Skocz do zawartości

Wyszukaj

Wyświetlanie wyników dla tagów 'znajkraj' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj za pomocą nazwy autora

Typ zawartości


Forum

  • Sponsorowane
  • FAQ - Najczęściej zadawane pytania
    • Rowerowe FAQ
  • Forum rowerowe! Sprzęt, rowery, doświadczenia
    • Rowerowe forum na max!
    • Nowości
    • Imprezy i wydarzenia rowerowe
    • Rowery/ramy
    • Amortyzatory rowerowe przód/tył
    • Napęd rowerowy
    • Koła rowerowe
    • Hamulce rowerowe
    • Sprzęt rowerowy
    • Akcesoria rowerowe
    • Warsztat i konserwacja roweru - zrób to sam
    • Druciarstwo rowerowe
    • Odzież rowerowa
    • Sklepy rowerowe
    • Trening rowerowy i zdrowie
    • Mania lekkości + Projekty rowerów
    • Renowacje rowerów i części rowerowych
    • Forum szosowe
    • Ostre koło
    • Wypadki i stłuczki rowerowe
    • Kluby rowerowe
    • Regionalne grupy rowerowe
    • Forum rowerowe dla niezarejestrowanych
  • Wyprawy, wycieczki i ekspedycje rowerowe
    • Turystyka rowerowa
    • Sprzęt turystyczny
    • Planowane wyprawy i poszukiwanie osób
    • Relacje z wypraw
    • Szlaki i trasy rowerowe
  • Giełda rowerowa
    • Sprzedam
    • Kupię
    • Inne
    • Wspólne zakupy
    • Praca
    • Skradzione
    • Wyceny rowerów
  • Strefa testów
    • Rowery i ramy rowerowe
    • Napęd rowerowy
    • Amortyzatory rowerowe
    • Koła rowerowe
    • Hamulce rowerowe
    • Sprzęt rowerowy
    • Akcesoria rowerowe
    • Odzież rowerowa
  • Z innej beczki
    • NIERowerowe forum na max!
    • Propozycje, uwagi, życzenia i krytyka
    • Technical support
  • Regulamin/Kontakt/Reklama
    • Regulamin/Kontakt/Linki
  • Szara strefa
    • Śmietnik
    • Archiwum

Kategorie

  • Ekstremalne
  • Rowerowe poradniki
  • Wypadki i stłuczki rowerowe
  • Relacje z imprez rowerowych
  • Wasze przejazdy
  • Śmieszne
  • Zloty i imprezy forumrowerowe.org
  • Komercyjne
  • Pozostałe

Blogi

Brak wyników

Brak wyników

Categories

  • MTB / XC
    • 29er
    • 27,5er / 650B
    • 26"
    • Enduro
    • DH / FR
    • Fatbike
    • Pozostałe
  • Szosowe
    • Wyścigowe / Road
    • Ostre koło
    • Przełajowe
  • Cross
  • Miejskie
  • Trekkingowe
  • Elektryczne
  • Bez kategorii

Znajdź wyniki...

Znajdź wyniki które...


Data utworzenia

  • Rozpoczęcie

    Zakończenie


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpoczęcie

    Zakończenie


Filtruj po ilości...

Znaleziono 14 wyników

  1. Cześć. Czy ktoś z Was podróżował po Europie z rowerem i z biletem Interrail? Wybieramy się w kilkutygodniową podróż, a między trasami zamierzamy przemieszczać się koleją, właśnie z biletami Interrail. W większości przypadków należy wykupić dodatkowy bilet na rower. Czasem mogę to zrobić przez Internet, a czasem nie - np. dlatego, że nie będę znał kolejnego miejsca docelowego z wyprzedzeniem. A może gdzieś na europejskiej prowincji trafię na mało ogarniętego pracownika, który nie będzie potrafił mi takiego biletu do biletu Interrail wydać? Ktoś z Was testował Interrail z rowerem? Szy.
  2. Cześć :), pozazdrościłem Mambie i Wooykowi - pozwalam sobie założyć tu blogowy wątek i dzielić się nowościami ze Znajkraju. Znajkraj to blog podróżniczy, w którym 100% opisywanych aktywności to turystyka kwalifikowana (czyli tzw. "adventure travel") - zdecydowana większość na rowerze z sakwami i niewielka (niestety - śnieg!) część na biegówkach. Podróżujemy tylko po Polsce i po Europie - to nie wielkie wyprawy po świecie, a raczej ta "mniejsza" turystyka dostępna dla naprawdę każdego - na dzień, weekend, kilka lub kilkanaście dni. Na miejsce wyjazdu staramy się dojeżdżać przede wszystkim koleją. Wiślana Trasa Rowerowa w Małopolsce Po tym jak w Niemczech posmakowaliśmy europejskiego standardu uprawiania turystyki rowerowej, szczególną uwagę zwracamy na trasy z prawdziwego zdarzenia, których najważniejszą zaletą jest szeroka dostępność. Nie raz widzieliśmy osoby niewidome na rowerach, na wózkach elektrycznych, całe rodziny z dzieciakami. Na szczęście tego typu infrastruktura ostatnio zaczęła pojawiać się w Polsce i to opisy takich szlaków należą do najpopularniejszych na Znajkraju, między innymi: Kaszubska Marszruta w Borach Tucholskich, szlak wokół Tatr w Małopolsce i na Słowacji, Wiślana Trasa Rowerowa w Małopolsce, Velo Dunajec - z Zakopanego do Tarnowa, nowe Pomorze Zachodnie - w przygotowaniu! Na szlaku wybrzeża Morza Bałtyckiego przed Rostockiem We wspomnianych Niemczech trafiamy na trasy o różnym charakterze, gromadząc różne doświadczenia. Trasy rowerowe prowadzące po każdym niemieckim landzie dowodzą jednak, że w każdym regionie można zrobić coś dla turystyki rowerowej. Czasem nawet umożliwić wyścig z zabytkowym pociągiem ;). Przez to zróżnicowanie, połączone z wygodą, bezpieczeństwem, walorami krajoznawczymi, także smakowymi, Niemcy to nasz ulubiony cel zagranicznych podróży. Nasze niemieckie wyjazdy to między innymi: szlak Odra-Nysa - spokojny, świetny dla rodzin, szlak Morza Bałtyckiego - idealny na lato, przeciekawy, przepyszny i przewygodny Men, fragment słynnej Łaby z kameralną Hawelą, zróżnicowana, wygodna północ Brandenburgii. Na Starym Moście nad Menem w Würzburgu we Frankonii Na Znajkraju jeszcze między innymi kilka relacji z Podkarpacia (w tym Green Velo) i ze Śląskiego, jest bardzo popularny Bornholm, Norwegia do której bardzo tęsknimy, tegoroczna Łotwa, oczywiście wyśmienite na rower Włochy - Trentino i Emilia-Romania - które wcale nie są za gorące na lato, jak się często uważa, a także inne miejsca. Pisanie o turystyce rowerowej - które początkowo miało tylko być odtrutką na koszmarne wypalenie zawodowe - wciągnęło mnie do tego stopnia, że obecnie zdarza mi się pisać w Rowertourze, National Geographic Traveler wyróżnił mnie nominacją do Travelera w kategorii "Podróżnik online", a w sierpniu reprezentowałem Małopolskę w pierwszych Turystycznych Mistrzostwach Blogerów, organizowanych przez Polską Organizację Turystyczną. Tyle na początek, mam nadzieję że wątek wniesie coś do życia forum Dzięki&pozdro Szy. PS. A przy okazji jeszcze zapraszam na Instagram!
  3. Cześć, to jeden z tych tematów, które warto przeczytać, bo takie rzeczy nie dzieją się często Pomorze Zachodnie w drugiej połowie roku zaczęło oddawać pierwsze znaczące fragmenty nowej, liczącej 1120 (!) kilometrów, sieci szlaków rowerowych. Całość składać się będzie z 4 szlaków przebiegających po całym województwie. Obserwując prace na profilu na Facebooku, na razie najlepszym źródle aktualności o trasach Pomorza Zachodniego, od dawna widać dużą aktywność na odcinkach EuroVelo (10 i 13) nad morzem i na zachodzie. I właśnie na zachodzie - między Gryfinem a Siekierkami - powstało koło 80 kilometrów gotowej, spójnej, prawie wykończonej trasy, na której juz w listopadzie można było urządzić sobie całkiem fajny, całkiem europejski, rowerowy weekend. Pełna relacja - dłuuuga, 23k znaków, o wszystkim co mi wpadło w oko - na Znajkraju: https://www.znajkraj.pl/blue-velo-i-trasa-pojezierzy-zachodnich-pomorze-zachodnie-na-rowerze A dla szanownej rowerowej braci tutaj to co najlepsze - o samych rowerowych trasach. "Albo grubo, albo wcale" musieli sobie chyba kiedyś powiedzieć w Szczecinie i Pomorze Zachodnie stara się oprzeć całą swoją sieć o wydzielone, odseparowane od innego ruchu trasy. Region ma dużo szczęścia, bo pruskie Pomorze i Brandenburgia nabudowały kiedyś wiele kilometrów linii kolejowych, które w komunistycznej Polsce popadały, a w ostatnich latach zarastały chwastami. Do tego ma brzegi i wybrzeża - Odry, Zalewu Szczecińskiego i Bałtyku, które otaczają wały przeciwpowodziowe. I to wykorzystaniem między innymi takich obiektów Zachodniopomorskie chce budować swoją sieć. Do rzeczy - przejechałem dwa długie fragmenty dwóch z budowanych dróg: Blue Velo z Gryfina do Trzcińska-Zdroju i Trasę Pojezierzy Zachodnich z Trzcińska-Zdroju do Siekierek. Na łącznym dystansie (koło 80 km) trasy Gryfino-Siekierki aż ponad 60 km to trasy po dawnych liniach kolejowych. Tak zaczyna się pokolejowe Blue Velo pod Gryfinem (wcześniej w mieście są klasyczne drogi rowerowe): Wjazdy na wszystkie odcinki są zagrodzone słupkami, nawet gdzieś na dawnych drogach przecinających, wszystko jest oznakowane, malowanie poziome wskazuje organizację tylko w miejscach skrzyżowań: Robią wrażenie przejazdy - przed szosą zawsze robią mały zakręt i przecinają pod kątem 90 stopni, bezpośrednio przy szosie nie ma żadnych barierek - ten sam przejazd z dwóch stron: Foty "z trasy": Po pierwszych 10 kilometrów następuje przerywnik - 4 km po słabym, lesnym trakcie, ale z wkurzającymi kamieniami, w części luźnymi, w części wciśniętymi w nawierzchnię. Nierówno, irytująco, chociaż w sumie do końca nie wiadomo, czy to nie efekt porównania tej drogi z wcześniejszą Na szczęście po chwili wraca się na pokolejową trasę - szlak biegnie tą miedzą: I nawet przejeżdża przez odbudowany most nad Tywą: Ostatni fragment kolejowego Blue Velo przed Swobnicą: Do Trzcińska dojeżdża się znowu kawałkiem przez las, ale już lepszą drogą: W Trzcińsku kończy się gotowe Blue Velo - dużym skrzyżowaniem tylko dla rowerów...: ... i zaczyna Trasa Pojezierzy Zachodnich, czyli 36 kilometrów ciągłego asfaltu aż pod most w Siekierkach - chyba jeden z najdłuższych odcinków drogi rowerowej w Polsce, po Wiślanej Trasie Rowerowej, akurat trafiam w przepiękny, jesienny zachód Słońca: Rano mróz, na drzewach szadź, oczka wodne skute lodem: Tu widać słupki wstawione gdzieś na trasie: Piękna sprawa - wszystkie bariery stawiane na trasie są drewniane: Za Moryniem kilka wiaduktów: I ostatni (pierwszy) znak szlaku pod mostem w Siekierkach: Oznakowanie - między innymi takie jak w Małopolsce: Do tego standardowe już pomarańczowe znaki pionowe plus nowe, wymyślone przez Pomorze Zachodnie oznakowanie obiektów przy trasie: I pierwsze tablice na TPZ - nawet ze wskazaniem miejsc ze znaków wyżej na schemacie po lewej i profilem trasy: Na końcu most w Siekierkach - w ciągu dwóch lat ma zostać zrobiony remont i most ma być połączeniem sieci dróg rowerowych Pomorza Zachodniego z Brandenburgią - Niemcy mają już swoją drogę rowerową podciągniętą pod most: Podsumowując - kawał dobrej roboty, a to zaledwie 10% planowanej długości całej sieci. Oczywiście nie wszystko będzie w śladzie kolei, ale będą też wały przeciwpowodziowe - nawet na Blue Velo, między Szczecinem a Międzyzdrojami i mam nadzieję, że naprawdę fajny wybór dróg publicznych. Może w końcu ktoś się odważy, żeby skutecznie zamykać drogi tylko dla mieszkańców i rowerzystów, jak w Niemczech. Po treść krajoznawczą zapraszam już na bloga Zdrowia Szy.
  4. Hej, trochę już wody w Wiśle upłynęło od mojej trzydniowej wycieczki, ale wciąż szerzej temat Wiślanej Trasy Rowerowej się nie pojawił, więc zapraszam na krótką relację. Generalnie - petarda. Co prawda jeszcze nie wybucha z takim hukiem jak powinna, bo Kraków ma sobie tylko znane powody opóźniania prac i zwalniania tempa jazdy WTR-ką, ale poza tym... jest dobrze. Jest bardzo dobrze. Mam o tyle fajne porównanie, że miesiąc po Wiślanej Trasie Rowerowej jechaliśmy po fragmencie drogi rowerowej Łaby - najpopularniejszej w Niemczech, a potem jeszcze nad Padem - jednej z popularniejszych we Włoszech. Moim zdaniem jeśli droga nad Wisła nie jest lepsza, to jest przynajmniej porównywalna. A gdyby prowadziła z Wisły do Świbna... Marzenie. Do rzeczy - takich dróg jak niżej na zdjęciach jest w tej chwili 130 kilometrów, zgrupowanych w dwóch częściach: Oświęcim-Skawina i Niepołomice-Szczucin. "Zgrupowanych", bo na krótkich odcinkach, gdy warunki nie pozwalają, WTR biegnie po lokalnych drogach publicznych. Generalnie zawsze z Wisłą pod pachą, chociaż raz bliżej - raz dalej, jak to z wałami przeciwpowodziowymi. Raz za firanką lasu, raz tuż nad rzeką. Z większej wysokości wygląda to tak: Jedzie się jak po sznurku. Komfort - na maksa, bo trudno na takiej drodze spodziewać się czegoś innego, niż rowerzysta. I choć zdarza się miejscowy rolnik na skuterze, raz minął mnie traktor, a ja - ostatnie pracujące na trasie WTR maszyny, to jednak rowerzysta może czuć się naprawdę jak u siebie. Jest co oglądać. Pierwszy raz sam dostrzegłem, że Oświęcim to nie tylko obozy koncentracyjne. Pięknie po południu prezentuje się opactwo w Tyńcu. Kraków był dla mnie dodatkowym dniem przerwy. Potem jeszcze Niepołomice z trzecim zamkiem królewskim na trasie i Szczucin. A kilkanaście kilometrów przed Szczucinem warto zboczyć do malowanego Zalipia. Rynek w Oświęcimiu Opactwo w Tyńcu Wawel Kirkut w Niepołomicach Pod Domem Malarek w Zalipiu Malowane Zalipie Muzeum Drogownictwa w Szczucinie Kirkut w Szczucinie Więcej wrażeń, więcej zdjęć, ślad i mapa - jak zawsze, polecam się: http://www.znajkraj.pl/wislana-trasa-rowerowa-malopolska-na-rowery I niedługo na Instagramie: https://www.instagram.com/znajkraj/ Podsumowując - chyba wszyscy mieli nadzieję, że tak będzie wyglądało Green Velo. Nie wygląda, niestety. Pałeczkę lidera przejmuje więc Velo Małopolska i będzie tak długo ją trzymało, dopóki teraz nie wpadnie na scenę Pomorze Zachodnie ze swoimi trasami. I Pomorskie (razem z Pomorzem Zachodnim) z nową trasą R10. Jest dobrze. Pozdrower Szy.
  5. Cześć! Dla rowerzysty jadącego na Nordkapp Łotwa jest przystankiem obowiązkowym, ale wszyscy traktują ją wyłącznie jako państwo tranzytowe. A tymczasem można tu spędzić kilka ciekawych, niekoniecznie oczywistych rowerowych dni. Na Znajkraju nowy rowerowy tekst: https://www.znajkraj.pl/lotwa-na-wakacje-w-latgalii-i-na-wybrzezu-baltyku ... a dla Was najważniejsze kwestie rowerowe. Dotychczas kraje bałtyckie kojarzyły mi się głównie z szerokimi szutrowymi traktami, nie zawsze wygodnymi do jazdy. I nie da się ukryc, że to ich bałem się na miejscu najbardziej. Zaskakująco okazało się, że na wschodzie te drogi to całkiem przyzwoite jeżdżenie. Na pewno muszą być regularnie wyrównywane, gdyż w wielu okolicach stanowią podstawowy sposób dojazdu - w wiele okolic asfalty po prostu jeszcze nie dotarły. Jednocześnie ruch na wschodzie Łotwy jest tak niewielki, że nie ma im komu je degradować. Jedzie się więc dość przyjemnie i naprawdę tylko czasami, na krótkich odcinkach, przeszkadza znana tarka. Trochę inaczej jest nad Bałtykiem. W okolicy Tuji na dwóch łotewskich szlakach EuroVelo było kilka odcinków po 2-3 kilometry, w dużo częściej wykorzystywanych ze względu na atrakcyjność wakacyjną miejsca, gdzie głośno wyrażałem moje zdanie o jakości łotewskich dróg. Ale generalnie, w skali wyprawy, problem nie istaniał. Na obrazkach wyglądało to tak - pierwszy kontakt za Rezekne/Rzeżycą: ... albo kawałek dalej w Parku Narodowym Raźno: Jak widać, na drogach jest niewiele piachu - jazda naprawdę nie sprawia kłopotów: I jeden z tych krótkich koszmarów na północy - na środku tarka, boki w piachu - nie ma gdzie uciec. Ale piaszczystych dróg nie ma wszędzie - nawet na wschodzie te większe miejscowości łączą asfalty, w dodatku często właśnie kładzione nowe za europejskie fundusze. Np. w okolicach Agłony (jeszcze nieremontowana): ... i między Krasławiem a Dyneburgiem (nówka): Przez Łotwę biegną trzy szlaki EuroVelo, dwa z nich wzdłuż północnego wybrzeża Morza Bałtyckiego. Ale biegną trochę... dziwnie - mało praktycznie. Bo wątpię, by ktoś podążający za szlakiem na północ Europy chciał zbaczać i robić objazdy po okolicy za znakami EuroVelo, zamiast cisnąć główną ekspresówką z wygodnym poboczem na północ. Więc te łotewskie EuroVelo to jednak fajne szlaki dla kogoś takiego jak ja, który zamierza jeździć po samej Łotwie, a nie dla kogoś kto śmiga na Nordkapp. A to wybrzeże, które mija się ekspresówką w drodze na północ potrafi być bardzo fajne. I oryginalne. I z odrobiną jakiejś krajoznawczej treści. To chociażby bardzo ciekawy geologicznie fragment w grotami żłobionymi przez morze w niewielkim klifie. Mamy coś takiego u nas? Chyba nie. Schodzi się w to miejsce po takim przyjemnym pomoście, obok jest wiata, duży kemping z paleniskami. Fajne miejsce na nocleg. Promowaną miejscówką jest również dawna latarnia morska Kurmrags. Jednak jeśli latarnia morska znaczy dla Was to, czym są strzeliste, piękne polskie budowle, to ta łotewska jednak trochę zawodzi, choć ratuje klimat okolica: Generalnie łotewskie wybrzeże w maju jest takie, jak na zdjęciach. Puste na długich kilometrach. A potrafi być przepiękne. Ciekawe, jak wygląda w wysokim sezonie? Fragment przejechałem po plaży - gdyby nie piasek i troska o napęd, warunki są takie, by przejechać je całe w ten sposób: Rygę opisało już tak wielu, że nie będę zawracał Wam głowy. Napiszę tylko, że na Starym Mieście jest naprawdę ślicznie. Klimat wieczorami - pierwsza klasa. Byłem tam dokładnie w wieczór finału Ligi Mistrzów - bardzo, bardzo na poziomie. Europa pełną gębą. Kosztem pustego wschodu kraju. Na wschodzie wciąż są miejsca jak to, w dolinie Dźwiny, gdzie ludzie mieszkają w starej wsi starowierców. Ale nawet bez robienia ze wsi atrakcji, są miejsca które naturalnie zbliżają się do tego obrazu. Od turystyczno-krajoznawczej strony wschód Łotwy to dawne Inflanty Polskie. Lata polskiej tradycji, wiary. Do dziś w Dyneburgu (Daugavpils) drugim największym mieście Łotwy mieszka około 15% Polaków. A Łotyszy? Tyle samo! Bo połowę stanowią... Rosjanie. Za najbardziej polski jednak uznaje się Krasław z pałacem polskiej rodziny Platerów. W Dyneburgu jest piękna, ogromna i świetnie zachowana twierdza, obecnie remontowana na przeróżne cele: A ogólnie warto wiedzieć, że to rok stulecia Łotwy - dokładnie 100 lat temu w Rzeżycy Łotysze z trzech regionów zjednoczyli się w jeden organizm i tamten moment uznają za początek współczesnej historii kraju. Jeszcze kilka obrazków: Lecąc na Łotwę nie trzeba pakować roweru - Air Baltic zabiera rowery tylko ze złożoną kierowicą i odkręconymi pedałami - jak widać - rower dolatuje cały: We wszystkich pociągach można wozić rowery: Są tradycyjne cerkiewki: Kawałek dalej stoi piękny dwór innej polskiej rodziny - Kierbedziów: Wszędzie jest zielono, mnóstwo jezior: Z takimi "atrakcjami" jak... warszawa?! Bardzo polecam dla lubiących klimaty polskiej ściany wschodniej, a jednocześnie jednak pewnego rodzaju europejskiej egzotyki. Pozdrower :) Szy.
  6. Pozdrower :), kolejna majówka i kolejna rowerowa przygoda w Niemczech. Tym razem w całości na jednym szlaku - na Mainradweg - drodze rowerowej Menu. To czwarta najpopularniejsza wśród Niemców trasa rowerowa, wyżej są tylko Łaba, Wezera i Ruhra. Wyjazd absolutnie kompletny, najlepsze z dotychczasowych rowerowań po sąsiadach. Napisałem o tym najdłuższą relację na blogu , pisząc o wszystkim, od rowerów po browary. 30 tysięcy znaków, 300+ zdjęć. Nie chcę liczyć, ile zajęło mi to czasu - zapytajcie moją żonę https://www.znajkraj.pl/frankonia-romantyczna-podroz-przez-niemcy Ale w rowerowym skrócie... Klasa. Piszę na blogu, że światowa, ale przecież świat turystyki rowerowej to właśnie przede wszystkim Niemcy. Cała trasa ma około 600 kilometrów, ale sam początek od źródeł jednego z dopływów Menu i kawałek od Frankfurtu do ujścia do Renu odpuściliśmy - nie chcieliśmy komplikować i jeszcze przedłużać dojazdu i powrotu (w jedną stronę 13 godzin - szczegóły w tekście). Bez tych odcinków wyszło nam 550 kilometrów jazdy. Dokładny ślad na blogu. Trasa nad Menem to jedna z tych rzeczywiście najlepiej przygotowanych - szeroka, na zdecydowanej większości na trzy rowery z sakwami, więc wygodna do rozmowy z kumplem, nawet gdy ktoś Cię mija z naprzeciwka. Asfalt - prawie na całej trasie. Oficjalne info znalazłem sprzed 10 lat, wtedy było 90%. Teraz trafialiśmy na jakieś szutry tylko w cennych miejscach przyrodniczych, na jakichś tymczasowych odcinkach. Raz czy dwa jakieś krótkie jumby. I już przed Frankfurtem zaskakująco pogorszyła się jakość asfaltu - nierówno, korzenie, itp - jakieś kilkanaście kilometrów wolniejszym tempem. Poza tym... płyniesz. I chociaż w większości drogi te mają oznaczenia "pieszo-rowerowe", to w praktyce mało kto tam chodzi pieszo. Zdarza się, że szlak rowerowy schodzi na drogę publiczną, ale dzieje się to tylko gdzieś przy miejscowościach i w nich samych. I nigdy przy ciężkim ruchu samochodowym. Słabe początki - takie jeżdżenie od wsi do wsi przez rolniczą część Frankonii, ale Bayreuth, gdzie trasa się zaczyna, to jedno z tych pięknych miast na trasie i warto już w nim zacząć. Za Kulmbach dolina się poszerza i robi się przyjemnie. Potem jeszcze Bamberg i za nim robi się już bardzo sympatycznie. Za Schweinfurtem pojawiają się winnice, za Würzburgiem do trasy podchodzi niewielkie pasmo górskie, zbocza doliny wracają bliżej. Odcinek Aschaffenburg-Frankfurt to już prawie miasto i bardzo duży, trochę upierdliwy ruch podmiejski w weekend, gdy np. chcecie zdążyć na pociąg do Frankfurtu. Gdyby nie Seligenstadt, napisałbym że można odpuścić. A poza tym to miasteczka, browary, browary, browary, browary, browary (najwięcej na świecie na mieszkańca), jeszcze jakieś browary, winnice, naprawdę pyszne jedzenie - solidna niemiecka mięsna kuchnia. I jeśli podróżujecie nie tylko dla samego roweru, to naprawdę zajmująco wokół - na liście UNESCO Bayreuth, Bamberg i Würzburg. Kilka zdjęć. W miastach oczywiście zwykle też z klasą - Kulmbach: Fragment nad Białym Menem, to sam początek na mniej popularnym wariancie: A kawałek dalej zaczyna się już regularna Mainradweg, elegancko oznakowana: Jeśli nie ma wydzielonej drogi (pieszo-)rowerowej, to są przynajmniej drogi ograniczone dla rowerów i rolników: Trochę wyżej z widokiem na dolinę Menu - nitka blisko szosy: Miejskie klimaty - Stary Most na Menie i twierdza Marienberg: Im dalej, tym więcej jest miejsca w dolinie i droga częściej idzie przy wodzie: Zwykle klimatyczne są zakola rzeki, które szlak rowerowy trochę ścina, pojawia się więcej przestrzeni: A zdarza się, że trzeba uważać, by nie wpaść do wody: Znowu z wysoka - szlak to ta nitka między rzepakami: Albo tak: Zdarza się, że winnice lecą na głowę: Wszelkie trasy przecina się bezkolizyjnie - linie kolejowe, autostrada - jadąc rowerem można tego nie zauważyć. I jeszcze trochę nadmeńskich landmarków - Miltenberg na Szlaku Muru Pruskiego: Bardzo polecamy. Nawet z naszymi ostatnimi inwestycjami, Niemcy to wciąż inny rowerowy świat. Szy.
  7. Cześć. Forteczna Trasa Rowerowa istnieje już chyba prawie 10 lat, ale w ostatnich latach znacznie zmieniła swój charakter dzięki odnowionym wybranym fortom Twierdzy Przemyśl. I odrobinie nowego asfaltu gdzieniegdzie. O samym szlaku za wiele nie można napisać od strony infrastruktury - to poprowadzona po publicznych, polnych i leśnych drogach trasa przede wszystkim o wybitnych walorach krajoznawczych i krajobrazowych. Specjalnie zbudowanej infrastruktury tutaj nie znajdziecie. Poza stojakami rowerowymi pod fortami, o których m.in. piszę zachwycając się "szatą estetyczną" wykonanej rewitalizacji: http://www.znajkraj.pl/podkarpacie-twierdza-przemysl-i-forteczna-trasa-rowerowa Te walory krajoznawcze to kilkadziesiąt mniejszych i większych, zwykle zniszczczonych, czasem zachowanych obiektów fortyfikacyjnych Twierdzy Przemyśl. Temat tak ogromny i tak ciekawy, że naprawdę jazdę po Fortecznej Trasie Rowerowej warto zacząć od wizyty w którymś z muzeum Twierdzy. Nie wiem czy dla każdego to szokujące, ale na mnie zrobiło wrażenie, że budowana kilkadziesiąt lat Twierdza służyła zaledwie przez niecałe 9 miesięcy, od października do maja. I została zniszczona przez... samych budowniczych - Austriaków, którzy... odbili ją już dwa miesiące po wysadzeniu w powietrze jej obiektów. Ufff! Te ładniejsze miejsca wyglądają tak - zwróćcie uwagę na zadbane otoczenie, wykoszoną trawę, jednolite tablice, płoty, ławki... Fort Łętownia: Fort Duńkowiczki: Fort Borek: A te bardziej zniszczone: Obydwie pętle Fortecznej Trasy Rowerowej przecina podkarpacki odcinek Green Velo - jeśli ktoś ma dużo czasu, to zdecydowanie warto zatrzymać się na pętelkę dla urozmaicenia. Kto wie, jak długo utrzyma się piękna oprawa fortów za unijne fundusze... Zdjęcia wykonałem we wrześniu 2017 roku - mam nadzieję, że wciąż jeszcze jest tak efektownie? Z pozdrowerem Szy.
  8. Cześć. Przed chwilą wróciliśmy ze świetnej drogi rowerowej Menu we Frankonii (Bawaria), a w międzyczasie opisał się zeszłoroczny kilkudniowy wypad do Brandenburgii. Wyjazd był kontynuacją jazdy dookoła Brandenburgii szlakiem Tour Brandenburg, chociaż tym razem na dłuższych odcinkach wybieraliśmy inne warianty. Zaczęliśmy w Karstaedt, na północnym zachodzie. Stąd tylko kawałek do Lenzen, gdzie łączy się kilka okolicznych szlaków. I gdzie wjechaliśmy na Elberadweg - drogę rowerową Łaby, ulubioną długodystansową drogę rowerową Niemców. Z Łaby w ujściu Haweli zjechaliśmy właśnie na Havelradweg i tą dojechaliśmy do Poczdamu. Havelradweg zrobiła na nas dużo ciekawsze wrażenie niż Łaba. Hawela jest bardziej kameralna, więcej kręcąca, zahaczająca o fajne miasteczka. Z kolei Łaba w Brandenburgii to długie przeloty w wielkich przestrzeniach, zawsze na wysokim wale powodziowym, zawsze z szerokimi panoramami na okolice. To oczywiście robiąca duże wrażenie jazda, ale nam było przyjemniej jednak na mniejszej rzece. Trasy, okolica, warunki, atrakcje po drodze, bliskość do Polski - to idealne miejsce na ciekawe, rowerowe wakacje. Do momentu wyjazdu nad wspomniany Men, właśnie ten wyjazd był dla nas najlepszym wyjazdem na rowery do Niemiec. Szczegółowa relacja ze śladem, długim tekstem, wszystkimi zdjęciami: http://www.znajkraj.pl/trasy-rowerowe-wzdluz-laby-i-haweli-dookola-brandenburgii ... a tutaj te wybrane chwile - najpierw z lotu rowerem Lenzen (prawie) nad Łabą, węzeł kilku szlaków: Nad samą rzeką stoi dawna wartownia graniczna: Z lewej kanał Haweli tuż przed ujściem do Łaby, wzdłuż kanału, też z lewej, biegnie Elberadweg: Kawałek dalej świetnie położony Havelberg: I to porównanie z Hawelą - to dlatego tutaj nam się bardziej podobało: Fragment przez pojezierza pod Berlinem: Gdzieś po drodze stare wyrobiska gliny, dzisiaj zalane wodą i całkiem naturalnie efektownie się różniące między sobą: I jeszcze kilka rowerowych scen znad Łaby i Haweli. Takie rozwiązania widzieliśmy już kilkukrotnie w Brandenburgii - zachowany stary bruk, bokiem naturalna droga rowerowa (oznaczona), tu akurat zarośnięta: Z sakwami z psem - pies luzem: Nawierzchnia drogi Łaby jest czasem szutrowa, ale równiuteńka: Ta dwójka miała w kaskach łączność przez radio: Droga techniczna dla miejscowych często służyła za pas w drugą stronę chroniąc przed wiatrem, który my mieliśmy w plecy: Czytelne, jasne oznakowania, tutaj z przykładem systemu punktowego - już wzdłuż Haweli: Różne drogi na Havelradweg - betonowe płyty na obszarach zalewowych: ... asfalt wzdłuż szosy: ... i zamknięta, leśna droga: Na koniec, gdzieś przed Poczdamem, jeszcze taki fajny widoczek przy trasie: Z pozdrowerem, oczywiście Szy.
  9. Hej, rowerowe remanenty - grudniowy weekend na... Łódzkim Szlaku Konnym. Bo kto powiedział, że konne szlaki nie mogą być inspiracją dla rowerzysty? :-) Właściwie miałem wrażenie, że w Łódzkiem lepiej się traktuje koniarzy niż rowerzystów. Bo podobnego szlaku to chyba nie macie tam dla rowerów? Tablice informacyjne, miejsca postojowe, wypożyczalnie - koni!, stajnie - wszystko to robi wrażenie przyjemnie zorganizowanego przedsięwzięcia dla miłośników podróży w siodle. Drogi są bardzo różne i raczej niespójne. Tzn. ani głównie dla MTB, ani na szosę - wydaje mi się że jest i tych, i tych po połowie. Za to zdecydowana większość przyzwoita jeśli chodzi o ruch - to rzeczywiście jakieś małe, ciche drogi na uboczu. Mapa szlaku, katalog obiektów powiązanych ze szlakiem na oficjalnej stronie szlaku na www.wsiodle.lodzkie.pl. Więcej wrażeń, fragment szlaku na mapie, trochę zdjęć: http://www.znajkraj.pl/dolina-warty-po-lodzkim-szlaku-konnym-aktywne-lodzkie Drogi wyglądają tak: Piękne i zupełnie nieoczekiwane klimaty nad Wartą - trzeba się kawałek wznieść w górę, by zobaczyć jak Warta meandruje w pobliżu Działoszyna, a czasem jak mroczne, jesienne klimaty dodają specyficznego nastroju: A najciekawszy na trasie na pewno Wieluń. Pięknie prezentujący się z powietrza, chociaż... niestety, widać, jak bardzo poszkodowany przez II wojnę światową. Z ciekawym ratuszem i ocalalą Bramą Krakowską i wieloma obiektami sakralnymi. I Muzeum Ziemi Wieluńskiej z wielkimi fotografiami miasta zniszczonego podczas wybuchu wojny. Bardzo sympatycznie. A latem, ze względu na pogodę, musi być jeszcze przyjemniej. Z noworocznym pozdrowerem Szy.
  10. Hej, na początku jesieni spędziłem weekend na polsko-słowackim pograniczu - trochę Beskidu Żywieckiego i więcej słowackich Beskidów Kisuckich - czy może raczej Kisuc ogólnie, po słowackie Beskidy oglądałem z dolin. Z całej wycieczki podrzucę Wam dwie dobre rowerowe trasy o których warto pamiętać wybierając się w tamte regiony. Jest ich tam wiele więcej oczywiście, ale te dwie ładnie wpasowują się w weekendową pętlę o której piszę na blogu: http://www.znajkraj.pl/beskid-zywiecki-i-kisuce-rowerem-po-pograniczu-polsko-slowackim Mapa poglądowa tras rowerowych regionu Mała Fatra i Kisuce: Pierwsza ze wspomianych tras to Bystrzycka Magistrala Rowerowa - od czerwonej strzałki gdzie stoi mapa ze zdjęcia aż do sztucznego zbiornika Nowa Bystrzyca układającego się w literę "C" na prawo od strzałki - czerwona linia. Trasę poprowadzono po śladzie nieużywanej od wielu lat leśnej kolejki wąskotorowej. Ma długość około 25 kilometrów, prowadzi cały czas w oddali od wsi i zabudowań - wzdluż rzeki Bystrrzyca. Po drodze zdarzają się miejsca odpoczynku, tablice informacyjne o mijanych wsiach i miejscowościach, kilka drewnianych mostków. Wszystko w świetnym, turystycznym standardzie. Początek w Kraśnie nad Kisucą: Specjalna kładka pod mostem na Bystrzycy: Most miłości pełen kłódek - obok trasy Tablica z historią leśnej kolejki i historią powstania rowerowej trasy. Dolna część po polsku - zawsze! Pozostałości II wojny światowej: Przeciętny widok z trasy: Oddalenie od cywilizacji widać na ujęciach z góry: Dużo ludzi na trasie - rodzin, lokalsów, szosowców, górali... Bliżej rzeki - czasem pojawiają się bariery: Ale nie zawsze: Są niewielkie mostki nad schodzącymi do rzeki potokami: Oznaczenia okolic: Trasa wiedzie południowym brzegiem rzeki, więc właściwie cały czas naprzeciw mamy przyjemne widoki na słowackie Beskidy: Są efektowne, drewniane mosty: I naprawdę nietrudno o innych rowerzystów - nawet wpięknie wpasują się w ustawianą samokę Koniec jednej trasy oznacza początek drugiej - to rowerowa trasa wokół zalewu Nowa Bystrzyca - czarna linia na mapie na pierwszym zdjęciu. Z góry prezentuje się tak: Na początku na wysokości zapory to jeszcze jakieś przebłyski starego asfaltu: Potem robi się terenowo, chwilami mocno terenowo - koleiny po leśnym sprzęcie, jednak generalnie jest dość przyjaźnie nawet z sakwami: Bardzo przyjemny klimat, zupełne odludzie, efektowne widoki: Ślad wycieczki, więcej wrażeń, ciekawe miejsca - na blogu, adres na początku posta Z pozdro Szy.
  11. Cześć, naszego podróżowania rowerem po Niemczech część kolejna. Były góry - Harz, były trasy nadrzeczne - Wezera, trochę Haweli, Łaby, były trasy bardzo leśne - Tour Brandenburg na północy, ale nigdy jeszcze nie było morza. Padło więc w tegoroczną majówkę na niemieckie Morze Wschodnie, czyli polskie Morze Bałtyckie Dodatkową motywacją był start projektu EuroVelo 10, jakie w Polsce realizować będą Pomorze Zachodnie i Pomorskie. Móc zobaczyć, jak wygląda niemiecka trasa, by wiedzieć czego wymagać od polskich samorządów - dla mnie świetna sprawa. Niemcy wzdłuż swojego wybrzeża puścili Ostseeküsten-Radweg, która pokrywa się z przebiegiem EuroVelo 10. W większości to drogi rowerowe lub ciągi pieszo-rowerowe, rzadko drogi publiczne o małym ruchu, czasem miejskie promenady nad morzem. To piąta-szósta najpopularniejsza turystyczna trasa rowerowa w Niemczech według ADFC. Zaczęliśmy w Lubece, skąd dojechaliśmy nad Bałtyk, a potem pięc kolejnych dni posuwaliśmy się na wschód, do Stralsundu. Po drodze Wismar i Rostock. Wszystkie cztery miasta to dawna potęga Hanzy. Nie zobaczyć ciekawego muzeum Hanzy na początek - niemożliwe. Niestety, trzeba było wyjść po trzech godzinach, by jednak trochę pokręcić tego dnia. Szkoda, bo właściwie można tam spędzić cały dzień. Lubeka klimatem przypominała mi bardzo Gdańsk. Ta sama gotycka dusza, te same powojenne plomby. Tylko można sobie wyobrażać, w jakim innym świecie żylibyśmy - i w Polsce, i w Niemczech, gdyby nie bombardowane miasta. Po Lubece był ciekawy Wismar, który - dzięki nieosiągalnej w Lubece ciszy i spokojowi - podobał nam się chyba najbardziej. Dalej mniej porywający Rostock, za to ze świetnym rejsem do Warnemunde, a na koniec Stralsund - z kolorowym kościołem św. Mikołaja i fajnym Ozeaneum (oceanarium), ciekawym chyba dla każdego. Na trasie sporo ciekawostek, które sprawiają, że jest naprawdę ciekawie. Ot, podnoszony most drogowy w Lubece - naprawdę robi wrażenie, gdy nagle staje przed Tobą kilkanaście pięter asfaltu. Albo to, że Lubeka jest stolicą.. marcepanu. I wiele więcej. Gdyby udało się taki produkt stworzyć w Polsce, byłoby wyśmienicie. Trochę się obawiam pójścia na skróty w wielu przypadkach, prowadzenia szlaku w Polsce po po prostu zwykłych szosach, zamiast inwestowania w separowane trasy na uboczu. Ale - może? Nasza relacja na blogu, zapraszam: http://www.znajkraj.pl/szlakiem-wybrzeza-morza-baltyckiego-rowerem-po-niemczech Wybrane momenty: Tak bardzo często wygląda trasa - asfaltowy dywanik, wybrzeże. Tu chyba dwie foty z półwyspu przed Stralsundem, gdzie chyba był najdłuższy pojedynczy, ciekawy odcinek trasy: Takich obrazków "z katalogu" było mnóstwo. Okazuje się, że to właśnie w Rostocku zbudowano pierwszy taki charakterystyczny kosz plażowy: Bułka z rybą (do wyboru mnóstwo gatunków) do dostania w każdej z miejscowości. To jak podają - klasa. Pycha! To niemieckie spojrzenie na wojnę - nie pamiętam jednego miejsca w Polsce, gdzie stoi ruina kościoła. Tu zostawia się ślady, zarysy budynków, itp. jako pomniki wojny. Tu dzwony, które upadły podczas bombardowania w 1942 i tak leżą do dziś. Cała Lubeka fajna. Może to Gdańsk nas nauczył takiego sentymentu do nadmorskich miast. Takie widoki - uwielbiamy! Bardzo polecamy. Dotrzeć do Lubeki można bezpośrednio regionalnym połączeniem ze Szczecina. Szy.
  12. Hej, jesienią, po wycieczce po Beskidzie Śląskim, przejechałem się jeszcze dookoła Tatr. W końcu. Zmotywowała mnie do tego nowa trasa rowerowa, jaką budują wokółtatrzańskie gminy. Ale potraktowałem to też jako fajne, porównawcze tło przed czekającą mnie i pewnie wielu z Was jazdą po Green Velo. Warto wiedzieć, jak taki sam szlak robi się na Podhalu. Po wrażenia turystyczno-krajoznawcze (między innymi po piękną inwersję termiczną w Szczyrbskim Plesie) jak zawsze zapraszam na strony bloga... Rowerowa wycieczka dookoła Tatr - Znajkraj. Blog podróżniczy ... a tutaj będzie tylko o tym, jak wygląda nowy "Historyczno-Kulturowo-Przyrodniczy szlak wokół Tatr". Wygląda naprawdę nieźle. Pierwszy odcinek został poprowadzony śladem dawnej linii kolejowej z Nowego Targu do Trsteny na Słowacji. To 40-50 kilometrów ciągłej jazdy, gładkim asfaltem. Niestety, z powodu różnic poziomu gruntu wokół szlaku - dawnego nasypu kolejowego, zdarzają się rzędy barierek, w dodatku dość agresywnie malowanych. Jest wiele miejsc, gdzie poustawiane na siłę wokół przejazdów i w miastach... męczą. Ale jak męczą barierki, to dają odetchnąć widoki. Dawna trasa kolejowa, jak to zwykle bywa, biegnie z dala od szos i jedzie się naprawdę świetnie, z polami, lasami wokół i widokami na góry. Obawiam się, że to będzie coś, czego właśnie najbardziej będzie brakowało na Green Velo, gdzie tak wiele szlaku pociągnięto po prostu po szosach. Infrastruktura - super. Jeśli jedziecie sobie szlakiem i nagle zaczyna majaczyć gdzieś w lesie wiata, z paleniskiem, mnóstwem miejsca wokół, gdzie nawet do środka wejdzie namiot w przypadku jakiegoś większego kryzysu pogodowego, specjalnie wybudowana właśnie dla Was... Jeśli kawałek dalej przez Czarny Dunajec jedzie starym mostem kolejowym, wyremontowanym właśnie dla Was, a po drodze mijacie wciąż porządne, stylowe, po prostu ładne wiaty z ławkami... Chce się jeździć, naprawdę. Brakuje toalety w takim miejscu, ale może za szybko chciałbym ją widzieć, tam wciąż trwały prace budowlane. Wielkie pytanie o przyszłość. Bo w tej chwili z coś koło 300-kilometrowej trasy wybudowano kilkadziesiąt kilometrów z Nowego Targu, kilkanaście kmów gdzieś na Słowacji, w okolicach Popradu, kawałek koło Liptowskiego Mikułasza. Nie wiem, czy trwają kolejne prace budowlane, przetargi, projekty? Ciekawe, nawet fajne, że szlak nie ma prowadzić najkrótszą pętlą, a szeroko, dolinami, obchodzić całe Tatry aż po (chyba) Pieniny. Może ktoś z Was wie, co słychać w sprawie kolejnych fragmentów? Genialne, że trasa zimą będzie wykorzystywana na biegówki. Już zeszłej zimy udało się raz wyratrakować (!) ją z Nowego Targu aż do Orawic. To dokładnie tak powinno działać! Foty. Początek w lesie koło Nowego Targu: Między Nowym Targiem a Czarnym Dunajcem: Most nad dopływem Czarnego Dunajca: Tak się odpoczywa: Takie różne kombinacje słupkowe: Wzdłuż szosy do Nowego Targu: Świetna wiata z paleniskiem: Rowerowy most: W okolicach granicy PL-SK: Już po stronie słowackiej: Plus kilka nierowerowych zdjęć z trasy - więcej na stronie. Pozdrower! :] Szy.
  13. Cześć, pierwsza część rowerowych wakacji w tym roku - Jura Krakowsko-Częstochowska. Trasa krótka - po śląskiej części, bo jeszcze czekały inny miejsca. Auto zostaje w Częstochowie, na rower i powrót pociągiem z Zawiercia. Nie byłem na Jurze kilka lat, a na rowerze - ze 25. Mnóstwo rzeczy się zmienia. W większości na dobre, choć czasem ręce człowiekowi opadają gdy widzi, jak wygląda spędzanie wolnego czasu w Polsce. No cóż, wymagać by wszyscy jeździli podczas urlopu na rowerze to jednak za dużo Najfajniejsza rowerowa zmiana na Jurze - około 20-30 kilometrów regularnych, "europejskich" dróg rowerowych wokół Żarek - Żarki, Ostrężnik, Przewodziszowice, Mirów. Prawdziwe, asfaltowe trakty przez lasy, z miejscami postojowymi, z których kilka może być i biwakowymi - w spokojnych miejscach na uboczu. Oczywiście wyznakowane że tylko dla rowerów, ale i tak lokalne patafiany robią sobie skróty samochodami. Szkoda, bo jeśli na jednym kilku krętych zjazdów spotkać się wyjeżdżającym z zakrętu autem... Trzeba będzie mieć szczęście, dużo szczęscia, by wyjść z tego cało. Jednak drogi są, proszę jeździć dużo i głośno o tym mówić, by lokalne samorządy widziały, że zrobiły coś wyjątkowego. Bo zrobiły! Droga chyba ma jakiś istotny status, że stawia się na niej tablicę z nazwą miejscowości? Poza tym szlaki na Jurze są mocno "klasyczne". Tu jakaś gruntówka, tam kawałek przez las - taka zwyczajowa polska turystyka rowerowa. Większosć odcinków bardzo w porządku, klimatyczne odcinki po jurajskich lasach, czy nad Wartą, zaraz koło Częstochowy... ... choć czasem jest i tak, i tak: Nie są to na szczęście odcinki kilometrowe, ale czasem człowiekowi chodzą po głowie myśli, że trzeba mieć było sporo fantazji byakurat tam prowadzić trasę, podczas gdy niedaleko prowadzi rozsądny gruntowy objazd. A może to po prostu cisza przed kolejnymi inwestycjami i nie ma sensu już mieszać w dawnej rowerowej materii? Mam nadzieję. Generalnie cisza, spokój, także lokalne puste asfalty, szerokie szutrówki. Mimo niewątpliwej popularności regionu to wciąż takie okolice, że można sobie stanąć na środku drogi, wyciągnąć bidon i bezstresowo odetchnąć pełną piersią. Na Jurę jedzie się oczywiście po zamki. Tych jest sporo, nie ma co Wam tutaj przewodnika pisać, bo podejrzewam że Jura jest w topie tego typu wydawnictw. Więc tylko historia taka, która nam bardzo się podobała: zamek w Bobolicach. Kupił dawną, piękną ruinę człowiek - tę ze stojącą jedną ścianą z oknami, na pewno znacie. Nie było dawnych planów, wskazówek jak odbudować. Więc chyba tak trochę po swojemu zbudowali takie coś: Jak to w Polsce - jednych oburza, drugich mniej, a takich nas - w ogóle. Nam się podoba. Trudno nam widzieć w tym "disneyland", jak gdzieś czytaliśmy. Dla nas to rzeczywiście pobudzająca wyobraźnię próba przywrócenia historii. Gdyby tak odbudować więcej pałętających się po Polsce zrujnowanych zamków? I jest coś jeszcze wokół - jakaś minimalna klasa. Nie ma dziesiątek straganów, zapiekanek i hot-dogów. Jest elegancka kawiarnia, kawałek dalej hotel. Życzyłbym sobie więcej takiego miłego tchnienia Europy jak w Bobolicach. Z miłych nam akcentów jeszcze... jedzenie. Po raz kolejny na Jurze rowerową marszrutę wytyczały nam między innymi "Śląskie Smaki" - śląski smak kulinarny. I tak trafiliśmy do hodowli ryb w Sygontce, na północ od "właściwej" Jury, za Złotym Potokiem. Na talerzach rosół z jesiotra, a potem pierogi z pstrągiem i suszonymi pomidorami. Wyjazdowo miejsce kompletne - siadasz na słoneczku, na stole pyszne żarcie, obok piwko i wiesz, że u góry czeka na Ciebie łóżko. I że już naprawdę nic dzisiaj nie musisz... Następne takie rybne miejsce jest w Złotym Potoku. Z Sygontki, z której wyjeżdżaliśmy, to było ledwie kilka kilometrów, a że nie przywykliśmy takich miejsc opuszczać, więc rybę na obiad mieliśmy na śniadanie. Cały Złoty Potok ciekawy, z pałacem, dworem, Bramą Twardowskiego, wspomnianą hodowlą, fajnym szlakiem rowerowym lasem, zamiast przejazdu ruchliwą trasą, o, między innymi tutaj, nad stawem "Amerykan": To co nam się jeszcze wyraźnie rzuciło w oczy, to projekt unijny który przyniósł na Jurę dziesiątki miejsc postojowych jak to - tu w okolicach Zawiercia: Stawiane rzeczywiście przy szlakach rowerowych wyglądają efektownie, może skromnie, ale bardzo przyjemnie "eko". Gdyby jeszcze trochę podciągnąć w górę standard rowerowych tras i z piaszczystych, naturalnych zrobić je chociaż utwardzanymi szutrami. Jak w Borach Tucholskich, na Kaszubskiej Marszrucie? Byłby następny rowerowy hicior. I tyle rowerowo w pigułce. Więcej krajoznawczo, więcej wrażeń, 150 zdjęć i cały ślad trasy jak zawsze na blogu, zapraszam www.znajkraj.pl/szlakiem-orlich-gniazd-slaskie-na-rowerze Z pozdrowerem Szy.
  14. Hej, Do Łódzkiego w zeszłym roku trafiłem jesienią - między innymi do Sieradza, Uniejowa i Poddębic. W tym roku, już z Olą, spędziliśmy dwa dni w okolicach Tomaszowa Mazowieckiego - nad Zalewem Sulejowskim, a potem w dolinie Pilicy. W niepozornej okolicy, jaką setki razy mijałem samochodem jadąc z Gdańska na południe, a także którą często mija wielu z Was jadąc gierkówką z Warszawy w kierunku Piotrkowa, spędziliśmy dwa fajne dni na pustych, cichych rowerowych szlakach. Miejscem centralnym były Smardzewice, skąd pierwszego dnia zrobiliśmy trasę na południe - dookoła zalewu, a drugiego na północ, w większości po lasach Spalskiego Parku Krajobrazowego. Ciekawe miejsca? Sporo: opactwo cystersów w Sulejowie z efektownym, zaraz 1000-letnim kościołem, Tomaszowska Okrąglica - czyli Skansen Rzeki Pilicy, Groty Nagórzyckie i Niebieskie Źródła, robiący wrażenie bunkier hitlerowskich pociągów specjalnych w Konewce, czy olimpijska Spała, która ma sporo więcej do pokazania, niż olimpijczyków. I olimpijki Całe nasze rowerowe Łódzkie w ostatnim numerze Rowertouru i na naszych blogowych stronach, zapraszam: http://www.znajkraj.pl/parki-krajobrazowe-nad-pilica-lodzkie-na-rowerze W fotoskrócie: Bardzo "owocna" była jazda - jeżyn do oporu: I grzybów trochę: Trzymaliśmy się zielonego szlaku "ścieżki rowerowej Zbigniewa Goliata", która w najlepszym razie wyglądała tak - idealnie: Ale też czasem tak: Lub tak: Generalnie zawsze przejezdnie, choć czasem z przyczepką to pewnie byłoby trochę walki. Miejsca na trasie - opactwo cystersów w Sulejowie-Podklasztorzu - romański kościół... ... z barokowym wystrojem. Fantastyczne schronienie przed skwarem, a potem na piwo do hotelu w d. klasztorze. Przyjemne wrażenia pozostawia Tomaszkowska Okrąglica - zebrane w jeden projekt trzy miejsca koło Tomaszowa: Groty Nagórzyckie... ... rezerwat przyrody Niebieskie Źródła... ... i skansen Pilicy - z wieloma różnymi eksponatami związanymi z terenami nad Pilicą. Potem była Spała, która okazała się także rezydencją carów i prezydentów RP, ze wspaniałą drewnianą Kaplicą Prezydentów właśnie: No i niezły historyczny smaczek - bunkier niemieckich pociągów specjalnych w Konewce: Ze sklepem spożywczym w synagodze w Inowłodzu na koniec: Dwa kółka wyszły nam na koło 150 kilometrów, idealnie na sympatyczny rowerowy weekend. Dokładna trasa - na blogu. Z pozdrowerem Szy.
×