Skocz do zawartości

zekker

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    8 348
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    95

Zawartość dodana przez zekker

  1. Kwestia rejonu. w TPK obecnie chyba tylko "punktowe" robią ale kawałek w bok w Otomińskich leci po staremu. Nie chciałbyś tego widzieć, bo koniec końców efekt jest ten sam, tyle że nie tną za jednym zamachem, a na przestrzeni kilku lat. Tutaj jak na razie (zdjęcie z 2021) skończyli i coś zaczęło odrastać ale ciężko te pojedyncze drzewa nazwać lasem. Gęsto było tak jak w tle. Te okolice odpuściłem sobie na kilka ładnych lat, bo jak się raz wpakowałem w rozwaloną ścieżkę, jak zobaczyłem krajobraz jak po bombardowaniu, to szkoda było sobie nerwy psuć. Dojazd do punktowego cięcia, oczywiście nie mogli pojechać po tm samym, musieli zryć jeszcze obok W trakcie punktowego lub tuż po Tutaj starsze miejsce ale w zeszłym roku jeszcze docinali. Początek był gdzieś w okolicach przed 2014, bo jak wtedy się ścigałem w tym miejscu (zjazd po prawej i potem w lewo pod górkę) to już były prowadzone cięcia. Obecnie tak jak widać porównywalne do całkowitego, tylko że nasadzenia by już bujniej odbiły, bo by nie były rozjeżdżane na nowo. Na koniec uwaga, że zdjęcia nie oddają w pełni wrażenia, zwłaszcza że większość tutaj na forum tych miejsc nie zna. Na ogół też nie ma z czym porównać, bo rzadko kiedy ma się obfotografowane wszystko, a zwłaszcza miejsca gdzie się co i raz bywa i zna się je na pamięć. Tym bardziej uderza jak gęsto zalesione wzgórze robi się łyse, jak jadąc ścieżką przez gęsty las nagle widać co jest 200-300m w bok od ścieżki.
  2. Ile kg roweru zużyto na wyprodukowanie 100g?
  3. Po pierwsze, to 3 pokolenia permanentnej edukacji, wręcz prania mózgów, żeby liczyć na rozsądek. Po drugie, nie tylko zmian mentalnych i prawnych ale też infrastruktury, żeby lokalna droga faktycznie była lokalna, a nie o przekroju autostrady. Po trzecie, limity to nie są jakieś wzięte z kosmosu wartości, mają podstawę w takich aspektach jak czasy reakcji, drogi hamowania, przyczepności, średnich możliwości psychofizycznych ludzi, skutków kolizji i wypadków, hałasu, płynności ruchu. Jest to także element uporządkowania ruchu, poprawy jego przewidywalności. Co rozumiesz przez dostosowanie do realiów? Jakie te realia są? Uważasz, że jak większość nie trzyma limitu, to trzeba go podnieść? Jak wysoko należałoby podnieść, żeby ludzie już nie przekraczali?
  4. Może częściowo. Po prostu nie było takiego sprzętu na wyposażeniu. Miałeś okazję zobaczyć jak wygląda to "cięcie punktowe"? Przecież to jest zmasakrowany teren, a drzew koniec końców mniej niż w parku miejskim. Jakieś zdjęcia musiałbym odgrzebać lub zrobić nowe przy najbliższej okazji. Po staremu sytuacja była jasna, wycięte w pień, może chwila odpoczynku i nasadzenia. Po nowemu (z ogromnym mydleniem, że to pro eko), tnie się po kilkanaście, dziesiąt procent ten sam teren przez kilka lat. Nie robi się nasadzeń, bo las ma się sam odrodzić. Dla mnie to tylko i wyłącznie ciecie kosztów, bo nie trzeba potem porządkować terenu, robić nasadzeń. Dodatkowo na zdjęciach lotniczych nie widać łysych placków. Podałem miejsce wykonania zdjęć. Na heatmapie Stravy możesz popatrzeć jaka jest popularność tej drogi. Gdyby to było kilka na tydzień, to by się tak nie świeciło.
  5. W prawie europejskim są przynajmniej dwie klasy rowerów elektrycznych. Te standardowe do 25km/h i jeżeli pamięć mnie nie zawodzi do 45km/h. U nas nie ma tego przełożonego, chyba że ta druga klasa podpada pod skutery. Na pewno nie z niczego. Jeżeli dobrze pamiętam, to normy europejskie określające skuteczność hamowania rowerów są właśnie ustalone dla 25km/h. Dla takiej prędkości w suchych warunkach są opisane procedury testowania, są ustalone drogi hamowania. W przypadku elektryków trzeba by zmienić te normy, dodać kolejną kategorię, a producenci musieliby dodatkowo certyfikować swoje produkty (zwykle i tak spełniają obecne normy z zapasem). Drugi aspekt był już wspominany, czyli z jakimi prędkościami zwykle ludzie jeżdżą, czyli 15-20km/h. Wpuszczenie w takie potoki maszyn bez problemu rozpędzających się bez limitu, to proszenie się o kłopoty. Latem w szczycie, to nie wszędzie jest jak wykorzystać swój limit sił, a co dopiero dawać silniki ludziom bez doświadczenia. Pół biedy jakby jeszcze infrastruktura była nadmiarowa ale bardzo często drogi rowerowe są wąskie, przyklejone do chodników, to dodatkowe zagrożenie w przypadku braku ograniczenia wspomagania. Stany mają swoje prawo, swoją infrastrukturę (rowerową zdaje się, że ultrabiedną). Być może dostosowywali do tego, być może mają inną kulturę mieszania ruchu. Nie znam specyfiki ich ruchu rowerowego, pieszego. A być może po prostu muszą mieć wszystko większe i mocniejsze Ale to też narzędzie do szybkiego przemieszczania się. Jeżeli obecnie do pracy przy dobrych warunkach mogę utrzymywać okolice 27km/h, to ten limit 25 będzie ciążył. Były postulaty podniesienia do 27 ale jakoś się to rozeszło.
  6. Rower szosowy prowadzi się inaczej niż cross/trekking/góral z prosta kierownicą. Trzeba się z tym zapoznać. Klamkomanetki szosowe inaczej się obsługuje niż klamki na prostych kierownicach. Trzeba się z tym zapoznać. Nowe hamulce (w zasadzie klocki, ewentualnie tarcze) tarczowe w większości przypadków wymagają dotarcia. Czyli też trzeba wyjść i wsiąść na rower. Na to wszystko nakładają się cechy rowerzysty, jakie ma doświadczenie, technikę hamowania, jaką siłę w rękach, przy baranku jaki rozmiar dłoni. Cudów po tych hamulcach bym nie oczekiwał, bo na lepszych na baranku bywa tak sobie, zwłaszcza w górnym chwycie. Niemniej da się jeździć na słabszych, tylko trzeba dostosować styl jazdy.
  7. 250W ma zapas mocy i bez ogranicznika pozwoli się rozpędzić znacznie mocniej niż te 25km/h. Nie wiem jak policzyć ale przypuszczam, że 40km/h nie będzie problemem, bo to w końcu dodatkowe 250W, a nie wyłącznie moc z manetki. Sugerujesz, że jakby przepisy były życiowe (konkretnie jakie?), to by te motorowery (część ulepów nawet w to się nie łapie) były zarejestrowane, z mniejsza mocą i by nie jeździły tak szybko po ścieżkach?
  8. Aha, czyli park krajobrazowy należy zamknąć na +/- 6 miesięcy, bo trzeba go wycinać i rozwalić drogi i szlaki? Dla przypomnienia definicja parku krajobrazowego: Gwarantuję ci, że ta droga ze zdjęcia jest przejezdna nawet jak jest mokro. Przestaje być jeżeli jest w takich warunkach rozjeżdżona ciężkim sprzętem. To co wstawiłem, to jeszcze raz podkreślę, że to park krajobrazowy. Droga jest jedną z głównych tras turystycznych, gdzie w tej okolicy przebiegają 3-4 szlaki turystyczne (za dobrze znam teren, żeby zwracać uwagę na oznakowania szlaków). Tutaj mniej więcej pozycja na mapie: https://maps.app.goo.gl/XNrqHFwfUt9o5Dq8A To jest szerszy problem i dotyczy całego okresu. Korzystasz ze szlaku turystycznego i powiedzmy, że w połowie trasy trafiasz na wycinkę. Terenu nie znasz, trzymałeś się szlaku, jak to ominąć? Ile drogi, wysokości trzeba nadrobić? U mnie w lasach jeszcze pół biedy, bo sieć ścieżek i dróg jest na tyle gęsta, że idzie zmienić trasę. Idzie też w większości przypadków przebić się na azymut, choć z rowerem bywa to już ciężkie. Ale są lasy miej dostępne, z gorszą siecią ścieżek, gęstsze, bardziej podmokłe. W górach to już nie za bardzo jest jak obejść bez wycofania się, bo po prostu nie ma innej drogi na zawołanie. Nadrabia się solidnie drogi, nie raz trzeba by stracić wysokość lub wracać się pod górę. Jeżeli to krótki wypad, to jeszcze ujdzie ale pod koniec wycieczki to już robi się słabo. Nie, nie chodzi o to. U mnie (Gdańsk, Trójmiejski Park Krajobrazowy) nie pamiętam czy kiedykolwiek widziałem dopuszczenie normalnego ruchu. Nawet tych kilka asfaltów jak górny odcinek Bytowskiej, Klesza Droga nie pamiętam, żeby tam był regularny ruch. Podobnie z gruntowymi: Szwedzka Grobla, Lipnicka Droga, Węglowa Droga, Droga Marnych Mostów, Droga Świeżej Wody (przedłużenie ul. Kościerskiej), Droga Nadleśniczych, Droga Wielkokacka. To te główne, umocnione i często wykorzystywane. Są też mniejsze, są ścieżki i nie zarastają, bo co i raz ktoś z nich korzysta (ale też u mnie nie ma tak bujnej zieleni jak np. w Górach Bardzkich), a nawierzchnia nigdy nie była utrzymywana (mimo to nadaje się do jazdy i spacerów jak każda wydeptana przez dekady). Kiedyś też cięli i zwozili ale nie tak ciężkim sprzętem, koleiny nie były tak głębokie, nie było takiej papki błotnej na całą szerokość. Powierzchnie wycinki tez były inne, robili w pień dany obszar. Obecnie robią tzw. cięcia punktowe, które polegają na wycięciu w miarę równomiernie 10-20% drzew rocznie, czyli ten sam obszar robią przez kilka lat, a ta sama objętość rocznie wymaga prac na większej powierzchni. Jest też problem taki, że sami nie dbają o to co mają. Nawet jak jest droga gospodarcza, to potrafią rozjechać obok, na skróty. Mając ciężki sprzęt nie muszą się martwić o przejezdność, więc w żaden sposób nie umacniają bocznych dróg, nie naprawiają ich. Jedynie główne są nawet nie naprawiane, a wręcz modernizowane do standardu autostradowego (z 2-3m gruntowej robią 5m szutrostrady).
  9. Tak samo podlegają normom, tylko innym niż elektryki. Jest nawet podział na miejskie/turystyczne, górskie, dziecięce itp. Jak najbardziej ma sens. To że prawo dopuszcza taką prędkość, nie znaczy że jest ona preferowana na ścieżkach. Większość ludzi na rowerach jedzie pod 20km/h, bo na tyle mają sił. Serio nie chciałbym mieć na drodze ludzi bez doświadczenia, bez umiejętności, którzy bez wysiłku mogliby się rozpędzić do tych 50km/h. Jak komuś rower ze wspomaganiem jest za wolny, to niech kupi sobie skuter.
  10. To nie jest tak, że ktoś się specjalnie pcha. Problem jest w tym, że wycinki, zrywki, zwózki rozlewają się na coraz większe obszary lasów i tak czasami nie ma już innych ścieżek. Miałem już takie wypady w okoliczne lasy, że gdzie nie pojechałem, to było zryte ciężkim sprzętem, może nie wszędzie tak ekstremalnie jak na zdjęciu wyżej ale generalnie rozjeżdżone i ciężkie do przejechania. Zatem co byś proponował, rezygnację z korzystania z parku krajobrazowego? Taki przykład z ostatniej niedzieli. Sopot, jedna z głównych dróg, tras spacerowych, kilka szlaków turystycznych ale też z możliwością wykorzystania komunikacyjnie. Okolice Małej Gwiazdy. Tutaj widok w stronę Sopotu, mało im było głównej drogi, to boczną (w głębi w lewo i dół, jak dobrze pamiętam to zielony szlak) też musieli zryć, a do tego jeszcze musieli sobie skracać i jeszcze więcej terenu przeorać.
  11. Proponuję dokładniej poszperać w sieci i ogarnąć czego dotyczy norma, kiedy jest stosowana. Znając życie, to normy są wymagane przy wprowadzaniu produktu do obrotu, a nie podczas użytkowania. Gdybyś seryjnie montował i sprzedawał takie przeróbki, to by cię norma obowiązywała, jeżeli robisz to na własny użytek, to na 99,99% nie. Na takiej samej zasadzie musiałbyś robić certyfikację po zmianie opon, klocków hamulcowych itp. żeby zapewnić sobie zgodność z normą 14764. Ba, nawet więcej, zwykłe zużycie roweru może powodować niespełnienie wymagań, bo np. hamulce są na tyle zużyte, że nie wyhamujesz zgodnie z procedurą testowania hamulców. Od innej strony, to policja nie ma możliwości kontrolowania na podstawie tych norm. Przede wszystkim nie od tego są, poza tym mogę się założyć, że nie mają pojęcia o istnieniu takich norm, a kończąc na braku środków i możliwości na przeprowadzenie kontroli zgodności. Tak samo kontrole drogowe samochodów nie są prowadzone pod kątem norm, a zgodnie z innymi przepisami, które opisują wymagania techniczne pojazdów. Homologację owszem mogą sprawdzić ale pewnie sprowadza się to do odnalezienia właściwej naklejki. Bardzo często tak Nie wiem jak obecnie ale kilka lat temu normą było nazywanie rowerami pojazdy bardziej przypominające motocykle. Tylko czasami pojawiały się dopiski o jeździe poza drogami publicznymi. Tak, naklejki z numerami norm są standardem. Znając życie to w instrukcji obsługi też gdzieś są wymienione, na podobnej zasadzie co certyfikacje zgodności elektromagnetycznej dla elektroniki użytkowej.
  12. U nas sroki też potrafią atakować. Zwykle tyko skrzeczą ale czasami aktywnie przeganiają z okolic gniazda.
  13. U mnie śmiga w 2x10 bez modyfikacji. Kaseta 11-42, korba 28-42. Jeżeli dobierze się długość łańcucha tak, żeby z blatu oblecieć cała kasetę, to jedynym problemem będzie obsługa niecałej kasety z młynka (przerzutka nie da rady wybrać i łańcuch będzie luźny).* Według mnie to nie jest problem, bo jaki sens kręcić z młynka na najmniejszych zębatkach kasety? Większość jazdy z blatu, a dopiero na jakichś solidniejszych podjazdach zrzucić na małą w korbie. Przy kasecie 11-34 być może da radę ogarnąć wszystkie przełożenia. U mnie wyszło trochę za miękko i pewnie jak zajadę, to będę zmieniać na coś w stylu 32-44/46. *Mi serwis robiący przekładkę ramy trochę sprawę zawalił, bo niby mogę wrzucić wszystkie przełożenia ale na kombinacji duża-duża wózek jest już strasznie mocno wyciągnięty do przodu. Musiałbym poszukać czy zostały mi jakieś ogniwa i przedłużyć.
  14. Kasetę wiemy jaką masz ale jakie zębatki są na korbie? Jeżeli przednia przerzutka ma zapas regulacji w pionie, da się wymienić zębatki w korbie, to ja bym spróbował w ten sposób. Kwestia o ile chcesz zmiękczyć napęd.
  15. Ale jak to 5 lat? Czy zaszczepieni nie mieli masowo umierać po pół roku, potem po roku? Co będzie za kilka lat, zmieni się śpiewka na 10 lat? Czy prześledziłeś jakąkolwiek ścieżkę dopuszczenia szczepionki do użycia? Czy chociaż zajrzałeś do jakiejkolwiek ulotki i wiesz jakie mogą wystąpić komplikacje po podaniu tradycyjnych, stosowanych od dekad szczepionek? Zdajesz sobie sprawę jak wąskie są grupy w badaniach klinicznych i że nie da się wyłapać wszystkich przeciwwskazań i możliwych reakcji niepożądanych? Ba, wiesz ile ludzi i ile przeróżnych preparatów paramedycznych, które nie wymagają badań, ludzie biorą bez zająknięcia? Nie, szczepionki mRNA nie powstały w kilka miesięcy. Powstawały od kilku dekad, w 2016 zostały zatwierdzone jako technologia do wykorzystania w medycynie. W kilka miesięcy to powstały konkretne preparaty na covida ale właśnie ta technologia umożliwia tak szybkie opracowanie, bo wystarczy zmienić aktywny "wkład" szczepionki. Były przebadane zgodnie z przyjętymi standardami, co mocno skrócono to papierologię i długookresowe badania (jeżeli dobrze pamiętam to IV faza badań). Jedynie z tego względu dostały warunkowe dopuszczenie. Na koniec jeszcze takie małe pytanko. Co rok, pół są nowe szczepionki na grypę, które mają sprawdzać się w aktualnym sezonie. Jak to możliwe, skoro badania i zatwierdzanie ma trwać latami? Serio, przestańcie powtarzać bzdury z odmętów internetu, produkowane przez ludzi niekoniecznie związanych z medycyną, zawiedzionych swoją karierą medyczną, czy wprost szarlatanów napędzających na swój biznes. Trzeba też pamiętać, że wiele pojawiających się materiałów było fałszywych, czy to z niewiedzy i chęci szybkiego wybicia się, czy wprost, celowo rozpowszechnianych. Przestańcie też w końcu wcinać się nie na temat. Ile razy można prosić? Serio z premedytacją dążycie do zamknięcia tematu, czy prosicie o silniejszą reakcję moderacji i kary dla siebie?
  16. Ty nie masz, inni mieli pogrzeby. Ale jak bardzo chcesz, to sąsiad z klatki rodziców się przekręcił. U mnie w firmie (>1000 ludzi) był przynajmniej jeden przypadek zgonu. Z innego forum covid zabrał admina. Z mojego oddziału być może przez tego wirusa jedna osoba miała zator płucny i żylny. W rodzinie odpukać dosyć łagodnie poszło ale siostra już wielokrotnie łapała i zawsze się jej te infekcje strasznie ciągną. Oficjalne statystyki są podobne, śmiertelność na poziomie (pisze z pamięci) 0,1%, większość dosyć łagodnie. Po prostu wtedy to było coś zupełnie nowego i walnęło masowo. Jak normalnie masz pojedyncze przypadki ciężkich zapaleń płuc, tak wtedy to szło w setki. Nie dziwne, że była panika, nie dziwne, że podejmowano nietrafne decyzje. Teraz wiemy więcej, kontakt z wirusem miała większość społeczeństwa czy to bezpośredni, czy przez szczepienia, więc też jest inna reakcja organizmu. Wirus w międzyczasie zmutował i też złagodniał. W zasadzie mechanizm prawie taki sam jak w przypadku grypy. Większość przechodzi mniej lub bardziej bez problemu. Pojedyncze przypadki bardzo ciężko, włącznie ze zgonem. Powikłania po przechorowaniu też są. Co jakiś czas pojawia się groźniejsza odmiana wirusa i zgonów jest więcej. W obu przypadkach nie należy lekceważyć i zbywać, że to byle co. To że większość przechodzi bez problemów, nie oznacza, że to nie są groźne choroby.
  17. Bo w końcu jakaś faktyczna zimowa jazda:
  18. Mam nadzieję, że nikt z poważnych graczy tego nie podchwyci. Nawet pomijając kwestie przewodów bądź ich braku, to największą wadą jest brak czucia hamulca. Musieli by dodać jakiś mechanizm force feedback, a to dodatkowe obciążenie, dodatkowy pożeracz prądu. Druga duża wada, to baterie, kolejne o których trzeba pamiętać, żeby ładować. Jak na razie widziałbym to w elektrykach, gdzie jest centralna bateria, z której można to zasilić. No i raczej jako wspomaganie, a nie sterowanie.
  19. Bo trochę przymroziło:
  20. Praktycznie nigdy nie oglądam takich wrzutek. W większości przypadków szkoda czasu, bo materiał jest mierny (nie mówię, że ten), do tego niemiłosiernie rozwleczony na potrzeby przekazu wideo, czy generalnie przez specyfikę przekazu werbalnego (tempo mowy itp.). Gdyby przelać takie rozmowy na tekst, to przeczytanie pewnie by zajmowało 10-15 minut zamiast godziny (+reklamy), a istotnej treści byłoby tyle samo. Poza tym, tekst można przeszukać, bez problemu pewne fragmenty na szybko przelecieć, wrócić się do poprzednich. Film nie daje takiej swobody, wolniej się przewija, nie da się na pierwszy rzut oka ocenić czy pominięty fragment był istotny, czy nie. Będąc ścisłym, to nie masz żadnej możliwości rozmowy, chyba że leci relacja na żywo i skomunikujesz się innym kanałem. Czy tekst, czy wideo, to jesteś biernym odbiorcą.
  21. Tak, wyrzućmy naukę i rozum przez okno, bo politycy spaprali sprawę... Mam wrażenie, że społeczeństwo jest coraz głupsze i całą wiedzę zdobytą w szkole wyrzuca, bo w internetach wiedzą lepiej.
  22. To był dziwny okres, dziwne działania, restrykcje, stres, to niestety może powodować negatywne skutki dla zdrowia. Jedni lepiej to przechodzą, inni gorzej, w skrajnych przypadkach w zasadzie zostają z zespołem stresu pourazowego. Jeżeli faktycznie masz takie reakcje wręcz fizjologiczne i zwykłe olanie takich osób w maskach nie daje rady, to może jednak wizyta u specjalisty? I serio, pisze to bez typowej internetowej złośliwości, po prostu wiem co mi zostało w głowie po jednym z upadków na rowerze i ile czasu mi zajęło uporanie się z tym. Z żadną, bo nie mam zamiaru marnować czasu na oglądanie takich wstawek z sieci. Za dużo takich rzeczy już widziałem, żeby się łapać na bzdury, a w 99,9% przypadków to są bzdury urażonych "doktorów", których środowisko naukowe odrzuciło. Jeżeli "dr." przed nazwiskiem wystarcza ci do wiarygodności takich materiałów, to nic nie poradzę. Ale właśnie w większości przypadków, ci głoszący "prawdę" zostali właśnie zweryfikowani przez naukę, poddani krytyce naukowej i przepadli z kretesem, więc głoszą swoje tezy w internecie, bo tam nie muszą przechodzić weryfikacji publikacji. Dla mnie koniec dyskusji w tym przedmiocie.
  23. Czy naprawdę nie możecie dać sobie siana z tymi politycznymi, spiskowymi i innymi "antysystemowymi" gadkami? Czy w każdym zakątku internetu musicie robić bałagan swoimi "mądrościami"? Nikogo zdrowo myślącego nie przekonacie tymi bzdurami i wklejenie 1000 filmików tego nie zmieni. Serio, nie o tym jest temat. Jak chcecie na poważnie, to załóżcie odpowiedni temat w nierowerowych zakątkach forum. Jak nie na poważnie, to dajcie se siana.
  24. Ale z jakiego powodu, masz jakieś lęki, fobie? Jak widzisz dentystę czy innego lekarza, pielęgniarki z maskami, to tak samo reagujesz? Ich "gęba" ich sprawa. Jak się czują z tym lepiej, to co ci do tego? Jak masz zwykłe przeziębienie, grypę, czy cokolwiek innego co roznosi się droga kropelkową, to maska redukuje rozpylanie zarazków. Rzecz znana od ponad 100 lat. W porównaniu z Japonią czy Chinami pod tym względem jesteśmy dziczą, smarkając i prychając wszędzie naokoło.
  25. Coś w tym jest, jak się człowiek musi spiąć to organizm jakoś tak chętniej walczy z chorobą. Jak się odpuszcza, to łatwiej rozkłada. Na pewno też ne mieliście czasu się dołować chorobą, to też istotny czynnik i wydaje mi się, że spora część długotrwałych problemów, to właśnie psychika, skutek stresu. W sumie nie kojarzę, żebym miał jakiś spadek formy, w notatkach też nie widzę, żeby było jakieś załamanie formy (bardziej to widzę obecnie ale nie wiem na ile to wpływ zimowych warunków). Z kolei kolega czuł wyraźne pogorszenie przez kilka miesięcy, a wcale nie przechodził jakoś ostro. Ciężko znaleźć regułę i na ile to wpłynie na kondycję.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...