Ranking
Popularna zawartość
Zawartość, która uzyskała najwyższe oceny od 01.03.2026 uwzględniając wszystkie działy
-
W związku z tym, że pojawiło się trochę pytań o tegoroczną edycję Cape Epic, wrzucam krótkie podsumowanie z mojej perspektywy. Jeśli ktoś ma pytania o przygotowanie, sprzęt czy logistykę wyjazdu do RPA — chętnie pomogę. 8 dni, 707 km, ponad 15 900 m przewyższenia. Teoretycznie (i w praktyce 😉) najtrudniejszy etapowy maraton MTB na świecie. Taki „Tour de France” dla kolarstwa górskiego — również ze względu na bardzo mocno obsadzone kategorie PRO. Skąd w ogóle ten pomysł? Cape Epic to wyścig, o którym prędzej czy później słyszysz — i który albo Cię odstrasza, albo wciąga. Nas zdecydowanie wciągnął, zwłaszcza, ze już zrobiłem Swiss Epic i Andora Epic i ukończenie Cape dawało mi tytuł epickiej legendy... 🙂 Start odbywa się w parach i to absolutny fundament tej imprezy. Nie możesz zostawić partnera — musicie dojechać razem i zmieścić się w limicie czasu. Pojechałem z kolegą o bardzo podobnym poziomie i była to jedna z najlepszych decyzji w całym projekcie. Przygotowania? Głównie treningi w Szwajcarii. Alpy robią świetną robotę pod kątem kondycji, ale ośmiu dni ścigania dzień po dniu nie da się w pełni zasymulować. Trasa 2026 — Meerendal → Stellenbosch Prolog w Meerendal (okolice Kapsztadu), potem transfer do Montagu, przez Greyton i finał w Stellenbosch. • Prolog: 20 km / 650 m • Etap 1: 90 km / 2150 m • Etap 2: 102 km / 2250 m • Etap 3: 140 km / 1750 m • Etap 4: 87 km / 1750 m • Etap 5: 134 km / 2750 m • Etap 6: 76 km / 2450 m • Etap 7: 58 km / 2150 m Spaliśmy w namiotach i generalnie warunki mieliśmy mocno podstawowe. Generalnie można dokupić: pakiet serwisowy dla rowerów, spanie w lepszych namiotach lub hotelu albo masaże. My przyoszczędziliśmy 😊 Charakter trasy i przebieg wyścigu Trasy były raczej interwałowe — podjazdy najczęściej po 200–400 metrów, chwila w dół i znowu to samo. Osobiście lepiej czuję się na długich wspinaczkach, więc to nie był „mój” profil. To co się wyróżniało na plus to super oznakowana trasa. Nie mieliśmy śladów GPS, ale to nie był problem, bo nigdy nie było sytuacji, że nie wiadomo, dokąd jechać. Technicznie: w skali S0–S5 dominowały odcinki S0 i S1. Raz kojarzę może 10 metrów czegoś w stylu S2 😉 Czyli generalnie do przejechania dla każdego — oczywiście z różną prędkością. Sam wyścig mieliśmy dość „czysty”. Jedyny poważniejszy problem to zerwany łańcuch na etapie 2, mniej więcej w połowie dystansu. Na szczęście szybka naprawa i jedziemy dalej. To dobrze pokazuje, że Cape Epic to nie tylko noga, ale też podstawowa mechanika. Na trasie nie ma „lawety”. Najtrudniejszy etap to zdecydowanie etap 5. Najdłuższy czasowo i… pięć godzin ciągłego deszczu oraz zimno. Po kilku dniach kurzu trasa zamieniła się w rzekę błota. Koła się kleją, każdy podjazd kosztuje dwa razy więcej energii, a zjazdy stają się loterią. Ten wyścig momentami naprawdę sprawia wrażenie, jakby chciał Cię zniszczyć. Dojeżdżasz do bazy — i jeszcze „bonusowa” rundka z dodatkowymi przewyższeniami. Albo 5 km do mety i zamiast szybkiego dojazdu… techniczne, męczące single do samego końca. Często pada pytanie po powrocie: „upał najbardziej dawał w kość?” Nie do końca. Upał był wyzwaniem, ale do opanowania — choć szczególnie na początku zdarzały się sytuacje, gdzie ludzie dosłownie schodzili z trasy, chowali się w cieniu czy „odcinali prąd” na naszych oczach. Dla nas jednak prawdziwym przeciwnikiem była kumulacja zmęczenia. 8 dni z rzędu. Każdego dnia wstajesz zmęczony, siadasz na rower i zaczynasz od nowa. Bez dnia przerwy, bez taryfy ulgowej. I to właśnie to „zabija” — nie pojedynczy etap. Nam udało się wjechać do pierwszej setki — 98. miejsce w kategorii Masters. Ale ~30% zespołów nie ukończyło wyścigu. Przy takim nakładzie czasu i kosztów nie jestem pewien, czy jakby się tym razem nie udało to czy łatwo byłoby się zmotywować, żeby próbować robić to drugi raz 😉 Cape Epic to nie tylko wyścig — to projekt życiowy skondensowany do jednego tygodnia 🙂. Uczy zarządzania kryzysem, słuchania organizmu, pracy zespołowej i tego, żeby nie odpuszczać, kiedy jest najciężej. Sporo osób musiało zrezygnować z powodów zdrowotnych – wypadków, a zwłaszcza problemów żołądkowych, więc tu też trzeba bardzo uważać co i jak się je. Sprzęt Obaj jechaliśmy na Orbea Oiz — i sprzętowo naprawdę ciężko się do czegoś przyczepić. Na plus też opony Vittoria Mezcal i Barzo — ani jednego kapcia i bardzo dobre trzymanie (no, poza błotnym etapem 5 😉). I jeszcze kilka zdjęć:27 punktów
-
26 punktów
-
24 punktów
-
23 punktów
-
23 punktów
-
Koledzy pomóżcie. Są opinie, że powinienem udać się do fryzjera. Ja jednak uważam, że do Einsteina mi jeszcze daleko, oczywiście bardziej umysłem niż fryzurą, ale jednak, więc nie mam się jeszcze co spieszyć. Mam rację, prawda?23 punktów
-
23 punktów
-
22 punktów
-
Bo góreczka z ostatniej wrzutki zdobyta w pięknych okolicznościach przyrody - uwielbiam taki klimat w lesie21 punktów
-
Jak wiecie, księżyc świeci światłem odbitym. Mówi się, że niby słonecznym, ale prawda jest zupełnie inna. P.S. Wybaczcie, że nie świeci co noc, ale przyznaję, że czasem nie nadążam z ładowaniem latarki.21 punktów
-
21 punktów
-
Ja tam nie wiem skąd wy tę wiosnę bierzecie. U mnie dalej jesień.21 punktów
-
21 punktów
-
21 punktów
-
Rzeczywiście, te wczesnowiosenne kolory jakieś takie... mało kolorowe.21 punktów
-
21 punktów
-
21 punktów
-
Postanowiłem utrudnić sobie życie i na rower przestaję zabierać aparat, a zdjęcia będą jedynie z telefonu. Po jednym takim dniu przyznaję, że nie jest to łatwe i gratuluję wszystkim, którzy tak na co dzień działają.21 punktów
-
Bo wiosna za zaułkiem się czai. Żyję, w styczniu i lutym była rowerowa masakra, kilka prób wyjazdu, ale przeważnie kończyło się to frustracją...21 punktów
-
20 punktów
-
Pod drzewem sobie stoję, saren się nie boję Bo skowronki są straszniejsze, mimo że znacznie mniejsze.20 punktów
-
20 punktów
-
20 punktów
-
Bo pierwsza w lewo, dwa kilo i wjeżdżamy na żurek i kiełbę z ognia20 punktów
-
Dobra, dobra. Nie po to wiozłem całą drogę płyn do kąpieli w bidonie, żeby teraz się nie móc wykąpać.19 punktów
-
Bo Pilen Lyx i nawet w niedzielny poranek mam ochotę jechać po bułki.19 punktów
-
19 punktów
-
19 punktów
-
19 punktów
-
19 punktów
-
19 punktów
-
19 punktów
-
19 punktów
-
19 punktów
-
Bo pojechałem sobie w pozytywnych okolicznościach, kiedy nagle zadzwoniła dentystka, że ma wolny termin za 1,5 godziny. Powrót na szybkości, dlatego zrobiłem tylko 1 zdjęcie dziś.18 punktów
-
18 punktów
-
Mi tam drzewa/krzaki nie przeszkadzają. Jak mam opcje wypadu w np. Karkonosze/Izery albo Sowie, to wybieram Sowie, które uwielbiam. A widoki... Bo zawsze można lekko odbić ze szlaku18 punktów
-
18 punktów
-
18 punktów
-
18 punktów
-
18 punktów
-
18 punktów
-
18 punktów
-
18 punktów
-
Bo słońce, lód i 15c. Poczułem się jak w weekend majowy na studiach, plaża, grill, piwko i 20cm lodu na jeziorze.18 punktów
-
18 punktów
-
18 punktów
-
18 punktów
-
18 punktów
-
18 punktów
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00
