Skocz do zawartości

Wyszukaj

Wyświetlanie wyników dla tagów 'podróże rowerowe' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj za pomocą nazwy autora

Typ zawartości


Forum

  • Sponsorowane
  • FAQ - Najczęściej zadawane pytania
    • Rowerowe FAQ
  • Forum rowerowe! Sprzęt, rowery, doświadczenia
    • Rowerowe forum na max!
    • Nowości
    • Imprezy i wydarzenia rowerowe
    • Rowery/ramy
    • Amortyzatory rowerowe przód/tył
    • Napęd rowerowy
    • Koła rowerowe
    • Hamulce rowerowe
    • Sprzęt rowerowy
    • Akcesoria rowerowe
    • Warsztat i konserwacja roweru - zrób to sam
    • Druciarstwo rowerowe
    • Odzież rowerowa
    • Sklepy rowerowe
    • Trening rowerowy i zdrowie
    • Mania lekkości + Projekty rowerów
    • Renowacje rowerów i części rowerowych
    • Forum szosowe
    • Ostre koło
    • Wypadki i stłuczki rowerowe
    • Kluby rowerowe
    • Regionalne grupy rowerowe
    • Forum rowerowe dla niezarejestrowanych
  • Wyprawy, wycieczki i ekspedycje rowerowe
    • Turystyka rowerowa
    • Sprzęt turystyczny
    • Planowane wyprawy i poszukiwanie osób
    • Relacje z wypraw
    • Szlaki i trasy rowerowe
  • Giełda rowerowa
    • Sprzedam
    • Kupię
    • Inne
    • Wspólne zakupy
    • Praca
    • Skradzione
    • Wyceny rowerów
  • Strefa testów
    • Rowery i ramy rowerowe
    • Napęd rowerowy
    • Amortyzatory rowerowe
    • Koła rowerowe
    • Hamulce rowerowe
    • Sprzęt rowerowy
    • Akcesoria rowerowe
    • Odzież rowerowa
  • Z innej beczki
    • NIERowerowe forum na max!
    • Propozycje, uwagi, życzenia i krytyka
    • Technical support
  • Regulamin/Kontakt/Reklama
    • Regulamin/Kontakt/Linki
  • Szara strefa
    • Śmietnik
    • Archiwum

Kategorie

  • Ekstremalne
  • Rowerowe poradniki
  • Wypadki i stłuczki rowerowe
  • Relacje z imprez rowerowych
  • Wasze przejazdy
  • Śmieszne
  • Zloty i imprezy forumrowerowe.org
  • Komercyjne
  • Pozostałe

Blogi

Brak wyników

Brak wyników

Categories

  • MTB / XC
    • 29er
    • 27,5er / 650B
    • 26"
    • Enduro
    • DH / FR
    • Fatbike
    • Pozostałe
  • Szosowe
    • Wyścigowe / Road
    • Ostre koło
    • Przełajowe
  • Cross
  • Miejskie
  • Trekkingowe
  • Elektryczne
  • Bez kategorii

Znajdź wyniki...

Znajdź wyniki które...


Data utworzenia

  • Rozpoczęcie

    Zakończenie


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpoczęcie

    Zakończenie


Filtruj po ilości...

Znaleziono 6 wyników

  1. Cześć :), pozazdrościłem Mambie i Wooykowi - pozwalam sobie założyć tu blogowy wątek i dzielić się nowościami ze Znajkraju. Znajkraj to blog podróżniczy, w którym 100% opisywanych aktywności to turystyka kwalifikowana (czyli tzw. "adventure travel") - zdecydowana większość na rowerze z sakwami i niewielka (niestety - śnieg!) część na biegówkach. Podróżujemy tylko po Polsce i po Europie - to nie wielkie wyprawy po świecie, a raczej ta "mniejsza" turystyka dostępna dla naprawdę każdego - na dzień, weekend, kilka lub kilkanaście dni. Na miejsce wyjazdu staramy się dojeżdżać przede wszystkim koleją. Wiślana Trasa Rowerowa w Małopolsce Po tym jak w Niemczech posmakowaliśmy europejskiego standardu uprawiania turystyki rowerowej, szczególną uwagę zwracamy na trasy z prawdziwego zdarzenia, których najważniejszą zaletą jest szeroka dostępność. Nie raz widzieliśmy osoby niewidome na rowerach, na wózkach elektrycznych, całe rodziny z dzieciakami. Na szczęście tego typu infrastruktura ostatnio zaczęła pojawiać się w Polsce i to opisy takich szlaków należą do najpopularniejszych na Znajkraju, między innymi: Kaszubska Marszruta w Borach Tucholskich, szlak wokół Tatr w Małopolsce i na Słowacji, Wiślana Trasa Rowerowa w Małopolsce, Velo Dunajec - z Zakopanego do Tarnowa, nowe Pomorze Zachodnie - w przygotowaniu! Na szlaku wybrzeża Morza Bałtyckiego przed Rostockiem We wspomnianych Niemczech trafiamy na trasy o różnym charakterze, gromadząc różne doświadczenia. Trasy rowerowe prowadzące po każdym niemieckim landzie dowodzą jednak, że w każdym regionie można zrobić coś dla turystyki rowerowej. Czasem nawet umożliwić wyścig z zabytkowym pociągiem ;). Przez to zróżnicowanie, połączone z wygodą, bezpieczeństwem, walorami krajoznawczymi, także smakowymi, Niemcy to nasz ulubiony cel zagranicznych podróży. Nasze niemieckie wyjazdy to między innymi: szlak Odra-Nysa - spokojny, świetny dla rodzin, szlak Morza Bałtyckiego - idealny na lato, przeciekawy, przepyszny i przewygodny Men, fragment słynnej Łaby z kameralną Hawelą, zróżnicowana, wygodna północ Brandenburgii. Na Starym Moście nad Menem w Würzburgu we Frankonii Na Znajkraju jeszcze między innymi kilka relacji z Podkarpacia (w tym Green Velo) i ze Śląskiego, jest bardzo popularny Bornholm, Norwegia do której bardzo tęsknimy, tegoroczna Łotwa, oczywiście wyśmienite na rower Włochy - Trentino i Emilia-Romania - które wcale nie są za gorące na lato, jak się często uważa, a także inne miejsca. Pisanie o turystyce rowerowej - które początkowo miało tylko być odtrutką na koszmarne wypalenie zawodowe - wciągnęło mnie do tego stopnia, że obecnie zdarza mi się pisać w Rowertourze, National Geographic Traveler wyróżnił mnie nominacją do Travelera w kategorii "Podróżnik online", a w sierpniu reprezentowałem Małopolskę w pierwszych Turystycznych Mistrzostwach Blogerów, organizowanych przez Polską Organizację Turystyczną. Tyle na początek, mam nadzieję że wątek wniesie coś do życia forum Dzięki&pozdro Szy. PS. A przy okazji jeszcze zapraszam na Instagram!
  2. Cześć! To była chyba najbardziej rowerowa z naszych rowerowych wypraw, bo... przez kraj rowerów, rowerzystów i infrastruktury rowerowej - Holandię. Czyli - zgodnie z życzeniem tamtejszych władz - powinienem napisać już Niderlandy. Na północy Holandii Niderlandów spędziliśmy około tygodnia kończąc miesięczną podróż po Europie z biletami Interrail w sakwach. Zaczęliśmy w niezwykle przyjemnym, niewielkim Leeuwarden, a skończyliśmy w dużo bardziej znanym i dużo większym Groningen. Ogromna, właściwie dwa razy dłuższa od przeciętnej, relacja znajduje się na Znajkraju, zapraszam serdecznie: https://www.znajkraj.pl/niderlandy-czyli-holandia-morze-wattowe-fryzja-i-groningen W wersji skróconej wygląda to tak - najpierw krótki przegląd wybranych atrakcji regionu, dalej trochę o infrastrukturze rowerowej. Leeuwarden - kameralne centrum wśród kanałów z symbolem miasta - krzywą wieżą Oldehove, Narodowym Muzeum Porcelany czy ciekawym Muzeum Fryzyjskim, które przyjemnie wprowadza w klimat regionu: Najstarsze działające planetarium w Europie we Franeker: Portowe Harlingen - dawny port wielorybników: Szerokie plaże nad Morzem Północnym na wyspie Ameland: Morze Wattowe, które było głównym celem naszej krótkiej wyprawy - płytki akwen co 6 godzin zmieniający się z morza w piaszczystą mieliznę. Wtedy można pieszo przejść z lądu na równoległy łańcuch Wysp Zachodniofryzyjskich: Park Narodowy Lauwersmeer powstały w miejscu odcięcia dawnej morskiej zatoki śluzami - powstał nowy, słodkowodny świat, miejsce lęgów i migracji wielu gatunków ptaków: Dawne wsie z oryginalnym układem ulic - m.in. Niehove i Ezinge: Ośrodek leczenia młodych fok znalezionych na holenderskim wybrzeżu w Pieterburen: Piękny, jeden z 17 pozostałych "borgów", dwór/pałac koło Uithuizen: I Groningen, które ogólnie nas trochę rozczarowało, ale ruch rowerowy - największy w Holandii - zachwycił. Służy mu m.in. taki parking pod dworcem kolejowym: Rowerowo zaś... Marzenie :). Ruch w Leeuwarden i Groningen wydaje się nieosiągalnym u nas ideałem. Dwukierunkowe szerokie drogi rowerowe w obydwu miastach były przy większości większych ulic. Na reszcie rowerzyści jeden za drugim pomykali w ruchu ogólnym i szacunkiem ze strony kierowców. W Leeuwarden przejechaliśmy też drogą rowerową pod akweduktem pod jednym z głównych kanałów północnej Holandii. Kawałek dalej trafiliśmy na prom zastępczy, jaki wozi rowerzystów podczas remontu sąsiedniego mostu. Prom na Ameland ma osobne wejścia dla rowerzystów i na prom wjeżdżamy dwukrotnie jako pierwsi. Po wyspie Ameland przejechaliśmy piękną trasą rowerową. Gdzieś w trasie przewieźliśmy tyłki i rowery małym statkiem wożącym rowerzystów, umożliwiającym przecięcie niesprzyjającej plątaniny kanałów pozbawionej mostów. Kilkakrotnie trafialiśmy na "rustpunty" - prywatne miejsca odpoczynku dla rowerzystów z pełną lodówką, czasem kuchenką, płatne w stojącej skarbonce. Całą trasę jechaliśmy korzystając z węzłowego systemu nawigacji po Holandii i poświęconej mu strony www i apki. A jak się jeździ poza miastami po Fryzji? Zdecydowana większość to odizolowane drogi rowerowe lub drogi techniczne wałów przeciwpowodziowych zamknięte dla samochodów. Dużo naszej trasy biegło wzdłuż głównego wału chroniącego Fryzję przed Morzem Wattowym, po jednej lub po drugiej stronie, zwykle w towarzystwie owiec, które mają tam swoje pastwiska. Czasem zjeżdżaliśmy na szosę by dojechać do danego miejsca, a tam pojawiały się specjalne pasy dla rowerzystów. Tak to wyglądało przy wałach: ... a tak wyglądały odcinki z dala od morza: Podsumowując - Fryzja to kawał bardzo przyjemnej, nietrudnej, ciekawej, dość oryginalnej, świetnej na rodzinny wypoczynek, rowerowej przygody. Polecamy Szy.
  3. Cześć, to jeden z tych tematów, które warto przeczytać, bo takie rzeczy nie dzieją się często Pomorze Zachodnie w drugiej połowie roku zaczęło oddawać pierwsze znaczące fragmenty nowej, liczącej 1120 (!) kilometrów, sieci szlaków rowerowych. Całość składać się będzie z 4 szlaków przebiegających po całym województwie. Obserwując prace na profilu na Facebooku, na razie najlepszym źródle aktualności o trasach Pomorza Zachodniego, od dawna widać dużą aktywność na odcinkach EuroVelo (10 i 13) nad morzem i na zachodzie. I właśnie na zachodzie - między Gryfinem a Siekierkami - powstało koło 80 kilometrów gotowej, spójnej, prawie wykończonej trasy, na której juz w listopadzie można było urządzić sobie całkiem fajny, całkiem europejski, rowerowy weekend. Pełna relacja - dłuuuga, 23k znaków, o wszystkim co mi wpadło w oko - na Znajkraju: https://www.znajkraj.pl/blue-velo-i-trasa-pojezierzy-zachodnich-pomorze-zachodnie-na-rowerze A dla szanownej rowerowej braci tutaj to co najlepsze - o samych rowerowych trasach. "Albo grubo, albo wcale" musieli sobie chyba kiedyś powiedzieć w Szczecinie i Pomorze Zachodnie stara się oprzeć całą swoją sieć o wydzielone, odseparowane od innego ruchu trasy. Region ma dużo szczęścia, bo pruskie Pomorze i Brandenburgia nabudowały kiedyś wiele kilometrów linii kolejowych, które w komunistycznej Polsce popadały, a w ostatnich latach zarastały chwastami. Do tego ma brzegi i wybrzeża - Odry, Zalewu Szczecińskiego i Bałtyku, które otaczają wały przeciwpowodziowe. I to wykorzystaniem między innymi takich obiektów Zachodniopomorskie chce budować swoją sieć. Do rzeczy - przejechałem dwa długie fragmenty dwóch z budowanych dróg: Blue Velo z Gryfina do Trzcińska-Zdroju i Trasę Pojezierzy Zachodnich z Trzcińska-Zdroju do Siekierek. Na łącznym dystansie (koło 80 km) trasy Gryfino-Siekierki aż ponad 60 km to trasy po dawnych liniach kolejowych. Tak zaczyna się pokolejowe Blue Velo pod Gryfinem (wcześniej w mieście są klasyczne drogi rowerowe): Wjazdy na wszystkie odcinki są zagrodzone słupkami, nawet gdzieś na dawnych drogach przecinających, wszystko jest oznakowane, malowanie poziome wskazuje organizację tylko w miejscach skrzyżowań: Robią wrażenie przejazdy - przed szosą zawsze robią mały zakręt i przecinają pod kątem 90 stopni, bezpośrednio przy szosie nie ma żadnych barierek - ten sam przejazd z dwóch stron: Foty "z trasy": Po pierwszych 10 kilometrów następuje przerywnik - 4 km po słabym, lesnym trakcie, ale z wkurzającymi kamieniami, w części luźnymi, w części wciśniętymi w nawierzchnię. Nierówno, irytująco, chociaż w sumie do końca nie wiadomo, czy to nie efekt porównania tej drogi z wcześniejszą Na szczęście po chwili wraca się na pokolejową trasę - szlak biegnie tą miedzą: I nawet przejeżdża przez odbudowany most nad Tywą: Ostatni fragment kolejowego Blue Velo przed Swobnicą: Do Trzcińska dojeżdża się znowu kawałkiem przez las, ale już lepszą drogą: W Trzcińsku kończy się gotowe Blue Velo - dużym skrzyżowaniem tylko dla rowerów...: ... i zaczyna Trasa Pojezierzy Zachodnich, czyli 36 kilometrów ciągłego asfaltu aż pod most w Siekierkach - chyba jeden z najdłuższych odcinków drogi rowerowej w Polsce, po Wiślanej Trasie Rowerowej, akurat trafiam w przepiękny, jesienny zachód Słońca: Rano mróz, na drzewach szadź, oczka wodne skute lodem: Tu widać słupki wstawione gdzieś na trasie: Piękna sprawa - wszystkie bariery stawiane na trasie są drewniane: Za Moryniem kilka wiaduktów: I ostatni (pierwszy) znak szlaku pod mostem w Siekierkach: Oznakowanie - między innymi takie jak w Małopolsce: Do tego standardowe już pomarańczowe znaki pionowe plus nowe, wymyślone przez Pomorze Zachodnie oznakowanie obiektów przy trasie: I pierwsze tablice na TPZ - nawet ze wskazaniem miejsc ze znaków wyżej na schemacie po lewej i profilem trasy: Na końcu most w Siekierkach - w ciągu dwóch lat ma zostać zrobiony remont i most ma być połączeniem sieci dróg rowerowych Pomorza Zachodniego z Brandenburgią - Niemcy mają już swoją drogę rowerową podciągniętą pod most: Podsumowując - kawał dobrej roboty, a to zaledwie 10% planowanej długości całej sieci. Oczywiście nie wszystko będzie w śladzie kolei, ale będą też wały przeciwpowodziowe - nawet na Blue Velo, między Szczecinem a Międzyzdrojami i mam nadzieję, że naprawdę fajny wybór dróg publicznych. Może w końcu ktoś się odważy, żeby skutecznie zamykać drogi tylko dla mieszkańców i rowerzystów, jak w Niemczech. Po treść krajoznawczą zapraszam już na bloga Zdrowia Szy.
  4. Cześć! Dla rowerzysty jadącego na Nordkapp Łotwa jest przystankiem obowiązkowym, ale wszyscy traktują ją wyłącznie jako państwo tranzytowe. A tymczasem można tu spędzić kilka ciekawych, niekoniecznie oczywistych rowerowych dni. Na Znajkraju nowy rowerowy tekst: https://www.znajkraj.pl/lotwa-na-wakacje-w-latgalii-i-na-wybrzezu-baltyku ... a dla Was najważniejsze kwestie rowerowe. Dotychczas kraje bałtyckie kojarzyły mi się głównie z szerokimi szutrowymi traktami, nie zawsze wygodnymi do jazdy. I nie da się ukryc, że to ich bałem się na miejscu najbardziej. Zaskakująco okazało się, że na wschodzie te drogi to całkiem przyzwoite jeżdżenie. Na pewno muszą być regularnie wyrównywane, gdyż w wielu okolicach stanowią podstawowy sposób dojazdu - w wiele okolic asfalty po prostu jeszcze nie dotarły. Jednocześnie ruch na wschodzie Łotwy jest tak niewielki, że nie ma im komu je degradować. Jedzie się więc dość przyjemnie i naprawdę tylko czasami, na krótkich odcinkach, przeszkadza znana tarka. Trochę inaczej jest nad Bałtykiem. W okolicy Tuji na dwóch łotewskich szlakach EuroVelo było kilka odcinków po 2-3 kilometry, w dużo częściej wykorzystywanych ze względu na atrakcyjność wakacyjną miejsca, gdzie głośno wyrażałem moje zdanie o jakości łotewskich dróg. Ale generalnie, w skali wyprawy, problem nie istaniał. Na obrazkach wyglądało to tak - pierwszy kontakt za Rezekne/Rzeżycą: ... albo kawałek dalej w Parku Narodowym Raźno: Jak widać, na drogach jest niewiele piachu - jazda naprawdę nie sprawia kłopotów: I jeden z tych krótkich koszmarów na północy - na środku tarka, boki w piachu - nie ma gdzie uciec. Ale piaszczystych dróg nie ma wszędzie - nawet na wschodzie te większe miejscowości łączą asfalty, w dodatku często właśnie kładzione nowe za europejskie fundusze. Np. w okolicach Agłony (jeszcze nieremontowana): ... i między Krasławiem a Dyneburgiem (nówka): Przez Łotwę biegną trzy szlaki EuroVelo, dwa z nich wzdłuż północnego wybrzeża Morza Bałtyckiego. Ale biegną trochę... dziwnie - mało praktycznie. Bo wątpię, by ktoś podążający za szlakiem na północ Europy chciał zbaczać i robić objazdy po okolicy za znakami EuroVelo, zamiast cisnąć główną ekspresówką z wygodnym poboczem na północ. Więc te łotewskie EuroVelo to jednak fajne szlaki dla kogoś takiego jak ja, który zamierza jeździć po samej Łotwie, a nie dla kogoś kto śmiga na Nordkapp. A to wybrzeże, które mija się ekspresówką w drodze na północ potrafi być bardzo fajne. I oryginalne. I z odrobiną jakiejś krajoznawczej treści. To chociażby bardzo ciekawy geologicznie fragment w grotami żłobionymi przez morze w niewielkim klifie. Mamy coś takiego u nas? Chyba nie. Schodzi się w to miejsce po takim przyjemnym pomoście, obok jest wiata, duży kemping z paleniskami. Fajne miejsce na nocleg. Promowaną miejscówką jest również dawna latarnia morska Kurmrags. Jednak jeśli latarnia morska znaczy dla Was to, czym są strzeliste, piękne polskie budowle, to ta łotewska jednak trochę zawodzi, choć ratuje klimat okolica: Generalnie łotewskie wybrzeże w maju jest takie, jak na zdjęciach. Puste na długich kilometrach. A potrafi być przepiękne. Ciekawe, jak wygląda w wysokim sezonie? Fragment przejechałem po plaży - gdyby nie piasek i troska o napęd, warunki są takie, by przejechać je całe w ten sposób: Rygę opisało już tak wielu, że nie będę zawracał Wam głowy. Napiszę tylko, że na Starym Mieście jest naprawdę ślicznie. Klimat wieczorami - pierwsza klasa. Byłem tam dokładnie w wieczór finału Ligi Mistrzów - bardzo, bardzo na poziomie. Europa pełną gębą. Kosztem pustego wschodu kraju. Na wschodzie wciąż są miejsca jak to, w dolinie Dźwiny, gdzie ludzie mieszkają w starej wsi starowierców. Ale nawet bez robienia ze wsi atrakcji, są miejsca które naturalnie zbliżają się do tego obrazu. Od turystyczno-krajoznawczej strony wschód Łotwy to dawne Inflanty Polskie. Lata polskiej tradycji, wiary. Do dziś w Dyneburgu (Daugavpils) drugim największym mieście Łotwy mieszka około 15% Polaków. A Łotyszy? Tyle samo! Bo połowę stanowią... Rosjanie. Za najbardziej polski jednak uznaje się Krasław z pałacem polskiej rodziny Platerów. W Dyneburgu jest piękna, ogromna i świetnie zachowana twierdza, obecnie remontowana na przeróżne cele: A ogólnie warto wiedzieć, że to rok stulecia Łotwy - dokładnie 100 lat temu w Rzeżycy Łotysze z trzech regionów zjednoczyli się w jeden organizm i tamten moment uznają za początek współczesnej historii kraju. Jeszcze kilka obrazków: Lecąc na Łotwę nie trzeba pakować roweru - Air Baltic zabiera rowery tylko ze złożoną kierowicą i odkręconymi pedałami - jak widać - rower dolatuje cały: We wszystkich pociągach można wozić rowery: Są tradycyjne cerkiewki: Kawałek dalej stoi piękny dwór innej polskiej rodziny - Kierbedziów: Wszędzie jest zielono, mnóstwo jezior: Z takimi "atrakcjami" jak... warszawa?! Bardzo polecam dla lubiących klimaty polskiej ściany wschodniej, a jednocześnie jednak pewnego rodzaju europejskiej egzotyki. Pozdrower :) Szy.
  5. Pozdrower :), kolejna majówka i kolejna rowerowa przygoda w Niemczech. Tym razem w całości na jednym szlaku - na Mainradweg - drodze rowerowej Menu. To czwarta najpopularniejsza wśród Niemców trasa rowerowa, wyżej są tylko Łaba, Wezera i Ruhra. Wyjazd absolutnie kompletny, najlepsze z dotychczasowych rowerowań po sąsiadach. Napisałem o tym najdłuższą relację na blogu , pisząc o wszystkim, od rowerów po browary. 30 tysięcy znaków, 300+ zdjęć. Nie chcę liczyć, ile zajęło mi to czasu - zapytajcie moją żonę https://www.znajkraj.pl/frankonia-romantyczna-podroz-przez-niemcy Ale w rowerowym skrócie... Klasa. Piszę na blogu, że światowa, ale przecież świat turystyki rowerowej to właśnie przede wszystkim Niemcy. Cała trasa ma około 600 kilometrów, ale sam początek od źródeł jednego z dopływów Menu i kawałek od Frankfurtu do ujścia do Renu odpuściliśmy - nie chcieliśmy komplikować i jeszcze przedłużać dojazdu i powrotu (w jedną stronę 13 godzin - szczegóły w tekście). Bez tych odcinków wyszło nam 550 kilometrów jazdy. Dokładny ślad na blogu. Trasa nad Menem to jedna z tych rzeczywiście najlepiej przygotowanych - szeroka, na zdecydowanej większości na trzy rowery z sakwami, więc wygodna do rozmowy z kumplem, nawet gdy ktoś Cię mija z naprzeciwka. Asfalt - prawie na całej trasie. Oficjalne info znalazłem sprzed 10 lat, wtedy było 90%. Teraz trafialiśmy na jakieś szutry tylko w cennych miejscach przyrodniczych, na jakichś tymczasowych odcinkach. Raz czy dwa jakieś krótkie jumby. I już przed Frankfurtem zaskakująco pogorszyła się jakość asfaltu - nierówno, korzenie, itp - jakieś kilkanaście kilometrów wolniejszym tempem. Poza tym... płyniesz. I chociaż w większości drogi te mają oznaczenia "pieszo-rowerowe", to w praktyce mało kto tam chodzi pieszo. Zdarza się, że szlak rowerowy schodzi na drogę publiczną, ale dzieje się to tylko gdzieś przy miejscowościach i w nich samych. I nigdy przy ciężkim ruchu samochodowym. Słabe początki - takie jeżdżenie od wsi do wsi przez rolniczą część Frankonii, ale Bayreuth, gdzie trasa się zaczyna, to jedno z tych pięknych miast na trasie i warto już w nim zacząć. Za Kulmbach dolina się poszerza i robi się przyjemnie. Potem jeszcze Bamberg i za nim robi się już bardzo sympatycznie. Za Schweinfurtem pojawiają się winnice, za Würzburgiem do trasy podchodzi niewielkie pasmo górskie, zbocza doliny wracają bliżej. Odcinek Aschaffenburg-Frankfurt to już prawie miasto i bardzo duży, trochę upierdliwy ruch podmiejski w weekend, gdy np. chcecie zdążyć na pociąg do Frankfurtu. Gdyby nie Seligenstadt, napisałbym że można odpuścić. A poza tym to miasteczka, browary, browary, browary, browary, browary (najwięcej na świecie na mieszkańca), jeszcze jakieś browary, winnice, naprawdę pyszne jedzenie - solidna niemiecka mięsna kuchnia. I jeśli podróżujecie nie tylko dla samego roweru, to naprawdę zajmująco wokół - na liście UNESCO Bayreuth, Bamberg i Würzburg. Kilka zdjęć. W miastach oczywiście zwykle też z klasą - Kulmbach: Fragment nad Białym Menem, to sam początek na mniej popularnym wariancie: A kawałek dalej zaczyna się już regularna Mainradweg, elegancko oznakowana: Jeśli nie ma wydzielonej drogi (pieszo-)rowerowej, to są przynajmniej drogi ograniczone dla rowerów i rolników: Trochę wyżej z widokiem na dolinę Menu - nitka blisko szosy: Miejskie klimaty - Stary Most na Menie i twierdza Marienberg: Im dalej, tym więcej jest miejsca w dolinie i droga częściej idzie przy wodzie: Zwykle klimatyczne są zakola rzeki, które szlak rowerowy trochę ścina, pojawia się więcej przestrzeni: A zdarza się, że trzeba uważać, by nie wpaść do wody: Znowu z wysoka - szlak to ta nitka między rzepakami: Albo tak: Zdarza się, że winnice lecą na głowę: Wszelkie trasy przecina się bezkolizyjnie - linie kolejowe, autostrada - jadąc rowerem można tego nie zauważyć. I jeszcze trochę nadmeńskich landmarków - Miltenberg na Szlaku Muru Pruskiego: Bardzo polecamy. Nawet z naszymi ostatnimi inwestycjami, Niemcy to wciąż inny rowerowy świat. Szy.
  6. Cześć. Przed chwilą wróciliśmy ze świetnej drogi rowerowej Menu we Frankonii (Bawaria), a w międzyczasie opisał się zeszłoroczny kilkudniowy wypad do Brandenburgii. Wyjazd był kontynuacją jazdy dookoła Brandenburgii szlakiem Tour Brandenburg, chociaż tym razem na dłuższych odcinkach wybieraliśmy inne warianty. Zaczęliśmy w Karstaedt, na północnym zachodzie. Stąd tylko kawałek do Lenzen, gdzie łączy się kilka okolicznych szlaków. I gdzie wjechaliśmy na Elberadweg - drogę rowerową Łaby, ulubioną długodystansową drogę rowerową Niemców. Z Łaby w ujściu Haweli zjechaliśmy właśnie na Havelradweg i tą dojechaliśmy do Poczdamu. Havelradweg zrobiła na nas dużo ciekawsze wrażenie niż Łaba. Hawela jest bardziej kameralna, więcej kręcąca, zahaczająca o fajne miasteczka. Z kolei Łaba w Brandenburgii to długie przeloty w wielkich przestrzeniach, zawsze na wysokim wale powodziowym, zawsze z szerokimi panoramami na okolice. To oczywiście robiąca duże wrażenie jazda, ale nam było przyjemniej jednak na mniejszej rzece. Trasy, okolica, warunki, atrakcje po drodze, bliskość do Polski - to idealne miejsce na ciekawe, rowerowe wakacje. Do momentu wyjazdu nad wspomniany Men, właśnie ten wyjazd był dla nas najlepszym wyjazdem na rowery do Niemiec. Szczegółowa relacja ze śladem, długim tekstem, wszystkimi zdjęciami: http://www.znajkraj.pl/trasy-rowerowe-wzdluz-laby-i-haweli-dookola-brandenburgii ... a tutaj te wybrane chwile - najpierw z lotu rowerem Lenzen (prawie) nad Łabą, węzeł kilku szlaków: Nad samą rzeką stoi dawna wartownia graniczna: Z lewej kanał Haweli tuż przed ujściem do Łaby, wzdłuż kanału, też z lewej, biegnie Elberadweg: Kawałek dalej świetnie położony Havelberg: I to porównanie z Hawelą - to dlatego tutaj nam się bardziej podobało: Fragment przez pojezierza pod Berlinem: Gdzieś po drodze stare wyrobiska gliny, dzisiaj zalane wodą i całkiem naturalnie efektownie się różniące między sobą: I jeszcze kilka rowerowych scen znad Łaby i Haweli. Takie rozwiązania widzieliśmy już kilkukrotnie w Brandenburgii - zachowany stary bruk, bokiem naturalna droga rowerowa (oznaczona), tu akurat zarośnięta: Z sakwami z psem - pies luzem: Nawierzchnia drogi Łaby jest czasem szutrowa, ale równiuteńka: Ta dwójka miała w kaskach łączność przez radio: Droga techniczna dla miejscowych często służyła za pas w drugą stronę chroniąc przed wiatrem, który my mieliśmy w plecy: Czytelne, jasne oznakowania, tutaj z przykładem systemu punktowego - już wzdłuż Haweli: Różne drogi na Havelradweg - betonowe płyty na obszarach zalewowych: ... asfalt wzdłuż szosy: ... i zamknięta, leśna droga: Na koniec, gdzieś przed Poczdamem, jeszcze taki fajny widoczek przy trasie: Z pozdrowerem, oczywiście Szy.
×