Skocz do zawartości

[Odchudzanie] Jazda na rowerze a spadek masy ciała


Rekomendowane odpowiedzi

Nie wiem kolego co za izotoniki pijesz, ale albo zmniejsz dawkę albo zmień producenta :devil:

Nikt, powtarzam nikt z wyjątkiem ekipy zajmującej się tym forum nie ma możliwości edytowania swoich postów po godzinie. Dajemy 15 minut na edycję posta/tematu od momentu napisania. W momencie kiedy ktoś z zarządu edytuje czyjś post/temat włącza sygnaturkę "edytowane przez..."

Druga sprawa - niemerytoryczne wstawki i dyskusje nie na temat. Chcesz się kogoś czepiać czy pogadać o tyłku Maryny to zapraszam do shotboxa.

Pozdrawiam ostrzegawczo 

 

Pudło, izotoników raczej nie pijam, a jeśli już to tylko własnej roboty, więc zmiana producenta odpada :( Swoją drogą tekst dużo zabawniejszy z dilerem :)

 

Natomiast skąd się biorą te czasy o edycji? Bo z tego co rozumiem 15 minut jest na klikniecie "edytuj", a potem można tego posta sobie pisać kilka godzin? Bo niejednokrotnie różnica czasu edycji i wysłania oryginalnego posta przekracza 15 minut.

 

Poza tym panie morty nie rozumiem decyzji o ostrzeżeniu. W moich postach brak jest wycieczek osobistych , co więcej w tamtym poście większa część jest jak najbardziej  na temat, a zawarte są dodatkowo przeprosiny za offtop.

 

--

Najwidoczniej upomnienie dało jakiś przyrost uprawnień, bo minęła godzina z hakiem i dalej mogę edytować.

Edytowane przez analog82
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Ok, faktycznie dosłownie nie było tego "z założenia", ale tak odebrałem pisanie o fruktozie i tuczeniu "zdradliwie i niepostrzeżenie" przez owoce. Aby owoce tuczyły to trzeba je jeść w ogromnych ilościach i przy dodatnim bilansie kalorycznym.

Chodzi o to, że to co napisałeś "z założenia szkodliwa" to ktoś następny zinterpretuje jako "trująca" . To idzie jak "głuchy telefon" XD

A ja się zgadzam, oczywiście, z tym fragmentem, który wkleiłeś, bo napisałam dokladnie to samo tylko w skrócie. Konkluzja jest taka, że nadmiar fruktozy zamienia się w tłuszcz. Zwróć jednak uwagę, że to jest temat, w którym piszą ludzie, którzy chcą się odchudzić. Więc jeśli układają sobie jadłospis powinni uważać na wszelkie cukry, takźe na fruktozę. A ludzie często soki i owoce traktują jako coś co można jeść do oporu. Stąd moje ostrzeżenie.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • 4 tygodnie później...

Witam serdecznie,

Ja właśnie zaczynam walkę z moją małą nadwagą 26lat 173cm wzrostu i waga aktualnie 83,5kg było nawet kiedyś 87kg. Cel to 74-76kg uśmiech na pewno pojawi się gdy zobaczę na wadzę już 79kg :)

od dwóch lat coraz częściej i więcej pokonuję kilometrów na rowerze rocznie to on dał mi kopa by zacząć zadbać o siebie. Aktywność fizyczną jaką chcę uprawiać to Domowa siłownia czyli ławeczka + hantle, marszobiegi póki co bo kondycja marna + jazda na rowerze. Dieta to najtrudniejsze dla mnie wyzwanie nie dlatego, że nie potrafię zrezygnować z pewnych rzeczy tylko zwyczajnie brakuję czasu na przygotowanie sobie tych zdrowych posiłków bo wolę przykładowo ten czas wykorzystać na treningi, a grzech nie odpuścić sobie zrobionego już wcześniej przez matkę obiadu przykładowo barszczu czerwonego + gulaszu z ryżem. Na koniec moja praca to zgroza w tym wszystkim pracuję po 12 godzin raz dniówki raz nocki przez co metabolizm dostaję u mnie po czterech literach i nie jestem w stanie też trzymać się planu 6 posiłków mniejszych ale częstszych. Co skutkuję że raz jem więcej raz bardzo mało. Póki co postanowiłem wyrzucić ze swojego jadłospisu Słodycze i tak rzadko jadałem, fastfoody raz na 2 tygodnie zdarzyło się, słodkie napoje też rzadko. Natomiast nie mam zamiaru rezygnować z piwa wiem to straszne ale kusi to zawsze strasznie gdy nadchodzi weekend i chcesz wieczorem wyjść z domu zamiast w nim mulić. Mój plan na teraz jest taki by bardzo dużo wprowadzić ruchu z ograniczeniem jedzenia nie ma u mnie problemu. najgorsze jest jednak jeść zdrowo te wasze kaszy na olejach lnianych itp. Nie mam zamiaru stosować tych waszych egzotycznych diet, tylko jeść wszystkiego z umiarem dostarczać owoce, warzywa, białko, węgle itp. Bo wiadomo i tak nie od dziś że wszystko jest złe ale nie dajmy się zwariować. Pozdrawiam więcej postów o postępach w odchudzaniach i początkach niż o samej diecie. PIS JOU

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

 

 

Mój plan na teraz jest taki by bardzo dużo wprowadzić ruchu z ograniczeniem jedzenia nie ma u mnie problemu. najgorsze jest jednak jeść zdrowo te wasze kaszy na olejach lnianych itp.

 

Te wszystkie dity i sposoby wymagają dyscypliny i czasu.

Powiedzmy że mieszczę się w twoim zakresie wagowym.

Zejście z 84 do 79 zajmuje 3 tyg bez wyrzeczeń ale z intensywnym szybkim i siłowym  jeżdżeniem po mieście z sporym obciążeniem.  Ale też bez przesady bo 200-300km tygodniowo i nie ciurkiem tylko typowo transportowa jazda. . 

 

Bez zdrowego żywienia  bez zmiany diety i z trującym soczkiem dolewanym do herbaty.

Co gorsza lubię ciepłe kolacje a że mam dziwny tryb pracy to nieraz kolacja przypada na północ przed snem.  Smażone ziemniaki są moją ulubioną kolacją :D

Śniadania czasem jem czasem nie czasem o 12....Czasem to energetyk albo trzecia kawa u klienta ewentualnie jogurt.    Obiad jak zjadę do domu...

 

Tak ze spokojnie da się ;)

 

Po pierwsze weź porcję którą jesz na co dzeń i zmniejsz ją o 10 20 30%.  

Przygotuj pudełka  trochę mniejsze niż obecna porcja na obiad i poproś matkę żeby nimi odmierzała potem je trochę zmniejsz zajmie to więcej czasu ale skurczysz żołądek.

 

Dla przykładu ja tak zmniejszyłem porcję ziemniaków na kolację. Biorę pudełko i kroje je do niego. nie sugeruję sie tym ze zostały jeszcze trzy kawałki to czemu by nie dokroić i zjeść.  

Jadłem 3 krokiety jem 2   10 pierogów jem 7..... 

 

Efekt tego jest taki że w mało której restauracji jestem w stanie zjeść dwudaniowy obiad żeby się nie przejeść :D

To metoda na lenia...   Ale działa i choć nie bardzo szybka ale nie boli.  

 

 

A kwestia piwa.... :D 

No niestety ale to jest jakby problem. Bo to świetnie pomaga tyć szczególnie jak się łączy z jedzeniem. Nic nie zmieni tego ze alkohol jest paliwem i to dobrym paliwem tylko nie koniecznie dobrze napędzającym nas.

Przeżuć się na bezalkoholowe i problem dość mocno zredukujesz ;).   Zresztą bezalkoholowe piwo w upalny dzień potrafi ślicznie postawić na nogi w przeciwieństwie do alkoholowego odpowiednika po którym człowiek przechodzi często w stan  "nie che mi się.... "

 

Oczywiście powyższe to rady dla ludzi którzy nie mogą utrzymać diety albo nie chcą zdrowo jeść ;)

Ja np wychodzę z założenia że trzeba na coś umrzeć i jak mam jeść coś co mi nie smakuje i żyć trochę dłużej to wolę zejść wcześniejszej ale szczęśliwy.

Co znamienne po ograniczeniu jedzenia dieta się niejako sama dostosowała i zmieniła. Po prostu mam smak na inne rzeczy.

 

Wiem że to co napisałem dla wielu osób będzie świętokradztwem ale również wiem że utrzymanie diety i reżimu jest w pewnych warunkach trudne jeśli nie niemożliwe a samym wysiłkiem nie zawsze jesteśmy zmusić organizm do chudnięcia. Bydle jest nieraz oporne i broni się zaciekle.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Interwaly rób. Ja w 2 miesiące areobow i trochę interwalow zrzucilem 8 kg. I oczywiście dieta. Jak jest mało to też źle. Minimum 5 posiłków dziennie, oczywiście odpowiednio dobrane, bez tego będziesz mieć mizerne wyniki i szybko się zniechecisz. A co do mało jedzenia. W ten sposób zmuszasz organizm do magazynowania tłuszczu, przez to że mało dostarczasz wartościowego jedzenia.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

W sensie, że organizm wtedy syntetyzuje tłuszcz z energii kosmosu?

 

@fawlty

Mocne z tymi bakteriami. :) Ale teoretycznie zagrożenie istnieje - nie wszystkie składniki są obrobione termicznie. Największe zatrucie tymi bakteriami w Europie było ze zdrowych sałatek z kiełkami - robionych w Niemcowni. Wtedy była ta psychoza i hejt na hiszpańskie ogórki (niewinne). Co do sytuowania bakterii to jeszcze dorzuciłbym wszystkie relingi i siedziska w komunikacji miejskiej.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

 

 

A możesz coś więcej napisać? Czemu jak dlaczego? Wiele już o kebabach słyszałem złego ale to coś nowego

 

Oczywiście nie chodzi o sam kebab jako taki, ale o specyfikę że tak powiem okołokebebową :) To "choroba brudnych rąk", a warunki sanitarne w budach z kebabami jakie są, każdy widzi. Dodatkowo, raczej nie istnieje tam "kultura mycia rąk". Nie będę tego rozwijał, bo i po co?

 

Druga kwestia, to skąd się bierze mięso do kebabowni oraz w jakich warunkach się je przechowuje. Może pamiętasz aferę z Dworcem Centralnym w Warszawie. Tu masz linkę: http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/256852,Mieso-niewiadomego-pochodzenia-jadla-cala-Warszawa . Oczywiście możemy zakładać, że był to wyjątek...

 

pzdr

Fawlty

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Gdzie i kiedy żyłem i co jadłem to już insza inszość. Nie sądzę jednak, byś musiał traktować mnie protekcjonalnie tylko z tego powodu, że masz inną opinię na temat kebabów.

 

Anyway, wpadłem w ten wątek przypadkowo, więc mówię adieu i tyle :)

 

pzdr

Fawlty

Edytowane przez Fawlty
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

@@Fawlty,  To był żart nie traktowanie protekcjonalnie.

Co nie zmienia faktu ze obecnie jesteśmy przewrażliwieni na punkcie czystości żywności a bakterie kałowe znajdziemy na zlewie i blacie gdzie przyrządzamy pokarmy.

Zbytnia higiena ma jedną wadę. Powoduje zerowa odporność. 

 

Dlatego tez wielu ludzi cierpi w tropikalnych krajach i są struci mimo że jedzą na straganach na których je też cała lokalna społeczność i nie ma przebojów żołądkowych.

Znam osobę która żywi się na śmietnikach sklepowych je przeterminowane i problemu w czasie podroży nie ma z lokalnym jedzeniem :D  Przypadek?  nie sądzę ;)

 

Jakbyś zbadał swoją kuchnię przeraziłbyś się.

http://zdrowie.dziennik.pl/aktualnosci/artykuly/411077,bakterie-kalowe-e-coli-staphylococcus-aureus-gronkowiec-zlocisty-atakuja-nie-w-toalecie-lecz-w-kuchni-recznik-kuchenny-deska-do-krojenia-gabka-ma-wiecej-bakterii-typu-fekalnego-niz-sedes.html

 

To że gdzieś znaleziono bakterie o niczym jeszcze nie świadczy.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

W tropikalnych krajach ludzie z naszej strefy łatwo się trują nie dlatego, że u nas przesadza się z czystością i jesteśmy nieodporni, tylko tam jest zupełnie inna flora bakteryjna. I będąc tam, jeśli nie przestrzega się, właśnie czystości, i je się np. owoce ze straganu - to łatwo o różne niedyspozycje przewodu pokarmowego. Żeby nie ryzykować, trzeba byłoby jeść wszystko po odpowiedniej obróbce cieplnej, butelkowaną wodę i to, co jest systemowo przerobione i pakowane.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

W tropikalnych krajach ludzie z naszej strefy łatwo się trują nie dlatego, że u nas przesadza się z czystością i jesteśmy nieodporni, tylko tam jest zupełnie inna flora bakteryjna. I będąc tam, jeśli nie przestrzega się, właśnie czystości, i je się np. owoce ze straganu - to łatwo o różne niedyspozycje przewodu pokarmowego. Żeby nie ryzykować, trzeba byłoby jeść wszystko po odpowiedniej obróbce cieplnej, butelkowaną wodę i to, co jest systemowo przerobione i pakowane.

Nie, trzeba jeść jak tubylcy. Nie można odpuszczać żadnego sosu, a głównie tych ostrych. I poprawiać lokalną gorzałką. Wszystkie modyfikacje kończą się makabrycznymi wizytami w toalecie.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

@Izka trochę upraszczasz.

Po pierwsze jednak warunki sanitarne mają znaczenie bo przez większość życia jesteśmy w środowisku w którym "zabijamy bakterie na śmierć"

Pijemy wode niemal septyczną a są kraje gdzie woda jest pełna życia bo np zaczerpnięta z kałuży. nie tzreb a innej flory wystarczy napić sie z kałuży u nas z naszą florą.

Ba z większości rzek picie skończy się kiepsko a dla wielu ludzi to była by woda krystaliczna.

 

Jesteśmy też mniej odporni na podtrucia choćby dłużej lezącym mięsem czy innymi atrakcjami.

Po drugie trzeba jeść to co jedzą tambylcy. Bo to co nie jest kwestią świeżości i czystości, na którą się można częściowo przygotować i uodpornić, załatwiają lokalne pokarmu i  np przyprawy do nich. 

Niejedną przewlekłą biegunkę można błyskawicznie wyleczyć jedząc lokalny przysmak... A że potem na toalecie będziemy cierpieć bo piecze...

Zawsze można się hartować kupując sobie odpowiednie papryczki u nas przy okazji skutecznie ubijając trochę żyjątek które jadą z nami na gapę przez życie.

 

Ale może dość bo nie o tym wątek  ;) 

Choć dieta podróżna jest dość dobrą metodą zrzucania kilogramów.

 

 

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

obecnie jesteśmy przewrażliwieni na punkcie czystości żywności a bakterie kałowe znajdziemy na zlewie i blacie gdzie przyrządzamy pokarmy. Zbytnia higiena ma jedną wadę [...] Znam osobę która żywi się na śmietnikach sklepowych je przeterminowane i problemu w czasie podroży nie ma z lokalnym jedzeniem

 

Klasyka dyskusji forumowych :) Ja piszę o smrodzie i syfie bud z kebabami, a Ty mi wyjeżdżasz z przewrażliwieniem na punkcie czystości i "zbytnią higieną". Wobec tego ja powinienem Cię teraz zapytać, czy zalecasz wprowadzenie zakazu mycia rąk przez kucharzy po wizytach w toalecie? :) Ty na to coś tam, ja coś tam, itd, itp, kolejne trzy strony bicia piany.

 

Tymczasem żadne skrajności nie są dobre, to jasne. Jednak chyba jest coś jeszcze pomiędzy nimi?

 

Nieśmiało też zasygnalizuję, że ponieważ obecnie wokół jest ów trynd na "zbytnią higienę", to aplikowanie przyzwyczajonemu do niej organizmowi diety kebabowej w wydaniu "Dworzec Centralny i okolice" może mieć zgoła inne skutki niż w przypadku Twojego znajomego, który żywi się na śmietnikach.

 

pzdr

Fawlty

Edytowane przez Fawlty
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

@KrisK sorry nie będę z tobą dyskutowała jak się odżywiać w tropikach, żeby nie dostać potwornej biegunki albo zatruć się poważniej, bo to offtop - po pierwsze. A po drugie, powtórzę, w naszej strefie klimatycznej i w naszych jelitach jest inna flora bakteryjna, stąd problemy. A po trzecie serwowanie żołądkom i jelitom dodatkowo przypraw, do których nie jesteśmy przyzwyczajeni, jeszcze dobija. Więc, wiesz, na tym bym zakończyła.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Ci co mieszkają w "tropikach" przechodzą podobne sensacje jelitowo-żołądkowe w Polsce po zjedzeniu tatara :D

Inna flora bakteryjna.

Ps. Indianie masowo umierali na choroby "europejskie" a domestosa w tamtych czasach nie było.

Europejczycy kolonizując Afrykę też przechodzili zatrucia pokarmowe, na przełomie XIX i XX wieku zaczęto dopiero przykładać mocniej uwagę do higieny.

Tony Halik, największy polski podróżnik też przechodził zatrucia podróżując po świecie.

Wszystko sprowadza się do flory bakteryjnej i reakcji układu odpornościowego na patogen.

Edytowane przez inforobert
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Witam serdecznie,

Ja właśnie zaczynam walkę z moją małą nadwagą 26lat 173cm wzrostu i waga aktualnie 83,5kg było nawet kiedyś 87kg. Cel to 74-76kg uśmiech na pewno pojawi się gdy zobaczę na wadzę już 79kg :)

od dwóch lat coraz częściej i więcej pokonuję kilometrów na rowerze rocznie to on dał mi kopa by zacząć zadbać o siebie. Aktywność fizyczną jaką chcę uprawiać to Domowa siłownia czyli ławeczka + hantle, marszobiegi póki co bo kondycja marna + jazda na rowerze. Dieta to najtrudniejsze dla mnie wyzwanie nie dlatego, że nie potrafię zrezygnować z pewnych rzeczy tylko zwyczajnie brakuję czasu na przygotowanie sobie tych zdrowych posiłków bo wolę przykładowo ten czas wykorzystać na treningi, a grzech nie odpuścić sobie zrobionego już wcześniej przez matkę obiadu przykładowo barszczu czerwonego + gulaszu z ryżem. Na koniec moja praca to zgroza w tym wszystkim pracuję po 12 godzin raz dniówki raz nocki przez co metabolizm dostaję u mnie po czterech literach i nie jestem w stanie też trzymać się planu 6 posiłków mniejszych ale częstszych. Co skutkuję że raz jem więcej raz bardzo mało. Póki co postanowiłem wyrzucić ze swojego jadłospisu Słodycze i tak rzadko jadałem, fastfoody raz na 2 tygodnie zdarzyło się, słodkie napoje też rzadko. Natomiast nie mam zamiaru rezygnować z piwa wiem to straszne ale kusi to zawsze strasznie gdy nadchodzi weekend i chcesz wieczorem wyjść z domu zamiast w nim mulić. Mój plan na teraz jest taki by bardzo dużo wprowadzić ruchu z ograniczeniem jedzenia nie ma u mnie problemu. najgorsze jest jednak jeść zdrowo te wasze kaszy na olejach lnianych itp. Nie mam zamiaru stosować tych waszych egzotycznych diet, tylko jeść wszystkiego z umiarem dostarczać owoce, warzywa, białko, węgle itp. Bo wiadomo i tak nie od dziś że wszystko jest złe ale nie dajmy się zwariować. Pozdrawiam więcej postów o postępach w odchudzaniach i początkach niż o samej diecie. PIS JOU

Rylec, dobrze, że się zacząłeś ruszać, bo to pierwszy, drobny krok do sukcesu.

 

Jednak niestety muszą być pewne wyrzeczenia, jakim jest piwko. O tym pisał KrisK. Ja Ci powiem tyle, że trenuję ostro od 3 lat (crossfit, sporty walki) i ciągle mi jakoś waga stała w okolicy 112 kg (rozpoczynałem ze 118), zbilansowane jedzenie, suplementy, 4-5 x tygodniowo trening i kurde dalej słabo. Podpowiadali mi, że przełożyłem tłuszcz na mięśnie i takie tam, ale nie brałem jednego pod uwagę, że sobie piwkowałem (cholercia lubię ten napój) i brzuchol nie chciał spadać. Apogeum miałem na tegorocznych ME w piłce, gdzie były 3 mecze dziennie i do każdego wjeżdżały 2 piwka (po 1 na każdą połowę).

Odstawiłem z dnia na dzień i mając kontuzję, to 2 miesiące nie chodziłem na treningi, a waga......4 kg w dół.

 

Musisz rzucić picie piwa, jak już to max 1 sztukę, nie beczkę  :woot: tygodniowo, ale za chwilę zobaczysz, że Ci go nie potrzeba.

 

Jesteś młodym facetem i przy 173 cm wzrostu waga mocno za duża, ale to wiesz. Masz super, bo mama podsuwa pod nos gotowe jedzonko, a nie ma jak u mamy!!! Jak dokonasz delikatnych korekt, bez drastycznych diet, to się uda.

Dieta ŻM czyli żryj mniej nie jest dobra (wspominano o tym w tym temacie), bo organizm dostaje informację, że jest deficyt jedzenia i zaczyna magazynować tłuszcz.

 

1. Zakup sobie pojemniki na jedzenie i poproś mamę, albo rób sobie porcje do pracy. Pracujesz na zmiany i trzeba jeść REGULARNIE.

2. Przygotowuj sobie jedzenie wcześniej, będziesz miał czas na trening.

3. Wyjdź z domu - założę się tutaj oficjalnie o .... co chcesz, ale nie wytrzymasz dłużej niż 1-2 miesiące treningów domowych, bo zwyczajnie się nie chce już po 2 tygodniach. Wyjście z domu motywuje do trenowania, a najlepiej na początku umówić się z jakimś kolegą i wspólnie się motywować

4. Zmieniaj treningi. Rower, siłownia, może bieganie (ja nie lubię, bo bieganie zabija  :woot: ), może szybki spacer, basen, piłka nożna, co tam lubisz. Organizm szybko przystosowuje się do jednostajnego trenowania, a jak go zaatakujesz z różnych stron, to efekty będą szybsze. Polecam CrossFit, daje w dupę nieźle, a trening trwa równą godzinę i trenuje się w grupie, więc motywacja i rywalizacja jest fajna.

5. Jedz śniadania. Babcie mówiły....śniadanie zjedz sam, obiad z przyjacielem, a kolację oddaj wrogowi...

 

Kilka zasad podał mi kiedyś kolega, jak zaczynałem walkę ze zbędnymi kilogramami i bardzo mi to pomogło.

 

1. Na śniadanie jedz ciepła zupę, bo organizm dostaje od razu zastrzyk energii, którą przyswaja i nie musi podgrzewać. Idealne są zupy, takie jakie zazwyczaj jesz na obiad. Trzyma taki posiłek zdecydowanie dłużej niż kanapki. Już dawno, dawno temu nasi dziadowie wcinali na śniadanie przed ciężką pracę ciepły żurek lub inną zupę i zapychali na polu do południa. Zapytaj mamę, powie Ci, że żurek trzyma długo, tak samo będziesz miał z innymi zupami.

Jedz to co w naszym klimacie rośnie, czyli owoce i warzywa oraz kasze (mniej ryż - u nas chyba nie rośnie), bo tak zostaliśmy zaprogramowani, że najbardziej przyswajamy rzeczy z naszego klimatu. Jak mawiał Nikuś Dyzma - to co polskie mi nie szkodzi, a zagraniczne tak  :woot: 

Kasze są super, bo jest ich wiele rodzajów i szybko się nie nudzą jak ma to miejsce przy ryżu.

Masz 7 rodzajów kasz: jęczmienna, gryczana, jaglana, owsiana, manna, kukurydziana i kuskus (to już nie nasza), więc się nie znudzi.

 

2.Nie jedz równocześnie potraw tłustych i kwaśnych. Do kiełbaski z patelni nie jemy kiszonego ogórka albo kiszonej kapusty.

 

3. Nie jedz owoców na deser po zasadniczym posiłku np po obiedzie. Możesz to zrobić 2 do 3 godzin po takim posiłku.

Zrób eksperyment. Zjedz zaraz po obiedzie dwa jabłka. I potem posłuchaj jak Ci bulgocze w jelitach. 90 % ludzi to ma. Owoce nie zostaną strawione tylko będą fermentować. A fermentowanie to gazy i to właśnie one bulgoczą rozpychając brzuch. (Jak zjesz 4 jabłka i położysz się po obiedzie to brzuszek urośnie CI o 5 cm w obwodzie. Może nawet więcej), a fermentacja to też procenty w wydychanym powietrzu. Wiesz przecież, że po jabłkach dmuchając w alkomat masz wskazanie promilowe.

 

4. Nie łącz w jednym posiłku mięsa i nabiału. Organizm nie wydziela równocześnie enzymów trawiennych dla różnych grup pokarmowych. Zatem nie rób mu Mission Impossible... Co łączy się z kolejną zasadą:

 

5. Posiłek należy spożywać w następującej kolejności:

- węglowodany (ziemniaczki, makaron, kluski czy co tam masz na talerzu pochodzenia mącznego...),

- sałatki zielone ( sałata, mizeria, generalnie warzywa surowe wszystko to koniecznie z oliwą extra vergine bo jak nie to witaminki pójdą się ... )

- mięso czyli białka

 

Dlaczego? Węglowodany strawią się najszybciej zatem muszą iść pierwsze, potem warzywa czyli surowizna, trawi się troszkę dłużej, na koniec białka bo trawią się jakieś 3 do 5 godzin.

I kolejna zasada obiadowa:

 

6. Napoje. Nie popijaj posiłku ani po, ani w trakcie. Jeśli chcesz to coś słodkiego np. kompot 15 minut przed, albo jeśli możesz sobie pozwolić lampka czerwonego wina również 15 minut przed. Wino albo kompot rozrusza Twoją enzymatykę. Żołądek wydzieli enzymy trawienne i kwasy już przed obiadem.

Temperatura napojów. Najlepiej gdyby była zbliżona do temperatury ciała. Dlaczego? Eksperyment: zjedz coś tłustego i popij zimnym napojem. Automatycznie blokujesz wszystkie enzymy trawienne do czasu ogrzania zawartości żołądka do 36 st. Optimum temperaturowe enzymów i gruczołów wydzielniczych jest bardzo wąskie między 34 a 39 st. C . Zobaczysz jak długo będziesz czuł ciężar w brzuchu.

 

7. Surowe warzywa dokładnie przeżuwaj, tak samo jak i mięso. Im dłużej są w ustach tym lepiej są rozdrobnione i więcej enzymów do nich dotarło.

 

8. Nie przejadaj się. Powinieneś jeść do zaspokojenia głodu. To naprawdę wystarczy. Jak poczujesz głód to zjesz znowu.

 

9. Zaplanuj posiłki na 5 razy w ciągu dnia.

 

 

Jak już ogarniesz początki, będziesz mógł się zagłębić w inne podejście do diety.

 

POWODZENIA.

Edytowane przez spider2you
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Interwaly rób. Ja w 2 miesiące areobow i trochę interwalow zrzucilem 8 kg. I oczywiście dieta. Jak jest mało to też źle. Minimum 5 posiłków dziennie, oczywiście odpowiednio dobrane, bez tego będziesz mieć mizerne wyniki i szybko się zniechecisz. A co do mało jedzenia. W ten sposób zmuszasz organizm do magazynowania tłuszczu, przez to że mało dostarczasz wartościowego jedzenia.

Zdajesz sobie sprawe, ze nie ma totalnie zadnego znaczenia czy to bedzie 5 posilkow dziennie, 3 posilki, 8 posilkow czy 30? Liczy sie ogolny dzienny bilans energetyczny. Twierdzenia o wyzszej skutecznosci duzej ilosci malych posilkow zostaly dawno obalone.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Unfortunately, your content contains terms that we do not allow. Please edit your content to remove the highlighted words below.
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...