Skocz do zawartości

Rekomendowane odpowiedzi

Cześć!

Foty z oddanej do użytku pod koniec 2019 roku trasy rowerowej po Mierzei Wiślanej prawdopodobnie widzieliście wszyscy. Zdjęcia z niej regularnie pojawiały się w różnych miejscach w zeszłym roku. Nic dziwnego, bo efektowny odcinek przed Krynicą Morską to na bank jeden z tych najładniejszych na naszym wybrzeżu:

efektowny-odcinek-trasy-rowerowej-kolo-k

najpiekniejszy-fragment-trasy-rowerowej-

trasa-rowerowa-po-mierzei-wislanej-z-lot

trasa-rowerowa-kolo-krynicy-morskiej-na-

mierzeja-wislana-kolo-krynicy-morskiej-m

 

Z Gdańska mamy blisko, więc zaglądaliśmy kilkukrotnie - z naszych wizyt w poprzednim i w tym roku zrobił się prawie kompletny przewodnik po atrakcjach Mierzei Wiślanej i o samej trasie rowerowej, którą można w te miejsca dojechać, zapraszam:

👉 Szlak rowerowy R10 na Mierzei Wiślanej, Mikoszewo-Piaski (Znajkraj)

Trasa rowerowa R10 - Mierzeja Wiślana

 

Trasa ma 52 kilometry długości - tyle wynosi odcinek z Mikoszewa przez Sztutowo, Kąty Rybackie, Krynicę Morską do Piasków, pod samą granicę polsko-rosyjską. To taki dystans, który jednym pozwoli skoczyć tam i z powrotem jednego dnia, a innym spędzić na trasie cały weekend z noclegiem w Krynicy lub Piaskach. Jeśli ktoś się najeździ głównym przebiegiem, można go nieco modyfikować w kilku miejscach, można włączyć się do niego w połowie przyjeżdżając gdzieś z Żuław i można też w Krynicy Morskiej wsiąść na statek i przepłynąć do Tolkmicka lub Krynicy Morskiej i wracać drugą stroną Zalewu Wiślanego. 

Ta ostatnia opcja jeszcze odrobinę niedomaga, bo obydwaj armatorzy - tramwaj wodny "Kutrzeba" do Tolkmicka i Żegluga Gdańska do Fromborka - dość chimerycznie podchodzą do tegorocznych rejsów. To trzeba zawsze sprawdzać przed wyjazdem by nie zostać zaskoczonym na miejscu. Jak my, którzy podczas jednego z wyjazdów zmuszeni byliśmy szukać "własnego" transportu przez Zalew do Fromborka.

Sama trasa niemal w całości to leśny szuter. Czasem bardzo przyjazny, równy, czasem z niewielkimi koleinami tam, gdzie na trasę - mimo oznaczeń drogi rowerowej - przemycają się samochody. W Sztutowie, Kątach i Krynicy - odrobina miejskich klimatów, czyli kostka, asfalt, itp. Przed samą Krynicą Morską - długi efektowny odcinek po nawierzchni żywiczno-mineralnej. Po 40 kilometrach na szutrze, zawsze mam wrażenie ogromnej lekkości i wręcz płynięcia na niewielkich leśnych podjazdach w tamtej okolicy.

Można też całość podzielić na trzy różne części. Do Sztutowa jest dość spokojnie, płasko, poszczególne fragmenty są przeważnie długimi prostymi. Od Sztutowa do Krynicy trasa kręci na boki i góra-dół, by za Krynicą do Piasków znowu się uspokoić. 

Na zdjęciach w różnych porach roku cała trasa wygląda tak - chronologicznie, od Mikoszewa do Piasków, od szlabanu do szlabanu:

poczatek-trasy-rowerowej-w-mikoszewie-mi

trasa-rowerowa-eurovelo-10-w-pomorskiem-

trasa-rowerowa-kolo-jantaru-mierzeja-wis

szlaban-na-drodze-rowerowej-kolo-jantaru

trasa-rowerowa-w-okolicach-stegny-mierze

lesna-trasa-rowerowa-mierzeja-wislana-mi

rower-r-raymon-tourray-6-na-mierzei-wisl

rowerzysci-na-trasie-rowerowej-kolo-steg

wjazd-na-lesna-droge-rowerowa-w-sztutowi

droga-rowerowa-kolo-katow-rybackich-mier

zroznicowana-trasa-rowerowa-po-mierzei-w

szlak-rowerowy-r10-miedzy-sztutowem-a-ka

zjazdy-i-podjazdy-na-mierzei-wislanej-mi

mierzeja-wislana-zakaz-wjazdu-dla-rowerz

droga-rowerowa-za-katami-rybackimi-na-mi

droga-rowerowa-na-mierzei-wislanej-przed

droga-rowerowa-na-mierzei-wislanej-nad-z

r-raymon-tourray-6-na-mierzei-wislanej-m

lesny-odcinek-drogi-rowerowej-na-mierzei

szlak-rowerowy-r10-na-mierzei-wislanej-p

nawierzchnia-mineralno-zywiczna-drogi-ro

mineralno-zywiczna-droga-rowerowa-kolo-k

droga-rowerowa-kolo-krynicy-morskiej-nad

szutrowa-droga-rowerowa-kolo-krynicy-mor

trasa-rowerowa-do-piaskow-na-mierzei-wis

koniec-trasy-rowerowej-mierzei-wislanej-

 

Tyle o samej trasie. A wokół jest też kilka ładnych lub ciekawych miejsc do zobaczenia. Do tych najciekawszych należy na pewno rezerwat kormoranów "Kąty Rybackie", z wciąż powiększającym się obszarem lasu, jaki niszczą swoimi odchodami i resztkami pożywienia ptaki.

umierajacy-las-w-rezerwacie-katy-rybacki

las-w-rezerwacie-katy-rybackie-na-mierze

 

Jest przekop Mierzei Wiślanej, na który bez względu na emocje polityczne, wypada patrzeć jak na niezwykłą budowlę hydrotechniczną. Tu polecam punkt widokowy na zachodnim skraju lasu, nie na wschodnim, gdzie mieści się ten "oficjalny".

budowa-przekopu-przez-mierzeje-wislana-m

przekop-mierzei-wislanej-z-gory-mierzeja

budowa-przekopu-mierzei-wislanej-mierzej

 

A za Krynicą Morską, gdzie niedaleko od siebie znajdują się dwa punkty widokowe - Wielbłądzi Garb i góra Pirat, polecam ten drugi. To świetna wieża obserwacyjna z widokiem na Zatokę Gdańską i Zalew Wiślany jednocześnie, która w dodatku idealnie nadaje się do rozstawienia tam namiotu. i do której biegnie kilkusetmetrowy klimatyczna leśna droga.

wieza-obserwacyjna-na-gorze-pirat-na-mie

sciezka-prowadzaca-do-wiezy-obserwacyjne

 

Jeszcze kilka obrazków z Mierzei Wiślanej:

przystan-plazowa-lodzi-rybackich-w-janta

rower-turystyczny-r-raymon-tourray-6-na-

sarna-z-mierzei-wislanej-mierzeja-wislan

rowerem-po-plazy-na-mierzei-wislanej-mie

latarnia-morska-w-krynicy-morskiej-mierz

piaszczysta-sciezka-na-gorze-pirat-mierz

dzieciol-duzy-z-mierzei-wislanej-mierzej

raymon-na-mierzei-wislanej-mierzeja-wisl

stop-znak-na-koncu-ostatniej-polskiej-pl

znaki-eurovelo-10-w-krynicy-morskiej-mie

 

Po więcej zapraszam na Znajkraj :)

Szy.

Edytowane przez szy
  • +1 pomógł 2
Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tym bardziej przykro, że już pojawiają się takie powiaty w głębi kraju, które sobie świetnie z tym radzą. Na przykład pobliski powiat toruński, gdzie powstały dziesiątki kilometrów całkiem sensownych dróg rowerowych poza miejscowościami. 

Niedawno też oglądaliśmy ddry na Żuławach, gdzie gminy Nowego Dworu Gdańskiego i Malborka też budują trochę takiej bardzo podstawowej infrastruktury dla rowerów. 

Długa droga (rowerowa 😎) przed nami. 

Szy. 

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

Podejrzewam, że niewiele osób z Was zajrzy na bloga, więc tu jeszcze wspomnę o tym, że R10 w tym dotychczasowym wydaniu już nie jest tym, czym się wydaje 😏

Cytując siebie z bloga:

Cytat

 

Otóż w wyniku dużego projektu unijnego "Biking South Baltic!" [...] symbol R10 odesłano do lamusa i zastąpiono nazwą EuroVelo 10. A przynajmniej tak zrobiło Pomorze Zachodnie.

Pomorskie wybrało inne, raczej nieintuicyjne podejście: zamiast zastąpić stary symbol R10 nową nazwą EuroVelo 10 i przestać używać symbolu R10 w ogóle, zaczęło nazywać w ten sposób szlaki łącznikowe, jakie łączą okolice z trasą wokół Bałtyku. Jednym z takich szlaków łącznikowych jest właśnie trasa po Mierzei Wiślanej. I o ile znaki R10 na Mierzei Wiślanej specjalnie nie zaskakują (wciąż to linia bałtyckiego wybrzeża), to ich obecność w Słupsku czy Pruszczu Gdańskim może kogoś, kto na bieżąco nie śledzi rozwoju turystyki rowerowej w Polsce, zaskoczyć.

 

Czyli mamy taką sytuację:

* na Pomorzu Zachodnim stary R10 to nowy EuroVelo 10 (z niewielkimi zmianami związanymi z wytyczeniem lepszych przebiegów często po nowych ddrach),

* w Pomorskiem R10 nazywa się teraz szlaki boczne dochodzące do nowego przebiegu EuroVelo 10, czyli mamy jeden R10 na Mierzei Wiślanej, drugi R10 na Mierzei Helskiej, trzeci R10 ze Słupska, czwarty R10 z Pruszcza Gdańskiego - wszystkie opisano tym samym symbolem.

Tę sytuację z Pomorskiego symbolicznie pokazuje ta tablica:

tablica-informacyjna-szlakow-eurovelo-10

... EuroVelo 10 w jedną stronę, R10 w drugą.

 

Więc na Pomorzu Zachodnim powiedzenie, że jechaliśmy szlakiem R10 wzdłuż wybrzeża wciąż może mieć sens. Ale w Pomorskiem - jak widać - to już nieco bardziej skomplikowane.

Szy.

Edytowane przez szy
  • +1 pomógł 2
Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.

  • Podobna zawartość

    • Przez szy
      Cześć!
      Pomorze Zachodnie to jeden z dwóch regionów w Polsce, jakie konsekwentnie i aktywnie rozwijają swoją sieć tras rowerowych. Najpopularniejsza jest oczywiście nadmorska Velo Baltica, czyli część europejskiego EuroVelo 10 na Pomorzu Zachodnim. Do tego Blue Velo, które ma być końcówką ogólnopolskiej trasy wzdłuż Odry, a także Trasa Pojezierzy Zachodnich, która... będzie jedną z moich ulubionych, gdy ją dokończą. Czwartym jest właśnie Stary Kolejowy Szlak, który dzięki odświeżonym inwestycjom sprzed lat i jeszcze planowanym robotom, powinien niedługo być jednym z popularniejszych w całej rowerowej stawce w Polsce.
      O Starym Kolejowym Szlaku na blogu piszę tutaj 👇
      Stary Kolejowy Szlak na Pomorzu Zachodnim. Rowerem nad Morze Bałtyckie (Znajkraj)

       
      ... a na całą sieć tras rowerowych Pomorza Zachodniego możecie rzucić okiem na oficjalnej mapie:
      https://trasyrowerowe.wzp.pl/
       
      I tradycyjnie niżej, wyciągając dla Was rowerowe smaczki, choć tym razem nieco skromniejsze, mocno monotematyczne.
      Te największe w przypadku Starego Kolejowego Szlaku to oczywiście zamiana zlikwidowanych linii kolejowych w drogi rowerowe. Nie tylko nie ma w Polsce szlaku, który posiadałby ich więcej, ale nawet jeden z odcinków SKS jest być może najstarszą inwestycją rowerową w Polsce o tej skali. To naturalnie na pewno już znana wielu Wam droga rowerowa ze Złocieńca do Połczyna-Zdroju - z krótką odnogą koło tego ostatniego to 35 kilometrów nieprzerwanego asfaltowego dywanika. Ciekawe, że droga rowerowa, mimo że pochodzi z 2002 roku (!), to trzyma się w całkiem niezłej kondycji. 












       
      Potem jest niestety przerwa, której na razie nie ma w planach robót, czyli jakieś 30 kilometrów do przejechania między Połczynem-Zdrojem a Białogardem. A kilka kilometrów od Białogardu, w Karlinie, znów zaczyna się przyjemna jazda aż do Zieleniewa pod Kołobrzegiem, skąd do samego Kołobrzegu są miejskie drogi rowerowe.







       
      Tyle pokolejowych klimatów, reszta trasy to na razie spokojne drogi publiczne i leśne. 
      Praktycznym rozwiązaniem jest rozdzielenie końcówki szlaku w Białogardzie na dwie odnogi. Ta podstawowa biegnie przez Karlino po pokolejowej drodze rowerowej do Kołobrzegu - jest wyżej na zdjęciach. Ale druga, alternatywna końcówka, odbija do Koszalina, skąd przez Mielno można dotrzeć do Kołobrzegu po nowej EuroVelo 10 i wrócić do Białogardu "pod prąd" zamykając coś, co nazwaliśmy "balonikiem na sznurku". 
      A że akurat ten fragment EuroVelo 10 między Mielnem a Kołobrzegiem to jeden z najlepszych, z kilkoma ukończonymi fragmentami izolowanych dróg rowerowych, to całość takiej wycieczki jaką proponujemy na blogu robi się naprawdę przyjemną, w ogromnej częsci pozbawionej ruchu samochodowego, sprawą. To kilka zdjęć z tej części trasy EuroVelo 10, czyli dawnego szlaku R10 - największe wrażenie robią chyba zdjęcia drewnianej kładki oddzielającej Solne Bagno od Morza Bałtyckiego (na końcu):













       
      Krajoznawczo - jest co oglądać, choć sam Stary Kolejowy Szlak to zdecydowanie przede wszystkim przyjemność jazdy rowerem, zwiedzania i wielkich odkryć nie ma wiele. Moża poza Połczynem-Zdrojem, który w moich oczach wypadł bardzo ciekawie i z przyjemnością do niego wrócę jadąc kiedyś znów po SKS.
       
      I jeszcze ciekawostka na koniec. Jeden z chyba czterech (trzech?) dworców przy linii Złocieniec-Połczyn został dobre kilka lat temu zamieniony na pensjonat. Czy zaglądają tam głównie rowerzyści - nie wiem, ale dla mnie jest wymarzonym miejscem na taką rowerową bazę przy popularnym szlaku. Stoi tuż przy drodze rowerowej, w środku jest pięknie urządzony i oferuje średnio-wyższy standard bardziej wymagającym gościom, a tych namiotowych przyjmuje na trawie wokół. Fajna rzecz, naprawdę pięknie utrzymana i chyba nawet mikole patrząc na te zdjęcia tak bardzo nie cierpią.



       
      Na zakończenie myśl nienowa, ale taka, która musi być powtarzana często i głośno - dlaczego tylko dwa z szesnastu województw tak działają? 😪
      Szy.
    • Przez marziandgrey
      Nasza najdłuża wyprawa rowerowa w 2021 i w ogóle kiedykolwiek 😜 Trasa Świnoujście - Piaski -  Tczew = 751 km 
      https://youtu.be/44MaIJ15zSw
      Zapraszamy na relację z tego wypadu 🚴🤫



    • Przez szy
      Cześć! 
      Na Znajkraju jest pierwszy z tekstów o naszych tegorocznych wakacjach. Pierwszy, bo dwutygodniowe rowery w Austrii i Niemczech złożyliśmy z czterech krótszych wyjazdów. I tak, zapraszam serdecznie po tekst o Kolejowym Szlaku Rowerowym Hesji, pełen jednak znacznie innych klimatów niż te, z którymi mamy do czynienia na co dzień:
      👉 Kolejowy Szlak Rowerowy Hesji. Niemiecka kraina wygasłych wulkanów (Znajkraj)

      A tu - proszę uprzejmie - fotograficzna piguła (właśnie, słyszeliście że Matrix wraca?) forumoworowerowo.orgowa 😎
       
      Kolejowy Szlak Rowerowy Hesji to po niemiecku Bahnradweg Hessen - mała sieć kilku krótszych tras pokolejowych (i nadrzecznych, w mniejszym udziale - też), układających się w taką ściśniętą ósemkę (linki do mapy całości na blogu). Można sobie po tym jeździć na jednodniowe wycieczki, można ułożyć trasę na trzy dni jak my, a maks co się da wycisnąć by nie powtarzać tras i widoków to myślę że 5 dni. Nasze trzy dni 236 kilometrów.
      Jak zawsze - po krajoznawstwo zapraszam na bloga, tu skupię się na rowerowych klimatach. Ale krótko tylko napiszę, że Kolejowy Szlak Rowerowy Hesji prowadzi przez dwie charakterystyczne grupy górskie: Vogelsberg i Rhön. Charakterystyczne, bo będące górami pochodzenia powulkanicznego, więc widoków dawnych wulkanów na trasie jest dużo. Te które pokazuję, to w większości Rhön, gdyż część Vogelsbergu przejechaliśmy w deszczu pod nisko wiszącymi chmurami i podejrzewam, że trochę nam niestety umknęło.
       




       
      Rowerowo jest właściwie modelowo. Podobnie jak chce wyglądać Pomorze Zachodnie za kilka lat. I jak mogłyby wyglądać Warmia i Mazury, gdyby tylko chciały. Ale nie chcą. To ze względu na gotową bazę w postaci setek kilometrów nieczynnych dawnych pruskich linii kolejowych.
      Kolejowy Szlak Rowerowy Hesji opiera się na infrastrukturze tras kolejowych, które z powodów ekonomicznych przestały być potrzebne. Na tej najdłuższej Vulkanradweg już w latach 60-tych kolej zaczęła mieć problem z liczbą pasażerów, a przestała ich wozić w połowie lat 70-tych. Potem jeszcze funkcjonowały przewozy towarowe, aż padły i w latach 90-tych, zapewne przy okazji jakichś podsumowań po połączeniu Niemiec, kolejne linie były sukcesywnie likwidowane i rozbierane. A na początku XXI wieku zaczęły zmieniać się w drogi rowerowe. 
      W tekście opisuję, że jechaliśmy łącznie trzema pokolejowymi trasami. Najdłuższa miała ponad 90 kilometrów długości - na takim dystansie rowerzysta znajduje się w wyłącznie własnym królestwie, nieniepokojony samochodami, pieszymi, hałasem, spalinami... Zawsze będę uważał, że nie ma lepszego szlaku rowerowego od takiej pokolejowej drogi.
      Dość pisania, foty - różne miejsca, różne chwile, różne etapy. Najpierw kilka przyjemnych "detali", jakie widzieliśmy. Czasem drobiazgi, ale to te drobiazgi, które robią różnicę.
       
      Najpierw traktor sprzątający drogę i sprzątający człowiek, który sam nam, obydwów naszym grupom, udzielił pierwszeństwa i zjechał z drogi. Tam dba się o czystość nawierzchni drogi rowerowej gdzieś poza miejscowościami. A w środku siedzi życzliwy człowiek, który wie, że jednak, mimo wszystko, to on jest gościem na naszej drodze. 

       
      Potem tunel, przez wiele lat kolejowy, w 1945 roku nawet schronienie pociągu z wojskami hitlerowskimi, a dzisiaj atrakcja na pokolejowej trasie i zimą schronienie dla nietoperzy - stąd te kratki.


       
      Tablice informacyjne - niby drobiazg i banał, ale jednak. Te posiadają i mapę, i przekrój trasy, i info krajoznawcze. Super.



       
      Objazd dla rowerów. Kawałek dalej miał miejsce remont nawierzchni na szosie, więc i samochody, i rowerzystów poprowadzono inną trasą dookoła. I jednym, i drugim przygotowano porządne tablice informujące o robotach i informacja, by kierować się za żółtymi tablicami ("nutzen").


       
      A na sam koniec - duży kamienny most w przebiegu dawnej linii kolejowej, podobny rozmiarem do Stańczyków. Kiedyś dla pociągów, dzisiaj dla rowerów. Ze względu na szeroką nawierzchnię, zmieściło się nawet miejsce do odpoczynku ze stołami.


       
      Ten poziom zaawansowania, dojrzałości w tworzeniu warunków do turystyki rowerowej widać w Polsce w dwóch regionach - w Małopolsce i na Pomorzu Zachodnim, gdzie można zauważyć tego samego rowerowego "ducha" za tworzonymi inwestycjami. A gdzie pozostałe województwa? 😕
       
      Może to kwestia lepszej pogody, ale ładniejszy wydał się nam Rhön. Jest nieco wyższy od Vogelsbergu. A może to przez ten rowerowy tunel?









       
      Vogelsberg był dla nas w dużej części deszczowy, ale droga - Vulkanradweg, ta prawie 100-kilometrowa pokolejowa trasa - była najlepsza.









       
      Podsumowując, kolejna z rowerowych tras, na które wysyłałbym polskich urzędników by zobaczyli, jak wygląda tworzenie regionalnych podstaw do uprawiania turystyki rowerowej. I przyjemna propozycja na jedną z części dłuższego rowerowego pobytu w samych Niemczech lub w Europie.
      Z pozdrowerem, oczywiście
      Szy.
    • Przez szy
      Cześć. Rok bez nowej turystycznej trasy rowerowej byłby dla Małopolski rokiem straconym. W tym roku do sieci Velo Małopolska dołączyła kolejna "ość" rowerowego kręgosłupa, czyli szlak rowerowy w dolinie Popradu z Krynicy-Zdrój przez Muszynę, Piwniczną-Zdrój, Rytro do Nowego Sącza.
      Piszę o jednym szlaku w dolinie Popradu, choć w praktyce to dwa, a nawet trzy szlaki rowerowe nad Popradem lub w bliskiej okolicy, z których można złożyć sobie przyjemny - jedno- lub dwudniowy pobyt w Beskidzie Sądeckim. Ładnie to widać na obrazku:

       
      Wszystko z obszerną ilością informacji krajoznawczych i trackiem na Znajkraju:
      👉 EuroVelo 11 w Małopolsce: szlak rowerowy doliny Popradu (Znajkraj)
       
      Okolica jest bardzo przyjemna, w zupełnie innym klimacie niż chociażby Velo Czorsztyn i Jezioro Czorsztyńskie. Ogromnie dużo zieleni, więcej natury, więcej kontaktu z mniej niepokojoną przez człowieka przyrodą. Mnie spotkała taka piękna scena niedaleko Rytra, gdy jelenie, łania z cielakim, przechodziły przez rzekę w środku dnia.



       
      Można też spotkać niedźwiedzie 🐻. Te znaki - z których jeden został skradziony, został tylko ten - stanęły po zeszłorocznej wiośnie, kiedy w okolicach Barcic, a więc całkiem niedaleko Nowego Sącza, widywano niedźwiedzicę z młodym.

       
      Początek około 70-kilometrowego dystansu, jaki dzieli Krynicę i Nowy Sącz to 11 kilometrów drogi rowerowej Velo Krynica, biegnącej wzdłuż potoków Kryniczanka i Muszynka. Początek w centrum Krynicy, koniec w Muszynie. Wszystko z gładkich asfaltowych (bitumicznych) nawierzchni, wszystko z dala od samochodów - poza krótkimi odcinkami na osiedlowych drogach w Krynicy i przed Muszyną.




       
       
      W Muszynie wjeżdżamy na niedawno oddaną do użytku EuroVelo 11 - czyli odcinek europejskiej trasy z Aten na Nordkapp, który akurat prowadzi przez dolinę Popradu. Z Muszyny na Słowację EuroVelo 11 biegnie przez przejście w Leluchowie, ale nas interesuje część od Muszyny w dół rzeki. Trasa - pierwsza klasa.
      Poprowadzenie EuroVelo 11 na tym odcinku to dla mnie modelowa robota. Jedziemy albo asfaltowymi nowymi drogami rowerowymi z dala od ruchu samochodowego, albo naprawdę dobrze dobranymi lokalnymi asfaltami, gdzie w zasadzie jest jak na drodze rowerowej. Odcinek po EV11 zaczyna się w Muszynie na lewym brzegu Popradu, przecina granicę ze Słowacją, potem wraca na prawą stronę rzeki do Polski, po chwili znowu wraca do Słowacji na długi, piękny odcinek przez słowackie wioski, a końcówka, od Piwnicznej, to już tylko Polska i jeszcze dwu- lub trzykrotna zmiana strony. Wszystko po to, by uciekać od miejscowości i samochodów. Wyszło naprawdę świetnie.
       
      Zaczyna się w Muszynie, w centrum miasta, drogowskazami Rowerowego Szlaku Wód Mineralnych. Więcej piszę o nim na blogu - może być fantastycznym rozwinięciem podstawowego szlaku i dobrym powodem, by w dolinie Popradu spędzić cały weekend:

       
      Kilkaset metrów dalej, za Ogrodami Sensorycznymi, po fragmencie nowej drogi rowerowej prowadzącej przez ciemny, wilgotny, bardzo przyjemny latem las, mijamy przejście graniczne PL-SK.
      Miejsce to jest właśnie nieco "remontowane", łagodzi się przebieg tamtejszej drogi. Ale jeszcze w czerwcu 2021 wyglądało tak i... dla mnie było oryginalną atrakcją trasy. Oczywiście, jadąc z przyczepką z dzieckiem prawdopodobnie nie byłbym zachwycony, więc wypada się cieszyć z remontu.



       
      Później fajne widoczki - miejsce gdzie jechało się piaszczystą, polną drogą, zmienia się w wygodną drogę asfaltową i tak dojeżdża do mostu w Miliku.


       
      Kładka w Miliku jest jednym z czterech pieszo-rowerowych mostów, jakie są na trasie. Trzy z nich to te "typowe" małopolskie konstrukcje, czwarta to mniej urocza, betonowa przeprawa w Żegiestowie. Te trzy pierwsze leżą bezpośrednio na szlaku, a most w Żegiestowie tuż obok niego. Warto jednak skorzystać z przeprawy po nim by zajrzeć do Żegiestowa - do samej wsi lub podjechać kilometr po niesamowity klimat jeszcze do niedawna opuszczonych sanatoriów w Żegiestowie-Zdroju.
      To kładki w Miliku, Andrzejówce-Ługach, Żegiestowie:








      W międzyczasie dużo przyjemnych krótszych i dłuższych odcinków bliżej lub dalej wody, często w lesie. I czasami na takiej nawierzchni, stosowanej na terenach zalewowych:

       
      Najfajniejszy jest wspomniany wcześniej fragment za Sulinem (Żegiestowem). Zaczyna się od ujęcia pysznej wody mineralnej przy szlaku, a potem kilkanaście kilometrów biegnie po słowackiej cichuteńkiej szosie aż do Mniszka i przejścia granicznego koło Piwnicznej.





       
      Później też kilka fajnych fragmentów - generalnie cała trasa jest kameralna, bezpieczna, zielona. No, może akurat zdjęcie tej drogi niżej nie wygląda aż tak "eko", ale to ciąg budowany z myślą o odporności na wiosenne roztopy.





       
      I w końcu ten chyba najbardziej znany most rowerowy w Polsce, podejrzewam że najdłuższy z dotychczas wybudowanych w Małopolsce - most na Popradzie między Starym i Nowym Sączem.
      Zawsze jak go widzę, to przypominają mi się rowerowe mosty w Trentino - jeździłem po nich kilka lat temu z przekonaniem, że w Polsce to chyba nigdy tak nie będzie. Po czym wkrótce po powrocie do Polski zobaczyłem zdjęcia z robót nad Popradem i Dunajcem...



       
      I potem jeszcze szybki dojazd do Nowego Sącza po wałach przeciwpowodziowych Dunajca i oczywiście po trasie Velo Dunajec:


       
      Tyle rowerowych klimatów dla Was, po krajoznawcze - a tych też jest sporo - zapraszam na Znajkraj.
      Podsumowując - piękna, turystyczna trasa albo na jeden dzień, albo na weekend. Z Muszyny do Nowego Sącza jest około 60 kilometrów. Z Krynicy do Nowego Sącza - około 70 kmów. Z Krynicy do Nowego Sącza, ale z Żegiestowem i Starym Saczem - około 90 kmów. Gdyby to tego dodać Rowerowy Szlak Wód Mineralnych (na mapie wyżej i na blogu) - mamy około 100-120 kilometrów do pokręcenia, w zależności od ułożenia sobie trasy i miejsca noclegu. Na piękny, rowerowy weekend w Małopolsce w sam raz.

       
      Z pozdrowerem
      Szy.
    • Przez szy
      Cześć.
      Pytany ostatnio o to, jak pandemia zmieniła nasze rowerowe życie mówiłem, że właściwie nie zmieniła w ogóle. Zeszłe lato przejeździliśmy, to też będzie podobne. W weekendowych wyjazdach pandemia nie przeszkadzała w ogóle. A jednak... coś się znalazło - pierwszy raz od 2015 roku nie byliśmy na rowerowej majówce w Niemczech. Inaczej mówiąc #problemypierwszegoswiata
      Zamiast Niemiec w tym roku w maju były Mazury Zachodnie. Zamiast perfekcyjnych niemieckich turystycznych dróg rowerowych były więc puste, spokojne szosy między Iławą, Ostródą a Dąbrównem. Zamiast Harzu czy Rudaw były Wzgórza Dylewskie, a szparagi albo ryby w bułce zastąpiły pizza i ryby w karczmie w Ostródzie. I wcale nie narzekaliśmy
      Cały tekst, komplet zdjęć, mapa trasy i gpx jak zawsze na blogu:
      👉 Rowerem na Mazury. Zachodnie! Warmińsko-Mazurskie aktywnie (Znajkraj)

       
      A w fotograficznym skrócie to było tak. Trafiliśmy na dość specyficzną pogodę - kto jeździł w majówkę, ten wie, jakie były warunki :). W sobotę piękne słoneczko, ale jednocześnie lodowaty wiatr, który raz nasze dziewczyny zapinał pod szyję, a raz rozbierał ...










       
      Pierwsza część po pustych szosach, gdzie mogliśmy jechać jak chcemy, bo samochodów minęło nas może kilka. Druga - to zjazd na polne i leśne drogi na Wzgórzach Dylewskich. Wciąż twardo, wygodnie, choć czasem przez okolice robót leśnych, wyrębów, więc właściwie na granicy błotno-koleinowej przejezdności.






       
      Drugiego dnia szybko zrobiło się deszczowo. Bardzo deszczowo. Tak deszczowo, że szybko chlupało wszędzie, gdzie mogło. A mogło w wielu miejscach  Nawet nie wyciągałem aparatu, bo nie było warunków - zapomniałem parasola



       
      Kolejny dzień nie zaczynał się lepiej. Najpierw śnieg, białe płaty wokół Szlaku Kanału Elbląskiego, a potem znów deszcz. Na szczęście na koniec zrobiło się przyjemniej i końcówkę wzdłuż Jezioraka przejeżdżamy z niewielkimi przejaśnieniami. Niestety, deszcz ze śniegiem z kilku fragmentów szlaków rowerowych zrobiły błotny tor przeszkód. Pod niektóre podjazdy nie podjeżdżał nikt z nas, grunt uciekał spod kół.






       
      To rowerowo - a krajoznawczo? Myślę że część krajoznawcza dorównywała atrakcyjnością rowerowej. Pojezierze Iławskie i Wzgórza Dylewskie to sporo niewielkich ciekawostek, w większości będących śladami i pamiątkami po pruskich poprzednikach. I tak - jest chociażby efektowny kościół w Rożentalu, jakby żywcem przeniesiony z Małopolski:

       
      Doskonale zachowany leśny cmentarz w Zajączkach:

       
      Wyremontowany wiadukt w Glaznotach, jeden z najcenniejszych mostów kamiennych w Polsce, choć... prowadzący na razie donikąd - marzyłaby się droga rowerowa po starej linii kolejowej, której jest częścią (50 kilometrów z Samborowa do Turzy Wielkiej):

       
      Krąg Wspólnoty Kultur - symboliczne połączenie twórców charakteru Mazur Zachodnich - w Glaznotach:

       
      Ciekawe lapidarium geologiczne na Dylewskiej Górze, bardzo fajny pomysł na zwrócenie uwagi na specyfikę "pracy" lodowca:

       
      Ogromnie oryginalny akwedukt - Kanał Iławski przecinający położone niżej jezioro:

       
      A jeszcze Iława, Dąbrówno, Grunwald, Ostróda, Karnity i kilka innych miejsc.
      Że majówka wyjdzie na aż tak sympatycznie, chyba się nie spodziewaliśmy. Jako organizator bardzo się cieszyłem, że dość dobre wrażenie na temat szlaków rowerowych w tej okolicy, jakie przywiozłem z zeszłorocznej wycieczki po Szlaku Kanału Elbląskiego, potwierdziło się podczas tego wyjazdu. Całą trasę wyznaczyłem po znakowanych szlakach rowerowych - nie było piachów, nie było bruku, jedyne problemy z jazdą to niedzielne błoto, ale to już zawinione przez pogodę.

      Szy.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...