Skocz do zawartości

[jedzenie i picie] Co spożywacie na trasie?


Rekomendowane odpowiedzi

Wycieczki rowerowe mogą mieć różny dystans i czas trwania. Od powiedzmy 20 km/2h do ponad 100 km/cały dzień. Czym się odżywiacie i co pijecie?

Wiadomo, że można zabrac ze sobą kanapki albo kupować coś po drodze. Banany czy inne owoce, bułki, paczki, kiełbasę itp. A do picia woda mineralna, izotonik energetyk czy soki owocowe. A co z czyms na ciepło na dłuzszej trasie?

Ja robie sobie kanapki z wędliną (czasem dodaje ogórek kiszony lub konserwowy) i biorę wodę mineralną. U znajomych widziałem kabanosy i bułki.  Podczas upałów wkładam kanapki na godzinę przed wyjściem do zamrażalnika. Potem o wiele dłużej się nagrzewają. Ostatnio jeśli chodzi o coś na ciepło preferuję stacje benzynowe. Da się zjeść hot doga i nie zbankrutować :) Poza tym obfity obiad rozleniwia, a jak się wyruszy zbyt szybko to mogą być problemy z bólem brzucha (warto mieć No-Spa) W sklepikach po drodze czasem kupuje sok pomarańczowy. Albo piwo bezalkoholowe

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Mówisz o wycieczkach w dosłownym tego słowa znaczeniu? Jazda typowo rekreacyjna, przystanki na zdjęcia w każdym ładnym miejscu itd.? Czy użyłeś tego słowa ogólnie w odniesieniu do jazdy na rowerze?
Bo wiesz, na szosie po płaskim 100 km to robię poniżej 3 godzin, a na 20 kilometrów, to mi się zazwyczaj nie chce nawet roweru wyciągać i wolę iść na rolki albo basen. ;)

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Zależy od stylu jazdy i temperatury.

Ostatnio jest po prostu zimno, jestem po chorobie, więc wychodzę na 1h, czyli poniżej 20km. Nie biorę nawet bidonu. No ale na takim samym dystansie, tydzień temu w 30 stopniach, wypiłem 750ml i jak wpadłem do domu, to nie mogłem odessać się od butelki.

Kanapki, kabanosy i takie tam to nie dla mnie. Zbyt mocno to siada na brzuch to raz, dwa że trawienie też zużywa energię i jednak trochę trwa. Jeżeli jedziesz w sposób ciągły, utrzymując jakieś sensowne tempo, to lepiej jeść coś łatwo przyswajalnego co się szybko "przerobi". Batony "energetyczne", Cola, banany.

Dlaczego jak człowiek zje wielki obiad, to zaraz chce mu się spać? Właśnie dlatego że trawienie zużywa energię. To jest chyba jedna z ostatnich rzeczy, które chcesz poczuć na rowerze.

No chyba że jedziesz sobie tempem 15km/h, robisz godzinną przerwę podczas której sobie usiądziesz, zjesz i jeszcze poczekasz aż chociaż trochę przejdzie przez brzuch.

Ogólnie rzecz ujmując, im większy wysiłek, tym bardziej trzeba zwracać uwagę co się je. Jak wychodzisz pokręcić z tętnem 90-100 BPM, to możesz sobie i po drodze kebaba zjeść.

Edytowane przez skom25
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Z moich obserwacji:

Naleśniki, gofry, drożdżówki - zależy, co będziesz miał po drodze. Mi również zdarzają się jazdy bardziej rekreacyjne i staram się wtedy unikać cięższego, "obiadowego" jedzenia - mięsa, serów, ciężkich sosów. To z posiłków na miejscu podczas jakiegoś dłuższego postoju. Doraźnie w czasie jazdy czy krótszych postojów banany, jakiś batonik owocowo-zbożowy/musli, czy kanapka z białym pieczywem, chudą szynką, plastrem sera i warzywami (wedle uznania, jedni wolą świeże, inni konserwowe). Na "bombę" puszka coli i jakiś Snickers czy Lion.

Do picia - na dłuższą jazdę na pewno izotonik. Można się zaopatrzyć w saszetki lub tabletki i jak się skończy, dorobić sobie w trasie (woda zawsze się gdzieś znajdzie :)). Można też kupić gotowy w sklepie, ale tam więcej barwników i słodzików, niż elektrolitów. ;) 

edit:
Tak sobie przypomniałem - jak przerwa dłuższa, to zawsze można wciągnąć jakiś makaron czy pizzę. Ale nie chodzi mi o "bułę" z sieciówki, tylko taką w miarę prawdziwą pizzę z dobrymi i świeżymi składnikami. Tylko potem trzeba chwilę odsapnąć, najlepiej przy piwie, nie polecam od razu ruszać w dalszą drogę. ;)

Edytowane przez TheJW
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Ostatnio 230km na luzie. Przed jazdą rankiem mega duża owsianka na mleku. Potem gdzies na trasie śniadanie: w zasadzie to kilka bułek z wędliną rano. Na ostatnich 100km z powrotem dopiero były konkrety (obiadu nie jadłem): arbuz, dwa banany, dwa litry zawsze w plecaku, plus bidon. 

No i detal nad detale, było około 25 stopni, więc pogoda idealna, wszystko około 30 stopni to regularne podlewanie wodą organizmu. Czasem na stacji benzynowej kupię sobie hotdoga xxl lub kawę. Mierzyć zamiary na siły (tak wiem, na codzień ludzie mówią na odwrót). 

Edytowane przez iks
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Cola i inne rzeczy z dużą ilością cukru to broń "obusieczna". Szybko podnoszą siły, ale równie szybko pojawia się kolejny zjazd. Także ostrożnie.

Cola jest "dobra" także na brzuch. Ja się już tam namiesza banany, batony, wodę z piachem z ustnika, to czasami "uspokaja". Oczywiście nie mówię że uratuje nas od ekhm, sraczki, bo nie o to chodzi. Bardziej o takie uczucie, że ten ostatni batonik i łyk wody to była już zbyt wybuchowa mieszanka.

Ja czasami jadłem orzechy czy daktyle. Jeżeli ktoś lubi, to te drugie działają całkiem nieźle, a przy okazji są naturalne.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Ja tam w tym sezonie zabieram kanapki z masłem orzechowym - trzeba brać więcej wody ze sobą bo zapychają ale dają niezłego kopa energetycznego. Znajomek dwie paczki kabanosów bierze - też jest zadowolony.
Oczywiście na trasę 2-3h to nie ma sensu przesadzać z prowiantem bo glikogenu nawet nie zdążysz spalić z mięśni.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dlatego masło dobrze wchodzi solo prosto z bazy,  ewentualnie przegryzione jakimś pomidorem czy wiejskim serkiem. Z pieczywem jest masakra. 

Osobiście mieszam z wiejskim serkiem lub dorzucam do owocowego szejka.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

1 godzinę temu, skom25 napisał:

Pod warunkiem, że wcześniej nie zaklei Wam paszczy :P

Ten problem można skutecznie i smacznie rozwiązać łącząc masło orzechowe z dżemami/powidłami wszelakiej maści. Chleb na zakwasie z tym zestawieniem to obok owsianki mój śniadaniowy klasyk. 

Przy zakupie masła warto sprawdzać skład i unikać dodatków m.in oleju palmowego. Świetne jest GoVege z Biedronki. 

Co do tematu, w trakcie przejazdu (do 100km) wprawdzie nie jadam ale zawsze ok 30-40min przed wyjściem piję koktajl: mleko (zazwyczaj roślinne - owsiane) + daktyle + banany. Wszystko razem zblendowane. Czasem dodam nasiona chia czy płatki migdałowe. Pół litra takiego shake'a wystarcza mi na dość dynamiczny przejazd 50-60km (~2h) W dłuższe trasy dobrze sprawdza się dodatek ryżu ugotowanego na półtwardo (długo uwalnia energię węglowodanów)

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Ja do 100km to nic nie zabieram, oprócz wody. W razie potrzeby jaki batonik lub banana można po drodze kupić. Czeto nawet śniadania nie jadam przed.
Tylko ja jestem przyzwyczajony do "głodowania". Do pracy jadę rano (o 5am) 40km bez śniadania, o 12 jem lekki lunch. Tak żeby mnie nie ssało :D . Wracam do domu i około 7pm jem obiad. Przez pierwszy tydzień jest ciężko, ale organizm się przyzwyczaja. Można wtedy naprawdę jechać 4-5 godzin bez jedzenia i śniadania.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Kluczowy jest ostatni posiłek dzień przed jazdą. To jest główny zapas paliwa. W czasie jazdy podjadam rzeczy, które mi po prostu smakują i są normalnym pokarmem. Kabanosy, daktyle, jakieś normalne batony np. Bakalland Ba( tanie i dobre), zwykłe kanapki a w ciągu dnia zwykły lekki obiad dla poprawienia morale.

Nie wyobrażam sobie, że podczas wycieczki rowerowej czyli czasu wolnego, który ma być przyjemny dla ciała i ducha karmię się żelami czy jakimkolwiek innym niejadalnym syfem, który mi szkodzi a przecież jadę rowerem, żeby sobie zrobić dobrze a nie źle ;)

 

Edytowane przez WZB
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Kabanosy, orzechy i migdały :) Jak jest zimno to kawę/herbatę z olejem MCT do termosa i w plecak :D 

Chociaż czasami organizm domaga się węgli - jak robiłem 250 km to po zjeździe z Przełęczy Jugowskiej złapała mnie taka delirka (za lekko się ubrałem) że był hot-dog u Obajtka.

 

Z tym, że jestem na specyficznej diecie. Kiedyś brałem i kanapki i żele ale po 5 żelu brzuch ni dokuczał. Owoców nie jadam w ogóle, na myśl o bananie mam początki rozwolnienia ;)

Natomiast na wyprawach sakwiarskich jest totalna dyspensa, z piwkiem, frytkami czy słodkimi bułkami - najlepiej smakują podane na brudnych od łańcucha dłoniach :D

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Nie będąc zawodowcem, który walczy o sekundy bo to jest jego chleb, nie widzę sensu pakowania w siebie żeli, różnych boosterów i tego całego syfu. 

W ramach ciekawostki, w początkach TdF podstawowymi środkami stosowanymi jako doping  był alkohol i amfetamina. 

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Zależy co chcesz osiągnąć i jak chcesz jeździć. W pewnym momencie nie da się zjeść kabanosa/ kanapki/ serka, bo go zaraz zwrócisz lub po prostu za mocno "zamulisz" brzuch.

Nie każdy jedzie na wycieczkę z tętnem 90BPM, tak samo jak nie każdy piłuje 160BPM przez cztery godziny. Jednego bawi oglądanie drzewa, a drugiego to, że przejechał dany odcinek ze średnią 0,1km/h szybciej niż wczoraj. Nie ma to nic do bycia zawodowcem lub amatorem.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

A ja po części zgadzam się z Wami dwoma. :) Zazwyczaj staram się wycisnąć więcej, poprawić swój czas tu czy tam, ale z żeli (i ostatnio shotów energetycznych) korzystam prawie wyłącznie na zawodach. To ze względu na żołądek, który co prawda nie reaguje źle na te odżywki, ale po co go obciążać, kiedy nie trzeba... Czasem na trening wrzucę jakiś "awaryjny" żel w kieszonkę, kiedy wiem, że jadę z koniami i zapowiada się gonka z przelotową w okolicach 40km/h.

A skoro już o "koniach" wspomniałem, to znajomy czasami wrzuca sobie luzem 🙄 do kieszonki żelki i co parę minut zjada po kilka sztuk.
Fajne są też galaretki w stylu Fresh&Fruity, pakowane oddzielnie, wygodne, ale generują dużo śmieci, czego osobiście nie lubię.
Co do daktyli - zdarza mi się piec ciastka owsiane z daktylami i bananem.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dobry domowy patent, żeby nie złapać bomby to nalać w bidon rozcieńczony kisiel, można jeszcze go dosłodzić miodem. Popijać na zmianę z wodą. Czysty węgiel ;)

Wszystko sprowadza się do węglowodanów.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

No to żeby nie zaśmiecać nowym wątkiem forum to napiszę swój najnowszy pomysł:
Zacząłem na wypady w okolicach 100km zabierać ze sobą litr czystej wody i litr soku pomidorowego! - niby zawartość energetyczna i mikroelementów "taka se" ale za to smaku i sodu ma pod dostatkiem. Żołądek czuje się oszukany i uważa, że coś tam ma do trawienia - skutecznie (przynajmniej u mnie!) zwalcza głód. Zastanawiałem się też, czy nie wzbogacić go jakimiś cukrami - tylko boję się, że byłby w smaku nie do picia wtedy ;)

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

W ciągu tych 3h nie zdążę nawet spalić cukru z mięśni - o dobrym śniadaniu i moich zapasach tłuszczu nie wspominając. Jak pisałem wyżej na dłuższe trasy zabieram dodatkowo kanapki.

Za to taki sok daje żołądkowi co robić i nie przelatuje przeze mnie jak czysta woda.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...