Skocz do zawartości

MrJ

Elita
  • Liczba zawartości

    1 309
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    2

Zawartość dodana przez MrJ

  1. @sznib - skunksy, jeśli im się nie przeszkadza, ponoć mają na to wywalone. Po prostu zarejestrują, że jesteś, obejrzą, ostentacyjnie zignorują i pójdą dalej. Co innego, jakby ten rowerzysta zaczął je straszyć, to wtedy i siebie, i rower musiałby oddać do pralni chemicznej 😅 Inna sprawa, że występowanie wścieklizny wśród dzikich zwierząt jest mocno przeceniane. Owszem, bywa, natomiast wystarczy, że byle zwierzak podejdzie pod osiedle i zaraz: ło panie, wścieklizna, ratunku! A on po prostu szuka łatwego żarcia. O takich mitach jak wściekłe jeże (robią coś, co się nazywa namaszczaniem, więc miewają pianę na ryjkach) nawet nie mówię, bo nie ma sensu.
  2. Kiedy jedziesz sobie spokojnie przez wioskę, a tam jakieś takie dziwne kury dreptają po drodze... 🤔 https://youtu.be/vszWsYOdnPg?si=W5qa2WeTxRJUtRhU
  3. Akurat dzieciak był tylko pierwszym z brzegu przykładem, bo jechał dłuższy czas obok mnie. Na dużo za dużym rowerze, z którym ledwo dawał sobie radę na prostej, nie mówiąc o podjazdach, ciasnych zakrętach czy gorszej nawierzchni. I tak, była i taka, choćby w postaci "kocich łbów". Może i krzywych, ale za to śliskich I na to ludzie narzekali już głośno - nie dzieci, a ich rodzice. Tylko teraz pytanie: czy był to błąd organizatora, by puszczać tamtędy trasę, czy raczej rowerzyści byli nieprzygotowani na cokolwiek poza nowym asfaltem? Zwłaszcza ci, przez których przyjemna (i zorganizowana w jak najbardziej słusznym celu) przejażdżka zamieniała się momentami w regularny chaos. A dyskutować z organizatorami o czymkolwiek nie mam zamiaru, bo już to robiłem. I lata temu, i całkiem niedawno. Nie tylko z losowo zaczepionymi osobami w koszulce "organizator", ale i takimi, które poznałem wcześniej prywatnie, bo sąsiadka należała (w sumie nadal należy) do lokalnego klubu, który organizował różne akcje. I to jest rozmowa gęsi z prosięciem, bo oni zawsze wiedzą lepiej. Termin idiotyczny, trasa bez sensu, dopuszczenie wszystkich chętnych bez względu na wiek i umiejętności, nieważne! Jak krytykujesz, to jesteś hejter, a poza tym sam pokaż, że umiesz lepiej! Inna sprawa, że jak napisał @Tyfon79 - oni mają na głowie uzgodnienie wszystkiego z władzami miasta, policją, osobami typu ratownicy medyczni, bieżące pilnowanie wszystkich razem i każdego z osobna, przygotowanie startu, mety, dodatkowych atrakcji itp. Ostatnie, czego im jeszcze potrzeba, to urażona madka z drącym paszczę kaszojadem. I żeby było jasne - nie mam nic przeciwko np. małym dzieciom na wycieczkach. Mało tego: niech jeszcze każde dostanie jakiś symboliczny upominek (dla takiego dzieciaka byle breloczek za pisiont groszy będzie super pamiątką), dodatkowych opiekunów-animatorów, atrakcje na starcie i mecie, i tak dalej. Pod warunkiem, że będą jechały w swojej grupie swoim tempem, ewentualnie też inną, skróconą trasą. Ba, nawet zróbmy całą imprezę, przeznaczoną tylko i wyłącznie dla dzieci i ich rodziców / opiekunów. Jeszcze temu przyklasnę. Tylko pewnie ktoś zaraz powie, że się nie da, że ktoś się poczuje odrzucony, że segregacja, że cokolwiek. Co jest tyle ciekawe, że jak w podstawówce chodziłem na marsze na orientacje z PTTK, to było to normalne zjawisko: organizator pytał na początku, ile umiesz i później szedłeś z mniej lub bardziej dokładną mapą w łatwiejszym lub trudniejszym terenie. Oczywiście mogłeś skłamać, że jesteś fafarafa, ale cwaniakowanie kończyło się zwykle na bonusach typu przemoczone buty, a nieraz i konieczności szukania delikwenta po krzakach i publicznym opierdzielu Tylko właśnie: zrób coś takiego dzisiaj, to będzie kwik, aż uszy spuchną. I potarzam: sam nie uważam się za nikogo poza zwykłym rowerowym amatorem i jeśli wiem, że nawet ciekawa wycieczka (pasujący termin, interesująca trasa) byłaby dla mnie zbyt wymagająca fizycznie, to się na nią nie pcham. Tak po prostu. A ludzie niestety nie mają wyobraźni i dotyczy to także (a może przede wszystkim) dorosłych. Sam byłem kiedyś świadkiem takich sytuacji, gdzie na zorganizowanym pieszym zwiedzaniu przewodnik musiał dosłownie zabronić jednej uczestniczce dalszego uczestnictwa w trosce o jej zdrowie, albo wręcz wyprosić z jednego obiektu osobę z problemami neurologicznymi, bo zaczęła stwarzać niebezpieczeństwo dla siebie i innych. Ale powiedz takim na dzień dobry: "nie, pan/pani z nami nie idzie/jedzie", to zaraz dostaniesz wiadrem pomyj. (Aczkolwiek masz rację - skoro nie podobają mi się takie wycieczki, to nie muszę brać w nich udziału. Ani ja, ani nikt inny. I później jedna, druga i setna osoba się wypną na podobne inicjatywy, tylko pojadą sobie same tam, gdzie chcą, kiedy chcą i jak chcą. A że uczestników będzie mniej i nie wrzucą oni do puszek tyle, ile by mogli, gdyby byli? Cóż, trzeba było pomyśleć wcześniej.)
  4. @smw44199 - no i nadal nie rozumiesz, więc dalsze tłumaczenie jest bez sensu. Co do liczby uczestników i zebranych pieniędzy - jakby ludzie nie zaczęli się po drodze rozjeżdżać, mając dość czekania, tylko zostali na finał imprezy w Skansenie Parku Śląskiego, to zapewne dokupiliby więcej cegiełek już na miejscu, bo nie każdy zdążył zrobić to przy starcie. Ale widocznie twoim zdaniem siła nabywcza kilkuletniego dziecka jest większa niż dorosłego. Że nie wspomnę o zwyczajnych mieszkańcach, którzy utknęli na skrzyżowaniach nie tylko w prywatnych samochodach, ale i komunikacji miejskiej. Bo autobusy też stały i czekały tak samo jak indywidualne blachosmrody, a nawet dłużej, ponieważ autem sobie zawrócisz i objedziesz, a zbiorkomem nie. A później jeden z drugim wejdą na lokalne wiadomości, przeczytają, że "to była impreza taka i taka, organizowana przez taką i taką instytucję" i na pewno będą zainteresowani wspieraniem ludzi, przez których pół miasta było przyblokowane. I tak, jeździłem w masach krytycznych czy zorganizowanych wycieczkach jeszcze w czasach, kiedy o takich wydarzeniach dowiadywało się od kolegi w sklepie rowerowym, a nie z fejsa czy insta. @Tyfon79 - o to to. Na zamkniętym terenie niech się ludzie bawią, jak chcą. Niech robią wyścigi przedszkolaków, seniorów, kogokolwiek tylko im się zamarzy, konkursy na najładniejszy rower, najładniejsza koszulkę, najładnieszego pieska w koszyczku na kierownicy. A było na to nadto miejsca i czasu na zakończenie. Bez zamykania jedynej drogi wyjazdowej z osiedla na pół godziny dla tych, których to wcale nie obchodzi, a także bez uprzykrzania życia tym, którzy chcieli wziąć udział w szczytnym celu, ale organizatorzy im to bardzo skutecznie obrzydzali.
  5. @smw44199 - przeczytaj jeszcze raz moją wiadomość powyżej, w której wszystko masz wytłumaczone. Ale jeśli nadal zadajesz takie pytania, to powtórzę obszerniej: 1. Takie imprezy to z założenia nie są żadne wyścigi i prędkość jest na nich bardziej niż spacerowa. Pomijając dłuższe zjazdy, na których wiadomo, że rowerzysta się rozpędza sam z siebie, przez zdecydowaną większość dystansu utrzymałby się w niej co najwyżej średnio wytrenowany amatorski biegacz. Co prawda traciłby na prostych czy wspomnianych zjazdach, ale zyskiwał na ciasnych zakrętach (trasa prowadziła przez momentami naprawdę wąskie śląskie uliczki), w których grupa niemalże stawała, żeby jeden uczestnik nie wjechał w drugiego. 2. Nie żadne narwane ściganty nadają tempo, a organizatorzy przy pomocy jadącej na początku policji. I pierwszy postój nastąpił po przejechaniu dosłownie dwóch ulic, bo już wtedy z założenia zorganizowana grupa zaczęła się rwać, a drugi miał miejsce ze 2 kilometry dalej, przed przejazdem przez większe skrzyżowanie, żeby go nie blokować dłużej niż to konieczne. I zdecydowanie nie był to koniec, bo dosłownie co kilkanaście minut między początkiem a końcem grupy kursowali organizatorzy. Za każdym razem z tym samym poleceniem: wolniej, bo ktoś nie nadąża, więc reszta ma stawać. Okej, to impreza rodzinna, dzieci, osoby starsze, w porządku. Ale w pewnym momencie ktoś taki staje się już nie tylko irytującą przeszkadzajką, a zaczyna być realnym zagrożeniem dla organizacji ruchu. 3. Jeśli dobrze liczę, trzy lata temu brałem udział w Śląskim Święcie Rowerzysty (czy jakoś tak), w którym takich chwilowych postojów nie było, bo trudno byłoby je w ogóle zrobić ze względu na ilość uczestników i ukształtowanie trasy. Dopiero po bodajże 10 kilometrach był pierwszy dłuższy przystanek na rynku w Rudzie Śląskiej (startowaliśmy z Parku Śląskiego w Chorzowie). I różnica już wtedy pomiędzy radiowozem zaczynającym peleton a kończącym wyniosła ponad 45 minut. Więc nawet dając tym ostatnim choćby 15 minut na odpoczynek (a trwał jeszcze dłużej, bo w międzyczasie był przelotny deszcz), pierwsi czekali z górą godzinę, żeby mogli ruszyć dalej. Owszem, mogli się wypiąć na organizatorów i jechać dalej sami, ale to chyba nie o to chodzi, prawda? Że nie wspomnę o komentarzach, jakie pojawiły się później w lokalnych mediach, bo sprowadzały się głównie do jednego: co za idiota pozwolił na zamknięcie środka miasta na tyle czasu z takiego powodu? Uwierz, taki PR nie jest rowerzystom do niczego potrzebny. I tak mają (czy raczej mamy) własne problemy. 4. Tak, byłem kiedyś na rajdzie, w którym tempo było narzucone przez mocno ambitną grupę. Owszem, warunki były specyficzne, bo od pewnego momentu trasa prowadziła poza miastem (w tym po długiej zamkniętej trasie rowerowej), ale jednak. Nie nadążałeś za peletonem? W porządku, dojedziesz na metę np. pół godziny później, skorzystasz z atrakcji przygotowanych przez organizatora, bo jest ich tyle, że dla każdego wystarczy, ALE nikt na ciebie czekał po drodze nie będzie. 5. Pytanie retoryczne: jeśli szczytem twojej rowerowej formy jest zrobienie naraz np. 30 kilometrów po płaskim, to się rzucasz na górskie maratony? No nie. Ja też nie. I nie raz i nie dwa odpuszczałem sam udział w różnych imprezach, wiedząc, jak się to może skończyć. Jeśli uważasz, że większość towarzystwa ma się dostosowywać do pojedynczych osób, zamiast odwrotnie, to uważaj dalej. Ja nie zamierzam.
  6. Nie tyle gniew, co lekka irytacja. Rzadko uczestniczę w zorganizowanych imprezach rowerowych, ale właściwie za każdym razem widzę to samo. Konkretnie ludzi, którzy nie powinni brać w nich udziału, bo najzwyczajniej w świecie nie są w stanie przejechać tylu kilometrów w takim tempie. I oczywiście nikomu nie bronię jeździć na rowerze tam, gdzie chce i jak chce, ale to jest ten sam przypadek, co biegacze kończący maratony w momencie, w którym wszyscy widzowie dawno się rozeszli, a napis "meta" nie dość, że zdemontowano, to jeszcze zawieziono na magazyn. Konkretnie: XII Rowerowy Rajd Nadziei w zeszłą niedzielę w Chorzowie. Grupa nie zdążyła jeszcze dobrze wystartować, a już prowadzący kolumnę policjanci zatrzymali tych z przodu, bo tył nawet nie ruszył. A jak ruszył, to jechał z prędkością truchtającego pana w wieku średnim (jakby ktoś pytał - sam jestem w wieku średnim, więc mam dobry punkt odniesienia ). I tak po drodze... cztery razy? Pięć? Oczywiście za każdym razem blokując ruch jeszcze bardziej, niż podczas przejazdu kolumny. I powtarzam: jeździć każdy może, a taki charytatywny przejazd przez miasto to nie jest wyścig. Ale jak chcesz sobie zrobić na przykład wycieczkę z kilkuletnim dzieckiem, to się na nią wybierz indywidualnie, a nie zamęczasz i jego, i innych rowerzystów. Ewentualnie dołączcie gdzieś pod koniec trasy, bo przecież nikt nie będzie sprawdzał, czy przejechaliście 15 czy 1,5 kilometra, atrakcje na mecie będą dokładnie takie same. Los na loterię też możesz kupić na końcu. A w ogóle to zamiast losu to kup dzieciakowi rower odpowiedni do wieku, bo ewidentnie powinien jeździć wciąż na 20-calowym rowerku dziecięcym, no może przymierzać się powoli do 24, a nie go pakujesz na siłę na regularne 26-calowe MTB, w którym ledwo sięga i pedałów, i kierownicy. Ech, niby rok 2026, cała wiedza świata jest dostępna w pudełeczku mieszczącym się w dłoni, a tymczasem jakbym się cofnął ze 25 lat. A może i nawet 30.
  7. No i sezon znów rozpoczęty. Jak zwykle za późno, jak zwykle lokalnie, ale i tak dobrze, że w ogóle 😄
  8. Nie ma to jak szczera reklama 😁
  9. Mam flashbacki. Co prawda nie z Wietnamu, ale i tak Sajgon był konkretny Mróz, że amortyzatory zamieniały się w sztywniaki, ulice zmrożone, chodniki wcale nie lepsze, no ale "Ja nie pojadę? Potrzymaj mi rajstopy! "
  10. Ale ja przecież nie jadę, tylko TRENUJĘ! 😁
  11. Najprostszy tip na "nieśmierdzenie" wody to dodanie do niej czegokolwiek. Wystarczy dosłownie pół tabletki lub saszetki jakiejś multiwitaminy albo izotoniku, łyżeczka czy dwie zagęszczonego syropu owocowego, trochę miodu z cytryną, saszetka mięty (tylko wcześniej, żeby się cold brew zrobił), nawet nieco mocnej esencji herbacianej. Oczywiście ma to swoje wady, ale jeśli ktoś jest bardzo wrażliwy na smak pojemnika (nie tylko tworzywa obudowy, ale też np. gumy ustnika), to do czasu kupna bidonu idealnego przynajmniej nie będzie odczuwał dyskomfortu sensorycznego
  12. Wydało się 😁
  13. Nie tylko spokojnego. Porównując do niegdysiejszego standardu, czyli 3x8, brakuje im tylko skrajnych przełożeń dla asfaltowych ścigantów i leśnych podjeżdżaczy. Przy czym pierwsze nadrobi większa średnica kół, a do drugiego i tak taki rower się niespecjalnie nadaje, więc po do więcej?
  14. Ło panie, Manitou Splice! To się już na żółte blachy nadaje! 😄
  15. W kilku paczkach się nie liczy. Wtargajcie przez wąską klatkę 100 kilo w jednym kawałku (i to takim bez uchwytów ani miejsc, żeby to sensownie złapać) i nie zdechnijcie - to jest wyczyn 😜
  16. Co prawda wierciłem i malowałem wczoraj, ale wieszałem dzisiaj, więc chyba się liczy 😄
  17. Z innej beczki: @marvelo - widzę na zdjęciach suwmiarkę z Fabryki Wyrobów Precyzyjnych. Doceniam! 😁 Wystarczyło kupić komplet hamulce + tarcze z tego samego modelu lub przynajmniej takie, o których wiadomo, że się "nie gryzą" - wtedy już mniejsza o firmę. Oczywiście można pokombinować i złożyć zestaw klocki + zaciski + klamki + pancerzyki + tarcze, w którym każdy element będzie "z innej beczki", a efekt będzie znacznie lepszy niż stock, ale nierzadko kończy się to jedynie na kombinowaniu dla kombinowania i walce w problemami, które sami sobie stworzyliśmy. Co zresztą widać na załączonych zdjęciach.
  18. Tylko ja piszę nie o czystej matematyce, a realnych odczuciach z jazdy. Oczywiście, że lepiej jest mieć rower o kilogram lżejszy niż cięższy, ale przy porównaniu "zdejmiemy półtora kilograma z ramy" a "zdejmiemy pół kilograma z kół" bardziej zauważalna będzie to druga zmiana. Przy czym i tutaj waga to nie wszystko - patrz takie rzeczy jak wspomniane opory toczenia opon czy nawet zmiana pozycji w związku z modyfikacjami kokpitu albo siodełka, które trudno jest porównać teoretycznie. Przy czym oczywiście każdy ma swoją wizję na modyfikacje roweru, określony budżet i inne preferencje, których nie będę krytykował bo "ja wiem lepiej". Tyle że bawiłem się przez lata w takie właśnie zmiany jak "założę zacisk sztycy o 40g lżejszy" i poza własną satysfakcją niewiele z tego wynikało. Po czym zmieniłem choćby opony - i to bardziej z konieczności niż chęci, bo stare miały już dość - i nagle był efekt "okurła" 😅
  19. Rdzę wewnątrz rurek usuwasz sam odpowiednimi preparatami - smarujesz mufy pędzlem, wlewasz do środka tam gdzie się da, wylewasz nadmiar, koniec. Robiłem coś takiego przy okazji remontu zawieszenia w aucie i dało radę. Sensowne lakiernie zwykle liczą cenę razem z przygotowaniem powierzchni, bo co z tego, że teoretycznie samemu da się łatwo zdjąć stary lakier, skoro równie łatwo można zrobić to źle. A tak lakiernik od razu piaskuje i ma pewność, że żadne babole potem nie wyjdą.
  20. @zekker już opisał. W skrócie: 1. Trzeba akceptować samą ideę fotochromu, czyli zmianę barwy szkieł w zależności od oświetlenia, co nie każdemu pasuje 2. Fotochrom musi być być dobry. Przy "zwyczajnym" użytkowaniu - a nosiłem takie korekcyjne okulary przez kilka lat na co dzień - nie ma to aż takiego znaczenia, ale na rowerze, kiedy jedziesz w głębokim cieniu, za moment w ostrym słońcu i tak w kółko, już tak. O samej jakości przyciemniania nie wspomnę - kto miał na nosie badziewne okulary przeciwsłoneczne, w których gunwo widać, ten wie Przy czym nie wiem, jakie masz nawyki, bo ja na przykład nigdy nie używałem okularów polaryzacyjnych.
  21. Masz rower, w którym największym problemem wagowym jest rama, amortyzator i części typu sztyca, siodełko i kokpit, po czym w celu zbicia wagi zrzucasz kilkadziesiąt gramów na zacisku sztycy. To ma sens. Aczkolwiek nie krytykuję, bo sam tak zrobiłem, że w rowerze Żony montowałem lżejsze (no i lepsze przy okazji ) części z moich byłych i ostatecznie została w nim tylko ciężkawa rama z przyległościami. Ja bym to widział tak: - najbardziej czuć zmianę w masie rotującej = dobrze, że zmieniasz opony, choć i tak sama waga to nie wszystko. Obecnie mam opony cięższe o dobre 100g na sztuce niż poprzednie, a jeździ się na nich bez porównania lżej. Dlaczego? Przez niższe opory toczenia. - hamulce tarczowe? A my mówimy o modelu Trail 24? Bo wg katalogu on ma V-brake. I wierz lub nie, ale nawet dla dorosłej osoby sensowne V-ki wystarczają do jazdy nie tylko po asfalcie. A jeżeli te słabo hamują, to zacząłbym od wymiany klocków. - dużą różnicę robią elementy, o których się zwykle nie pamięta. Ja na samej wymianie kierownicy i mostka urwałem ponad 200g. Do tego sztyca, siodełko, pedały i nagle jesteś do przodu nie 50, a 500g. Poza tym nie dajmy się zwariować. Bawienie się w liczenie gramów jest fajne, ale w gruncie rzeczy dla typowego amatora (nie wspominając o dziecku) jest niczym więcej jak podbijaniem własnego ego.
  22. Aż tak źle ze mną nie jest Niestety, ale druga z kolekcji koszulka Duncona z długim rękawkiem i ramą w kształcie szkieletu (ten motyw pojawiał się w katalogach firmy, jeśli dobrze pamiętam) zaginęła w akcji dobrych kilka lat temu. Podobnie zresztą jak plakat z produktami Duncona, duży materiałowy baner Magury i kilka innych artefaktów z epoki.
  23. Ale artefakt wynalazłem w szafie 🤩 Oryginalna bluza Duncon "I love my pussy" 😄 No ze 20 lat będzie miała.
  24. Co to ma być? Majówka w pełni, a nikt jeszcze sezonu nie otworzył? 😁
  25. Powiem więcej: długo jeździłem na przerzutce SRAM X7, a teraz mam właśnie GX. I pomijając ilość przełożeń (8 kontra 10), GX nie ma w zasadzie żadnej przewagi nad X7 pod względem wagi, kultury pracy, precyzji przerzucania, czegokolwiek. Co najwyżej łańcuch mniej obija się o widełki, choć tu akurat wpływ będą też miały inne aspekty (inna rama, inna zębatka i linia korby, inny rozmiar kasety, wreszcie inne długości wózka przerzutek). Nie wiem, gdzie ten postęp technologiczny, ale raczej nie tutaj.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...