerasBlog
  • maroxan
  • Targowa Bikers
  • Bikelog
  • Rzezniol`owe pisanie
  • MelissaBlog
  • KateemBlog
  • ESEJ O ROWERZE
  • krossbikerBlog
  • qba405Blog
  • iraslbnBlog
  • krikBlog
  • messBlog
  • Boso, ale na rowerze
  • marcus77Blog
  • Pearl Izumi
  • nicknamebuildblog
  • Składanie roweru
  • TGMBlog
  • Kellys Magnus White
  • djm1Blog
  • pazurqBlog
  • rmikkeBlog
  • David1999Blog
  • marcinowyBlog
  • PaffieBlog
  • mysiaBlog
  • macburzBlog
  • mi561Blog
  • Rowerowy lamer
  • chajcu
  • KamilooBlog
  • Antkowy blog
  • Poszukuje dobrego roweru do 1000zlotych
  • O marzeniach
  • Blog Grzesiekka
  • Plony jamajskie
  • by bike by szczecin
  • PavlitoBlog
  • KonradSkorkaBlog
  • RafaelloXXBlog
  • Aganieszka8Blog
  • Exon Level a2, agary35 scott aspect 30 D
  • Antek559Blog
  • Blog marcina
  • jasinski21444 blog
  • xxRafalxxxBlog
  • szewc71Blog
  • szewc71Blog
  • w201Blog
  • [Hexagon Kross] Dla miłośników Hexagona Kross,za co lubimy tą marke
  • [ROWER] - Doradzcie mi...
  • djsparrow
  • olek1303Blog
  • roweReda
  • walencik1Blog
  • walencik1Blog
  • skorpionBlog
  • piti92.blogrowerowy
  • piti92.blogrowerowy
  • elmaestro92
  • goral33Blog
  • kyloziom
  • SmooirBlog
  • ToMaZz-Blog
  • Kross hexagon v3 (2009) by happysad
  • WujcioHubertBlog
  • bastian77_blog_rowerowy
  • agent575Blog
  • kikosqeBlog
  • bomberFRBlog
  • Specialized20Blog
  • Kwadratura koła
  • NashBlog
  • Krolik104Blog
  • Rowerzystka1528aBlog
  • KOCHAM ROWER:)
  • HerodotBlog
  • agentpietruchaBlog
  • kamar59Blog
  • Blog KnockeR'a
  • KrossHexagonV6Blog
  • pysznyBlog
  • C21WBlog
  • Szczecin rowerem
  • SwirusBlog
  • Zapiski Rowerowe
  • Zapiski Rowerowe part two
  • PKDeathBlog
  • llancerBlog
  • edek1952Blog
  • Blog Mokrego
  • Bigos Blog - wyścigi
  • Sagitt77Blog
  • KMorawski
  • Matrixblog
  • KamilGTBlog
  • Ogarnij się człowieku
  • KalistaSkyBlog
  • Rowerzysta Niedzielny
  • Nowo złożony rower
  • camel1989Blog
  • arek997Blog
  • arek997Blog
  • Mama, Tata i prawie 2 lata
  • robertrobert1Blog
  • WilczekkBlog
  • Rowerowa Moc
  • Rowerowo
  • MTBrowerowy
  • danielo665Blog
  • JakubCiacheraBlog
  • dominikmaniBlog
  • Diana1983Blog
  • lukepsBlog
  • Rowerowy zawrót głowy:)
  • czarek189999Blog
  • Bartas66Blog
  • AloszaBlog
  • maniutek79Blog
  • Vigry3Blog
  • AlpFan
  • martin75Blog
  • jaka ramę do fr dh kupic ??
  • NAWIJACZ ASFALTU
  • Pedro225Blog
  • Kandolot i spółka
  • Boso rowerem
  • EkarxDBlog
  • EkarxDBlog
  • AmuletBikeBlog
  • Dolgopolow10
  • teklBlog
  • AMKDikenson
  • Moje Wyprawy Rowerowe
  • StragdeBlog
  • Zarabianie w domu
  • GacoBlog
  • Blog rowerowy | Kross | Giant | Haibike
  • PulusPlBlog
  • soul69Blog
  • ErpegisBlog
  • mrbliggerBlog
  • MuchahcumBlog
  • Blog Krexa :)
  • Jamil619Blog
  • arekm
  • Skacz po złoto
  • Blog Mirka
  • robocinBlog
  • Domcio123Blog MTB
  • Rowerowo-ubezpieczeniowy blog Adamsowy :)
  • Śląski blog rowerowy ;)
  • domainkurdeBlog
  • WTFriderBlog
  • LockBlog
  • seraphBlog
  • strikehold.pl blog
  • Wycieczkownik czyli - TU i TAM
  • lylaBlog
  • Dominik12345Blog
  • Neproify i KROSS
  • SKLEPBIKER-Blog
  • RoweremPrzezŚwiat
  • Joker0Blog
  • marnyBlog
  • misiekfrBlog
  • Notatki Kiepskiego Frirajdowca
  • INDEPENDENT|WAW|PL
  • wiktor666Blog
  • wiktor666Blog
  • DwaBaranki
  • Rowerowe Życie
  • MTBrowerowy
  • tomasz0204Blog
  • nakreconakreceniem
  • Rowerowy Świr
  • lekki-rower.blogspot.com
  • 1Enduro.pl
  • morfishBlog
  • leaderbikeBlog
  • Karolina_na_rowerzeBlog
  • Rower - Środek transportu , źródło problemów , zabawa czy wszystko na raz?
  • Sobek82
  • olikBlog
  • PunkCyklista
  • 700c
  • Wątpliwość Rower Ghost Se 2920
  • TylkoSzosa
  • Bobo6963Blog
  • OpenGL12Blog
  • Bert Freeride
  • realkrzysiek
  • wymiana opony
  • Rowermaraton
  • sprawilem.se
  • emremigiuszBlog
  • Kajtek_probikerBlog
  • Zebrowa szosa
  • PrzeorBlog
  • rama dartmoor hornet - problem z wyborem suportu i korby
  • recnetBlog
  • [siodełko] Wymiana jarzma
  • sombraBlog
  • roberttreborBlog
  • cyklomaniak1227Blog
  • FitNonStop
  • mikoooBlog
  • vkaarlvBlog
  • vkaarlvBlog
  • Jaki Suport do sing ds
  • Podziemia Zamku L
  • instruktor004Blog
  • Wiosna ruszyła
  • PhiGaBlog
  • Diodek.pl
  • Oliwier123456Blog
  • putin.bikestats.pl
  • projektant
  • Rower w Gazie
  • które Koła Szosowe Bontrager Aeolus Comp 5 czy MAVIC KOŁA COSMIC PRO CARBON
  • Team Szookrower
  • Czyszczenie łańcucha
  • 토토총판 →NUNA11.COM← 오피오피 오피사이트 오피오피 오피싸이트
  • 카지노파트너 →NUNA11.COM← 강남건전 오피스타 강남건전 아찔한달리기
  • 블랙잭파트너 →NUNA11.COM← 강남픽업 밤의전쟁 강남픽업 오피쓰
  • 바두기파트너 →NUNA11.COM← 바둑이총판 밤의전쟁 바둑이총판 밤의전쟁
  • 야마토파트너 →NUNA11.COM← 건마 오피쓰 건마 오피쓰
  • 신맞고파트너 →NUNA11.COM← 강남샌즈 오피스타 강남샌즈 밤의전쟁
  • 스포츠파트너 →NUNA11.COM← 인터넷카지노 오피스타 인터넷카지노 오피사이트
  • 토토파트너 →NUNA11.COM← 토토총판 오피사이트 토토총판 오피싸이트
  • 강남오피 →NUNA11.COM← 사다리총판 밤의전쟁 사다리총판 제이제이
  • 논현오피 →NUNA11.COM← 패티쉬 오피스타 패티쉬 아는누나
  • 밤의전쟁 →NUNA11.COM← 강남매직초이스 오피사이트 강남매직초이스 오피쓰
  • 오피스타 →NUNA11.COM← 바카라사이트 제이제이 바카라사이트 아는누나
  • 밤뷰 →NUNA11.COM← 강남출장샵 아찔한달리기 강남출장샵 밤의전쟁
  • 오피매니아 →NUNA11.COM← 야통 제이제이 야통 오피쓰
  • 오피톡 →NUNA11.COM← 바두기파트너 오피싸이트 바두기파트너 아는누나
  • 섹밤 →NUNA11.COM← 인터넷카지노 아는누나 인터넷카지노 오피사이트
  • 야통 →NUNA11.COM← 오피톡 오피쓰 오피톡 오피스타
  • 오피가자 →NUNA11.COM← 핸플 제이제이 핸플 제이제이
  • 오피오피 →NUNA11.COM← 사다리총판 오피스타 사다리총판 오피싸이트
  • 오피나라 →NUNA11.COM← 강남노래방 아는누나 강남노래방 오피사이트
  • 오피스룩 →NUNA11.COM← 강남섹스방 밤의전쟁 강남섹스방 오피싸이트
  • 오피사이트 →NUNA11.COM← 야마토파트너 오피사이트 야마토파트너 아찔한달리기
  • 강남오피 →NUNA11.COM← 신맞고파트너 오피사이트 신맞고파트너 오피쓰
  • 강남매직미러 →NUNA11.COM← 별밤오피 오피스타 별밤오피 오피사이트
  • 강남초원의집 →NUNA11.COM← 오피오피 제이제이 오피오피 제이제이
  • 강남가스통 →NUNA11.COM← 논현오피 오피싸이트 논현오피 오피사이트
  • 강남텐프로 →NUNA11.COM← 강남풀싸롱 오피사이트 강남풀싸롱 아찔한달리기
  • 강남노래방 →NUNA11.COM← 오피 밤의전쟁 오피 오피사이트
  • 강남두바이 →NUNA11.COM← 강남두바이 오피사이트 강남두바이 오피싸이트
  • 강남힐링 →NUNA11.COM← 강남스파 제이제이 강남스파 오피쓰
  • 강남샌즈 →NUNA11.COM← 스포츠토토 오피싸이트 스포츠토토 아찔한달리기
  • 두루마리 →NUNA11.COM← 강남밤문화 제이제이 강남밤문화 아찔한달리기
  • 신나는밤 →NUNA11.COM← 강남출장건마 아는누나 강남출장건마 아찔한달리기
  • 유흥 →NUNA11.COM← 신맞고총판 오피싸이트 신맞고총판 제이제이
  • 핸플 →NUNA11.COM← 뉴맞고파트너 제이제이 뉴맞고파트너 아는누나
  • 패티쉬 →NUNA11.COM← 카지노주소 아찔한달리기 카지노주소 제이제이
  • 안마 →NUNA11.COM← 강남오피 아찔한달리기 강남오피 오피사이트
  • vip오피 →NUNA11.COM← 카지노총판 오피스타 카지노총판 제이제이
  • 토토사이트 →NUNA11.COM← 야마토파트너 밤의전쟁 야마토파트너 오피싸이트
  • 카지노사이트 →NUNA11.COM← 신나는밤 오피스타 신나는밤 오피쓰
  • 인터넷카지노 →NUNA11.COM← 오피다이소 오피사이트 오피다이소 오피싸이트
  • 카지노주소 →NUNA11.COM← 인터넷바카라 오피싸이트 인터넷바카라 오피사이트
  • 인터넷바카라 →NUNA11.COM← 강남까스통 아찔한달리기 강남까스통 오피쓰
  • 바카라주소 →NUNA11.COM← 야마토총판 오피스타 야마토총판 오피싸이트
  • 바카라싸이트 →NUNA11.COM← 사다리파트너 아찔한달리기 사다리파트너 오피스타
  • 강남모텔 →NUNA11.COM← 카지노주소 제이제이 카지노주소 오피싸이트
  • 강남콜걸 →NUNA11.COM← 토토파트너 오피스타 토토파트너 아찔한달리기
  • 강남건마 →NUNA11.COM← 블랙잭총판 오피쓰 블랙잭총판 아는누나
  • 강남오피 →NUNA11.COM← 강남힐링 오피스타 강남힐링 오피사이트
  • 강남미팅 →NUNA11.COM← 안마 오피쓰 안마 아는누나
  • 강남픽업 →NUNA11.COM← 즐공 아는누나 즐공 오피사이트
  • 강남출장 →NUNA11.COM← 강남출장건마 오피사이트 강남출장건마 밤의전쟁
  • 강남백마 →NUNA11.COM← 오피나라 밤의전쟁 오피나라 오피싸이트
  • 강남KISS →NUNA11.COM← 별밤 오피싸이트 별밤 아찔한달리기
  • 강남휴게텔 →NUNA11.COM← 강남섹스방 오피사이트 강남섹스방 밤의전쟁
  • 강남텐프로 →NUNA11.COM← 카지노사이트 밤의전쟁 카지노사이트 제이제이
  • 강남풀사롱 →NUNA11.COM← 강남오피 오피싸이트 강남오피 오피쓰
  • 강남구사창가 →NUNA11.COM← 강남야구장 오피사이트 강남야구장 오피쓰
  • 강남출장샵 →NUNA11.COM← 실시간카지노 오피사이트 실시간카지노 아찔한달리기
  • 강남섹스방 →NUNA11.COM← 아찔한달리기 아찔한달리기 아찔한달리기 오피싸이트
  • 강남패티쉬 →NUNA11.COM← 오피뷰 제이제이 오피뷰 아는누나
  • 강남아가씨 →NUNA11.COM← 강남노래방 오피싸이트 강남노래방 오피쓰
  • 강남룸사롱 →NUNA11.COM← 오피매니아 제이제이 오피매니아 오피쓰
  • 강남대딸방 →NUNA11.COM← 블랙잭파트너 오피쓰 블랙잭파트너 아는누나
  • 강남출장만남 →NUNA11.COM← 밤의전쟁 오피싸이트 밤의전쟁 오피사이트
  • 강남출장건마 →NUNA11.COM← 강남주점 제이제이 강남주점 오피쓰
  • 강남출장핸플 →NUNA11.COM← 강남출장콜걸 오피싸이트 강남출장콜걸 오피사이트
  • 바카라총판 →NUNA11.COM← 뉴맞고총판 밤의전쟁 뉴맞고총판 오피스타
  • 바둑이총판 →NUNA11.COM← 논현오피 아찔한달리기 논현오피 제이제이
  • 고스톱총판 →NUNA11.COM← 오피가자 밤의전쟁 오피가자 오피스타
  • 사다리총판 →NUNA11.COM← 강남출장안마 아는누나 강남출장안마 제이제이
  • 뉴맞고총판 →NUNA11.COM← 강남출장 제이제이 강남출장 아는누나
  • 라이브총판 →NUNA11.COM← 인터넷바카라 아는누나 인터넷바카라 제이제이
  • 카지노파트너 →NUNA11.COM← 블랙잭파트너 아는누나 블랙잭파트너 오피싸이트
  • 블랙잭파트너 →NUNA11.COM← 강남힐링 오피사이트 강남힐링 오피쓰
  • 바두기파트너 →NUNA11.COM← 즐공 오피싸이트 즐공 아찔한달리기
  • 야마토파트너 →NUNA11.COM← 핸플 아찔한달리기 핸플 밤의전쟁
  • 신맞고파트너 →NUNA11.COM← 강남콜걸샵 아찔한달리기 강남콜걸샵 오피싸이트
  • 스포츠파트너 →NUNA11.COM← 별밤 오피싸이트 별밤 오피사이트
  • 토토파트너 →NUNA11.COM← 강남노래방 오피사이트 강남노래방 오피싸이트
  • 강남오피 →NUNA11.COM← 강남밤문화 아찔한달리기 강남밤문화 아찔한달리기
  • 논현오피 →NUNA11.COM← 제이제이 밤의전쟁 제이제이 아는누나
  • 밤의전쟁 →NUNA11.COM← 강남아가씨 오피스타 강남아가씨 제이제이
  • 밤뷰 →NUNA11.COM← 토토총판 아찔한달리기 토토총판 아찔한달리기
  • 오피매니아 →NUNA11.COM← 섹밤 아찔한달리기 섹밤 밤의전쟁
  • 오피톡 →NUNA11.COM← 사다리파트너 아는누나 사다리파트너 오피쓰
  • 섹밤 →NUNA11.COM← 강남쩜오 오피쓰 강남쩜오 오피스타
  • 야통 →NUNA11.COM← 개조아 밤의전쟁 개조아 아찔한달리기
  • 오피가자 →NUNA11.COM← 강남스파 오피쓰 강남스파 아찔한달리기
  • 오피오피 →NUNA11.COM← 강남샌즈 오피스타 강남샌즈 오피스타
  • 오피나라 →NUNA11.COM← 강남출장 제이제이 강남출장 밤의전쟁
  • 오피스룩 →NUNA11.COM← 강남백마 제이제이 강남백마 제이제이
  • 오피사이트 →NUNA11.COM← 개포오피 아찔한달리기 개포오피 밤의전쟁
  • 강남오피 →NUNA11.COM← 강남풀사롱 밤의전쟁 강남풀사롱 오피쓰
  • 강남매직미러 →NUNA11.COM← 토토사이트 밤의전쟁 토토사이트 오피사이트
  • 강남초원의집 →NUNA11.COM← 강남까스통 제이제이 강남까스통 오피싸이트
  • 강남가스통 →NUNA11.COM← 별밤오피 오피사이트 별밤오피 제이제이
  • 강남텐프로 →NUNA11.COM← 토토총판 오피스타 토토총판 오피스타
  • 강남노래방 →NUNA11.COM← 논현오피 밤의전쟁 논현오피 밤의전쟁
  • 강남두바이 →NUNA11.COM← 강남출장건마 제이제이 강남출장건마 밤의전쟁
  • 강남힐링 →NUNA11.COM← vip오피 아찔한달리기 vip오피 아찔한달리기
  • 강남샌즈 →NUNA11.COM← 강남쩜오 오피싸이트 강남쩜오 제이제이
  • 두루마리 →NUNA11.COM← 섹밤 아는누나 섹밤 오피사이트
  • 신나는밤 →NUNA11.COM← 강남핸플 오피싸이트 강남핸플 아는누나
  • 유흥 →NUNA11.COM← 아는누나 제이제이 아는누나 오피스타
  • 핸플 →NUNA11.COM← 카지노파트너 제이제이 카지노파트너 밤의전쟁
  • 패티쉬 →NUNA11.COM← 강남매직미러 아찔한달리기 강남매직미러 아찔한달리기
  • 토토사이트 →NUNA11.COM← 강남쩜오 제이제이 강남쩜오 밤의전쟁
  • 안마 →NUNA11.COM← 라이브파트너 밤의전쟁 라이브파트너 아는누나
  • vip오피 →NUNA11.COM← 강남까스통 오피쓰 강남까스통 아찔한달리기
  • 카지노사이트 →NUNA11.COM← 오피365 오피스타 오피365 아찔한달리기
  • 강남오피 →NUNA11.COM← 강남러브텔 밤의전쟁 강남러브텔 오피사이트
  • 강남미팅 →NUNA11.COM← 블랙잭총판 아찔한달리기 블랙잭총판 아찔한달리기
  • 강남픽업 →NUNA11.COM← 강남텐프로 밤의전쟁 강남텐프로 오피쓰
  • 강남출장 →NUNA11.COM← 사다리파트너 오피싸이트 사다리파트너 오피싸이트
  • 강남백마 →NUNA11.COM← 고스톱총판 오피스타 고스톱총판 제이제이
  • 강남KISS →NUNA11.COM← 라이브파트너 아는누나 라이브파트너 아찔한달리기
  • 강남휴게텔 →NUNA11.COM← 강남모텔 오피쓰 강남모텔 오피사이트
  • 강남텐프로 →NUNA11.COM← 강남모텔 오피사이트 강남모텔 밤의전쟁
  • 강남풀사롱 →NUNA11.COM← 야마토파트너 제이제이 야마토파트너 밤의전쟁
  • 강남구사창가 →NUNA11.COM← 토토사이트 제이제이 토토사이트 제이제이
  • 강남출장샵 →NUNA11.COM← 오피쓰 오피사이트 오피쓰 아는누나
  • 강남섹스방 →NUNA11.COM← 강남출장핸플 오피스타 강남출장핸플 아는누나
  • 강남패티쉬 →NUNA11.COM← 야마토파트너 오피사이트 야마토파트너 오피싸이트
  • 강남아가씨 →NUNA11.COM← 바두기총판 제이제이 바두기총판 아찔한달리기
  • 강남룸사롱 →NUNA11.COM← 강남더블업 오피사이트 강남더블업 오피싸이트
  • 강남대딸방 →NUNA11.COM← 강남두바이 밤의전쟁 강남두바이 밤의전쟁
  • 강남출장만남 →NUNA11.COM← 강남오피 오피싸이트 강남오피 제이제이
  • 강남출장건마 →NUNA11.COM← 강남스파 아찔한달리기 강남스파 오피쓰
  • 강남출장핸플 →NUNA11.COM← 오피스룩 오피쓰 오피스룩 오피사이트
  • 바카라총판 →NUNA11.COM← 밤뷰 아는누나 밤뷰 오피쓰
  • 바둑이총판 →NUNA11.COM← 야마토총판 제이제이 야마토총판 오피싸이트
  • 고스톱총판 →NUNA11.COM← 압구정오피 오피싸이트 압구정오피 오피스타
  • 사다리총판 →NUNA11.COM← 오피오피걸 오피사이트 오피오피걸 오피싸이트
  • 뉴맞고총판 →NUNA11.COM← 오피와우 제이제이 오피와우 오피스타
  • 라이브총판 →NUNA11.COM← 강남풀싸롱 오피싸이트 강남풀싸롱 오피싸이트
  • 카지노파트너 →NUNA11.COM← 밤뷰 오피쓰 밤뷰 아찔한달리기
  • 블랙잭파트너 →NUNA11.COM← 강남가라오케 제이제이 강남가라오케 밤의전쟁
  • 바두기파트너 →NUNA11.COM← 오피스텔 오피쓰 오피스텔 제이제이
  • 야마토파트너 →NUNA11.COM← 실시간카지노 제이제이 실시간카지노 아는누나
  • 신맞고파트너 →NUNA11.COM← 강남힐링 아찔한달리기 강남힐링 아찔한달리기
  • 스포츠파트너 →NUNA11.COM← 즐공 오피쓰 즐공 아는누나
  • 토토파트너 →NUNA11.COM← 강남초원의집 오피스타 강남초원의집 오피스타
  • 강남오피 →NUNA11.COM← 강남모텔 오피사이트 강남모텔 아찔한달리기
  • 논현오피 →NUNA11.COM← 강남업소 아는누나 강남업소 오피사이트
  • 밤의전쟁 →NUNA11.COM← 강남힐링 오피사이트 강남힐링 밤의전쟁
  • 오피스타 →NUNA11.COM← 밤의전쟁 오피사이트 밤의전쟁 아는누나
  • 밤뷰 →NUNA11.COM← 뉴맞고총판 오피사이트 뉴맞고총판 오피사이트
  • 오피톡 →NUNA11.COM← 카지노파트너 오피사이트 카지노파트너 아는누나
  • 섹밤 →NUNA11.COM← 바카라파트너 아찔한달리기 바카라파트너 아찔한달리기
  • 야통 →NUNA11.COM← 강남룸싸롱 오피스타 강남룸싸롱 오피사이트
  • 오피가자 →NUNA11.COM← 오피쓰 오피스타 오피쓰 오피싸이트
  • 오피오피 →NUNA11.COM← 오피매니아 오피사이트 오피매니아 오피싸이트
  • 오피스룩 →NUNA11.COM← 강남모텔 아는누나 강남모텔 제이제이
  • 오피사이트 →NUNA11.COM← 강남업소 밤의전쟁 강남업소 오피싸이트
  • 강남오피 →NUNA11.COM← 유흥 제이제이 유흥 오피쓰
  • 강남매직미러 →NUNA11.COM← 강남오피 밤의전쟁 강남오피 오피스타
  • 강남초원의집 →NUNA11.COM← 강남가라오케 오피스타 강남가라오케 밤의전쟁
  • 강남가스통 →NUNA11.COM← 오피나라 오피스타 오피나라 오피사이트
  • 강남텐프로 →NUNA11.COM← 오피가자 오피사이트 오피가자 밤의전쟁
  • 강남노래방 →NUNA11.COM← 강남출장 밤의전쟁 강남출장 오피사이트
  • 강남두바이 →NUNA11.COM← 오피스타 오피스타 오피스타 밤의전쟁
  • 강남힐링 →NUNA11.COM← 개조아 아는누나 개조아 오피스타
  • 강남샌즈 →NUNA11.COM← 즐공 오피싸이트 즐공 오피싸이트
  • 두루마리 →NUNA11.COM← 오피나라 오피스타 오피나라 오피스타
  • 신나는밤 →NUNA11.COM← 강남오피 오피사이트 강남오피 오피사이트
  • 유흥 →NUNA11.COM← 강남아가씨 제이제이 강남아가씨 오피싸이트
  • 핸플 →NUNA11.COM← 강남룸사롱 오피쓰 강남룸사롱 아는누나
  • 패티쉬 →NUNA11.COM← 강남출장안마 오피쓰 강남출장안마 오피싸이트
  • 안마 →NUNA11.COM← 립카페 아는누나 립카페 제이제이
  • vip오피 →NUNA11.COM← 강남콜걸 오피스타 강남콜걸 오피싸이트
  • 토토사이트 →NUNA11.COM← 강남마사지 오피쓰 강남마사지 오피사이트
  • 카지노사이트 →NUNA11.COM← 강남매직초이스 오피쓰 강남매직초이스 오피사이트
  • 인터넷카지노 →NUNA11.COM← 강남주점 제이제이 강남주점 제이제이
  • 카지노주소 →NUNA11.COM← 강남휴게텔 제이제이 강남휴게텔 오피싸이트
  • 인터넷바카라 →NUNA11.COM← 압구정오피 오피스타 압구정오피 오피스타
  • 바카라주소 →NUNA11.COM← 강남대딸방 제이제이 강남대딸방 밤의전쟁
  • 바카라싸이트 →NUNA11.COM← 강남룸싸롱 오피스타 강남룸싸롱 밤의전쟁
  • 강남모텔 →NUNA11.COM← 건마 오피스타 건마 아는누나
  • 강남콜걸 →NUNA11.COM← 오피스텔 밤의전쟁 오피스텔 아는누나
  • 강남건마 →NUNA11.COM← 강남콜걸샵 아는누나 강남콜걸샵 아는누나
  • 강남오피 →NUNA11.COM← 오피스룩 오피싸이트 오피스룩 오피싸이트
  • 강남미팅 →NUNA11.COM← 강남섹스방 오피사이트 강남섹스방 오피싸이트
  • 강남픽업 →NUNA11.COM← 강남대딸방 밤의전쟁 강남대딸방 아는누나
  • 강남출장 →NUNA11.COM← 오피매니아 아는누나 오피매니아 오피스타
  • 강남백마 →NUNA11.COM← 강남미팅 오피쓰 강남미팅 아찔한달리기
  • 강남KISS →NUNA11.COM← 카지노파트너 밤의전쟁 카지노파트너 아찔한달리기
  • 강남마사지 →NUNA11.COM← 블랙잭파트너 아는누나 블랙잭파트너 오피싸이트
  • 강남풀싸롱 →NUNA11.COM← 강남더블업 아는누나 강남더블업 아는누나
  • 강남더블업 →NUNA11.COM← 안마 제이제이 안마 아는누나
  • 강남밤문화 →NUNA11.COM← 강남미팅 오피사이트 강남미팅 아찔한달리기
  • 강남출장안마 →NUNA11.COM← 오피가자 제이제이 오피가자 오피싸이트
  • 강남안마걸 →NUNA11.COM← 섹밤 밤의전쟁 섹밤 오피사이트
  • 강남키스방 →NUNA11.COM← 강남키스방 오피쓰 강남키스방 오피싸이트
  • 강남룸싸롱 →NUNA11.COM← 별밤오피 오피사이트 별밤오피 아는누나
  • 강남노래방 →NUNA11.COM← 오피톡 아는누나 오피톡 오피사이트
  • 강남콜걸샵 →NUNA11.COM← 개포오피 아찔한달리기 개포오피 오피사이트
  • 강남출장안마 →NUNA11.COM← 강남클럽 오피스타 강남클럽 오피사이트
  • 카지노총판 →NUNA11.COM← 블랙잭총판 아찔한달리기 블랙잭총판 아찔한달리기
  • 블랙잭총판 →NUNA11.COM← 강남오피 오피싸이트 강남오피 아는누나
  • 바두기총판 →NUNA11.COM← 별밤오피 오피쓰 별밤오피 오피쓰
  • 야마토총판 →NUNA11.COM← 오피스 오피사이트 오피스 아찔한달리기
  • 신맞고총판 →NUNA11.COM← 강남풀싸롱 오피싸이트 강남풀싸롱 아는누나
  • 스포츠총판 →NUNA11.COM← 강남안마 밤의전쟁 강남안마 제이제이
  • 토토총판 →NUNA11.COM← 논현오피 밤의전쟁 논현오피 오피사이트
  • 바카라파트너 →NUNA11.COM← 강남출장콜걸 오피스타 강남출장콜걸 오피스타
  • 바둑이파트너 →NUNA11.COM← 오피스 오피싸이트 오피스 제이제이
  • 고스톱파트너 →NUNA11.COM← 강남건마 오피사이트 강남건마 오피쓰
  • 사다리파트너 →NUNA11.COM← 오피오피걸 제이제이 오피오피걸 오피싸이트
  • 뉴맞고파트너 →NUNA11.COM← 압구정오피 오피스타 압구정오피 오피사이트
  • 라이브파트너 →NUNA11.COM← 라이브파트너 밤의전쟁 라이브파트너 아찔한달리기
  • 오피와우 →NUNA11.COM← 강남풀싸롱 오피사이트 강남풀싸롱 오피쓰
  • 개포오피 →NUNA11.COM← 카지노주소 아찔한달리기 카지노주소 오피쓰
  • 압구정오피 →NUNA11.COM← 뉴맞고총판 아찔한달리기 뉴맞고총판 오피스타
  • 아찔한달리기 →NUNA11.COM← 바둑이파트너 오피스타 바둑이파트너 오피싸이트
  • 오피쓰 →NUNA11.COM← 강남힐링 오피싸이트 강남힐링 아찔한달리기
  • 제이제이 →NUNA11.COM← 립카페 밤의전쟁 립카페 밤의전쟁
  • 오피오피걸 →NUNA11.COM← 바둑이총판 제이제이 바둑이총판 아찔한달리기
  • 오피뷰 →NUNA11.COM← 카지노사이트 아찔한달리기 카지노사이트 아찔한달리기
  • 즐공 →NUNA11.COM← 강남가라오케 아는누나 강남가라오케 오피쓰
  • 별밤오피 →NUNA11.COM← 압구정오피 오피스타 압구정오피 밤의전쟁
  • 오피스텔 →NUNA11.COM← 오피오피걸 오피사이트 오피오피걸 아찔한달리기
  • 오피스 →NUNA11.COM← 강남출장샵 오피싸이트 강남출장샵 오피사이트
  • 오피365 →NUNA11.COM← 인터넷카지노 오피쓰 인터넷카지노 아는누나
  • 오피싸이트 →NUNA11.COM← 강남안마 아찔한달리기 강남안마 오피스타
  • 강남매직초이스 →NUNA11.COM← 강남오피 오피싸이트 강남오피 오피싸이트
  • 강남까스통 →NUNA11.COM← 패티쉬 아찔한달리기 패티쉬 아는누나
  • 강남가라오케 →NUNA11.COM← 오피쓰 아는누나 오피쓰 아는누나
  • 강남쩜오 →NUNA11.COM← 강남룸사롱 오피사이트 강남룸사롱 오피쓰
  • 강남풀싸롱 →NUNA11.COM← 오피뷰 오피사이트 오피뷰 밤의전쟁
  • 강남더블업 →NUNA11.COM← 오피 밤의전쟁 오피 오피싸이트
  • 강남더블업 →NUNA11.COM← 신나는밤 오피사이트 신나는밤 밤의전쟁
  • 개조아 →NUNA11.COM← 강남가스통 아찔한달리기 강남가스통 오피사이트
  • 밤의전쟁 →NUNA11.COM← 오피오피 오피쓰 오피오피 오피스타
  • 별밤 →NUNA11.COM← 강남출장 아찔한달리기 강남출장 아는누나
  • 오피 →NUNA11.COM← 바카라주소 오피쓰 바카라주소 아는누나
  • Cały Ten Biznes - Podcast
  • 키스방 →NUNA11.COM← 별밤오피 밤의전쟁 별밤오피 오피쓰
  • 오피스타 →NUNA11.COM← 사다리파트너 오피싸이트 사다리파트너 오피싸이트
  • IMTC
  • A jakby tak?
  • Sklep rowerowy Kielce
  • Kręcioła
  • Retro MTB, czyli historia pewnego roweru.
  • Blog o roweruch dla dzieci
  • Po EuroVelo Blog

Categories

  • MTB / XC
    • 29er
    • 27,5er / 650B
    • 26"
    • Enduro
    • DH / FR
    • Fatbike
    • Pozostałe
  • Szosowe
    • Wyścigowe / Road
    • Ostre koło
    • Przełajowe
  • Cross
  • Miejskie
  • Trekkingowe
  • Elektryczne
  • Bez kategorii

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


Strona www


Imię


Skąd

  1. Cześć, zapraszam na przejażdżkę po Alpe-Adria, prawdopodobnie najbardziej atrakcyjnym, turystycznym szlaku rowerowym w Europie. Na to transalpejskie "naj" składa się wiele czynników, włącznie z genialnymi inwestycjami w odświeżenie starej infrastruktury i dopracowanymi usługami transportowymi. Na blogu wyszło tego aż ponad 50 tysięcy znaków i prawie 400 zdjęć: Szlak Alpe-Adria, czyli rowerem przez Alpy nad Morze Adriatyckie Warunki do turystycznej jazdy rowerem, czyli wygodne nawierzchnie, bezpieczeństwo, odsunięcie od ruchu samochodowego, atrakcyjność krajobrazowa - na naprawdę wysokim poziomie. Jeździmy właściwie po wszystkim, są i asfaltowe drogi rowerowe, i jakieś lokalne asfaltki między gospodarstwami dla rowerów i gospodarzy, sporo szutrów, ale zawsze twardych i przyjemnych, zdarzają się fragmenty trasy po zwykłych drogach publicznych, ale zawsze w przy bardzo niewielkim ruchu. Nie było momentu, gdzie jest wprost niebezpiecznie, chociaż jadąc z małym dzieckiem na kilku kilometrach w Austrii przed Werfen trzeba jednak uważać, podobnie jak na zjeździe z Mallnitz do Karyntii. Ogólny poziom satysfakcji - top , przy takiej pogodzie, ze wszystkimi atrakcjami, z włoskim żarciem, całą organizacją - naprawdę, perfekcyjny rowerowy urlop. Przy okazji - jedzie się około 7 dni, dojeżdża się około dwóch w każdą stronę, jakiś zapas na pogodę czy odpoczynek i wychodzi z tego 14-dniowy wyjazd. Uśmiechnięte pyski naszej ekipy mówią chyba same za siebie. Zapraszam do szybkiego przeglądu trasy , to początek, pierwsze 100 km z hakiem do Bad Gastein, oczywiście wybrane obrazki: Za Bad Gastein z solidnym podjazdem wpadamy na jeden z tych "czynników" pokazujących poziom organizacji szlaku. Ponieważ w tej okolicy przez Wysokie Taury, czyli najwyższe pasmo Alp w Austrii, nie prowadzi żadna droga (alternatywą jest przejazd przez słynny Hochtor i Grossglocknerstrasse, dwie doliny dalej), samochody i rowery przewożone są tunelem przez tzw. śluzę kolejową - 11-minutowe wahadłowe połączenie między stacjami Böckstein i Mallnitz. Pociąg ciągnie kilkanaście platform dla samochodów i kilka wagonów osobowych, w tym jeden całkowicie przystosowany na nasze, rowerowe potrzeby, który o tej porze (ok. 9 rano) był całkowicie wypełniony. Potem zjazd do Karyntii - najpierw szosa, serpentyny, potem zjeżdżamy na drogi rowerowe i jakieś lokalne drobiazgi. Jesteśmy trzeci rok pod rząd w Karyntii i trzeci rok cieszymy się przyjazdem. Cisza, spokój, widoczki, świetne turystyczne trasy rowerowe. Podobał mi się wyjazd z Villach - zanim dojechaliśmy na włoski, pokolejowy odcinek, jechaliśmy przez leśne okolice pod Villach, sprytnie wyprowadzeni z dość gwarnego obszaru: A potem jest ten odcinek, który dominuje w artykułach o Alpe-Adria, w prospektach czy reklamach biur podróży - 60 kilometrów po linii kolejowej z Tarvisio do okolic Carni, którą pod koniec XX wieku "przełożono" w nowy dwutorowy ślad, czasem na drugą stronę doliny, czasem w nowe, lepsze tunele. Ze starej infrastruktury zostały budynki, dworce, mosty, tunele, którymi teraz cieszą się rowerzyści. W dodatku w tym kierunku dzieje się to na delikatnym, 1-2%-owym zjeździe, więc przy dobrej pogodzie, przy dobrych widokach, to jest naprawdę chyba najlepsze co zrobiono dla turystyki rowerowej w Europie. Kilka obrazków (więcej w galerii na blogu): Prawie na końcu tego odcinka znajduje się stary dworzec w Chiusaforte, który pełni rolę miejsca spotkań rowerzystów - to chyba miejsce, gdzie spotkaliśmy największą grupę ludzi na rowerach na raz. Fajny rowerowy klimat, pełne stoliki ludzi, a na nich piwo, wino, espresso. Końcówka jest mniej efektowna, ale to nadal przyjemna jazda w zróżnicowanych warunkach po Nizinie Weneckiej - ddry, szutry, polne ścieżki, drogi lokalne, jakieś różne infrastrukturalne niespodzianki, ale cały czas wygodnie, twardo, równo. ... aż docieramy do końca, na 5-kilometrową groblę przez lagunę przed Grado: Na sam koniec jeszcze jedno rozwiązanie transportowe, jakie oferują lokalni przewoźnicy właśnie rowerzystom na Alpe-Adria - bezpośrednie połączenie autobusowe Grado-Salzburg z opcjonalnym przystankiem w Villach. Jest znacznie droższe od najtańszego pociągu (z kilkoma przesiadkami), niewiele droższe od najszybszego pociągu (z jedną przesiadką), ale nas do skorzystania z usług takiego przewoźnika skłoniły remonty na liniach kolejowych we Włoszech, przez które zamiast pociągów kursowały autobusy ze znacznie mniejszą (o ile w ogóle) liczbą miejsc dla rowerzystów. No i wylądowaliśmy w jednym z takich autobusów z budowaną na zamówienie przyczepą: Wśród wspominanych "czynników" jest jeszcze infrastruktura noclegowa - wszystkie z ośmiu miejsc, w których spaliśmy, posiadało swoje miejsce na rowery. Nigdzie recepcjonista nawet nie mrugnął słysząc pytanie, gdzie bezpiecznie zostawić rowery. Ale w jednym miejscu - B&B w Udine - była to tylko otwarta, chociaż monitorowana, wiata na terenie hotelu. A jak mowa o spaniu, to musi być też wspomnienie o jedzeniu... Powiem tylko, że wrzucając te foty sam przełykam ślinę. W końcu Włosi nie są narodem, który do jedzenia zniechęca Oczywiście na trasie są jeszcze ciekawe, krajoznawcze miejscówki, które robią za kolejny dobry, urozmaicający element wyprawy, ale o nich to już w szczegółach na blogu - zapraszam , tu tylko rzucam kilka obrazków: Z pozdrowerrrem Szy.
  2. Cześć. Kilkanaście dni temu byliśmy, wczoraj opisaliśmy - wrażenia z Dolnośląskiej Krainy Rowerowej. W skrócie można by napisać tak: jeden z 4-5 najbardziej zaawansowanych szlaków-regionów w rozwijaniu rowerowej oferty. W Polsce, oczywiście. Niepozorna Dolina Baryczy i dwie osoby w biurze małego stowarzyszenia robią lepszą robotę dla naszej turystyki rowerowej niż "ekipy" z urzędów marszałkowskich we Wrocławiu, Poznaniu, Warszawie. To co od lat jest nieosiągalne dla urzędników rowerowych z tych miast, od lat rozwija się w maleńkim Żmigrodzie i nieco większym Miliczu. W terenie to robota tej samej klasy co szlaki sieci Velo Małopolska czy Szlak wokół Tatr - z turystycznymi ddrami, z własnymi mapami, stroną internetową, własną siecią Miejsc Przyjaznych Rowerzystom. Tylko w innej, lokalnej skali. Dolnośląska Kraina Rowerowa na blogu, zapraszam: Dolnośląska Kraina Rowerowa w Dolinie Baryczy. Dolny Śląsk rowerem Oraz forumowo-rowerowo, również zapraszam Na początek najważniejsze - to, co mamy pod kołami. Jest tego pełen wachlarz, naprawdę. I ponieważ dla turysty rowerowego może brzmieć to w pierwszym momencie mrożąco, dodam, że na szczęście jest tak, że gradacja nawierzchni rowerowych jest mocno powiązana z popularnością i lokalną rangą szlaków. I tak, na pierwszym miejscu występuje zwykle "ścieżka rowerowa Ryszarda Szurkowskiego" - do 2021 roku o długości 23 kilometrów, a ostatnie dwa lata już 43-kilometrowa doskonała turystyczna droga rowerowa z Grabownicy na wschodzie przez Milicz do Żmigrodu i Prusic na zachodzie. Wszystko wybudowane w bardzo dobrym standardzie w śladach pruskich kolejek wąskotorowych, całosć odseparowana od ruchu samochodowego. Połowa (starsza) jest asfaltowo-szutrowa, ale ten szuterek (czy cokolwiek innego, ale w tym stylu) jest na tyle drobny, zwarty i równy, że jeżdżą po tym nawet szosowcy, a niektórzy z nich jeszcze ciągną szosami przyczepki. Całość pokolejowa, więc nie ma przewyszeń, a większość przebiegu to obrzeża miast i wiosek. Druga połowa to początek betonowy, stosunkowo nowy, bo z 2021, a końcówka asfaltowa, tradycyjna. Takie betonowe nawierzchnie kładzie się zwykle gdzieś na terenach podmokłych, nad rzekami, ale tutaj po betonie jedzie się po lesie. Mówi się, że to trudna nawierzchnia do kładzenia, bo w praktyce składa się z wielu mniejszych betonowych wylewek, które trzeba idealnie połączyć. Tutaj tak jest - jest świetnie, twardo, zielono dookoła, a z dawnego toru lokalnej wąskotorówki dzisiaj korzystają i turyści, i lokalsi. Nieco gorzej z nawierzchniami - dla turysty rowerowego - jest na pozostałych szlakach regionu. Tym głównym, biegnącym wzdłuż Baryczy ze wschodu na zachód jest Szlak Doliny Baryczy. Tu mamy standard "peteteka", ale na szczęście po dość rozsądnie dobranych drogach publicznych, leśnych, polnych. Piasek - małe kilka razy i na krótkich odcinkach, poza tym twardo i przejezdnie. Bardzo naturalnie, cicho i spokojnie, bo poza ścisłym centrum Doliny Baryczy biegnie zupełnymi regionalnymi opłotkami. Środkowy fragment przejeżdża się po powyższej, pierwszej części Szurkowskiego, co wraz z atrakcjami na trasie i przyzwoitymi nawierzchniami na reszcie trasy w naszch oczach robi z niego naprawdę fajną sprawę na weekendowe sakwowanie. Na trasie jest sporo miejsc odpoczynku, które mają jeden, spójny styl, nawiązujący do pruskich, kolejowych klimatów. Komuś tu naprawdę zależało, żeby to wszystko "wyglądało", żeby robiło przyjemny nastrój, żeby było estetycznie i atrakcyjnie. Jest - takich rowerowych przystanków nie widzieliśmy chyba nigdzie w Europie. I jeszcze otoczka - czyli sieć Miejsc Przyjaznych Rowerzystom. Jest tego kilkadziesiąt obiektów, które oferują te kluczowe usługi: nocleg na jedną noc, bezpieczne - zamykane miejsce do przechowania rowerów, narzędzia do naprawy, itp. W sklepie rowerowym (też MPR) dostaliśmy nawet bezpłatne mapy - nieskładane, wyrywane z ryzy, na słabszym papierze, więc takie "jednorazowe". Cała lista miejsc na stronie Dolnośląskiej Krainy Rowerowej, a tu kilka takich MPR-owych klimatów: Tyle o rowerach. Dolina Baryczy to również, a właściwie przede wszystkim :), słynne Stawy Milickie. Naprawdę piękne okolice i doskonała inspiracja do wycieczki czy krótkiej wyprawy rowerowej. Natura, zieleń, woda, ptaki, krajobrazy... Z rowerami to naprawdę doskonale się łączy i fantastycznie, że ktoś tam w Żmigrodzie i Miliczu potrafił tak doskonale "połączyć kropki" w region dla rowerzystów. Symboliczne kilka zdjęć takich klimatów: Naprawdę, doskonały wzór i sprawdzony know-how dla innych regionów w Polsce. Zapraszam po więcej 👇 https://www.znajkraj.pl/dolnoslaska-kraina-rowerowa-w-dolinie-baryczy-dolny-slask-rowerem Szy.
  3. Cześć :), pozazdrościłem Mambie i Wooykowi - pozwalam sobie założyć tu blogowy wątek i dzielić się nowościami ze Znajkraju. Znajkraj to blog podróżniczy, w którym 100% opisywanych aktywności to turystyka kwalifikowana (czyli tzw. "adventure travel") - zdecydowana większość na rowerze z sakwami i niewielka (niestety - śnieg!) część na biegówkach. Podróżujemy tylko po Polsce i po Europie - to nie wielkie wyprawy po świecie, a raczej ta "mniejsza" turystyka dostępna dla naprawdę każdego - na dzień, weekend, kilka lub kilkanaście dni. Na miejsce wyjazdu staramy się dojeżdżać przede wszystkim koleją. Wiślana Trasa Rowerowa w Małopolsce Po tym jak w Niemczech posmakowaliśmy europejskiego standardu uprawiania turystyki rowerowej, szczególną uwagę zwracamy na trasy z prawdziwego zdarzenia, których najważniejszą zaletą jest szeroka dostępność. Nie raz widzieliśmy osoby niewidome na rowerach, na wózkach elektrycznych, całe rodziny z dzieciakami. Na szczęście tego typu infrastruktura ostatnio zaczęła pojawiać się w Polsce i to opisy takich szlaków należą do najpopularniejszych na Znajkraju, między innymi: Kaszubska Marszruta w Borach Tucholskich, szlak wokół Tatr w Małopolsce i na Słowacji, Wiślana Trasa Rowerowa w Małopolsce, Velo Dunajec - z Zakopanego do Tarnowa, nowe Pomorze Zachodnie - w przygotowaniu! Na szlaku wybrzeża Morza Bałtyckiego przed Rostockiem We wspomnianych Niemczech trafiamy na trasy o różnym charakterze, gromadząc różne doświadczenia. Trasy rowerowe prowadzące po każdym niemieckim landzie dowodzą jednak, że w każdym regionie można zrobić coś dla turystyki rowerowej. Czasem nawet umożliwić wyścig z zabytkowym pociągiem ;). Przez to zróżnicowanie, połączone z wygodą, bezpieczeństwem, walorami krajoznawczymi, także smakowymi, Niemcy to nasz ulubiony cel zagranicznych podróży. Nasze niemieckie wyjazdy to między innymi: szlak Odra-Nysa - spokojny, świetny dla rodzin, szlak Morza Bałtyckiego - idealny na lato, przeciekawy, przepyszny i przewygodny Men, fragment słynnej Łaby z kameralną Hawelą, zróżnicowana, wygodna północ Brandenburgii. Na Starym Moście nad Menem w Würzburgu we Frankonii Na Znajkraju jeszcze między innymi kilka relacji z Podkarpacia (w tym Green Velo) i ze Śląskiego, jest bardzo popularny Bornholm, Norwegia do której bardzo tęsknimy, tegoroczna Łotwa, oczywiście wyśmienite na rower Włochy - Trentino i Emilia-Romania - które wcale nie są za gorące na lato, jak się często uważa, a także inne miejsca. Pisanie o turystyce rowerowej - które początkowo miało tylko być odtrutką na koszmarne wypalenie zawodowe - wciągnęło mnie do tego stopnia, że obecnie zdarza mi się pisać w Rowertourze, National Geographic Traveler wyróżnił mnie nominacją do Travelera w kategorii "Podróżnik online", a w sierpniu reprezentowałem Małopolskę w pierwszych Turystycznych Mistrzostwach Blogerów, organizowanych przez Polską Organizację Turystyczną. Tyle na początek, mam nadzieję że wątek wniesie coś do życia forum Dzięki&pozdro Szy. PS. A przy okazji jeszcze zapraszam na Instagram!
  4. Hej, Uckermark to najbardziej na północ położony powiat Brandenburgii, przecinają go wszyscy jadący samochodem ze Szczecina i Berlina. I dokładnie ten region (i austrostradę A11) przecina dwukrotnie Uckermärkische Radrundweg, czyli szlak rowerowy dookoła Uckermarku - po polsku Marchii Wkrzańskiej. Uckermark to również jeszcze jeden przyjemny, bliski Polsce, kawałek świata, gdzie można podejrzeć, jak dobrze można rozwijać turystykę rowerową. Cześć Uckermarku to rezerwat biosfery Schorfheide-Chorin, czyli chroniony obszar o wielkości podobnej do Borów Tucholskich. A część rezerwatu Schorfheide-Chorin to las Grumsin - nazywany jednym z ostatnich obszarów lasów "pierwotnych" w Europie. O Uckermarku piszę już na blogu 👇 Brandenburgia na rowery: Uckermark, czyli Marchia Wkrzańska Całą Uckermärkische Radrundweg przejechaliśmy w 4 dni, objeżdżając cały powiat i zaliczając wszystkie pięć miast Uckermarku: Schwedt, Prenzlau, Templin, Angermünde i Lychen: Najlepszym odcinkiem jest ten leśny fragment od Angermünde do Lychen - to niemal cały czas leśna droga rowerowa przez często gęste, ciemne lasy liściaste, rzadziej sosnowe. I to naprawdę doskonały przykład, jak można na stosunkowo dużej odległości prowadzić turystę po doskonałych nawierzchniach z dala od... wszystkiego. Zaczyna się w rezerwacie przyrody - dawnym gospodarstwie rybackim, wykupionym niemiecki odpowiednik Ligi Ochrony Przyrody: A potem kilkadziesiąt kilometrów drogą rowerową przez las: Zwracam uwagę na świetny sposób na wydzielenie przestrzeni dla rowerzystów i zwolnienie ruchu samochodów na odcinkach drogi publicznej, którą samochody dzielą z rowerami: Drugim bardzo długim fragmentem odseparowanej infrastruktury rowerowej na szlaku wokół Uckermarku jest droga rowerowa w Dolinie Dolnej Odry, czyli odcinek wspólny ze szlakiem Odra-Nysa. Prawie 30 kilometrów przejeżdżamy z widokiem na dolinię Odry z przystankiem w Schwedt i Criewen z centrum informacyjnym Parku Narodowego Doliny Dolnej Odry. Pozostała część szlaku to mieszanka cichych dróg lokalnych i krótszych dróg rowerowych w różnych okolicach (między innymi dawna linia kolejowa czy dłuższy kawałek ddr nad jeziorem Unteruckersee, itp.). Na północy wyjeżdżamy na chwilę z Brandenburgii do Meklemburgii i tam jest kilka kilometrów dramatu - po fatalnym szutrze, nawet bruku - na szczęście to nie trwa długo. Atrakcją szlaku wokół Uckermarku są na pewno miasta. Wszystkie to dawne historyczne założenia Brandenburgii, z których najprzyjemniej jest w Angermünde i Templinie. Szczególnie to pierwsze robi fajne wrażenie z ocalonym oryginalnym układem urbanistycznym miasteczka, w drugim też oglądać można zachowane centrum, ratusz, mury miejskie. Prenzlau i Schwedt też mają swoje przyjemne akcenty, a najlepszym jest pensjonat dla rowerzystów w zrewitalizowanej, gotyckiej wieży bramnej. Świetne klimatyczne wnętrze, wyjątkowa lokalizacja i pomieszczenie na rowery na parterze. Fajnie! Zaskoczeniem dla nas był również zamek w Boitzenburgu i właściwie cały niewielki Botzenburg. Zaskoczeniem, bo to prawdopodobnie najbliższy nam niemiecki zamek, z którego istnienia mało kto z polskiej turystyczno-krajoznawcznej braci - tak sądzę - zdaje sobie sprawę. Całkiem spory obiekt, a w miasteczku (wsi) jeszcze ruiny klasztoru i odtworzony klasztorny młyn. Podsumowując, Uckermark to jeszcze jedna fajna miejscóweczka na wiosenny lub jesienny długi weekend, kiedy szukacie wygody i bezpieczeństwa na rowerowy wyjazd. Dobry dojazd pociagiem z zachodniej Polski, a ze Szczecina do Prenzlau to nawet ledwie godzina drogi pociągiem. Samochodem - chyba najlepiej zrobić jak my, czyli zacząć i skończyć w Schwedt. Szy.
  5. Hej, kolejne z rowerowych marzeń odhaczone - przejechaliśmy szlak rowerowy Loary we Francji. A dokładniej jego środkową część, biegnącą przez odcinek Doliny Loary, który został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. To zaledwie około 380 kilometrów - tyle wynosiła nasza trasa, z około 800 kilometrów dlugości całego szlaku Loary od źródeł do ujścia rzeki. Te niecałe 400 kilometrów to tydzień jazdy, w sam raz więc, by się nacieszyć klimatem, nieco zrozumieć, poznać trochę nowości i wyjeżdżać nie z przesytem, ale raczej z pewnym niedosytem, dzieki któremu dobrze w niektóre miejsca się później wraca. Szlak rowerowy Loary to formalnie produkt turystyczny o nazwie Loire à vélo, czyli dosłownie "Loara na rowerze". I to doskonały przykład, jak stworzyć taką rowerową ofertę dla aktywnych mas ze świata. Jest i fajna infrastruktura, i odpowiedni poziom informacji i komunikacji z gościem, są miejsca przyjazne rowerzystom - hotele, kempingi, restauracje, bistra, serwisy rowerowe, itp. W całej Francji jest ich aż około 7 tysięcy, więc stawiam, że nad Loarą przynajmniej grube kilkaset, może okolice tysiąca. Szlak Doliny Loary ma nawet swój pociąg! 🤯 Ale Loara w praktyce to jednak przede wszystkim zamki, pałace i rezydencje. I w sumie to było dziwne uczucie, gdy - mając na liście kilkanaście wybranych obiektów do zobaczenia i zwiedzenia - obok wielu innych po prostu przejeżdżaliśmy, bo nie byliśmy w stanie zobaczyć wszystkiego. To trochę tak, jakby w szczycie dobrego sezonu grzybowego iść na grzyby i zostawiać w lesie dorodne kozaki wiedząc, że i tak kosze wypełnimy prawdziwkami I warto też wiedzieć, ze to nie jest jedna z tych wymuskanych, wyasfaltowanych od początku do końca tras rowerowych. Nie, zupełnie nie. Dla jednych to oczywiście zaleta, dla innych wada, w każdym razie warto sobie zdawać sprawę, że ta marka szlaku bierze się z połączenia wszystkiego, z czym tu mamy do czynienia, a nie z jakości samych tras rowerowych, bo te tutaj są... zwykłe. Poprawne - w sensie świetnie przejezdne, twarde, gładkie, ale jednak często po prostu szutrowe lub naturalne, także znacząco często biegnące w ruchu ogólnym. Mimo to, jest bezpiecznie. Przyjaźnie. Wystarczająco komfortowo, by na wyprawy tutaj jeździły całe rodziny z dzieciakami w przypczepkach i już "luzem". Na pewno cieszyć się można duzym szacunkiem ze strony kierowców. Do tego stopnia, że wielokrotnie pozdrawiali nas... kierowcy przejeżdżających samochodów, co w innych europejskich krajach naprawdę nie jest standardem. Bardzo przyjemne i bardzo dużo mówiące o serdeczności mieszkańców regionu właśnie wobec rowerzystów. Natomiast ta "całość" to i warunki do rowerowej podróży, i naprawdę wspaniałe zamki i pałace, i smaczna, bardzo osadzona w lokalnych klimatach, kuchnia, i wszystkie te nadrzeczne tradycje, ślady po dawnych szlakach handlowych, ale też historia Francji, która pisana była właśnie nad Loarą. To tu narodziła się legenda Joanny d'Arc. Marka i magnes Loary to właśnie to unikalne połączenie wszystkiego w całą "konsumowaną" tu masowo turystyczno-krajoznawczą ofertę. Tyle tytułem wstępu, jaki ma być zachętą do reszty mojego artykułu, na jaki zapraszam na blog: Zamki i pałace w Dolinie Loary. Francja na rowerze W forumowej pigule zaś... Najpierw rowery i ten wspomniany wcale-nie-tylko-asfaltowy charakter szlaku. Takich obrazków było naprawdę wiele - to świetne, szutrowe, gładkie, przyjemne drogi rowerowe, którymi przejechaliśmy całkiem dużą część trasy: Ale było też asfaltowo. Przeważnie po wałach, którymi prowadziły albo zwykłe szosy - drogi publiczne, albo lokalne, boczne, drogi z naprawdę niemal zerowym ruchem, gdzie niby dozwolony był ruch samochodów, ale i tak nikt po nich nie jeździł: Trzeba przyznać, że przyjemnie jeździ się rowerem po miasteczkach nad Loarą. Albo ruch jest rzeczywiście akceptowalny i jeździ się w ruchu ogólnym, w którym nie jesteś zwierzyną do upolowania ;), albo zdarzały się drogi rowerowe. Czasem nawet charakterystyczne, dwukierunkowe, ale ta pierwsza to nie jest rozwiązanie ani przyjemne, ani bezpieczne, szczególnie przy tych krzaczorach wchodzących na ddr. Tak zorganizowana trasa powoduje, że przyjeżdżają tu takie piękne rowerowe ekipy: Teraz kilka ilustracji z miejsc przyjaznych rowerzystom, które tu naprawdę widać. Niemal wszystkie miejsca eksponowały tabliczki o przynależności do oferty szlaku Loara na rowerze i krajowej sieci Accueil Velo zaraz przy wejściu, często przy tablicy z oficjalną klasyfikacją gwiazdkową, co świadczy o randze produktu rowerowego w regionie. W jednym z tych miejsc, w hotelu Chaptal w Amboise, trafiamy do pomieszczenia na rowery, które okazuje się wszystko mającą rowerownią. Miejsce na rowery gości i do wypożyczenia, regał do ładowania baterii, skrzynka z narzędziami i podstawowymi częściami zamiennymi, zaaranżowana przebieralnie i wieszak by zostawić na nim mokre ciuchy, a do tego wszystko dostępne prosto z ulicy po specjalnym podjeździe. Do recepcji wchodzimy przejściem widocznym za regałem - przebrani, tylko z sakwami. Z innych ciekawostek związanych z Accueil Velo - sposób na miejsce na rowery, gdy masz niewielki hotel w środku miasta i organizacja rowerowni przerasta Twoje możliwości powierzchniowe i praktyczne. Co robisz? Wynajmujesz garaż na sąsiedniej ulicy i przyjeżdżających turystów prosisz o zostawienie sakw w recepcji/lobby hotelu i zaparkowanie rowerów w garażu. Proste? Ciekawe rozwiązanie jeszcze funkcjonuje w Angers, na końcu naszej podróży. To "rowerowa portiernia", czyli miejscówka, gdzie w boksach mozna przechować rower podczas zwiedzania lub noclegu. To szczególnie przydatne, gdy nocujemy np. w jakimś apartamencie, moze Airbnb i możemy mieć problemy z przechowaniem roweru. Dwukrotnie trafialiśmy na roboty drogowe prowadzone tak, że przejazd szlakiem rowerowym był niemożliwy. Nie było problemu - dwukrotnie znaki objazdu wskazywały nam drogę. Tak, rowerzysta ma swoje potrzeby, takie same jak kierowca samochodu, więc to zupełnie normalne, że informuje się w ten sam sposób: Ale czymś fantastycznym był pociąg, jaki obsługuje szlak rowerowy Doliny Loary. W sezonie wozi aż 83 rowery i trzykrotnie przejeżdża główny (ten "nasz") odcinek szlaku tam i z powrotem. Niezwykła jest też obsługa - rowery zabiera steward/stewardessa i ustawia w uchwytach w niedostępnym dla pasażera przedziale. W ten sposób wracaliśmy z końca szlaku na początek, do samochodu. I tyle rowerowych smaczków. Zamkowych jest wiele więcej, ale po nie zapraszam już na strony bloga Napiszę tylko, że przez tydzień zwiedziliśmy kilkanaście zamków, zameczków, pałacyków, ale z żadnego nie wychdziliśmy znużeni. Wszystkie są inne, w różnym stanie wewnątrz, z różną historią, w różnym stanie ocalone, itp. Nie jestem nałogowym zamkowym zwiedzaczem, ale tam nad Loarą było w powietrzu coś, co sprawiało, że się chciało, że się z przyjemnością zajeżdżało pod kolejny zamek i wchodziło do środka. Istotne jest też, że w kilku miejscach są specjalne tablety z informacjami - histopady, także z językiem polskim. Więc zwiedzasz jak chcesz, co chcesz, ile chcesz - po polsku. No i tylko tytułem zajawienia kwestii zamkowych, kilka ujęć tego, po co się przyjeżdża nad Loarę: I jeszcze ten bardzo specjalnie udekorowany Orlean: Zapraszam do pełnej lektury na blogu 👇 https://www.znajkraj.pl/zamki-i-palace-w-dolinie-loary-francja-na-rowerze Z pozdrowerem Szy.
  6. Witam, Jako amator biegania i jazdy na rowerze, ale czerpiąca z tego przyjemność, chciałem spytać czy ktoś z Was chciałby pojechać na Teneryfe i pozwiedzać wyspę typowo na rowerach. Niestety znajomi z życia i pracy nie są zbyt aktywni by podjąć aktywną formę zwiedzania. Może napisze o co chodzi szczegółowiej. 1. Wyjazd na tydzień / bazując na tanich lotach za około 1 k / tam i z powrotem / termin do dogadania, fajnie by było to zrealizowac w czerwcu w tym roku 2023, najlepiej tylko bagaz podreczny i jedziemy po prostu:), 2. Wynajem rowerów na wyspie, są wypozyczalnie typu Free Motion lub bikepointy gdzie mozna wynając rowery za kwoty rzedu 20-30 EUR za dzien 3. Pozwiedzanie wyspy w tym zdobycie Teide od południa wjazd około 6 h, objazd wysypy to około 300 km, robiąc około 60-80 dziennie km można spokojnie pozwiedzać tak mi sie wydaje, mysle ze calosc wyjdzie okolo 300-400 km w okolo 5-6 dni 4. Jest mnóstwo tam miejsc do zobaczenia w zasadzie, mozna na spokojnie zaplanowac i pojechac 5. Noclegi w najtanszych hostelach mysle good idea 6. Mam 30 L, ale wiek to tylko liczba, lubie sie sprawdzic, bo granice są tam gdzie wyznaczymy:).
  7. Hej, hej, na blogu wylądowała znajkrajowego lata część kolejna, tym razem druga odsłona kilku dni spędzonych w Szwajcarii. Zapraszamy na szwajcarską Jurę i prowadzący po niej Szlak Jury - jeden z dziewięciu głównych szlaków rowerowych Szwajcarii. Przez cztery dni przejechaliśmy niecałe 300 kilometrów, ale... biorąc pod uwagę trudną trasę, której zdecydowanie nie doceniłem przez wyjazdem, te cztery dni to wyraźnie za mało, by Szlak Jury przejechać w turystyczny sposób. Lepsze byłoby pięć, a nawet sześć dni, dzięki czemu można by jeszcze zajrzeć w dwa-trzy ciekawe miejsca blisko przebiegu trasy. Zapraszam na blog po pełen tekst, komplet zdjęć, ślad i mapę: Rowerowy Szlak Jury. Wakacyjna wycieczka po zachodniej Szwajcarii (Znajkraj) Generalnie rzadko zdarza mi się niewłaściwie ocenić region do którego jedziemy i źle się do niego przygotować. Tym razem jednak tak się zdarzyło - szwajcarska Jura mnie zmyliła, zaskoczyła, wystrychnęła na dudka (nie wiem, czy dudki żyją na Jurze?). Przede wszystkim, źle oszacowałem poziom trudności trasy. Planując przejazd Szlakiem Jury zaraz po Szlaku Jezior w Alpach opisywanym wcześniej... ... zupełnie nie przyszło mi do głowy, by szlak rowerowy na Jurze miałby być trudniejszy niż właśnie przeanalizowany szlak w Alpach Szwajcarskich. I z automatu zaplanowałem noclegi i dystanse na Jurze w podobny sposób jak w Alpach. Nie zwróciłem uwagi, że o ile w Alpach Szwajcarskich jeździliśmy głównie dolinami rzek i jezior, którymi dość jednak łagodnie podjeżdżaliśmy pod przełęcze, to na Jurze podjazdy prowadziły prosto pod główne grzbiety i właściwie zawsze w większości mieściły się w przedziale 10-15 procent. A to już nie jest górka, na której redukuje się dwa czy trzy przełożenia i jedzie dalej... Gdy dodać do tego trwające upały i charakterystyczny dla Jury brak wody w górach... Wyglądało to mniej więcej tak, jak tu - nocleg tam w dole, w dolinie lub poza głównym łańcuchem Jury, a potem codzienny powrót w góry 5-10 kilometrowym, solidnie nachylonym podjazdem: A gdy już wkręciliśmy tam na górę, również było inaczej, niż się spodziewałem. To była zupełnie inna "jura" niż polska, którą mimo wszystko, gdzieś podświadomie w sobie, chciałem zobaczyć. Bo Jura w Szwajcarii to regularny łańcuch górski, prawdziwe góry, nie żadna wyżynna "popierdółka" jak w Polsce. Dość powiedzieć, że w Polsce na Jurze jeździ się gdzieś w okolicach 300 metrów n.p.m., a w Szwajcarii właściwie nawet tysiąc metrów wyżej, średnio po wysokościach gdzieś między Jakuszycami a Śnieżką. Na naszej Jurze spotyka się ludzi, miejscowości, jakieś obiekty. A Jura w Szwajcarii to piękne, ciche odludzia, spokojne drogi bez samochodów biegnące wzdłuż głównych grzbietów, czasem po drodze mijając jakieś osady pasterzy bydła lub niewielkie schroniska. Wszędzie są kamienne murki oddzielające pastwiska i "rurowe" przejazdy przez granice pastwisk, zatrzymujące krowy przed migracją . I jak widzicie, na Jurze w Szwajcarii wcale nie ma tylu "jurajskich" klimatów, co na naszej. W Szwajcarii bardzo mało jest wapiennych ostańców, skalistych urwisk, jakichś skalnych bram czy obiektów jak nasza Maczuga Herkulesa. Żadnego "orlego gniazda" nie znajdziecie również. Szwajcarska Jura ma jednak inne atrakcje - to region, gdzie rozwinęło się słynne szwajcarskie zegarmistrzostwo. I niesamowite jest to, że pierwszymi zegarmistrzami byli tutaj rolnicy, który pracę przy produkcji części do zegarków traktowali początkowo jako drugie po rolnictwie zajęcie, które wypełniało im wolny czas zimą. Jura to też miejsce, gdzie wymyślono absynt - to tutaj powstała pierwsza receptura. W Dolinie Travers jest dzisiaj Dom Absyntu - muzeum i degustatornia, a także kilkunastu producentów absyntu, którzy nadal produkują "zieloną wróżkę". Co ciekawe, dopiero od 2005 roku legalnie, bo od 1910 roku produkcja była zakazana i ścigana. W tej samej okolicy możecie też zjeść szynkę pieczoną w gorącym asfalcie - tradycyjne barbórkowe danie tutejszych górników, wydobywających naturalny asfalt z miejscowych kopalni. Są też piękne historyczne miasteczka, z których bezpośrednio na szlaku znajduje się jedno - Saint-Ursanne. Podsumowując - spokojna, sielankowa trasa o przyjemnym górskim charakterze na rowerowe wakacje w samym centrum Europy - byle tylko na więcej niż cztery dni jazdy ;). Drogi i nawierzchnie - zapomniałem wspomnieć wcześniej - niemal wszystko w asfalcie, w zdecydowanej większości po górskich i bardzo lokalnych drogach, gdzie tylko rowery i lokalni gospodarze. Szuter - na jednym dłuższym odcinku, dla nas zjeździe, gdzie udało nam się obydwóm wylądować na glebie ;). No i pozornie bez fajerwerków, jednak bo bliższym przyjrzeniu się, to górskie klimaty, zegarmistrzowskie dziedzictwo Szwajcarii czy absyntowe tradycje robią robotę - nadają wyjazdowi wystarczająco sporo ciekawej treści krajoznawczej i atrakcyjnego charakteru. Szy.
  8. Hej - nowe inwestycje rodzą nowe możliwości Dzięki budowie porządnych, odsuniętych od ruchu samochodowego szlaków rowerowych w Pomorskiem, które można połączyć z rejsem statkiem wycieczkowym po Zalewie Wiślanym, powstała świetna rowerowa pętla na weekend - ok. 150 kilometrów właśnie wokół Zalewu Wiślanego. I o tym piszę w ostatnim artykule na blogu, zapraszam: Rowerem wokół Zalewu Wiślanego. Szlaki rowerowe EuroVelo 10, R10 i Green Velo (Znajkraj) I tradycyjnie - po atrakcje krajoznawcze zapraszam do artykułu, a tu szerzej o sprawach rowerowych W naszym wariancie pętli - z początkiem i końcem w Nowym Dworze Gdańskim, do którego łatwo dojechać i jest gdzie zostawić samochód - jeszcze w mieście, przy jednym z przyzwoitych pomorskich MOR-ów zaczyna się bardzo przyjemne kręcenie. Tu ma początek droga rowerowa wzdłuż Tugi - około 7 kilometrów z Nowego Dworu Gdańskiego do Tujska, jeśli dobrze pamiętam to w całości po nowych płytach i w ponad połowie (do Żelichowa) zamknięta przed ruchem samochodowym. To fragment oficjalnego, głównego przebiegu szlaku EuroVelo 10 - czyli europejskiej trasy rowerowej wokół Bałtyku. Z jednej strony to płyty, więc czerwona lampka, wiadomo. Z drugiej, podobno komuś nie podobał się asfalt, nie wyraził zgody i jedyne czym można było utwardzić skromny wał przeciwpowodziowy to tzw' "yomby". Na szczęście - płyty nie mają otworów na całej powierzchni, a przed ich położeniem wykonano korytowanie. Jest więc równo i przyjemnie - są dwa wystarczająco szerokie tory, po których można jechać albo obok siebie, albo bezpiecznie się minąć, także z sakwami. Atrakcyjność krajobrazowo-przyrodnicza - ogromna. Wokół jest zwykle pięknie zielono, dziko, naturalnie, co w połączeniu z faktem, iż to dość unikalny, żuławski krajobraz stawia ten kawałek naprawdę wysoko w moich oczach. I bardzo się cieszę, że własnie taką kilkukilometrową żuławską perełką pojadą ludzie z zagranicy. Tak to wygląda na fotach: Po przejechaniu kilku kilometrów z Tujska przez Rybinę do Sztutowa... ... wjeżdżamy na szlak rowerowy R10 na Mierzei Wiślanej, czyli łącznik wspomnianej EuroVelo 10 z/do Krynicy Morskiej. I tak sobie jedziemy aż do Piasków, gdzie śpimy. Po drodze już doskonale nam znane bardzo przyzwoite rowerowe klimaty, które - zaskakująco - nie chcą nam się znudzić. Wśród nich ten robiący największe wrażenie - półtorakilometrowa prosta po odsłoniętym brzegu Zatoki Gdańskiej: Krótko przed naszym przyjazdem oddano też do użytku nową drogę rowerową w Krynicy Morskiej, po drugiej stronie Mierzei Wiślanej - nie nad Zatoką Gdańską, ale nad samym Zalewem Wiślanym. W praktyce to ponad 4 kilometry pieszo-rowerowego traktu prawie nad wodami Zalewu Wiślanego - przyjemne urozmaicenie, żeby nie jechać przez Krynicę Morską tą samą drogą. W artykule zachęcam do korzystania z lokalnych zalewowych armatorów i przeprawiania się przez Zalew Wiślany statkami wycieczkowymi z Krynicy Morskiej do Fromborka lub Tolkmicka, ale przez ograniczenia pandemiczne i zawieszone rejsy zmuszeni byliśmy znaleźć transport na własną rekę: A po drugiej stronie Zalewu czekało na nas słynne Green Velo. O Green Velo wypowiadał się już nawet NIK, więc tylko powiem, że... to wszystko prawda ;). To super trasa pod względem krajoznawczym, ale niestety nieprzystosowana do szerszego grona turystów rowerowych. Z dzieckiem w przyczepce lub nawet bez, z osobą starszą czy niepełnosprawną po tym nie pojedziesz. Albo inaczej - pojedziesz, ale specjalnie nie zachęcisz do kolejnej wycieczki. Green Velo nad Zalewem Wiślanym to niestety kilometry starych płyt, które raczej nie były kładzione z myślą o wygodzie turysty rowerowego z sakwami. Nie piszę oczywiście, że po tym nie da się jechać. Jak widać - da, nawet bardzo zachęcam żeby to robić, ale... No właśnie. To wszystko powinno wyglądać lepiej i służyć propagowaniu turystyki rowerowej, a nie ograniczać grono ją uprawiających. Na szczęście oprócz płyt są jeszcze drogi leśne, kawał pięknej Wysoczyzny Elbląskiej, ładne widoki na Zalew Wiślany, cisza i spokój. A na koniec - jeszcze jeden piękny odcinek - wzdłuż Nogatu, za Nowakowem. Wspaniałe drogi na szosę, mały ruch, dobre nawierzchnie, piękne widoki. Wśród miejsc do zobaczenia kilka przyjemnych ciekawostek, między innymi ciekawy mennonicki Cyganek z kościołem, lapidarium i gospodą żuławską, jedyny w Polsce ręcznie obracany most kolejowy w Rybinie czy też ciekawe Frombork i Kadyny: Naprawdę - rowerowo-krajoznawczo-towarzysko świetna pętla na weekend. Na blogu duża mapa trasy, ślad do pobrania i więcej do poczytania. Z pozdrowerem Szy.
  9. Cześć! Lato ma się ku końcowi, czas zabrać się za pisanie :). W pierwszej znajkrajowej relacji chyba to najlepsze, co przejechaliśmy tego lata, czyli Szlak Jezior - jeden z dziewięciu głównych, krajowych szlaków rowerowych Szwajcarii. Szlak Jezior zaczyna się nad Jeziorem Bodeńskim, a kończy nad Jeziorem Genewskim. Po drodze między innymi Jezioro Zuryskie, jezioro Zug, Jezioro Czterech Kantonów, turkusowe Brienzersee i jezioro Thun. Ale... to nie tak, że jak szlak ma w nazwie jeziora, to jest leniwym turlaniem się nad wodą. Większość z nich to jeziora w Alpach, więc oddzielone są przełęczami, pod które czasami trzeba nieźle zakręcić. Zapraszam do relacji na blogu (z mapą, trackiem, kompletem zdjęć) i do obszernego, rowerowego skrótu na forum Szwajcaria na rowerze: Szlak Jezior w Alpach Szwajcarskich (Znajkraj) Od strony rowerowej ta "dziewiątka" krajowych szlaków w Szwajcarii to europejska ekstraklasa. Prowadzenie szlaków jest doskonałe - to ten poziom rowerowej wygody i bezpieczeństwa, który trzeba polecać rodzinnym wyjazdom. Z drugiej strony - to trasa tak urozmaicona, że nawet szukający większej dawki emocji gravelowcy nie powinni być zawiedzeni. Nawet wzdłuż jezior rzadko zdarzają się jakieś nużące przejazdy. Tak z pamięci, to gdzieś 75% trasy prowadziło po asfalcie, 25% po przyjemnym, drobnoziarnistym, utwardzanym i równym szutrze. Szutrze tak dobrym, że raz minęliśmy nawet jadącego po nim człowieka na handbike'u - nie wyobrażam sobie lepszego dowodu na jakość trasy: Na trasie sporo przykładów przyjazności wobec rowerzystów, które wspominałem w poście na Facebooku: https://www.facebook.com/znajkraj/posts/pfbid02HLCEpAxYYyc7NZ2ZbkuWQ79U1tU58B9sc5KdeXPGP7Fy9C7awSHDtQSRw3o7wC3Rl ... z których do najciekawszych należały między innymi znaki informujące o czekających nas podjazdach, a czasem nawet sugerujące łatwiejszy wariant szosą. Przy czym z tymi znakami coś jednak nie do końca było w porządku. O ile wartości odległości i łącznej sumy podjazdów były ok, to już procent nachylenia zwykle nie oznaczał ani wartości średniej, ani maksymalnej - zwykle był gdzieś w środku, jakby autor tablicy wyciągnął średnią ze średniej i maksymalnej chcąc osiągnąć takie "mniej więcej" mające dać wyobrażenie rowerzyście co go czeka. Oczywiście pojechaliśmy szlakiem Nowością dla mnie była obecność szlaków rowerowych na tablicach dla kierowców. To w sumie fajne i dla rowerzystów, bo precyzuje jak zjechać z takiego ronda, ale też ostrzega kierowców aut "uważaj, tu możesz spotkać rowerzystów": Innym ostrzeżeniem dla kierowców i sposobem na bezpieczne przeprowadzenie rowerzystów przez autostradę (biegnącą dołem) był czerwony pas namalowany na szosie. Niby nic specjalnego, w końcu w każdym z miast już powoli w ten sposób oznacza się wiele rowerowych miejsc, ale tutaj - na zdjęciu - ma to miejsce w bardzo niebezpiecznym miejscu: między środkowym pasem jezdni a zjazdem na autostradę, gdzie mamy szansę znaleźć się w dosć nieprzyjaznym "środowisku" między samochodami: Tu jeszcze jedno oryginalne malowanie pasa dla rowerzystów - centralnie przez środek parkingu nad jednym z jezior ostrzegając w ten sposób kierowców samochodów - super: A to "zwykłe" rowerowe oznakowanie ma w Szwajcarii kolor bordowy, na tyle oryginalny, że oko dość szybko zaczyna wychwytywać znaki z otoczenia. A są różne, małe i duże, kierunkowe w stylu biało-zielonych niemieckich, ale też duże tablice informujące o wielu kierunkach jazdy. Zdarzają się też takie tablice, które ktoś wzbogacił o własne treści ... i zjazdy/podjazdy o takich wartościach nachylenia też się zdarzają: No i w pociągach też raczej się nie narzeka, choć miejsc wcale nie jest za dużo i Szwajcarzy mają tę restrykcyjną regułę przy przewozie rowerów - możesz jechać rowerem w pociągu bez rezerwacji rowerowego miejsca, ale gdy wsiądzie ktoś z rezerwacją, a dla Ciebie nie ma wolnego miejsca - wysiadasz. Obrazki z naszych przejazdów: do Zurychu, a potem na następną trasę - z Lozanny na Jurę, zwróćcie uwagę na świetny przedział rowerowy na dolnym piętrze wagonu piętrowego: I jeszcze bajer z pociągu - rowery wypakowane z dalekobieżnego pociągu z Francji, jak w samolocie, zabezpieczone dodatkowo grubą folią przed porysowaniem - można? I skoro przy transporcie jesteśmy - jakiś lokalny autobus i uchwyty na rowery: I jeszcze kilka zdjęć z wybranych fragmentów trasy. Bardzo przyjemny jest wyjazd z Zurychu i dojazd na Szlak Jezior (wyjaśnienie, dlaczego "dojazd" - na blogu). To niecałe 30 kilometrów po regionalnym szlaku wzdłuż rzeki Sihl. Dobra, zwykle asfaltowa droga rowerowa - najpierw przyjemny wyjazd z wielkiego, potem jazda nad rzeką, czasem w lesie, dużo lokalsów na niedzielnej przejażdżce. Świetnie jedzie się wokół Jeziora Czterech Kantonów - to najbardziej "pokręcona" linia brzegowa w Szwajcarii, więc dróg różnego typu jest sporo, między innymi: W końcu - klimat trochę jak nad Gardą. Można narzekać że wąsko i trudno o mijankę, co przeczytałem w jednym z komentarzy. Prawda! Ale prawda też, że droga tak piękna, w dodatku drewniana, przyjemna, nad samym jeziorem, że jestem w stanie przeżyć fakt, że musiałbym się zatrzymać by bezpiecznie przepuścić kogoś z naprzeciwka A w tle przez większość czasu Pilatus: Świetny jest przejazd Szlakiem Jezior nad turkusowym Brienzersee - najpierw ostry podjazd, potem jazda stromym zboczem, piękny wodospad, fajne klimaty: Następnego dnia na trasie pojawia się dolina Simme, która za przełęczą i miastem Gstaad zmienia się w dolinę biegnącej w przeciwnym kierunku rzeki Saane (Sarine) i to jest ten najfajniejszy czas na trasie. Szeroka dolina, szlak idący po przeciwnej stronie do głównej szosy, same gospodarstwa, maleńkie miejscowości i góry dookoła. Większość wąskie asfalty po których jeżdżą tylko okoliczni mieszkańcy. Kolejny dzień i kolejny doskonały odcinek - tym razem historyczne Gruyères i Szlak Jezior biegnący po prawej stronie doliny Saane (Sarine). Zróżnicowany, trochę pokręcony, nieco góra-dół-góra-dół biegnący fragment i znowu dookoła postrzępiony alpejski krajobraz. Na koniec - rowerowe fajerwerki. Najładniejsze miejsce na trasie, w dodatku o genialnej porze - na koniec upalnego dnia, przy nisko świecącym Słońcu, świetnie oświetlonym Jeziorze Genewskim, czyli kamienna droga rowerowa przez terasowe winnice Lavaux wpisane na listę UNESCO. Tyle o rowerach. O kwestiach krajoznawczych mógłbym drugie tyle, ale podrzucę tylko kilka ujęć ze szwajcarskich miast i miasteczek, po kolei Zurych, Lucerna, Sarnen, Gstaad, Meiringen, Unterseen, Gstaad i Lozanna. Jeśli dobrnęliście do tego miejsca - dziękuję 🙃 Więcej na blogu, zapraszam: https://www.znajkraj.pl/szwajcaria-na-rowerze-szlak-jezior-w-alpach-szwajcarskich Szy.
  10. Cześć. Na blogu piszę o nowym szlaku rowerowym - Warmińskiej Łynostradzie na Warmii i Mazurach: Warmińska Łynostrada. Turystyczny szlak rowerowy na Warmii i Mazurach Warmińska Łynostrada to wciąż raczej pretendent do grona dobrych szlaków rowerowych niż pewniak w stawce. A to przez zróżnicowanie w jego wykonaniu - przede wszystkim w nawierzchniach, jakimi prowadzi, ale nawet także w oznakowaniu czy w nazwach, jakimi się posługuje. Idea jest świetna - poprowadzić szlak rowerowy wzdłuż najbardziej znanej warmińsko-mazurskiej rzeki. I nawet jego pierwsza połowa - z Nidzicy do Olsztyna - daje radę. Jedziemy w większości lasami, dookoła tylko szum warmińskiego lasu, czasem jakieś jezioro, drobna atrakcja. Żadnych miast i większych wsi - niemal cały dzień poza cywilizacją. Potem jest Olsztyn - przyjemne szutrowe odcinki przed centrum, potem wspólny przejazd z pieszymi przez Stare Miasto i pod pięknym olsztyńskim zamkiem. A za Olsztynem naprawdę fajna jazda przez Las Miejski - niestety, dość krótka. I docieramy na fragment Olsztyn-Lidzbark, gdzie już jest... słabo. Miejsca, krajobrazy - są piękne i cieszą oko, choć tylko wtedy gdy akurat trafiliśmy na równy odcinek drogi i możemy nieco się rozejrzeć. Są i dziury, i piachy, nawet kawałek przez prywatny grunt, którego właściciel chyba nie jest zachwycony. Dysproporcja pomiędzy południem a północą jest - niestety - olbrzymia. Gdy na południu słabsze fragmenty się tylko zdarzają, to na północy zdarzają się te lepsze. Cześć obrazkowa - z Nidzicy wyjeżdża się bardzo kulturalnie, po drogach rowerowych, koło 10 kilometrów (większość to niestety kostka, ale jeszcze w porządku): Potem jest kawałek pięknej ścieżki przez rezerwat Źródła rzeki Łyny: A dalej już lasy aż do Olsztyna, przeważnie szutrowo. Nie jest to delikatny rowerowy szuterek znad Loary, ale zwykle jest przejezdnie. Choć zdarzają się i kamienie w zbyt grubym materiale, który wysypano drogi. Za Olsztynem wjeżdża się w Las Miejski, a w nim naprawdę niezły kawałek Warmińskiej Łynostrady. Chociaż czasami trzeba prowadzić, bo jest dość zróżnicowanie pod względem powierzchni, jedzie się świetnie. Potem jest niestety gorzej. Dziurawo, piaszczyście, niespójnie. Trochę lasem, trochę po szosach, trochę jakby bez pomysłu i na pewno bez jakiegokolwiek wykonania. Poza drogą rowerową przed Dobrym Miastem, która zupełnie odstaje od wszystkiego, co spotkałem na trasie. Asfalt, lekko odsunięty od szosy, z pięknymi widokami na Warmię. Wspomniana świetna ddr, prawie zupełnie jak nie na Warmii i Mazurach: A na koniec pokolejowa droga rowerowa Orneta-Lidzbark Warmiński. Ktoś chyba miał nią kiedyś lepszy pomysł, dziś to prostu zwykła droga rozjeżdżona przez samochody. Znaki drogi rowerowej w takim otoczeniu wyglądają dość kuriozalnie, podobnie jak ślady samochodów na co dzień tędy jeżdżących. I słówko o oznakowaniu, które również jest dość... osobliwe. Na znakach i w mediach występują dwie nazwy, szlak ma raz kolor zielony, a raz niebieski, a rodzajów znaków jest ze cztery. W dodatku między Olsztynem a Lidzbarkiem niemal wszystkie są zniszczone przez naturę - miały formę zwykłych naklejek na metalowych znakach... A jeszcze można spotkać oznakowanie w formie... płacht z tworzywa sztucznego przybijanych takerem do drzew - "na szczęście" dotyczy to innego szlaku. A po atrakcje krajoznawcze - piękne źródła Łyny, tętniący życiem Olsztyn, ciekawy Lidzbark Warmiński, ale też Nidzicę i Dobre Miasto, zapraszam na blog Szy.
  11. Hej, na Znajkraju piszę o naszym długim weekendzie majowym w Brandenburgii, na zupełnie nieznanym w Polsce (w polskim Internecie) szlaku rowerowym Odra-Sprewa (po niemiecku: Oder-Spree-Tour). Nasz ślad z 4 dni jazdy zatrzymał się na niecałych 280 kilometrach przejechanych dookoła Pojezierza Odrzańsko-Sprewskiego. Naprawdę fajne tereny na turystyczne rowerowanie. Bezpiecznie, ciekawie i choć z niewielkim, to jednak wystarczającym pierwiastkiem wyjazdowej egzotyki, który powoduje, że jesteś ciekawy co jest za kolejnym zakrętem. A na tym moście z "okładki" niżej spotkaliśmy nawet jakiś niemiecki narodowy team kolarski - jednolite ciuchy, jednolite rowery, koło w koło - prawdopodobnie najlepszy dowód na jakość tamtejszych tras rowerowych. A po separowanych drogach rowerowych lub leśnych asfaltach, dostępnych tylko dla leśników, lokalnych mieszkańców i rowerzystów prowadziło gdzieś około 80 procent całej trasy. Odcinki w ruchu publicznym (bardzo spokojnym) to głównie okolice Erkner, a więc fragment szlaku blisko Berlina. Dużo wrażeń, sporo zdjęć, klikalna mapa i ślad do pobrania: Szlak Odra-Sprewa, czyli bardzo rowerowa Brandenburgia (Znajkraj) I kilka zdjęć infrastruktury rowerowej - najwięcej fajnych klimatów bliżej końca. Najpierw szlak Odra-Nysa, po którym biegnie fragment szlaku Odra-Sprewa - około 40 kilometrów z Frankfurtu do Neuzelle. Szlak Odra-Nysa to właściwie już rowerowa klasyka i jestem pewien, że są z Was tacy, którzy poznają te miejsca. I to też typowe obrazki z tego szlaku - szeroko, przestrzennie, widoki na dolinę Odry i całkiem fajny klimat ludzki, bo co chwilę z naprzeciwka jedzie jakiś ciekawy aparat z sakwami Później podobny odcinek wzdłuż drogi wyglądającej na powiatową - taka jeszcze nie wojewódzka, ale też nie najcichsza. Szlak biegnie oczywiście równoległych drogach rowerowych. Równo, przyjemnie, czasem po lesie, nigdy przy samej drodze. Potem odbijamy w dolinę Szlauby, gdzie najpierw prowadzą nas leśne asfalty z ograniczonym dostępem i gdzie czasem staremu brukowi towarzyszy asfaltowy dywanik dla rowerzystów... ... a potem wpadamy na najładniejszy kawałek wyjazdu - drogę rowerową na wysokim, stromym brzegu jeziora Hammersee. Droga ma dlugość około kilometra, prowadzi w dodatku lekko z góry, więc w tym słoneczku, w tych warunkach, z estetycznie (a może z powodów bezpieczeństwa?) dodaną kostką niemal płyniemy błogo w kierunku leśniczówki stojącej na końcu trasy. Kolejne kilkadziesiąt kilometrów można by nazwać nudą w infrastrukturze, gdyby nie fakt, że w Polsce wiele za taką nudę byśmy dali. Czyli równiutkie drogi asfaltowe albo przy szosach, albo po jakiejś bocznej drodze z dala od samochodów, chyba fragment starej linii kolejowej też zaliczyliśmy i znowu czasem wąskie rowerówki wzdłuż zwykłych dróg leśnych - te chyba rozwalają mnie najbardziej. Okolice Erkner niczego nie urywają, więc lecimy na ostatnią prostą - ostatni dzień wzdłuż Kanału Odra-Sprewa i jego poprzednika - Kanału Fryderyka Wilhelma. Tego dnia najpierw kręcimy po przyjemnych, gęstych lasach, krótko także modrzewiowych, po drogach rowerowych za Furstenbergiem, a potem po zamkniętych drogach leśnych... ... by zaraz potem, za jednym z zakrętów trasy, nagle wypaść na wspomniany już most nad Kanałem Odra-Sprewa. Przez formę - dużo drewna, lekką, odkrytą konstrukcję, miejsce w jakim się znajduje, w końcu pogodę - podobało mi się bardzo, więc wyszedł nam tam nawet dłuższy postój: Za chwilę, za dużą śluzą droga rowerowa biegnie świetnym odcinkiem między Sprewą a kanałem Odra-Sprewa. Widać wyraźnie nawet różnicę poziomów między dwoma akwenami: Po leśnym odcinku docieramy do Kanału Fryderyka Wilhelma, wzdłuż którego przelecieliśmy 30 km/h spiesząc się na pociąg - kanał ma już znaczenie tylko turystyczne, rekreacyjne i taka atmosfera panuje wokół niego - tylko droga rowerowa i domki rozsiane wokół. Wyłącznie ujęcia zza pleców, bo na inne już nie było czasu Na tym odcinku zaliczamy też jeszcze jeden pieszo-rowerowy most - tu zaczyna się szlak rowerowy którym można dotrzeć do doliny Szlauby - wyżej, z tą najładniejszą drogą rowerową nad jeziorem. Wygląda na fajną możliwość połączenia obydwu odcinków w świetną wycieczkę. Jak widać - infrastruktura top. Niemal cała trasa przejechana bez stresu, bez patrzenia w lusterka, bez oglądania się za siebie, gadając ze sobą cały czas, śmiejąc się - było dokładnie tak, jak powinno wyglądać odpoczywanie na rowerze. A oprócz spraw rowerowych, jak zawsze malutka pigułka innych atrakcji jak kilka gotyckich zabytków, szparagi, piwo, piękny klasztor w Neuzelle, szparagi, piwo, gigafabryka Tesli, szparagi, piwo, niezidentyfikowana ekipa w trabancie i na simsonach, szparagi, piwo... A! I pizza ze szparagami 😊 Bardzo pozytywny wyjazd - więcej na blogu, zapraszam Szy.
  12. Cześć! Pomorze Zachodnie to jeden z dwóch regionów w Polsce, jakie konsekwentnie i aktywnie rozwijają swoją sieć tras rowerowych. Najpopularniejsza jest oczywiście nadmorska Velo Baltica, czyli część europejskiego EuroVelo 10 na Pomorzu Zachodnim. Do tego Blue Velo, które ma być końcówką ogólnopolskiej trasy wzdłuż Odry, a także Trasa Pojezierzy Zachodnich, która... będzie jedną z moich ulubionych, gdy ją dokończą. Czwartym jest właśnie Stary Kolejowy Szlak, który dzięki odświeżonym inwestycjom sprzed lat i jeszcze planowanym robotom, powinien niedługo być jednym z popularniejszych w całej rowerowej stawce w Polsce. O Starym Kolejowym Szlaku na blogu piszę tutaj 👇 Stary Kolejowy Szlak na Pomorzu Zachodnim. Rowerem nad Morze Bałtyckie (Znajkraj) ... a na całą sieć tras rowerowych Pomorza Zachodniego możecie rzucić okiem na oficjalnej mapie: https://trasyrowerowe.wzp.pl/ I tradycyjnie niżej, wyciągając dla Was rowerowe smaczki, choć tym razem nieco skromniejsze, mocno monotematyczne. Te największe w przypadku Starego Kolejowego Szlaku to oczywiście zamiana zlikwidowanych linii kolejowych w drogi rowerowe. Nie tylko nie ma w Polsce szlaku, który posiadałby ich więcej, ale nawet jeden z odcinków SKS jest być może najstarszą inwestycją rowerową w Polsce o tej skali. To naturalnie na pewno już znana wielu Wam droga rowerowa ze Złocieńca do Połczyna-Zdroju - z krótką odnogą koło tego ostatniego to 35 kilometrów nieprzerwanego asfaltowego dywanika. Ciekawe, że droga rowerowa, mimo że pochodzi z 2002 roku (!), to trzyma się w całkiem niezłej kondycji. Potem jest niestety przerwa, której na razie nie ma w planach robót, czyli jakieś 30 kilometrów do przejechania między Połczynem-Zdrojem a Białogardem. A kilka kilometrów od Białogardu, w Karlinie, znów zaczyna się przyjemna jazda aż do Zieleniewa pod Kołobrzegiem, skąd do samego Kołobrzegu są miejskie drogi rowerowe. Tyle pokolejowych klimatów, reszta trasy to na razie spokojne drogi publiczne i leśne. Praktycznym rozwiązaniem jest rozdzielenie końcówki szlaku w Białogardzie na dwie odnogi. Ta podstawowa biegnie przez Karlino po pokolejowej drodze rowerowej do Kołobrzegu - jest wyżej na zdjęciach. Ale druga, alternatywna końcówka, odbija do Koszalina, skąd przez Mielno można dotrzeć do Kołobrzegu po nowej EuroVelo 10 i wrócić do Białogardu "pod prąd" zamykając coś, co nazwaliśmy "balonikiem na sznurku". A że akurat ten fragment EuroVelo 10 między Mielnem a Kołobrzegiem to jeden z najlepszych, z kilkoma ukończonymi fragmentami izolowanych dróg rowerowych, to całość takiej wycieczki jaką proponujemy na blogu robi się naprawdę przyjemną, w ogromnej częsci pozbawionej ruchu samochodowego, sprawą. To kilka zdjęć z tej części trasy EuroVelo 10, czyli dawnego szlaku R10 - największe wrażenie robią chyba zdjęcia drewnianej kładki oddzielającej Solne Bagno od Morza Bałtyckiego (na końcu): Krajoznawczo - jest co oglądać, choć sam Stary Kolejowy Szlak to zdecydowanie przede wszystkim przyjemność jazdy rowerem, zwiedzania i wielkich odkryć nie ma wiele. Moża poza Połczynem-Zdrojem, który w moich oczach wypadł bardzo ciekawie i z przyjemnością do niego wrócę jadąc kiedyś znów po SKS. I jeszcze ciekawostka na koniec. Jeden z chyba czterech (trzech?) dworców przy linii Złocieniec-Połczyn został dobre kilka lat temu zamieniony na pensjonat. Czy zaglądają tam głównie rowerzyści - nie wiem, ale dla mnie jest wymarzonym miejscem na taką rowerową bazę przy popularnym szlaku. Stoi tuż przy drodze rowerowej, w środku jest pięknie urządzony i oferuje średnio-wyższy standard bardziej wymagającym gościom, a tych namiotowych przyjmuje na trawie wokół. Fajna rzecz, naprawdę pięknie utrzymana i chyba nawet mikole patrząc na te zdjęcia tak bardzo nie cierpią. Na zakończenie myśl nienowa, ale taka, która musi być powtarzana często i głośno - dlaczego tylko dwa z szesnastu województw tak działają? 😪 Szy.
  13. Cześć! To była nasza tegoroczna trasa numer jeden - Drauradweg, czyli trasa rowerowa Drawy w Austrii. Choć zaczyna się we Włoszech, a kończy w Chorwacji, biegnąc jeszcze chwilę przez Słowenię, to piszę głównie o Karyntii, bo właśnie austriacki odcinek w tym regionie stanowi znakomitą większość szlaku. W dodatku przez konieczność wcześniejszego planowania i niewiadomą związaną z pandemicznymi kwestiami granicznymi przejechaliśmy właśnie tylko część włoską i austriacką, więc i o Słowenii i Chorwacji i tak nie mógłbym pisać... Większość wrażeń już na blogu - zachęcam, zapraszam, dużo czytania i oglądania: Karyntia i szlak rowerowy Drawy. Austria na rowerowe wakacje (Znajkraj) Te gwiazdki w tytule to gwiazdki jakości, jakie przyznaje trasom rowerowym niemiecki ADFC. Najwyższą ocenę otrzymały tylko cztery trasy w Europie, w tym właśnie Drawa. Jeśli miałbym z mojego punktu widzenia uzasadniać taką ocenę, postawiłbym przede wszystkim na komfort jazdy, na odsunięcie trasy od ruchu samochodowego. Ogromną większość trasy biegnie bez jakiegokolwiek kontaktu z samochodami - albo po drogach tylko dla rowerów, albo po jakichś bocznych drogach leśnych/polnych/nadrzecznych, które sprawiają wrażenie używanych z rzadka tylko przez właścicieli gruntów, rolników, służby leśne. Mocnym atutem trasy jest tło krajobrazowe. Start pod Dolomitami (tymi właściwymi) w Toblach, potem przejazd pod Dolomitami Lienzkimi i Alpami Gailtalskimi, za Villach pojawiają się ładne Karawanki. Z kolei sama rzeka na prawie całym przebiegu ma zmieniający się kolor w zależności od rodzaju i ilości niesionych minerałów. Wygląda to wszystko tak: Przyjemną częścią podróży są wizyty w miastach. Toblach, San Candido, Lienz, Villach - to te największe, choć wciąż nie jakoś specjalnie duże. Poza tym kilka mniejszych na trasie, jak Oberdrauburg, Spittal an der Drau, Rosegg, Ferlach, Völkermarkt, więc jest dużo możliwości zatrzymania się na posiłek, sporo miejsc noclegowych. Kilka kadrów - San Candido: Lienz: Villach: Trasa należy zdecydowanie do tych łatwiejszych. Podstawowy przebieg trasy to niemal cały czas droga rowerowa przy Drawie, dlatego ożywiliśmy ją nieco wariantem przez położone równolegle, 300 metrów wyżej, piękne jezioro Weissensee, jedno z popularnych miejsc wypoczynkowych Austriaków. Wspominałem tu o Weissensee już w zeszłym roku, gdy przejechaliśmy je jadąc Wielką Pętlą Jezior Karyntii. Miejsce o tyle wyjątkowe, że mimo szlak rowerowy który tędy prowadzi biegnie... jeziorem i można go pokonać jedynie na pokładzie statku. Warto ogarnąć dobrze ten dzień, bo ostatni statek odpływa już około 17. Okolice są piękne, więc i jemy tu obiad, i siadamy w knajpce przy przystani i jeszcze na koniec dnia pijemy piwo na statku. Sam statek to jedna z ciekawostek rowerowych, bo przez wspomnianą konieczność pokonania tego odcinka przez rowerzystów, statek jest świetnie przygotowany na naszą wizytę - część miejsc restauracyjnych zamieniono na parking rowerowy: Smaczków rowerowych na całej trasie jest wiele więcej. W zeszłym roku też zachwycałem się Radbutlerem (dosłownie: "rowerowy lokaj", stąd logo), więc w tym wróciliśmy ponownie. To punkt nad samą Drawą, przy trasie Drauradweg, gdzie na czas zwiedzania miasta, a nawet noclegu, można zostawić swój rower w bezpiecznym zamknięciu lub na haku pod opieką pracownika punktu. Są podstawowe narzędzia i ogólna pomoc dla turystów rowerowych: Podoba mi się poziom informacyjny szlaku - sporo tablic kierujących do miast, miasteczek, obiektów mających znaczenie dla rowerzysty: Robiąc jedne ze zdjęć wyżej, na zdjęciu po raz drugi podczas naszych podróży uwieczniam oryginalny tandem Hase Pino: Jeszcze jeden fajny rowerowy gadżet sprzed roku - panoramiczne mapy trasy, świetnie pokazujące i dobrze działające na wyobraźnię przestrzenną. Zielona nitka na lewym brzegu rzeki to przebieg trasy rowerowej Drawy, Ola wskazuje pensjonat koło Ferlach w którym spaliśmy: Oryginalnym miejscem jest droga rowerowa przyczepiona do mostu kolejowego na Drawie, dosłownie na koniec odcinka austriackiego - ażurowa konstrukcja wisi 100 metrów nad poziomem rzeki, widok - petarda I jeszcze coś, co z jednej strony cieszy, z drugiej - straszy. Bo fajnie jest spotkać gdzieś na uboczu bezobsługowy punkt, gdzie można usiąść przy jakimś słodkim drobiazgu albo schować się przed deszczem, ale czy ta pseudonowoczesna forma w kontenerze pasuje do miejsca? Podsumowując - świetna, przyjemna, nietrudna, ciekawa, widokowa, dobrze zorganizowana trasa na rowerowe wakacje. Zapraszam na strony bloga po jeszcze więcej Szy.
  14. Hej, Do Łódzkiego w zeszłym roku trafiłem jesienią - między innymi do Sieradza, Uniejowa i Poddębic. W tym roku, już z Olą, spędziliśmy dwa dni w okolicach Tomaszowa Mazowieckiego - nad Zalewem Sulejowskim, a potem w dolinie Pilicy. W niepozornej okolicy, jaką setki razy mijałem samochodem jadąc z Gdańska na południe, a także którą często mija wielu z Was jadąc gierkówką z Warszawy w kierunku Piotrkowa, spędziliśmy dwa fajne dni na pustych, cichych rowerowych szlakach. Miejscem centralnym były Smardzewice, skąd pierwszego dnia zrobiliśmy trasę na południe - dookoła zalewu, a drugiego na północ, w większości po lasach Spalskiego Parku Krajobrazowego. Ciekawe miejsca? Sporo: opactwo cystersów w Sulejowie z efektownym, zaraz 1000-letnim kościołem, Tomaszowska Okrąglica - czyli Skansen Rzeki Pilicy, Groty Nagórzyckie i Niebieskie Źródła, robiący wrażenie bunkier hitlerowskich pociągów specjalnych w Konewce, czy olimpijska Spała, która ma sporo więcej do pokazania, niż olimpijczyków. I olimpijki Całe nasze rowerowe Łódzkie w ostatnim numerze Rowertouru i na naszych blogowych stronach, zapraszam: http://www.znajkraj.pl/parki-krajobrazowe-nad-pilica-lodzkie-na-rowerze W fotoskrócie: Bardzo "owocna" była jazda - jeżyn do oporu: I grzybów trochę: Trzymaliśmy się zielonego szlaku "ścieżki rowerowej Zbigniewa Goliata", która w najlepszym razie wyglądała tak - idealnie: Ale też czasem tak: Lub tak: Generalnie zawsze przejezdnie, choć czasem z przyczepką to pewnie byłoby trochę walki. Miejsca na trasie - opactwo cystersów w Sulejowie-Podklasztorzu - romański kościół... ... z barokowym wystrojem. Fantastyczne schronienie przed skwarem, a potem na piwo do hotelu w d. klasztorze. Przyjemne wrażenia pozostawia Tomaszkowska Okrąglica - zebrane w jeden projekt trzy miejsca koło Tomaszowa: Groty Nagórzyckie... ... rezerwat przyrody Niebieskie Źródła... ... i skansen Pilicy - z wieloma różnymi eksponatami związanymi z terenami nad Pilicą. Potem była Spała, która okazała się także rezydencją carów i prezydentów RP, ze wspaniałą drewnianą Kaplicą Prezydentów właśnie: No i niezły historyczny smaczek - bunkier niemieckich pociągów specjalnych w Konewce: Ze sklepem spożywczym w synagodze w Inowłodzu na koniec: Dwa kółka wyszły nam na koło 150 kilometrów, idealnie na sympatyczny rowerowy weekend. Dokładna trasa - na blogu. Z pozdrowerem Szy.
  15. robertrobert1

    Maroko 2018

    Maroko 2018 czyli rowerem przez Anty Atlas i Atlas Wysoki. Jest to ponad 2 tygodniowa tułaczka rowerowa po, podobno, najbardziej cywilizowanym kraju Afryki. Ile km przejechałem? Nie ważne. Ważne co widziałem, ważne z jakimi ludżmi miałem styczność i jakie wyniosłem wrażenia. Pakowanie. Niby nic trudnego ale jak w środku zimy znależć kartony rowerowe? Ja na to poświęciłem 2 dni i objechałem wszystkie sklepiki rowerowe na Pradze Południe. Poniżej prezentuję mój sposób na małe i delikatne detale rowerowe. Przydatne informacje Nadając rower na bagaż należy wykupić bagaż sportowy. W liniach WIZZAR jest on tańszy od normalnego bagażu podróżnego a limit wagowy to 32 kg. I tu uwaga! Łatwo ów limit przekroczyć ale w karton swobodnie wchodzi rower, nawet 29", bagażnik, błotniki ale także jedna sakwa a także namiot i karimata. Na Lotnisku Chopina, jak i na innych rower jest nadawany w okienku dla bagażu ponad gabarytowego. Dzień 1... Podróż Lotnisko. Bardzo małe. Tuptamy z samolotu bezpośrednio do budynku. Mnóstwo okienek z odprawą paszportową. Koniecznie trzeba mieć długopis do wypełniania karty. Uwaga! Trzeba podać adres zakwaterowania w Maroku. Wystarczą dane hotelu z bookingu.Składanie rowerów na lotnisku. Jesteśmy lokalną atrakcją. Pozytywnie!Nie jesteśmy jedyni z rowerami. Jest jeszcze grupka 3 Polaków. Nawiązujemy kontakt na FB bo roaming piekielnie drogi. Jutro kupujemy za 37 pln miejscową kartę internetową. Przydatne informacje W Maroku wiele rzeczy jest niedostępnych ale dostęp do telefonii komórkowej jest wszędzie. Niemal w każdej kawiarni i hotelu działa wifi a hasło jest podawane bez najmniejszego problemu. W związku z tym punkty z telefonami komórkowymi oraz kartami są niemal na każdym kroku. Zatem nie ma sensu podążać w tym celu do dużego miasta. Na przedmieściach swobodnie takową kartę się dostanie. Polecam kartę 4 GB. Wystarcza ona na tydzień czasu intensywnego korzystania z internetu. Tu uwaga. Podczas zakupu należy poprosić sprzedawcę o skonfigurowanie bo infolinia jest w języku arabskim. Kumatemu sprzedawcy taka operacja zajmuje nie więcej niż 5 min a kosztuje 20 MAD. Pierwszy dzień w Maroko a już na lotnisku zrobiłem interes. Ludzie tu są bardzo pomocni. Kartony na rowery mam przechowane na 15 euro u tubylca w domu w tym ostatni nocleg i niego w domu za free. Przydane Informacje Karton należy gdzieś przechować albowiem dostanie kartonu w Maroku jest kompletnie nie możliwe. Nie możliwe jest także kupienie strecza więc zachowanie kartonu to gwarancja powrotu z rowerem. Kartony przechowują wybrane hotele jeśli skorzysta się z ich usługi. Nas jednak zagadał lotniskowy portier, który sam zaproponował takową usługę. Na początku byłem nastawiony sceptycznie do tej propozycji. Jednak jest to najlepsza propozycja. Portier mieszka niecały 1 km od lotniska więc nie trzeba martwić się o logistykę. Za jego zgodą podaje namiary Portier nr 13 ; Aziki Ahmed ; Droga autostradowa do miasta. Ograniczenie do 100 km/h a sporo kierowców wyprzedza na z prędkością 40 km./h. Jest bezpiecznie. Zaułki Agadiru .... sporo hord wałęsających się psów. Brak nazw ulic. Warto jechać tylko po głównych. Drobne sklepiki otwarte do późna np fryzjer. Sporo lokalsów na rowerach. Ruch drogowy spokojny, bezpieczny. Lokalne parkingi ... bez ogrodzenia ale z pilnującym na plastikowym krzesełku okutanym jak na mrozy. Jest bardzo egzotycznie! Dojeżdżamy do hotelu. Dzień 2. Agadir. Szybkie śniadanie w hotelowej restauracji, koło basenu, i jesteśmy gotowi do poznawania kraju. Pierwsze km jazdy to przyzwyczajenie się do tego kraju. W porównaniu do Polski to wszystko jest inne. Mają tylko taki sam asfalt oraz ruch prawostronny, teoretycznie bo w praktyce pojazdy można zobaczyć po każdej stronie drogi. .Pierwsze kroki kierujemy do centrum miasta by nabyć kartusz z gazem oraz kartę internetową. W oczekiwaniu na aktywację jedziemy na obiad i jemy pierwszy tradycyjny posiłek marokański oraz wypijamy tradycyjną napój ... herbatę. Agadir to zlepek miast. Ruch samochodowy wielki ale bezpieczny. Ścieżki rowerowe nawet są ale to często fikcja. W czasie deszczu to ścieki a w korkach służą jako dodatkowe pasy dla samochodów. Podczas pierwszych zakupów odkrywam pierwszą gumę. Cóż ... Marzena ma czas na zwiedzanie pobliskiej hali targowej. Jako europejka i samotna kobieta wzbudza wielkie poruszenie. Po naprawie obieramy kurs na kolejny hotel. Decyduję się nieco zmodyfikować trasę i pojechać przez lokalne targowisko. Jest wielkości połowy naszego bazaru Stadionu Dziesięciolecia a handluje się niemalże wszystkim. Jednak specyfika tego miejsca powoduje, że ręka mimochodem sięga po posiadane środki obronne. Jednak kilkuminutowe przebywanie wśród tubylców sprawia, że są oni przyjażnie nastawieni i są zainteresowani tylko handlem. W dalszej kolejności bazar w naturalny sposób przechodzi w ciąg małych lokali handlowych. Zaczyna padać a nawet lać. Pora na kolejną herbatkę. Miasta już mam dość. Jutro uciekamy w dzicz ... jeśli deszcze na to pozwolą. Dzień 3 Wyjazd z Agadiru koszmarnymi slamsowatymi przedmieściami. Następnie przejazd przez uprawy pod folią na przestrzeni 50 km. Wszędzie odpadki nowoczesnej cywilizacji czyli plastiki. Dopiero około 40 km przed Atlasem zanikły śmieci. Prawie cały dzień w lekkim deszczu. W miasteczkach błoto i kałuże na całą szerokość drogi. Główna ulica miasta po niewielkich opadach deszczu. Nareszcie zanikają sztuczne płoty zaczyna się naturalny krajobraz. Jest pięknie. Pierwsza noc pod namiotem na pastwisku otoczonym zasiekami z kaktusów i krzaków cierniowych. W oddali słychać było życie wsi ... modły imama, ryczenie owiec i osłów i ... nieustający deszcz Dzień 4 ... po bezdrożach Afryki. Opuszczamy nasz bezpieczny azyl i przez lokalne domostwa udajemy się asfaltem mimo, że nawigacja pokazywała całkiem inną drogę. Na razie obserwujemy piękną soczystą zieleń niczym na polskich łąkach. Marzena jest zadowolona z tej trasy. Ale szybko humor ją opuszcza gdy asfalt się kończy a droga zamienia się w błotną gruntówkę. Jest zielono ale ... czerwona glina zapycha koła i łańcuch w rowerze aż odechciewa się wszystkiego. Pierwsza przeprawa terenowa pokazała całe piękno Afryki po opadach deszczu. Dojechaliśmy do asfaltu i sklepu. Jest szansa na przeżycie kolejnego dnia. Odcinek terenowy i mycie roweru z paskudnej czerwonej gliny. Mamy chwilę słońca i możemy znowu nacieszyć się widokami. Dojeżdżamy do kolejnej wsi i ... widzimy znowu koniec asfaltu. Wskazujemy miejscowym cel podróży i dowiadujemy się, że na rowerze nie da rady się dojechać. Nie wierzę bo widzę lekko utwardzoną ścieżkę przez kolejną trawiastą przestrzeń. Okazała się bardzo fajną szutrówką zdecydowanie lepszą niż poprzednia błotna droga. Na zakończeniu drogi mamy kolejną wieś z niby małym zameczkiem. Dalszy ciąg przeprawy terenowej a na zakończenie wymarzony widok. Dla takich chwil warto było się pomęczyć. Maroko co chwila nas zaskakuje. Tym razem za sprawą obiektów motoryzacyjnych. Czujemy się jakbyśmy przemieścili się w czasie. Nasza cel pośredni to zespół jeziorek niezmiernie jesteśmy ciekawi tego zjawiska. Jednak nie po drodze znowu zostajemy zaskoczeni. Tym razem natura pokazuje swoją potęgę. Dostrzegamy niszczycielską działalność wody która doprowadza do wymywania zbocza wioski. Dojeżdżamy wreszcie do owej wody. Okazał się zbiornikiem wody pitnej transportowanej betonowymi akweduktami i korytami daleko na północ. Dojechaliśmy do restauracji na pustyni. Mega klimatyczna restauracja z mega wypasionym jedzeniem. Obsługa na bardzo wysokim poziomie. Można było poczuć się po królewsku. Koszta ? Jak w przydrożnym barze. Szok? W pełni posileni jedziemy szukać noclegu. Po drodze mijamy osobliwą atrakcję. Nocleg na pustyni. Jutro kierunek nad ocean Atlantycki. Spędzamy noc na pustyni a w zasadzie na pustynnych polach. W odległości 1 km same drogi lokalne i jedna asfaltówka. Wsi na horyzoncie brak ale imama i tak słychać. Jest bezpiecznie i byłoby przyjemnie gdyby nie ta piekielna gliniasta czerwona ziemia. Jest ciepło, więcej niż cienka kurtka przeciwdeszczowa nie potrzeba. Pada co chwilę ale też szybko wysychamy. W nocy dla mnie śpiwór puchowy jest ok. Robert w letnim się gotuje Dzień 5 Czas na małą przerwę i tradycyjną marokańską miętową herbatę. Zaparzana jest w małym dzbanuszku a podawana jest zawsze z dwoma kieliszkami. W jednym jest garść mięty a w drugim 2 duże kostki cukru. Jeszcze jest cała procedura 3 krotnego nalewania z pianką itp.Wspaniale gasi pragnienie. Dojeżdżamy do Tiznit. Dzień na leniwca, dzień typowego turysty. Mała pamiątka . Pod koniec dnia jeszcze tylko wypad nad Ocean Atlantycki. Dzień 6 Od rana lampa. Bez trudu opuszczamy Tinzit, najbardziej przyjazne miasto z dotychczasowych jakie widzieliśmy. Kierunek góry Atlasu i miasteczko Tafraout. Dystans to 107 km ale nie dojedziemy. O godzinie 11.00 było 35 st C. Po drodze mamy tereny półpustynne, kwieciste oazy a także wiele koryt rzek okresowych. W górach życie toczy się takim samym tempem co na równinach. W innych dolinkach życia kompletnie nie ma. Temperatura w cieniu 38,8. Woda idzie jak ... woda. Ach .... gdzie te deszcze... Przerwa na lunch. Każdy cień, każdy chłód jest cenny. Połowa drogi za nami. Góry, góry i doliny pełne oaz. Widok zwalają z nóg! A podobno malownicze tereny dopiero przed nami. Temperatura na podjazdach 42,2 C. Prawie w każdej wiosce jest sklep tylko jest mocno ukryty. Czasami jest to zakratowane okno a czasami tylko otwarte drzwi. Szyldów brak a jeśli są to sklep jest zamknięty. Na przełęczy na wysokości 1250 m. Równo połowa droga za nami. Rozkładanie namiotu przy zachodzącymi słońcu.W oddali widzimy światła miast. Wygląda to tak jakby w dolinie były tylko miasta!Podczas toalety odkrywam: poparzone uszy mimo, źe cały dzień byłem w kapeluszu turystycznym, poparzone takźe dłonie ... brak rękawiczek. Noc była spokojna chociaż wieczorem psy napędziły nam stracha. Imama i baranów nie było słychać... tylko koguty. Można było poczuć się jak na polskiej wsi. Temperatura spadła do 10 C Dzień 7 A my ciągle w górach. Tu jest tak samo gęsto od ludzi co na nizinach. Tu jest woda a to jest podstawa życia. Tihmit. Miasteczko na wysokości 1300 m npm. Niby senne ale jednak pełne życia.Poruszamy się drogą komunikacyjną ale także turystyczną. Mijają nas wielkie ciężarówy , małe pickupy, autokary rejsowe oraz kampery. Większość nas pozdrawia i wyraża gest uznania. Jest miło. Knajp jest mniej ale zawsze pod sklepem możemy się załapać na whisky-Maroko czyli tradycyjną herbatę. Wjeżdżamy w malowniczą dolinę. Nie nadążamy robić zdjęć! Jest mega pięknie! Temperatura na trasie 33-38 C czyli jest nawet całkiem chłodno. Tafraout. Kampery ciągną na potęgę. Wszędzie campingi pod kampery. Miasteczko pięknie położone ale prawie całe zrobione pod turystów. Tylko kilka uliczek w Marokańskim stylu. Nawet knajpy dla miejscowych nauczyły się serwować jedzenie pod turystów czyli ... frytki. Czas stąd zmykać. Niestety tam gdzie są turyści nie ma tradycji. Tafraoute, przepięknie położone miasto, w otoczeniu ciekawych tworów górskich, więcej tu turystów niż miejscowych a w restauracjach frytki w tażinie, cherbatka bez drugiej szklanki do przelewania i olbrzymich kostek cukru i bagietka, kawie brakuje mocy, ech... To takie sztuczne miasteczko niczym polskie Zakopane. . Po dwóch dniach spędzonych w piekielnym słońcu czas na usunięcie warstwy soli w cywilizowanych warunkach. Marokański hotel w turystycznym miasteczku. Ciekawostką jest fakt brak okna za to do WC i prysznica jest wejście z prywatnego tarasu. Cena ... mniej niż zakupy na śniadanie. Dzień 8 Uciekamy z tego turystycznego tworu. Przed nami 600 m przewyższenia więc decydujemy się na podwiózkę. Jesteśmy na przełęczy 1700 m npm. Tuż za spotykamy innych 2 sakwiarzy. Jadą na południe. My udajemy się na wschód i po raz kolejny jesteśmy zaskoczeni przez marokańską przyrodę. Tym razem są to kwitnące doliny niczym w Japonii.Temperatura 21-28 C ale my ją odczuwamy na poziomie 10-12 C. Jest po prostu zimno. Zakładamy polary. Przed nami 157 km do najbliższego miasta. Cały dzień jazdy po górach na poziomie 1830 m npm. Na mapie jest mnóstwo rzek ale w rzeczystości są to koryta rzek okresowych. Doliny mamy ciągle japońskie. Te pasmo gór jest przeraźliwie suche więc już mamy dość czerwono- ceglastego koloru. Tęsknimy za zielonym i pochłaniamy oczami każdą oazę, każdy skrawek trawki pod ciernistym drzewkiem. Nocujemy na jednej z przełęczy obok bezimiennej wsi. Przed nami dalsze kilometry rdzawego niczego. Jedyną osłoną od przeraźliwie zimnego wiatru i od wiejskiej cywilizacji jest 1 m kamienny murek.Rowery nocują po za murkiem przypięte do słupa energetycznego. Nocleg spędzony na wysokości. Bardzo silny wiatr i niska temperatura. W nocy wstaję i dodatkowo zabezpieczam odciągi. W powietrzu wilgoć. Wszystko jest mokre ale wraz z pierwszymi promieniami słońca natychmiast schnie.Męczę się. Oparzenia dają o sobie znać. Mimo niskich temperatur trzeba chronić się przed słońcem Temperatura w nocy spadła do około 5 st C. Dzień 9 Góry, góry, góry. Marzena JM zarzuca mi brak umiejętności posługiwania się mapą. Tylko jak tu nawigować skoro jedna droga prowadzi na pustynię, druga przez góry a trzecia do miejsca skąd przyjechaliśmy? Temperatura 25-30 C ale odczuwalna na poziomie 15 C. Mimo to nauczyliśmy się chronić przed słońcem. Tutaj słońce zabija. Kondycję mamy podobną, Robert jest silniejszy a ja wytrzymalsza. Jesteśmy oderwani ja od biurka a Robert po antybiotyku. Nie ma problemu tylko czasem pomarudzić trzeba a podjazdy są ciężkie. Tyle dni jechaliśmy i modliliśmy się nie do tego Boga. Dzisiaj zacząłem składać modły do Allaha i od razu zjazdy były w przewadze. W godzinę tyle km zrobiliśmy co wcześniej w ciągu 3 h. Ps. Dobra mapa to podstawa a takowej nie znalazłem. Zastępstwem może być nawigacja ale pokazująca poziomice. Takowej też nie znalazłem. Podobnej wyprawy do mojej w sieci nie ma przynajmniej nie ma z takimi szczegółowymi informacjami technicznymi. Tak więc jestem niejako prekursorem więc błędy są wliczone w ryzyko przecierania trasy. Noc spędzamy w korycie suchej rzeki okresowej na wysokości 690 mnpm. Za nami 91 km i ponad 1,2 km w pionie w dół więc jak na dzień górski to był bardzo dobry wynik. Dzień 10Dzień 10 to dojazd do miasteczka Taroudant. Bajeczna droga przez pustynny tereny... po lewo pasmo suchych gór 2000 m npm a po prawej ośnieżone pasmo Wysokiego Atlasu 4 000 m npm. Miasto Taroudant prawie w całości położone w starej części miasta za wysokim murem.Dzień odpoczynku hotelowego, prania, i organizowania transportu w góry Atlasu Wysokiego by móc dotrzeć do Marakeszu. Dystans 223 km musimy nieco sobie ułatwić. Dzień 11 Dzień pod znakiem transportu zbiorowego. W naszą ulubioną dolinę nikt nie chce jechać więc zmieniamy marszrutę i w dolinę wjedziemy od strony Marakeszu. Dzięki temu busy nas wywiozą na znaczną wysokość by na szczyt kontynuować jazdę po w miarę łagodnym podjeździe. Od południa czekałyby na nas 14-21% podjazdy po drogach szutrowych. Lokalsi nie potrafią czytać mapy więc wskazanie celu podróży jest nieskuteczne. Ponadto miejscowości mają bardzo podobną wymowę i często wymowa jest inna niż nazwa pisana np Ighram się wymawia Ajriem. I tak zamiast do Timlin pojechaliśmy w kierunku Tołlin czy jakoś tak. Pierwszy informator był najlepszy, powiedział że przez góry tylko okazją albo specjalnie wynajętą taksówką W oczekiwaniu na autobus obserwujemy życie miasta i bardzo nietypowe sposoby dowożenia bagażu. Dzień 12 W środku nocy przyjeżdżamy do Marrakeszu. 5 minut spędzone w miejskim parku kończy się interwencją patrolu Policji na bombach. Pełni nadzieii na zobaczenie słynnego nocnego życia miasta zapuszczamy się do mediny. I co widzimy? Zamiast zaklinaczy węży tylko mamy paniczny rajd po kompletnie wyludnionych uliczkach labiryntu starego miasta. Na szczęście pomogli nam miejscowi chłopcy którzy jeszcze nie spali. W życiu bym nie trafiła do tego hotelu. Okazało się dzisiaj że jeden z nich to sprzedawca we wszech otaczający medyne souku Oczywiście pomoc nie była bezinteresowna. To miasto żyje z turystów więc płaci się za wszystko nawet za wskazanie drogi. Owa pomoc czyli turystic servis kosztowało 5 euro a trwało ... 2 minuty. W efekcie lądujemy w hostelu. Co przyniesie dalszy dzień? Jestem pełen obaw bo życie ponad 1 milionowego miasta wygląda zawsze tak samo. Marrakesz. Miasto o koszmarnym ruchu drogowym. Podczas 3 godzinnego pobytu widzieliśmy jeden wypadek i 2 kolizje . Ofiarami byli piesi i skuterowcy . Miasto jest jak inne marokańskie miasta tylko w znacznie większym wydaniu. Na każdym kroku czuć pośpiech, nerwowość i wyzysk turystów. Szczerze mówiąc nie warto było poświęcać czas i niemałe pieniądze. O wiele spokojniej jest na prowincji a widoki w terenie zdecydowanie przebijają wielkomiejski syf. Dzień 13 Startujemy z miasteczka Chichoa Nocleg na wysokości 700 mnpm. Temperatura spadła do 4 C. Rozbiliśmy się tuż nad rzeką i o dziwo była w niej woda. Za to wiatr był tak silny, że podrywał piasek z plaży i wciskał go do namiotu przez siatkę sypialni. Dzień 14 Poranek upłynął na szybkim suszeniu wilgotnych rzeczy. Potem chwila nostalgii nad wielkim jeziorem i mozolna wspinaczka na 1000 m npm. Mimo bliskości autostrady ruch na drodze bardzo duży. By nieco odetchnąć zjeżdżamy na odpoczynek do wiejskiego sklepu. Zakupy na śniadanie i .... jesteśmy ugoszczeni po królewsku przez chłopaczka prowadzącego ów business. Tego się nie spodziewaliśmy! Potem mozolna wspinaczka na 1200 mnpm a póżniej szaleńcza jazda tylko w dół. Nocleg spędzony w domu marokańskiego Berbera. Dom odmienny od naszego pod każdym względem i odmienne także są zwyczaje. Praktycznie strach cokolwiek zrobić by kogoś nie urazić, by dany czyn był nietaktem. Już samo wejście do domu rozpoczyna się obowiązkowym pozbyciem się obuwia. A dalej ... wystarczy nadmienić .... biesiadowanie na podłodze, co najwyżej na poduszkach, jedzenie ręką ze wspólnej olbrzymiej miski czy mycie rąk metodą średniowieczną czyli w misce przy stole. Inny świat, inna kultura, inne obyczaje czasami wypływające z uwarunkowań klimatycznych a czasami po prostu z biedy.Jednak serdeczność tych ludzi jest niesamowita. Dzień 15 Dzień organizacyjny Przydatne informacje. Wyżywienie. W necie straszono zatruciami i obcą florą bakteryjną. My stołowaliśmy się w barach obleganych przez lokalsów, piliśmy herbatę w najbardziej przypadkowych miejscach, jedliśmy chleb, który był łamany tradycyjnie w rękach, myliśmy zęby pod bieżącą wodą i nie dopadły nas żadne perturbacje żołądkowa. Dlatego można z wielkim przymrożeniem oka spojrzeć na owo zagrożenie. Padło pytanie jak rozpoznać sklep spożywczy. Odpowiadam... Po butlach z gazem. W Maroko nie używa się do gotowania ani drewna, ani węgla, ani prądu tylko gazu a że nie ma gazociągów to gaz jest sprzedawany w butlach o różnych wielkościach i jest kupowany razem z chlebem. Restauracje. Najlepiej stołować się tam gdzie jedzą tubylcy przy czym należy unikać wprowadzania do restauracji przez naganiacza bo wówczas cena rośnie 2-3 razy. Z naszego doświadczenia wynika, że najtańsze jedzenie jest przy głównych drogach. Czego nie ma w Maroco? Wędlin. Pod żadną postacią wędlin nie sposób było dostać. Za to pod dostatkiem były dostępne sardynki w puszkach. Ruch uliczny. Ruch uliczny Maroko i zapewne także w całej Afryce jest mocno odmienny od naszego europejskiego. W pierwszej chwili odnosi się wrażenie jakby na jezdni nie obowiązywały żadne zasady ruchu drogowego i ma się strach w oczach. W pewnym sensie tak jest ale ... na jezdni oprócz swego rodzaju chaosu panuje wzajemna życzliwość, kultura i zrozumienie. Dla nas rowerzystów jest to szczególnie istotne bo wszelkie większe pojazdy zbliżając się do nas trąbiły nie na zasadzie usunięcia się z drogi ale na zasadzie poinformowania, że własnie nadjeżdża większy pojazd.
  16. Cześć. Forteczna Trasa Rowerowa istnieje już chyba prawie 10 lat, ale w ostatnich latach znacznie zmieniła swój charakter dzięki odnowionym wybranym fortom Twierdzy Przemyśl. I odrobinie nowego asfaltu gdzieniegdzie. O samym szlaku za wiele nie można napisać od strony infrastruktury - to poprowadzona po publicznych, polnych i leśnych drogach trasa przede wszystkim o wybitnych walorach krajoznawczych i krajobrazowych. Specjalnie zbudowanej infrastruktury tutaj nie znajdziecie. Poza stojakami rowerowymi pod fortami, o których m.in. piszę zachwycając się "szatą estetyczną" wykonanej rewitalizacji: http://www.znajkraj.pl/podkarpacie-twierdza-przemysl-i-forteczna-trasa-rowerowa Te walory krajoznawcze to kilkadziesiąt mniejszych i większych, zwykle zniszczczonych, czasem zachowanych obiektów fortyfikacyjnych Twierdzy Przemyśl. Temat tak ogromny i tak ciekawy, że naprawdę jazdę po Fortecznej Trasie Rowerowej warto zacząć od wizyty w którymś z muzeum Twierdzy. Nie wiem czy dla każdego to szokujące, ale na mnie zrobiło wrażenie, że budowana kilkadziesiąt lat Twierdza służyła zaledwie przez niecałe 9 miesięcy, od października do maja. I została zniszczona przez... samych budowniczych - Austriaków, którzy... odbili ją już dwa miesiące po wysadzeniu w powietrze jej obiektów. Ufff! Te ładniejsze miejsca wyglądają tak - zwróćcie uwagę na zadbane otoczenie, wykoszoną trawę, jednolite tablice, płoty, ławki... Fort Łętownia: Fort Duńkowiczki: Fort Borek: A te bardziej zniszczone: Obydwie pętle Fortecznej Trasy Rowerowej przecina podkarpacki odcinek Green Velo - jeśli ktoś ma dużo czasu, to zdecydowanie warto zatrzymać się na pętelkę dla urozmaicenia. Kto wie, jak długo utrzyma się piękna oprawa fortów za unijne fundusze... Zdjęcia wykonałem we wrześniu 2017 roku - mam nadzieję, że wciąż jeszcze jest tak efektownie? Z pozdrowerem Szy.
  17. Hej, rowerowe remanenty - grudniowy weekend na... Łódzkim Szlaku Konnym. Bo kto powiedział, że konne szlaki nie mogą być inspiracją dla rowerzysty? :-) Właściwie miałem wrażenie, że w Łódzkiem lepiej się traktuje koniarzy niż rowerzystów. Bo podobnego szlaku to chyba nie macie tam dla rowerów? Tablice informacyjne, miejsca postojowe, wypożyczalnie - koni!, stajnie - wszystko to robi wrażenie przyjemnie zorganizowanego przedsięwzięcia dla miłośników podróży w siodle. Drogi są bardzo różne i raczej niespójne. Tzn. ani głównie dla MTB, ani na szosę - wydaje mi się że jest i tych, i tych po połowie. Za to zdecydowana większość przyzwoita jeśli chodzi o ruch - to rzeczywiście jakieś małe, ciche drogi na uboczu. Mapa szlaku, katalog obiektów powiązanych ze szlakiem na oficjalnej stronie szlaku na www.wsiodle.lodzkie.pl. Więcej wrażeń, fragment szlaku na mapie, trochę zdjęć: http://www.znajkraj.pl/dolina-warty-po-lodzkim-szlaku-konnym-aktywne-lodzkie Drogi wyglądają tak: Piękne i zupełnie nieoczekiwane klimaty nad Wartą - trzeba się kawałek wznieść w górę, by zobaczyć jak Warta meandruje w pobliżu Działoszyna, a czasem jak mroczne, jesienne klimaty dodają specyficznego nastroju: A najciekawszy na trasie na pewno Wieluń. Pięknie prezentujący się z powietrza, chociaż... niestety, widać, jak bardzo poszkodowany przez II wojnę światową. Z ciekawym ratuszem i ocalalą Bramą Krakowską i wieloma obiektami sakralnymi. I Muzeum Ziemi Wieluńskiej z wielkimi fotografiami miasta zniszczonego podczas wybuchu wojny. Bardzo sympatycznie. A latem, ze względu na pogodę, musi być jeszcze przyjemniej. Z noworocznym pozdrowerem Szy.
  18. Hej, na początku jesieni spędziłem weekend na polsko-słowackim pograniczu - trochę Beskidu Żywieckiego i więcej słowackich Beskidów Kisuckich - czy może raczej Kisuc ogólnie, po słowackie Beskidy oglądałem z dolin. Z całej wycieczki podrzucę Wam dwie dobre rowerowe trasy o których warto pamiętać wybierając się w tamte regiony. Jest ich tam wiele więcej oczywiście, ale te dwie ładnie wpasowują się w weekendową pętlę o której piszę na blogu: http://www.znajkraj.pl/beskid-zywiecki-i-kisuce-rowerem-po-pograniczu-polsko-slowackim Mapa poglądowa tras rowerowych regionu Mała Fatra i Kisuce: Pierwsza ze wspomianych tras to Bystrzycka Magistrala Rowerowa - od czerwonej strzałki gdzie stoi mapa ze zdjęcia aż do sztucznego zbiornika Nowa Bystrzyca układającego się w literę "C" na prawo od strzałki - czerwona linia. Trasę poprowadzono po śladzie nieużywanej od wielu lat leśnej kolejki wąskotorowej. Ma długość około 25 kilometrów, prowadzi cały czas w oddali od wsi i zabudowań - wzdluż rzeki Bystrrzyca. Po drodze zdarzają się miejsca odpoczynku, tablice informacyjne o mijanych wsiach i miejscowościach, kilka drewnianych mostków. Wszystko w świetnym, turystycznym standardzie. Początek w Kraśnie nad Kisucą: Specjalna kładka pod mostem na Bystrzycy: Most miłości pełen kłódek - obok trasy Tablica z historią leśnej kolejki i historią powstania rowerowej trasy. Dolna część po polsku - zawsze! Pozostałości II wojny światowej: Przeciętny widok z trasy: Oddalenie od cywilizacji widać na ujęciach z góry: Dużo ludzi na trasie - rodzin, lokalsów, szosowców, górali... Bliżej rzeki - czasem pojawiają się bariery: Ale nie zawsze: Są niewielkie mostki nad schodzącymi do rzeki potokami: Oznaczenia okolic: Trasa wiedzie południowym brzegiem rzeki, więc właściwie cały czas naprzeciw mamy przyjemne widoki na słowackie Beskidy: Są efektowne, drewniane mosty: I naprawdę nietrudno o innych rowerzystów - nawet wpięknie wpasują się w ustawianą samokę Koniec jednej trasy oznacza początek drugiej - to rowerowa trasa wokół zalewu Nowa Bystrzyca - czarna linia na mapie na pierwszym zdjęciu. Z góry prezentuje się tak: Na początku na wysokości zapory to jeszcze jakieś przebłyski starego asfaltu: Potem robi się terenowo, chwilami mocno terenowo - koleiny po leśnym sprzęcie, jednak generalnie jest dość przyjaźnie nawet z sakwami: Bardzo przyjemny klimat, zupełne odludzie, efektowne widoki: Ślad wycieczki, więcej wrażeń, ciekawe miejsca - na blogu, adres na początku posta Z pozdro Szy.
  19. Cześć, naszego podróżowania rowerem po Niemczech część kolejna. Były góry - Harz, były trasy nadrzeczne - Wezera, trochę Haweli, Łaby, były trasy bardzo leśne - Tour Brandenburg na północy, ale nigdy jeszcze nie było morza. Padło więc w tegoroczną majówkę na niemieckie Morze Wschodnie, czyli polskie Morze Bałtyckie Dodatkową motywacją był start projektu EuroVelo 10, jakie w Polsce realizować będą Pomorze Zachodnie i Pomorskie. Móc zobaczyć, jak wygląda niemiecka trasa, by wiedzieć czego wymagać od polskich samorządów - dla mnie świetna sprawa. Niemcy wzdłuż swojego wybrzeża puścili Ostseeküsten-Radweg, która pokrywa się z przebiegiem EuroVelo 10. W większości to drogi rowerowe lub ciągi pieszo-rowerowe, rzadko drogi publiczne o małym ruchu, czasem miejskie promenady nad morzem. To piąta-szósta najpopularniejsza turystyczna trasa rowerowa w Niemczech według ADFC. Zaczęliśmy w Lubece, skąd dojechaliśmy nad Bałtyk, a potem pięc kolejnych dni posuwaliśmy się na wschód, do Stralsundu. Po drodze Wismar i Rostock. Wszystkie cztery miasta to dawna potęga Hanzy. Nie zobaczyć ciekawego muzeum Hanzy na początek - niemożliwe. Niestety, trzeba było wyjść po trzech godzinach, by jednak trochę pokręcić tego dnia. Szkoda, bo właściwie można tam spędzić cały dzień. Lubeka klimatem przypominała mi bardzo Gdańsk. Ta sama gotycka dusza, te same powojenne plomby. Tylko można sobie wyobrażać, w jakim innym świecie żylibyśmy - i w Polsce, i w Niemczech, gdyby nie bombardowane miasta. Po Lubece był ciekawy Wismar, który - dzięki nieosiągalnej w Lubece ciszy i spokojowi - podobał nam się chyba najbardziej. Dalej mniej porywający Rostock, za to ze świetnym rejsem do Warnemunde, a na koniec Stralsund - z kolorowym kościołem św. Mikołaja i fajnym Ozeaneum (oceanarium), ciekawym chyba dla każdego. Na trasie sporo ciekawostek, które sprawiają, że jest naprawdę ciekawie. Ot, podnoszony most drogowy w Lubece - naprawdę robi wrażenie, gdy nagle staje przed Tobą kilkanaście pięter asfaltu. Albo to, że Lubeka jest stolicą.. marcepanu. I wiele więcej. Gdyby udało się taki produkt stworzyć w Polsce, byłoby wyśmienicie. Trochę się obawiam pójścia na skróty w wielu przypadkach, prowadzenia szlaku w Polsce po po prostu zwykłych szosach, zamiast inwestowania w separowane trasy na uboczu. Ale - może? Nasza relacja na blogu, zapraszam: http://www.znajkraj.pl/szlakiem-wybrzeza-morza-baltyckiego-rowerem-po-niemczech Wybrane momenty: Tak bardzo często wygląda trasa - asfaltowy dywanik, wybrzeże. Tu chyba dwie foty z półwyspu przed Stralsundem, gdzie chyba był najdłuższy pojedynczy, ciekawy odcinek trasy: Takich obrazków "z katalogu" było mnóstwo. Okazuje się, że to właśnie w Rostocku zbudowano pierwszy taki charakterystyczny kosz plażowy: Bułka z rybą (do wyboru mnóstwo gatunków) do dostania w każdej z miejscowości. To jak podają - klasa. Pycha! To niemieckie spojrzenie na wojnę - nie pamiętam jednego miejsca w Polsce, gdzie stoi ruina kościoła. Tu zostawia się ślady, zarysy budynków, itp. jako pomniki wojny. Tu dzwony, które upadły podczas bombardowania w 1942 i tak leżą do dziś. Cała Lubeka fajna. Może to Gdańsk nas nauczył takiego sentymentu do nadmorskich miast. Takie widoki - uwielbiamy! Bardzo polecamy. Dotrzeć do Lubeki można bezpośrednio regionalnym połączeniem ze Szczecina. Szy.
  20. Hej, jesienią, po wycieczce po Beskidzie Śląskim, przejechałem się jeszcze dookoła Tatr. W końcu. Zmotywowała mnie do tego nowa trasa rowerowa, jaką budują wokółtatrzańskie gminy. Ale potraktowałem to też jako fajne, porównawcze tło przed czekającą mnie i pewnie wielu z Was jazdą po Green Velo. Warto wiedzieć, jak taki sam szlak robi się na Podhalu. Po wrażenia turystyczno-krajoznawcze (między innymi po piękną inwersję termiczną w Szczyrbskim Plesie) jak zawsze zapraszam na strony bloga... Rowerowa wycieczka dookoła Tatr - Znajkraj. Blog podróżniczy ... a tutaj będzie tylko o tym, jak wygląda nowy "Historyczno-Kulturowo-Przyrodniczy szlak wokół Tatr". Wygląda naprawdę nieźle. Pierwszy odcinek został poprowadzony śladem dawnej linii kolejowej z Nowego Targu do Trsteny na Słowacji. To 40-50 kilometrów ciągłej jazdy, gładkim asfaltem. Niestety, z powodu różnic poziomu gruntu wokół szlaku - dawnego nasypu kolejowego, zdarzają się rzędy barierek, w dodatku dość agresywnie malowanych. Jest wiele miejsc, gdzie poustawiane na siłę wokół przejazdów i w miastach... męczą. Ale jak męczą barierki, to dają odetchnąć widoki. Dawna trasa kolejowa, jak to zwykle bywa, biegnie z dala od szos i jedzie się naprawdę świetnie, z polami, lasami wokół i widokami na góry. Obawiam się, że to będzie coś, czego właśnie najbardziej będzie brakowało na Green Velo, gdzie tak wiele szlaku pociągnięto po prostu po szosach. Infrastruktura - super. Jeśli jedziecie sobie szlakiem i nagle zaczyna majaczyć gdzieś w lesie wiata, z paleniskiem, mnóstwem miejsca wokół, gdzie nawet do środka wejdzie namiot w przypadku jakiegoś większego kryzysu pogodowego, specjalnie wybudowana właśnie dla Was... Jeśli kawałek dalej przez Czarny Dunajec jedzie starym mostem kolejowym, wyremontowanym właśnie dla Was, a po drodze mijacie wciąż porządne, stylowe, po prostu ładne wiaty z ławkami... Chce się jeździć, naprawdę. Brakuje toalety w takim miejscu, ale może za szybko chciałbym ją widzieć, tam wciąż trwały prace budowlane. Wielkie pytanie o przyszłość. Bo w tej chwili z coś koło 300-kilometrowej trasy wybudowano kilkadziesiąt kilometrów z Nowego Targu, kilkanaście kmów gdzieś na Słowacji, w okolicach Popradu, kawałek koło Liptowskiego Mikułasza. Nie wiem, czy trwają kolejne prace budowlane, przetargi, projekty? Ciekawe, nawet fajne, że szlak nie ma prowadzić najkrótszą pętlą, a szeroko, dolinami, obchodzić całe Tatry aż po (chyba) Pieniny. Może ktoś z Was wie, co słychać w sprawie kolejnych fragmentów? Genialne, że trasa zimą będzie wykorzystywana na biegówki. Już zeszłej zimy udało się raz wyratrakować (!) ją z Nowego Targu aż do Orawic. To dokładnie tak powinno działać! Foty. Początek w lesie koło Nowego Targu: Między Nowym Targiem a Czarnym Dunajcem: Most nad dopływem Czarnego Dunajca: Tak się odpoczywa: Takie różne kombinacje słupkowe: Wzdłuż szosy do Nowego Targu: Świetna wiata z paleniskiem: Rowerowy most: W okolicach granicy PL-SK: Już po stronie słowackiej: Plus kilka nierowerowych zdjęć z trasy - więcej na stronie. Pozdrower! :] Szy.
  21. Cześć, pierwsza część rowerowych wakacji w tym roku - Jura Krakowsko-Częstochowska. Trasa krótka - po śląskiej części, bo jeszcze czekały inny miejsca. Auto zostaje w Częstochowie, na rower i powrót pociągiem z Zawiercia. Nie byłem na Jurze kilka lat, a na rowerze - ze 25. Mnóstwo rzeczy się zmienia. W większości na dobre, choć czasem ręce człowiekowi opadają gdy widzi, jak wygląda spędzanie wolnego czasu w Polsce. No cóż, wymagać by wszyscy jeździli podczas urlopu na rowerze to jednak za dużo Najfajniejsza rowerowa zmiana na Jurze - około 20-30 kilometrów regularnych, "europejskich" dróg rowerowych wokół Żarek - Żarki, Ostrężnik, Przewodziszowice, Mirów. Prawdziwe, asfaltowe trakty przez lasy, z miejscami postojowymi, z których kilka może być i biwakowymi - w spokojnych miejscach na uboczu. Oczywiście wyznakowane że tylko dla rowerów, ale i tak lokalne patafiany robią sobie skróty samochodami. Szkoda, bo jeśli na jednym kilku krętych zjazdów spotkać się wyjeżdżającym z zakrętu autem... Trzeba będzie mieć szczęście, dużo szczęscia, by wyjść z tego cało. Jednak drogi są, proszę jeździć dużo i głośno o tym mówić, by lokalne samorządy widziały, że zrobiły coś wyjątkowego. Bo zrobiły! Droga chyba ma jakiś istotny status, że stawia się na niej tablicę z nazwą miejscowości? Poza tym szlaki na Jurze są mocno "klasyczne". Tu jakaś gruntówka, tam kawałek przez las - taka zwyczajowa polska turystyka rowerowa. Większosć odcinków bardzo w porządku, klimatyczne odcinki po jurajskich lasach, czy nad Wartą, zaraz koło Częstochowy... ... choć czasem jest i tak, i tak: Nie są to na szczęście odcinki kilometrowe, ale czasem człowiekowi chodzą po głowie myśli, że trzeba mieć było sporo fantazji byakurat tam prowadzić trasę, podczas gdy niedaleko prowadzi rozsądny gruntowy objazd. A może to po prostu cisza przed kolejnymi inwestycjami i nie ma sensu już mieszać w dawnej rowerowej materii? Mam nadzieję. Generalnie cisza, spokój, także lokalne puste asfalty, szerokie szutrówki. Mimo niewątpliwej popularności regionu to wciąż takie okolice, że można sobie stanąć na środku drogi, wyciągnąć bidon i bezstresowo odetchnąć pełną piersią. Na Jurę jedzie się oczywiście po zamki. Tych jest sporo, nie ma co Wam tutaj przewodnika pisać, bo podejrzewam że Jura jest w topie tego typu wydawnictw. Więc tylko historia taka, która nam bardzo się podobała: zamek w Bobolicach. Kupił dawną, piękną ruinę człowiek - tę ze stojącą jedną ścianą z oknami, na pewno znacie. Nie było dawnych planów, wskazówek jak odbudować. Więc chyba tak trochę po swojemu zbudowali takie coś: Jak to w Polsce - jednych oburza, drugich mniej, a takich nas - w ogóle. Nam się podoba. Trudno nam widzieć w tym "disneyland", jak gdzieś czytaliśmy. Dla nas to rzeczywiście pobudzająca wyobraźnię próba przywrócenia historii. Gdyby tak odbudować więcej pałętających się po Polsce zrujnowanych zamków? I jest coś jeszcze wokół - jakaś minimalna klasa. Nie ma dziesiątek straganów, zapiekanek i hot-dogów. Jest elegancka kawiarnia, kawałek dalej hotel. Życzyłbym sobie więcej takiego miłego tchnienia Europy jak w Bobolicach. Z miłych nam akcentów jeszcze... jedzenie. Po raz kolejny na Jurze rowerową marszrutę wytyczały nam między innymi "Śląskie Smaki" - śląski smak kulinarny. I tak trafiliśmy do hodowli ryb w Sygontce, na północ od "właściwej" Jury, za Złotym Potokiem. Na talerzach rosół z jesiotra, a potem pierogi z pstrągiem i suszonymi pomidorami. Wyjazdowo miejsce kompletne - siadasz na słoneczku, na stole pyszne żarcie, obok piwko i wiesz, że u góry czeka na Ciebie łóżko. I że już naprawdę nic dzisiaj nie musisz... Następne takie rybne miejsce jest w Złotym Potoku. Z Sygontki, z której wyjeżdżaliśmy, to było ledwie kilka kilometrów, a że nie przywykliśmy takich miejsc opuszczać, więc rybę na obiad mieliśmy na śniadanie. Cały Złoty Potok ciekawy, z pałacem, dworem, Bramą Twardowskiego, wspomnianą hodowlą, fajnym szlakiem rowerowym lasem, zamiast przejazdu ruchliwą trasą, o, między innymi tutaj, nad stawem "Amerykan": To co nam się jeszcze wyraźnie rzuciło w oczy, to projekt unijny który przyniósł na Jurę dziesiątki miejsc postojowych jak to - tu w okolicach Zawiercia: Stawiane rzeczywiście przy szlakach rowerowych wyglądają efektownie, może skromnie, ale bardzo przyjemnie "eko". Gdyby jeszcze trochę podciągnąć w górę standard rowerowych tras i z piaszczystych, naturalnych zrobić je chociaż utwardzanymi szutrami. Jak w Borach Tucholskich, na Kaszubskiej Marszrucie? Byłby następny rowerowy hicior. I tyle rowerowo w pigułce. Więcej krajoznawczo, więcej wrażeń, 150 zdjęć i cały ślad trasy jak zawsze na blogu, zapraszam www.znajkraj.pl/szlakiem-orlich-gniazd-slaskie-na-rowerze Z pozdrowerem Szy.
  22. Cześć! Potrzebuję pomocy. Mianowicie... moje sakwy Crosso Dry po wyprawie śmierdzą miałem, torfem i kartoflem. Wietrzyłam, pobieżnie myłam, ale efekt wewnętrznego smrodku się utrzymuje. Stosował ktoś jakieś specjalne patenty? Ponoć jakiejś mega chemii nie powinno się stosować tak jak i szczoteczki. Próbowałam czegoś szukać na forach o konserwacji ale w sumie na marne. Uwaga- głupi pomysł (a może jednak dobry). Zastanawiam się czy jakbym zalała je w środku wodą z jakimś płynem do płukania na jakiś czas czy coś by się stało ze szwami, które są zgrzewane. Pragnę znów czuć zapach rumianku w moich tobołach! (Dobra, może nie rumianku ale jakiś normalny, przyjemny co by nie smrodziło ciuchów) Ktoś jakieś pomysły? Własne doświadczenia?
  23. Dzień 1-5. http://www.forumrowerowe.org/blog/333/entry-920-podlaski-jesienny-sprint-2014/ Dzień 6 ... powrót Trasa ... Czeremcha - Tokary - Mielnik - Siemiatycze. Budzę się na chwilę przed wschodem słońca i widzę zapowiadający się piękny dzień. Obserwuję pierwsze oznaki budzącej się natury. Powoli robię śniadanie i je konsumuje. Jednak niedane mi było dokończyć posiłku gdyż w okół mnie zaczyna się przepiękny spektakl światła i porannych mgieł. Rzucam posiłek i fotografuję jak oszalały! Światło co chwila zmienia się i pokazuje naturę w całkiem nowych barwach. Poezja! Wieś także zaczyna żyć swoim codziennym życiem A spektakl nadal trwa. https://fbcdn-sphotos-c-a.akamaihd.net/hphotos-ak-xpf1/v/t1.0-9/p180x540/10354887_715250088528638_6232936011352473270_n.jpg?oh=a58d6d9074fbc94938d637818ce93d6b&oe=55415B51&__gda__=1429955308_57a6fc4e30821fddb3008357c4f1278f https://scontent-a-fra.xx.fbcdn.net/hphotos-xap1/v/t1.0-9/10393963_715252188528428_5521130612338575202_n.jpg?oh=299efc9c5d2c217da0a3c85ac2935152&oe=54FA61AF https://fbcdn-sphotos-g-a.akamaihd.net/hphotos-ak-xpa1/v/t1.0-9/10484944_715252495195064_468940711472961221_n.jpg?oh=61ce59b23f3b481a5c7652dbcf743e0f&oe=55017235&__gda__=1430385928_99a514a8b10a961e93f025ddc734d1b8 Gdy mgły się rozwiały i słońce zakończyło malować naturę swym światłem dopijam zupełnie już zimną herbatę, pakuję się i z wielkim żalem ruszam w dalszą wędrówkę. https://scontent-b-fra.xx.fbcdn.net/hphotos-xpf1/v/t1.0-9/r90/10177413_715253198528327_6964908955903113094_n.jpg?oh=3844bcdb4b8f4eb3d4728eb7b34806df&oe=54FC2D65 Kieruję się ku jednej z większych mieścin na Podlasiu, Czeremchy. Tuż przed miasteczkiem na sporej wielkości cmentarzu napotykam kolejną cerkiew. https://fbcdn-sphotos-e-a.akamaihd.net/hphotos-ak-xpa1/v/t1.0-9/1555470_715253398528307_742449625268122516_n.jpg?oh=2fd836ba1fd220c4b352ebbd9fa4880b&oe=55031BF8&__gda__=1429845882_6cd0d34121e559293888f689678ae418 https://fbcdn-sphotos-a-a.akamaihd.net/hphotos-ak-xfa1/v/t1.0-9/r90/1920139_715253421861638_588674642476754741_n.jpg?oh=8a2973fb422eef74296889a477bcc20c&oe=55064EE9&__gda__=1426554628_58c41283834f5670718052a0dc4bcb69 Zajeżdżam na stację, patrzę na rozkład a tu szok! Tak zwariowanego rozkładu jeszcze nie widziałem! Pociągi pojawiają się w różnych dniach tygodnia o różnej porze... bywaja dni, że jednego dnia jest ich kilka a też są dni, że w ogóle nie ma żadnego składu. Mój pociąg będzie za ponad 8 h więc postanawiam zwiedzać dalej. W tej miejscowości znajduje się wielki niepozorny budenek... https://scontent-a-fra.xx.fbcdn.net/hphotos-xfa1/v/l/t1.0-9/10177288_715254015194912_201070358755693604_n.jpg?oh=c628a3b0eeb6d27b1679bfbb7d73994c&oe=5500178D ...ale za to z bardzo ciekawym wnętrzem https://scontent-a-fra.xx.fbcdn.net/hphotos-xaf1/v/t1.0-9/10624659_715253681861612_5179786172490917607_n.jpg?oh=1f73909e169b409f14be586108ab792b&oe=553B1BAF Lokalnymi asfaltami docieram do kolejnej cerkwi. Tym razem jest to mały drewniany obiekt. Jest w remoncie. https://fbcdn-sphotos-a-a.akamaihd.net/hphotos-ak-xpa1/v/t1.0-9/r90/1798755_715254381861542_2929983512729295925_n.jpg?oh=0a7330a7842f3ed211933df646669b8b&oe=55076BD2&__gda__=1430215145_8b4823e9e4d8aa4f454208585e9f1832 https://scontent-b-fra.xx.fbcdn.net/hphotos-xfp1/v/t1.0-9/r90/1959239_715254331861547_2059035786449129704_n.jpg?oh=57862f001a9ffa49927a17138fc97ac7&oe=55054C7E https://fbcdn-sphotos-d-a.akamaihd.net/hphotos-ak-xpa1/v/t1.0-9/q81/p180x540/10665102_715254185194895_4288735455508146137_n.jpg?oh=bac011fc5e4abeb0c7da186f4532693c&oe=553D5864&__gda__=1430084450_af143d4a65af858c0f595def7ab48269 Wskakuję z powrotem na rower, rozpędzam się i prawie natychmiast hamuje. Kątem oka zauważyłem dziwną budowlę. https://scontent-b-fra.xx.fbcdn.net/hphotos-xpf1/v/t1.0-9/r90/10390554_715254598528187_7856135039210020918_n.jpg?oh=fb05645829b84b9eb46f9475bb2aed70&oe=5545416E Po dokładnym obejrzenie spostrzegam, że jest to pokaźnych gabarytów zapora stworzona przez małego bobra. Biedaczysko musiał niezłą ilość godzin spędził przy kleceniu tak misternej budowli. https://scontent-a-fra.xx.fbcdn.net/hphotos-xfa1/v/t1.0-9/p180x540/1959388_715254798528167_4502364208844687443_n.jpg?oh=a95559c2c1bcd098223775581df194be&oe=55405770 https://fbcdn-sphotos-e-a.akamaihd.net/hphotos-ak-xaf1/v/t1.0-9/p180x540/10177288_715255271861453_4297386583938470795_n.jpg?oh=5c275b3edc2d8979b7799091499c20c6&oe=5508FE28&__gda__=1426800079_0d1c107e69dabc2ac848c2c43dc7a59b https://fbcdn-sphotos-a-a.akamaihd.net/hphotos-ak-xap1/v/t1.0-9/p180x540/943635_715255441861436_1701262122872299101_n.jpg?oh=9ffecf1767e11976930b872b151c83f1&oe=553CA1D0&__gda__=1430334997_1abb52ea4d557ec4fdcd2e0333cc90f2 Na mojej liście podlaskich budowli pojawia się kolejny obiekt zabytkowy https://fbcdn-sphotos-b-a.akamaihd.net/hphotos-ak-xpf1/v/t1.0-9/r90/s720x720/1000273_715255681861412_2938722024122664308_n.jpg?oh=5e843ab349ee16351b83ce97b07830c9&oe=553B1269&__gda__=1429878497_02440a3e5628c6c7786ec0e13519a928 https://scontent-b-fra.xx.fbcdn.net/hphotos-xpf1/v/t1.0-9/p180x540/1601265_715255961861384_1276435337326652423_n.jpg?oh=f6797c42b93226f74265d27c0cf8e4aa&oe=55048AD6 Cały czas poruszam się wzdłuż granicy z Białorusią więc wpadam na kolejną zabytkową cerkiew położona kilkaset metrów od wschodniego sąsiada. https://scontent-b-fra.xx.fbcdn.net/hphotos-xfp1/v/t1.0-9/p180x540/10710732_715256405194673_6337770133945523241_n.jpg?oh=4e5192322b2730fb3e238960563f0eee&oe=55011107 https://scontent-b-fra.xx.fbcdn.net/hphotos-xpf1/v/t1.0-9/r90/s720x720/1486854_715256755194638_3135786161397119356_n.jpg?oh=f27ce64d03aa12cc44b8084884802b8a&oe=5508A50A https://fbcdn-sphotos-g-a.akamaihd.net/hphotos-ak-xpa1/v/t1.0-9/r90/s720x720/10685335_715256491861331_8287582063195156279_n.jpg?oh=3e7e467b93c142abbd53a09f87dd09ff&oe=553C1A4E&__gda__=1430443336_f24e1d264fa8e022e622e0f2e9afbdc4 W dniu dzisiejszym zwiedziłem ponad 4 cerkwie i w każdej trwały intensywne prace budowlane. Zbieg okoliczności? Znowu siedzę na siodełku. W moim planie jest dojechać przez okoliczne lasy do Buga by nad jego brzegiem poruszać się w kierunku linii kolejowej. Jednak las w jaki wjechałem okazał się gigantycznym kompleksem leśnym z mnóstwem mało intuicyjnych przecinek. Jedna z nich okazała się ślepą uliczką więc rezygnując z pomysłu podążyłem bezpośrednio na zachód w kierunku Mielnika. https://scontent-a-fra.xx.fbcdn.net/hphotos-xfa1/v/t1.0-9/q86/p180x540/10154062_715256931861287_1308215519582158411_n.jpg?oh=f3641e244ade69e8c4533f38591b0483&oe=5543A975 https://scontent-b-fra.xx.fbcdn.net/hphotos-xpa1/v/l/t1.0-9/p180x540/10516881_715257168527930_2948140058442168178_n.jpg?oh=cebf1c83eb36ae5cb8d964a07866ca37&oe=5500197E Na jego skraju zaglądam jeszcze do gigantycznej dziury jaką była kopalnia kredy. https://fbcdn-sphotos-b-a.akamaihd.net/hphotos-ak-xpa1/v/t1.0-9/p180x540/10639609_715257081861272_976867702556686810_n.jpg?oh=80ee702b07a4aa7823c8c5dc88134f0c&oe=5546EE94&__gda__=1425961283_99d6a897562a29c197d3da271380e48b https://fbcdn-sphotos-c-a.akamaihd.net/hphotos-ak-xap1/v/t1.0-9/p180x540/10501749_715257348527912_4334382415253559086_n.jpg?oh=9992ec48f4645da15aa8c66ae85e6252&oe=550DF252&__gda__=1425679116_fd3296e5cbbe578c502abd6791dd78f2 W Mielniku byłem wiele razy więc nie skupiałem się na licznych zabytkach tylko przemknąłem przez tą już bardzo wyludnianą mieścinę. https://scontent-a-fra.xx.fbcdn.net/hphotos-xaf1/v/t1.0-9/p180x540/10687116_715257525194561_5340357358079805737_n.jpg?oh=a3951c35994065a49cf6824fe069a110&oe=5539C491 https://fbcdn-sphotos-f-a.akamaihd.net/hphotos-ak-xfp1/v/t1.0-9/q84/p180x540/10710733_715257405194573_663849556763512469_n.jpg?oh=184314f5e3b93fd1e5ba262b443534f0&oe=550B70CF&__gda__=1426374386_eb95063e36c157341c0a20517bbcdf8c Zmierzając w kierunku Siemiatycz jeszcze zaglądam do jednego z licznych bunkrów rozsianych po okolicy. https://fbcdn-sphotos-d-a.akamaihd.net/hphotos-ak-xpf1/v/t1.0-9/p180x540/1653674_715257478527899_7667137764065323412_n.jpg?oh=b7cd12ddec525f397e32d483f7a41de7&oe=55041ED8&__gda__=1425681759_6ed7a143558f97dee6fbd3ff836b2fc1 https://scontent-a-fra.xx.fbcdn.net/hphotos-xap1/v/t1.0-9/q81/p180x540/1798577_715258075194506_5611355872297868555_n.jpg?oh=32910fbb1084531b6b38ba127bd7a9a3&oe=54FD8197 Docieram do Siemiatycz, jem obiad i wracam do stacji kolejowej odległej o wiele km od centrum miasta. Na tym kończę mój mocno przedłużony podlaski rowerowy weekend, który był pod szyldem ...W poszukiwaniu jesieni. https://fbcdn-sphotos-h-a.akamaihd.net/hphotos-ak-xfp1/v/t1.0-9/10712980_715228541864126_5190491274455122399_n.jpg?oh=88b4d855db33db4a4975e2d2084acd40&oe=54FD65ED&__gda__=1426959460_79ff77e39a6e7d4a30c8b78a23b35926
  24. Podlaski sprint, jesień 2014 Pomysł wypadu na Podlasie zrodził się przy okazji weekendowego wypadu rowerowej grupy TTX. Ich celem było zwiedzanie Białegostoku i okolic. Ja postanowiłem ów wypad nieco rozszerzyć. Moje plany były nie sprecyzowane. A oto co z tego wynikło. Dzień 1 ... dojazd. Trasa...Małkinia - Zaręby kościelne - Wysokie Mazowieckie Do Małkini dojeżdżam pociągiem. Szybka przekąska w lokalnym barze i startuję na żółtą drogę. Jest mało ciekawie więc odbijam na lokalne drogi. Ruch zdecydowanie słabnie ale widoki wcale się nie poprawiają mimo, że teren zaczął nieznacznie falować. Okolica jest nastawiona na produkcję bydła więc większości to same łąki. Tylko raz udało mi się zawiesić oko na kwitnącym rzepaku. Planowałem dojechać aż pod Narew ale krótki jesienny dzień sprawił, że tuż za Wysokim Mazowieckim słońce w bardzo szybkim tempie chowało się za horyzont. Byłem na łąkach więc groziła mi poranna rosa. Chcąc uniknąć pakowania mokrego namiotu schroniłem się do małego składziku na tyczki. Tyczki od pomidorów na niekończącej się łące? Dziwne. Pomachałem trochę siekierką i mogłem walnąć się do wyra. Dzień 2... jazda dookoła własnego cienia. Trasa... Wysokie Mazowieckie - Białystok - Święta Woda - Czarna Białostocka - Supraśl Temperatura w chatce szybko osiągnęła temperaturę jaka była na zewnątrz ale przynajmniej wszystko było suche zwłaszcza, że o poranku lekko siąpiło. Rezygnuję z jazdy w deszczu aż do samego Białegostoku i posiłkuję się koleją. W Białymstoku było nie wiele lepiej. Na rynku szukam czynnego baru mlecznego i zajadam olbrzymią jajecznicę. Po posiłku snuję się białostockich uliczkach i grubo przed czasem zajeżdżam na stacje po resztę ekipy. Pojawia się słońce i zaczyna od razu przypiekać jak w lecie. Ponownie zajeżdżam na rynek, który w porannym słońcu zdecydowanie lepiej się prezentuje niż podczas deszczu. Trochę zwiedzania. Tu mamy Pałac Branickich. Z Białegostoku przewodnik-organizator prowadzi po DDRach wzdłuż głównych arterii wylotowych miasta. Koszmar! Próbuje negocjować nad zmianą trasy na jakąś bardziej lokalną ale pozostał niewzruszony. Dojeżdżamy planowo do Świętej Wody. A póżniej kręcimy się w kółko lokalnymi szutrowymi drogami. Czarna Wieś Kościelna. Zajeżdżamy z wizytą do kowala, który już dawno przerzucił się z kowalstwa użytkowego na kowalstwo artystyczne. Starzec z długą siwą brodą okazał się rubasznym gadułą więc płeć piękna była lekko zażenowana. Nad lokalnym zalewem koło Czarnej Białostockiej. Ciekawostką jest fakt, że swego rodzaju estrada znajduje się na wielkim molo na dość dużej części jeziora. W planie była także wizyta do łyżkarza ale zmotoryzowani nas ubiegli. Alternatywą był rajd po lokalnych kościołkach. W trakcie szybkiego zmierzania na obrado-kolację w Supraślu udało mi się jeszcze uchwycić ostatnie chwilę zachodzącego słońca. Po posiłku grupa ląduje pod dachem a ja obieram kurs na lokalne pole namiotowe. Tuż po wyjechaniu z miasta od razu błogosławię moje super mocne oświetlenie przednie. Bez najmniejszego trudu poruszam się po leśnych drogach odnajdując szeroką polankę. Czekam kilkanaście minut aż okolicznych krzaków wyjadą dymanko-samochodziki i rozbijam się. Dzień 3 ... w poszukiwaniu przestrzeni. Trasa ... Supraśl - Surażkowo- Kopna Góra - Szudziałowo - Krynki - Studzianka Noc była chłodna ale mój zimowy śpiwór sprawował się wyśmienicie. Poranek oczywiście przywitał mnie gęstą mgłą i wielką rosą. W oczekiwaniu na pierwsze promienie słońca zrobiłem sobie w klapeczkach pieszy tour po okolicy. Oglądam cudny wschód słońca nad Supraślą. Po śniadanku, pieczona kiełbasa z ogniska, zebrałem się ruszyłem na objazd Supraśla. Ekipa jakiś czas temu pojechała więc ja udałem się swoją drogą po okolicznych lasach. Kręte drogi i kopne piachy nie dawały najmniejszej satysfakcji z jazdy. Surażkowo. Dojechałem do wsi zabitej dechami...dosłownie. Tuż za nią otworzył się widok na bagienny rezerwat przyrody. ..i dopływ Supraśli. Koło Arboretum w Kopnej Górze spotykam oto taki dziwny znak. Strach się bać??? Spotykam ekipę, witam się i zarazem się z nią żegnam. Jazda szlakiem, którym właśnie przejechałem nie bardzo mnie interesuje. Dalej jadę lokalną nitką asfaltową. Koło niej spotykam polującego w ściernisku lisa. Wierzchlesie. Po wyjechaniu na szutry można było się wreszcie rozpędzić a teren zaczynał lekko falować. Otworzył się surowy jesienny wiejski krajobraz. Dojeżdżam do miejscowości Krynki. Jedyna knajpa była zarezerwowana więc głód zaspokoiłem nieśmiertelnym kebabem. Trochę zwiedzania i dalej w trasę. Planowałem jechać asfaltem do Bohonik ale pomyliłem trasę i wylądowałem na szerokich szutrach prowadzących obrzeżami Puszczy Knyszyńskiej. I dobrze bo ruch na nich był praktycznie żaden. . Dojeżdżam do wątpliwej atrakcji. Od razu klimat zaczął się psuć. . Popsuła się także jakość dróg. Na godzinę przed zmierzchem spostrzegam ambonkę. Okna, drzwi i ławeczka! Super! Takiej okazji nie mogłem przepuścić. . Rozgaszczam się na noc. . Dzień 4 ...samotność sakwiarza. Trasa... Gródek - Jałówka - Siemianówka - Narewka - Białowieża O świcie, standard...Pojawiają się mgły. Silne promienie słońca szybko je jednak rozpraszają i mogę cieszyć się kolorami jesieni. . Humor wyraźnie mi się poprawił tak samo jak poprawiła się nawierzchnia drogi. Mijam drogę Białystok-Bobrowniki i ponownie ląduję na lokalnych asfaltach prowadzących do mieściny o nazwie Gródek. . Chyba tylko na Podlasiu można spotkać taką symbiozę chrześcijaństwa i prawosławia. Zjeżdżam z asfaltu i kieruję w okolicy wsi Straszewo na szlak pieszy. Prowadzi niesamowicie prostym i malowniczym duktem leśnym. I znowu czuję ogrom przestrzeni mimo iż cały czas jestem w lesie. . Lokalne nadleśnictwo dba o dziką zwierzynę. . Dojeżdżam do kolejnej wsi. Znajduję pozostałą starą drogę brukową. Jadę nią wzdłuż starych zabudowań. . Zaskoczyła mnie ogrom przestrzeni jaka znajdowała się po za nikłym drewnianym płotkiem . Trochę kluczenia po polach i ponownie jestem na szerokich leśnych szutrach prowadzących do Jałówki. . Po drodze jeszcze odbijam zobaczyć kolejną zabytkową cerkiew. W Jałówce zatrzymuje mnie Straż Graniczna. Kilka szybkich pytań o pobyt, trasę i noclegi. Udzielam ogólnikowych odpowiedzi. W zamian jednak otrzymuję szczegółową informację jak trafić do ruinek w Jałówce. Pojechałem tam. Wycofując się z Jałówki tuż przy samym rynku wpadam na piękną zabytkową cerkiew. . Kiedyś w Jałówce był hotelik w którym można było się posilić. Niestety po nim pozostały tylko wspomnienia. Najbliższa knajpa była w Michałowie oddalonej wiele km. Chwila zastanowienia. Nie! Nie po drodze. Wyjmuję maszynkę i na tarasie przy remizie robię sobie obiad ze słoiczka. Posilony jadę w kierunku zalewu Siemianówka. . Na drodze napotykam wygrzewającego się padalca. Mam nadzieję, że nie podzieli losu kilku innych, które zginęły pod kołami z rzadka jeżdżących samochodów. Po drodze oglądam tradycyjne wiejskie drewniane chałupy, które powoli są zastępowane przez murowane klocki. Przez łąki dojeżdżam do zalewu. Zastanawiam się czy go objechać i czy pokonać groblą? Dookoła już raz jechałem więc pora na jazdę groblą. . Dojeżdżam do linii kolejowej i spotykam wolno sunący skład towarowy na Białoruś. Pomiędzy torowiskiem położonym na wysokim nasypie a brzegiem zalewu biegnie droga gruntowa. Mogłaby być to malownicza trasa ale spotykam wiele śladów bytności po tubylcach. Przy każdym ognisku walały się puszki, butelki i wszelki niepotrzebny sprzęt wędkarski. MASAKRA! Świadomość ekologiczna tubylców nie bardzo różni się od ludów Afryki. Tuż koło mostu spotykam kolejną straż graniczną. Tradycyjne pytania, tradycyjne odpowiedzi i ... troska pograniczników. Miałem się spodziewać zimnych nocy. Ha, ha...Te noce już miałem za sobą. Wjeżdżam na most i .... . .... jestem w kolejnej krainie. Krainie żubra. . Do Narewki dojeżdżam po mało uczęszczanych asfaltach. Robię szybkie zakupy w lokalnym markecie i ponownie jestem na szerokich szutrach. Tym razem jestem w Puszczy Białowieskiej. Zbliża się powoli zmierzch więc zaczynam się rozglądać za jakimś miejscem noclegowym. Nie widzę ani ambonki ani fajnej polanki. Nagle tuż obok drogi wyłania się miejsce postoju z wielka wypasionym domkiem. Jest to raczej wiata bo nie posiadała drzwi. . Rzut oka do środka i widzę, że będzie to mój hotelik na tę noc. Na belkach stropowych układam porozrzucane deski i mam piękne legowisko. . W obawie przed zwierzyną wszelkie jadło także ląduje na górze. Tymczasem tuż po zapadnięciu zmroku nadjeżdża samochód, wyłania się para kieruje swe kroki na bzykanko. Szybko robię rumor. Odnoszę sukces. Kobiecina w popłochu krzyczy, że to jakiś zwierz grasuje i czym prędzej umyka do autka. Koleś nieco sie waha ale też daje nura do swojej bryki. Mam chatkę tylko dla siebie. Dzień 5 ...o krok od sąsiada. Trasa ... Białowieża - Topiło - Wygon - Policzna Noc była zadziwiająco spokojna. Żaden zwierz nie zakłócił mi spokoju. Dojeżdżam do Białowieży. Na granicy miasteczka dostrzegam skansen więc kieruję swoje kroki do środka. . Następnie kieruję się na objazd miasteczka w tym zabytkowej stacji w której to ulokowała się ekskluzywna restauracja. Właścicielowi było mało więc otworzył hotel...hotel urządzony w zabytkowych wagonach. Każdy wagon do osobny pokój o naprawdę wysokich standardach. Jem wczesny obiad, ale w innej, lokalnej restauracji i ponownie zagłębiam się w las. Kieruję się nadal na południe. . Puszcza Białowieska to rezerwat lasów naturalnych więc wszelkie bagienka to norma. Gdyby nie grobla to bardzo ciężko byłoby się po tych lasach przemieszczać. Wzdłuż torów pozostałych po kolejce wąskotorowej dojeżdżam do wsi Topiło. Ponownie jestem na szlaku ale coś mnie tchnęło i zjeżdżam ze szlaku prosto ku najbardziej odległej wsi wciśniętej tuż pod granicą Białoruską. Jestem we wsi Wygon. Tu niespodzianka ...napotykam na wielką osobliwość galerię leśną. Tuż za Wygonem jest kolejna zapomniana wieś ...Nikiforszczyzna. Mijam ją i jestem w kolejnej wsi o 5-6 osadach. Cudownie! Jeżdżąc tak wzdłuż granicy odkrywam wiele takich zapomnianych wsi oraz wiele ciekawych dróg. Tuż przez zachodem słońca rozglądam się za noclegiem. Spostrzegam daleko pod lasem ambonę. Podążam do niej nieco dookoła po wyjeżdżonej łące gdy wtem pod lasem dostrzegam kolejną ambonkę. Jest ona świeżo postawiona z widoczną jeszcze wiechą. Oczywiście tej nocy jest to moje lokum. Zbieram nieco chrustu i długo siedzę przy ognisku posilając się kiełbasą i sącząc złocisty napój. Dzień 6 http://www.forumrowerowe.org/blog/333/entry-950-podlaski-sprint-dzien-6/
  25. Podróżowanie z dziećmi. Na początku trzeba sobie uzmysłowić, że podróżowanie z dziećmi na rowerze daleko się różni od podróżowania "dorosłego". Widziałem parę, która podróżowała z niemowlakiem. Dziecko było przewożone w foteliku samochodowym w sprytny sposób umocowanym do bagażnika. Osobiście uważam jednak, że było na to stanowczo za wcześnie. Dziecko powinno pewnie siedzieć i trzymać główkę a wówczas mamy dwa sposoby do wyboru: fotelik lub przyczepkę dziecięcą. Osobiście polecam przyczepkę ze względu na wygodę dziecka, bezpieczeństwo a także ładowność. Jednak należy pamiętać, że przyczepka z dzieckiem waży nawet ponad 20 kg, więc dotychczasowe górki mogą być już nie do zdobycia. Jeśli już się zdecydujemy na podróżowanie z przyczepką to należy pamiętać, że dziecko szybko się nudzi trasą, więc będziemy musieli robić przerwy co 15-30 minut. Wiek 5-6 lat. Wiek 5-6 lat, to czas kiedy dziecko wyrasta z przyczepki więc najwyższa pora aby samo jeżdziło na rowerze ... na 2 kółkach. Najlepszym dla dziecka w tym wieku jest rower na kołach 20". Jednak przed pierwsza wyprawą polecam trochę w dziecku zaszczepić żyłkę sportowca. Dobrym na to sposobem jest udział w maratonach rowerowych na krótkich dystansach czyli 5-15 km. Po takim zahartowaniu możemy śmiało wybrać się na tygodniową wyprawę. I tu należy pamiętać o paru zasadach: - dziecko praktycznie nie może mieć żadnego ciężaru na rowerze. Wszelkie jego rzeczy musimy wieźć za niego. - tempo jazdy dostosowujemy do dziecka, a to będzie wynosić nie więcej niż 10 km/h - dystanse jakie będziemy pokonywać będą niewielkie. Zalecam co 2-5 km robić przerwy podczas jazdy urozmaicając je o różnego rodzaju atrakcje typu: lody, lokalne place zabaw, zabawy na plaży, zwiedzanie kapliczek, zamków i muzem. - polecam w czasie podróżowania nie patrzyć na licznik i na przejechane km. Najlepszą metodą na udane podróżowanie jest jazda na czas czyli np jazda od godz 9-10 do godz 18-19. Oczywiście nie mam na myśli jazdy non-stop. - ostatnią rzeczą o jakiej musimy pamiętać to fakt, że dziecko nie mając siły w nogach nie będzie wstanie podjeżdżać pod wzniesienia i górki. Dlatego właśnie na początku trzeba wybierać trasy możliwe płaskie. Wiek 9-11 lat W wieku 9-11 lat dziecko nabywa juz sił w nogach i kondycji. Jest to dobra pora aby dziecko zaczęło wozić małe sakwy. Możemy także zmienić rower na większy czyli na 24 calowych kołach. Także i pokonywanie trudności drogowych typu podjazdy czy kopny piach nie będzie już dziecku nastręczać większych trudności. Teraz jak już wiemy co dane dziecko potrafi możemy zaplanować trasę, a trasę należy planować tak aby: - nie poruszać się głównymi drogami gdyż na takich drogach ruch jest przerażliwie duży i szybki więc poruszanie się "czerwonymi" drogami ani nie będzie miłe ani bezpieczne. Także i drogi "żółte" nie nadają sią do turystyki z dziećmi. - poruszać się drogami lokalnymi, które nie prowadzą przez wsie i miasteczka. To zapewni nam niskie natężenie ruchu drogowego. W Polsce prawie każda gmina ma znakowane szlaki rowerowe. Niestety osoby znakujące je ani przez chwilę nie pomyślały o tym, że tymi szlakami będą się poruszać rowerzyści z sakwami w dodatku z dziećmi. Dlatego gdy zobaczymy ów szlak nie podążajmy nim na ślepo! Popatrzmy na mapę i prześledżmy jego trasę. Jeśli biegnie drogami lokalnymi to ok, jeśli jednak prowadzi drogami głównymi, przez duże miasta czy piaszystymi drogami przez pola i lasy to wówczas opracujmy alternatywną trasę. Zanim wyruszymy na pierwszą rodzinną wyprawę po Polsce dobrym pomysłem jest wyruszenie na tygodniową wyprawę po Bornholmie. Dlaczego? Bo ta wyspa jest stworzona do rodzinnej turystyki rowerowej! Małe miasteczka, niskie natężenie ruchu, uwaga kierowców, mnogość szlaków rowerowych i zróżnicowany teren daje okazję do poznania możliwości swoich własnych i swoich dzieci. Wiek 14-16 lat. To już nie dziecko lecz młodzież więc zmieniamy rower na 26 calowe koła i możemy śmiało go w pełni obciążać i pokonywać kilkudziesięcio kilometrowe trasy. Teraz dziecko już nie jest dzieckiem lecz jest partnerem. Tekst i zdjęcia: Robert Ostrowski
×
×
  • Dodaj nową pozycję...