Masz rower, w którym największym problemem wagowym jest rama, amortyzator i części typu sztyca, siodełko i kokpit, po czym w celu zbicia wagi zrzucasz kilkadziesiąt gramów na zacisku sztycy. To ma sens. Aczkolwiek nie krytykuję, bo sam tak zrobiłem, że w rowerze Żony montowałem lżejsze (no i lepsze przy okazji ) części z moich byłych i ostatecznie została w nim tylko ciężkawa rama z przyległościami.
Ja bym to widział tak:
- najbardziej czuć zmianę w masie rotującej = dobrze, że zmieniasz opony, choć i tak sama waga to nie wszystko. Obecnie mam opony cięższe o dobre 100g na sztuce niż poprzednie, a jeździ się na nich bez porównania lżej. Dlaczego? Przez niższe opory toczenia.
- hamulce tarczowe? A my mówimy o modelu Trail 24? Bo wg katalogu on ma V-brake. I wierz lub nie, ale nawet dla dorosłej osoby sensowne V-ki wystarczają do jazdy nie tylko po asfalcie. A jeżeli te słabo hamują, to zacząłbym od wymiany klocków.
- dużą różnicę robią elementy, o których się zwykle nie pamięta. Ja na samej wymianie kierownicy i mostka urwałem ponad 200g. Do tego sztyca, siodełko, pedały i nagle jesteś do przodu nie 50, a 500g.
Poza tym nie dajmy się zwariować. Bawienie się w liczenie gramów jest fajne, ale w gruncie rzeczy dla typowego amatora (nie wspominając o dziecku) jest niczym więcej jak podbijaniem własnego ego.