Skocz do zawartości

MrJ

Elita
  • Liczba zawartości

    1 313
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    2

Zawartość dodana przez MrJ

  1. @chrismel - ja tu widzę po prostu rower do lekkiego XC z bardzo krótkim mostkiem i barankiem, czyli coś, co przy odrobinie dobrej woli (i odpowiednim budżecie oczywiście) jestem w stanie ogarnąć nawet we własnym pokoju z części, które kupię na znanych portalach ogłoszeniowych Oczywiście nie będzie to nie wiadomo jaki poziom, ale idea pozostanie ta sama. Co ciekawe: pomijając oczywiste sprawy jak wielkość kół, geometria ramy, materiały, standardy napędu i to wszystko, co się przez lata zmieniło, to widywałem takie koncepty już mocno ponad dwadzieścia lat temu. Jedyną zasadniczą różnicą był właśnie brak kierownicy szosowej, której bodaj nigdy nie spotkałem ani w trekkingu, ani tym bardziej w MTB. @KNKS - ładne rowery to się skończyły w momencie przejścia na 29". O ile w fullach, zwłaszcza tych z większym skokiem, można to jakoś ukryć, o tyle sztywniak zawsze będzie miał za duże koła w stosunku do za małej ramy i zbyt krótkiego mostka. A tu jeszcze dochodzi baranek i sześcioramienne obręcze. Oczu kąpiel to mało
  2. @chrismel - jak to typowo marketingowym bełkocie. Ważne, żebyśmy sami wiedzieli, czego potrzebujemy i co chcemy kupić, niezależnie od przyklejone łatki. A wynalazek tej laski z filmu jest co najmniej ciekawy. Może i brzydki jak noc listopadowa (no ale te nowoczesne geometrie niestety determinują takie, a nie inne proporcje, a tego typu koła zawsze będą wyglądały jak wyciągnięte żywcem z supermarketów z lat 90/00), za to łączący wszystkie zalety XC i gravela bez ich ograniczeń. Bardzo chętnie bym przetestował coś takiego na trasach, po jakich jeździłem ze dwadzieścia lat temu (Olsztyn pod Częstochową, Sokole Góry, Złoty Potok, Poraj itp.).
  3. Rok 2008 lub 2009. Tak było, nie zmyślam #nostalgiapoziompińcet
  4. Jest Nawet jeśli rower stoi, a nie jeździ, to i tak przydałoby się do niego czasami zajrzeć, zwłaszcza jeśli np. przechowujesz go zimą gdzieś w kącie nieogrzewanego garażu. Nie darzyło ci się nigdy, że po dłuższym postoju nie zastałeś roweru z plagą rudej szmaty na łańcuchu czy kasecie? Nie musiałeś rozruszać zapieczonych i/lub zapowietrzonych hamulców? Powietrze nie zeszło w międzyczasie z niby szczelnej dętki i opona się nie wypaczyła? I tak dalej, i tak dalej. Sam miałem swego czasu kilka rowerów na chodzie i już w połowie drugiego sezonu stwierdziłem, że nawet dwa to za dużo, bo a to w tym nie dopilnowałem rotacji łańcucha na czas, a to tamtego nie dosuszyłem po jeździe w deszczu, a to jeszcze coś innego. Oczywiście nikomu nie bronię posiadania jednocześnie szosy, gravela, xc, enduro i jeszcze e-bika do tego, ale dla mnie to strata czasu, nerwów i kasy. No i zdecydowanie wolałbym mieć mniejszą ilość rowerów lepszych niż większą gorszych w tym samym sumarycznym budżecie, ale to oczywista oczywistość Po prostu kupowanie gravela tylko po to, żeby na dzień dobry upodobnić go do XC (amortyzacja, bardzo szerokie opony, kombinowanie z pochyleniem i rodzajem kierownicy) jest bez sensu. To tak, jakbyś celowo wybrał kompaktowego hatchbacka, po czym założył trumnę na dachu i przypiął dodatkowy bagażnik do haka, zamiast od razu zdecydować się na kombi. Można, tylko po co?
  5. Rowerzyści czy pedalarze, którzy TRENUJĄ, mając w poważaniu przepisy ruchu drogowego, rozum i godność człowieka oraz najzwyklejszy instynkt samozachowawczy, i sami się proszą o gips? A wywalić i zrobić sobie kuku to można nawet na prostej drodze pod własnym domem. A czy naprawdę potrzebujesz kolejnego roweru, to w zasadzie nie do nas pytanie. Owszem, możemy doradzić w kwestii "co kupić i za ile", ale niekoniecznie "czy". Bo jakim sprzętem, gdzie i w jaki sposób preferujesz się poruszać, sam przecież wiesz najlepiej. Przykład: ja sam używam (i będę używał do końca, mojego lub sprzętu ) fulla do jazdy po absolutnie każdym terenie, od bezdroży niezaznaczonych jako przejezdne nawet na mapach google, po pachnący nowością asfalt. I to na dodatek wciąż na kołach 26". Bo tak. Z drugiej strony masa ludzi wjeżdża nowoczesnymi gravelami w całkiem konkretny teren i widocznie jest im z tym dobrze. Zwrócę natomiast uwagę, że utrzymanie trzech rowerów jest bardziej czaso- i kosztochłonne niż dwóch. Osobiście jestem zwolennikiem posiadania mniejszej ilości sprzętu (nie tylko rowerów, ale to raczej nie dyskusja na to forum), za to lepszej jakości i bardziej uniwersalnego, i polecam tę politykę każdemu. Chyba że będziesz jeździł na wycieczki z większej grupie na konkretnym typie roweru, przeznaczonego na konkretne trasy, i wtedy ciężko byłoby nadążyć gravelem za endurowcami, ewentualnie odwrotnie.
  6. Wszystko można, co najwyżej zrobisz to pierwszy i ostatni raz 😁 A na poważnie, to na czym uczyło się ostrzejszej jazdy w latach dziewięćdziesiątych? Wsadzało się "lepszy" (w ówczesnego punktu widzenia, bo dzisiaj to nieraz strach byłoby na to wsiadać) amortyzator do ramy XC marki "małtyn bajk", wpychało siodełko na maksa, podmieniało kierownicę na szeroką (też oczywiście no-name) i huzia na hałdę!
  7. @sznib no i to się nazywa motywacja!
  8. A wy co, nadal narzekacie na piesełki sasiadów na DDR, krzywą kostkę albo złe malowanie? Żeście naprawdę DUŻYCH problemów chyba nie widzieli, dupy nie rowerzyści! 😁
  9. Jakby mnie ktoś zapytał, z którego roku jest ten rower, to bym powiedział, że tak z końca lat dziewięćdziesiątych, tylko przerobiony chałupniczo pod 27'5 (bo nie widać nawet na drugi rzut oka, że to 29"). Nawet proporcje ramy i kąty się zgadzają. I tak, kilkanaście lat temu też reanimowałem podobnego strupa z takiego właśnie okresu, ale nawet to mu nie pomogło i ostatecznie zdechł na złomie
  10. Nie.
  11. Czy da się złamać / zerwać szybkozamykacz? Nie wiem, co z dzisiejszymi produktami, ale w tych sprzed 15-20 lat się to zdarzało. Rzadko, bo rzadko, ale jednak. Natomiast dla mnie osobiście nie to jest największym problemem QR, a sytuacje, o których napisał @grzesiowu - czyli za dźwignię może pociągnąć każdy i zazwyczaj robi to z mało przyjemnych dla nas powodów. Dlatego sam używam zacisków skręcanych (będących kombinacją szpilki na imbus Dartmoora i nakrętki Shimano, które złożyłem prowizorycznie daaawno temu i działają do dzisiaj ), gdyż ponieważ: - nikt bez imbusa w kieszeni tego nie ruszy = odporność na złośliwego sąsiada, okazjonalnego złodzieja itp. - dokręcam kluczem = trzyma zawsze tak samo, a nie "jak mi się dźwignia dociśnie". I nie, nie mierzyłem siły koniecznej do zerwania takiego połączenia żadnym profesjonalnym narzędziem pomiarowym, ale z dużym prawdopodobieństwem zakładam, że zacisk skręcany będzie trzymał pewniej niż dociskany, - przy pracach w domu i tak mam pod ręką narzędzia, więc nie ma to żadnego znaczenia czy pociągnę za dźwigienkę, czy sięgnę po klucz, - w przypadku awarii "w terenie" też mam w torebce scyzoryk z kluczami, a że zdjęcie i założenie szpilki zajmie mi 30 sekund dłużej, to mam w głębokim poważaniu (inna sprawa, że jak często się to zdarza?)
  12. Trochę szkoda, że wykorzystali tylne zawieszenie z seryjnego Fuela, zamiast też wyspawać je na nowo z okrągłych rurek o małym przekroju, ale i tak sam projekt robi robotę. Patrzcie i uczcie się, jak pięknie może wyglądać klasyczny minimalizm, a nie te nowomodne wynalazki "dej wincyj wszyskiego, poczucie estetyki wyczyma"
  13. Jako że powoli zamykam ten sezon, to jeszcze postanowiłem sobie zważyć rower w takiej konfiguracji, w jakiej faktycznie jeżdżę, czyli z torebką (z zestawem kluczy, dętką i podobną drobnicą), bidonem, pompką, licznikiem, nawet lampkami Wyszło mi ok. 14,1kg, czyli plus minus 1,2kg więcej niż "na sucho". Biorąc pod uwagę niedokładność wag, błędy obliczeń i tak dalej, mniej więcej by się zgadzało. Także byle do wiosny
  14. Od tego są działy typu "off topic", żeby się w nich produkować nie tylko bez związku z tematyką forum, ale i bez większego sensu I nawet jeśli ktoś jest taką typową forumową przeszkadzajką, to póki nie łamie regulaminu forum (oraz oczywiście zwykłej ludzkiej przyzwoitości, kultury i tego typu rzeczy), niech sobie pisze. Co innego, jeżeli pewne granice zostaną przekroczone i wtedy zdecydowanie do akcji powinien wejść moderator. Niemniej nie przesadzajmy - to wciąż jest luźne forum i niewiele więcej. A argument, że "gupie" dyskusje psują te "mondre" też jest nie do końca trafny. Chlewik w jednym temacie nie musi zaraz ubrudzić drugiego, nawet jeśli są one w tym samym dziale, nie mówiąc już o sąsiednich. A jak jakiś troll przegnie, to patrz poprzedni akapit - od tego są władze, żeby zrobić porządek i powinny się ze swojej roli wywiązywać. PS Mnie bardziej niż wypociny w tytułowych "durnych tematach" irytuje dziesiąte, setne i tysięczne pitolenie typu "jaki gravel do 5000 / jaki elektryk do 15000 / czemu blachosmrodziarze nie lubią pedalarzy". Co nie znaczy, że zamierzam komukolwiek zabraniać jakiejkolwiek dyskusji - niech sobie każdy rozmawia, o czym chce, byle z zachowaniem pewnych standardów.
  15. Owszem, "profesjonalna" infrastruktura rowerowa nie istniała, stan ulic czy chodników zresztą też był nieporównywalnie gorszy niż teraz, że o kulturze kierowców czy świadomości pieszych nie wspomnę. I o ile nie będę się wybielał i najzwyczajniej kłamał, że zawsze byłem przykładnym uczestnikiem ruchu drogowego o tyle wiele z tych sytuacji było wymuszonych warunkami, bo albo przejechałeś gdzieś "nielegalnie", albo wcale. Dzisiaj już niekoniecznie tak jest i o ile wymuszający pierwszeństwo blachosmród to jedno, to właśnie taki "trenujący" pedalarz, z premedytacją ignorujący zarówno przepisy, jak i zdrowy rozsądek, to już zupełnie co innego. No dobra, a skąd się bierze to zainteresowanie mediów? Gdyby to był tylko i wyłącznie wymysł "dziennikarzy" (HA, TFU!), którzy rozdmuchali sobie jedno czy drugie zdarzenie z udziałem rowerzysty, to temat by bardzo szybko by zdechł. Ale nie. To sami rowerzyści bardzo się starają (odnoszę dziwne wrażenie, że im więcej jest ścieżek rowerowych, regulacji prawnych i innych ułatwiających życie rozwiązań, tym bardziej), żeby o nich nie zapomniano. I jak chyba nigdy wcześniej, zgadzam się w całej rozciągłości z @leon7877 - sobiepaństwo, roszczeniowość czy wybitnie źle rozumiany aktywiszczyzm to tylko niektóre z przywar pedalarzy, którymi jakże skutecznie zniechęcają do siebie resztę społeczeństwa. I naprawdę wystarczy to jedne zepsute jajo w koszyku, żeby wszystko dookoła śmierdziało. I niejednokrotnie sam nie wiem, w jaki sposób mam zareagować na to, co widzę na drodze, zarówno z punktu widzenia kierowcy, pieszego, jak i rowerzysty.
  16. MUJ BORZE, kolejny temat o w gruncie rzeczy niczym. Czy wśród blachosmrodziarzy, trafiają się święte krowy? Tak. Czy wśród madek z bombelkami trafiają się święte krowy? Tak. Czy wśród pedalarzy trafiają się święte krowy? TAK. I nie ma najmniejszego sensu udawać, że tego nie ma, podobnie jak licytować się, których świętych krów jest więcej / mniej, bo to jest argument na zasadzie "a u was biją murzynów"! Polecam za to skupić się na tym, żebyśmy jako aktywni, odpowiedzialni i przede wszystkim myślący (i to głową, a nie częścią ciała stykającą się bezpośrednio z siodełkiem) rowerzyści robili wszystko, żeby nie być w ten sposób traktowani. Jak? Dając dobry przykład nie gadaniem po próżnicy, ale tym, w jaki sposób zachowujemy się na ulicach. Bo czy nam się to podoba, czy nie, nie jesteśmy ani jedynymi, ani tym bardziej najważniejszymi uczestnikami ruchu drogowego. Nie wiem, jak inni dyskutanci, ale ja jeszcze całkiem nieźle pamiętam infrastrukturę rowerową, kulturę jazdy i podejście ludzi do rowerów przed piętnastu, dwudziestu, dwudziestu pięciu, a może i trzydziestu lat. I jak ktoś marudzi, jak to się dzisiaj źle jeździ na rowerach, to bredzi jak potłuczony. Owszem, mogłoby być lepiej, bo każdy z nas spotkał się choćby z DDR prowadzącymi znikąd donikąd, z zajeżdżającymi drogę samochodziarzami albo pieszymi pchającymi się pod koła, ale bez przesady. I przede wszystkim bez robienia z siebie ofiar. Bo kto jest winny temu, w jaki sposób dzisiaj postrzegani są rowerzyści? Media? Kierowcy? Piesi? A może właśnie te wszystkie cudowne dzieci dwóch pedałów, którzy są święcie przekonani, że nie tylko przepisy ruchu drogowego, ale i najzwyklejsza kultura osobista obowiązują wszystkich, tylko nie ich? Bo oni TRENUJĄ, bo IM SIĘ SPIESZY, bo mają NIE TAKI ROWER I NIE WJADĄ NA DDR BO KOSTKA JEST NIERÓWNA, bo cokolwiek. Im bardziej debilny argument, tym lepiej. I wierzcie lub nie, ale w czasach, kiedy o takiej infrastrukturze rowerowej jak dziś nikt nawet nie marzył i chwilami wręcz trzeba było łamać przepisy, bo najzwyczajniej nie dało się przejechać jakiegoś odcinka legalnie* nikomu nie przychodziło nawet do głowy, żeby założyć cierpiętniczą koronę z zardzewiałego łąńcucha i udawać świętą krowę rowerową. Owszem, bywało ciężko, nieraz człowiek zaklął pod nosem (albo nawet i głośno), ale żeby od razu robić z siebie ofiarę systemu i zwalać winę na wszystko i wszystkich dookoła? No bez żartów. A to, że jakiś nawiedzony pismak, sfrustrowany Janusz za kierownicą czy też durna Karyna z biegającym samopas psieckiem zacznie pomstować na rowerzystów, należy zignorować. Tak po prostu. Jakakolwiek dyskusja jest rzucaniem grochem o ścianę tak samo, jak próba wytłumaczenia jadącemu środkiem ulicy kolarzowi (mimo że ma obok pachnącą nowością DDR), że on nie "trenuje" tylko nie dość, że łamie przepisy, to zachowuje się jak zwykły burak i kretyn. *mieszkałem obok takiego miejsca i niepoliczalną ilość razy tam chodziłem i jeździłem, konkretnie był to wiadukt nad torami na Al. Bohaterów Monte Cassino w Częstochowie. W pewnym momencie postawiono na nim znak "zakaz jazdy rowerem", dotyczący zarówno ulicy, jak i chodnika. Była to dość głośna sprawa, bo nawet lokalna prasa się tym zainteresowała i zadała pytanie, w jaki sposób rowerzyści mają pokonywać odcinek, który stanowił (i stanowi nadal) główny ciąg komunikacyjny w tej części miasta. Odpowiedź władz miasta można streścić mniej więcej jako "jest zakaz, więc nie wolno jeździć i nie interesujcie się dlaczego. A jak się komuś nie podoba, to może sobie prowadzić rower chodnikiem". Wyobrażacie sobie dzisiaj coś takiego? No właśnie. Dlatego dwa razy się zastanówcie, zanim znowu zaczniecie płakać, że ludzie was nie kochają (a dlaczego by mieli, skoro sami skutecznie ich do siebie obrzydzacie?) albo przytoczycie argument "bo w Holandii to..." (to się przeprowadźcie, od dawna nikt nikogo w tym kraju na siłę nie trzyma). Bo może się okazać, że największymi winnymi tej sytuacji jesteście wy sami.
  17. Gdy zwiędłe liście pokrywają chodniki szeleszczacym pledem, a omszałe kredensy powoli kładą się do zimowego snu, wiedz, że tuż za rogiem oczekuje złota polska jes... ...bez dwóch zdań najgorsza pora roku pełna deszczu, błocka, wszechobecnej zgnilizny, starych panien z kotami i depresji 24/7. Byle do wiosny 🫣
  18. Czy wynoszenie rowerów na korytarz, bo nijak nie pasowały fotografce (pani fotografującej?) do wystroju mieszkania, się liczy? 🤔
  19. Fakt, przespałeś. I to o dobrych kilka, jak nie kilkanaście lat. A bez złośliwości, to zrobiłeś najgorszą rzecz, jaka istnieje: kupiłeś tani (mówiąc delikatnie) rower w sieciówce na kredyt, zajechałeś go do zera i dziwisz się, że coś jest nie teges. To tak, jakbyś poszedł do Maca na 2ForU i oczekiwał co najmniej steku z angusa. To tak nie działa. Jak chcesz mieć sensowny rower, zbudowany wg aktualnych standardów (koła 29", jakieś sensowne grupy osprzętu, nowoczesna geometria) to za 1200zł kupisz sobie ramę z widelcem, a i to niekoniecznie. Ale jest druga droga: szukanie sprzętu używanego, z wyprzedaży, na starszych częściach, po czym złożenie go samemu i staranne serwisowanie. I wtedy za tę kwotę naprawdę da się zmajstrować całkiem spoko single speeda - okej, też z raczej budżetowej półki, ale którym można będzie długo i wygodnie jeździć pod warunkiem odpowiedniego dbania. I tu kolejne pytanie, na które przydałoby się uczciwie odpowiedzieć: jak w zasadzie dbałeś o ten rower? Jak często i czym czyściłeś i smarowałeś łańcuch? Czy pilnowałeś regulacji hamulców, wzajemnego położenie klocków, czystości obręczy? Czy kiedykolwiek zajrzałeś np. do uszczelnień piast? I tak dalej, i tak dalej. Bo to zawsze jest wina sprzętu (roweru, lodówki, samochodu, czego tam chcecie), ale nigdy użytkownika.
  20. Tak czy inaczej tak nie róbcie. Serio. Jak sam jestem fanatykiem druciarstwa (chociaż kiedyś bardziej niż dzisiaj), to to jest nic innego jak celowe utrudnianie sobie życia.
  21. Omadkobosko. Shiver, BOP Iguana, korba Truvativ Hussefelt. Odmłodniałem o dwadzieścia lat od samego patrzenia Druciarstwo też potwierdzam i podpisuję się pod nim nogami, rękami i czym tam chcecie. Kto nie rozbierał z środku zimy amortyzatora z zamarzniętymi elastomerami, ten nie wie, co to życie We właściwym temacie się nie wypowiadam, bo nie testowałem w życiu nie wiadomo ile i nie wiadomo jakiej jakości amortyzatorów (chociaż na Shiverze jeździłem, gdzieś mam nawet fotkę Duncona Pussy z tym widłem), natomiast całkowicie subiektywnie też odnoszę podobne wrażenie, co @tobo Niby kiedyś konstrukcje były prostsze - żeby nie powiedzieć toporne - miały ułamek tych regulacji co teraz, a jednak z jednej strony potrafiły wybierać liście, a z drugiej nie dobijały przy mocniejszym nurkowaniu. Przy czym mówię o typowym XC, zahaczającym co najwyżej o AM (i to w kategoriach z przełomu wieków, a nie dzisiejszych standardów, gdzie trasy XC wyglądają jak tor przeszkód dla masochistów) i własnych, niepotwierdzonych żadnymi badaniami odczuciach. Dlatego póki nie będę miał możliwości testu "stary FOX na 26" kontra nowy FOX z tej samej półki na 29", to nie zabieram stanowiska. A że raczej nie będę miał, to tym bardziej nie zabieram PS Też nie wiem, jak producenci określają twardość sprężyn. Kupiłem Żonie RS Silvera ze standardową sprężyną, która wg tabel powinna pasować idealnie na moją wagę. I mimo chęci nie potrafiłem dobić nawet do połowy skoku, a pod rzeczoną Żoną ( ) amortyzator pracował na dosłownie 1/4 ugięcia. Dopiero wymiana na X-Soft pozwoliła uzyskać normalną pracę, mimo że jest teoretycznie o prawie 10 kilogramów zbyt miękka i powinna pasować raczej średnio wyrośniętej nastolatce. I bądź tu mądry.
  22. Zadam tylko jedno pytanie: po co? Przy takiej pozycji (podniesiona kierownica, przesunięte na przód siodełko) nijak nie wykorzystasz możliwości zawieszenia > siedzisz na rowerze przerobionym na crossowy, tyle że nadal nie tak wygodnym, cięższym i wolniejszym > kup sobie crossa jak Bozia przykazała, amortyzowanego gravela (oczywiście mówię o amortyzacji przedniej, ale tylnej tak czy inaczej nie wykorzystasz, patrząc na zdjęcie) czy jakkolwiek producent tego nie nazwie w katalogu. Tak, wiem - nie moja sprawa, nie mój rower, nie mój kręgosłup, nie mój styl jazdy, nie moje cokolwiek. Ale ma to taki sam sens, jak wspomniane chałupnicze przeróbki MTB w latach 90/00, żeby udawały jakieś Jubilaty czy inne Wigry, bo ludzie (zwłaszcza starsi) były przyzwyczajeni do siedzenia jak na krześle. Przy czym wtedy było to jakoś uzasadnione ludzką niewiedzą, niedostępnością części (i całych rowerów), ich cenami itp. Dzisiaj bez problemu kupisz taki rower, jaki potrzebujesz i sprzedasz taki, jakiego nie potrzebujesz. Jak dobrze pójdzie, to jeszcze na tym zarobisz. No ale widocznie lepiej kombinować jak ten przysłowiowy koń pod górę. O to to.
  23. A wystarczyłoby pochylić kierownicę do przodu do pozycji, w jakiej powinna być, i nie byłoby potrzeby kombinowania z siodełkiem. Ale podejście sprzed lekko licząc 25 lat pt. "przeróbmy MTB, żeby jeździć na nim jak na składaku" jest jak widać wiecznie żywe - zresztą wystarczy spojrzeć na te wszystkie patologiczne przedłużki do sterówek na aledrogo, na które najwidoczniej nie brakuje klientów. Chociaż z dwojga złego lepiej już coś takiego, niż rurka spawana do rurki, spawana do kolejnej rurki u szwagra w garażu, co widać na załączonym obrazku
  24. @WojtasTaba podrzuciłeś rower trialowy, bo miał akurat czarne felgi na zdjęciu, czy chcesz obręcz typowo do tralówki? Bo jak to drugie, to powinieneś wiedzieć, że tam hamulce są używane inaczej niż w "zwykłym" rowerze, więc i ścieranie obręczy będzie przebiegało inaczej.
  25. Poczekałbyś chwilę dłużej, to nie musiałbyś sam sobie odpowiadać Mieszkałem zaraz obok w latach 2013-14, nawet widać nazwę ulicy na tym fragmencie mapy. Aczkolwiek nie zapuszczałem się na poligon ani rowerem, ani też pieszo z wiadomych względów. A odnosząc się do właściwego tematu: to, że prawo jednoznacznie czegoś nie zabrania, nie oznacza od razu, że "wolnoć Tomku". Zwyczajna głupota i wcale nie mniejsze chamstwo to jedno, ale wjedź w kogoś na terenie takiej galerii - a już zwłaszcza w madke z bombelkiem albo babcię z torbami pełnymi jajek z promocji - to się przekonasz, jak szybko ochrona wezwie policję i jak szybko ta policja znajdzie pisiont powodów, żeby cię ukarać. Więc po co? Robienie debilnych rzeczy dla atencji lub pod pretekstem sprawdzenia "czy przepisy / służby działają" świadczy tylko i wyłącznie o debilizmie samego robiącego.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...