Skocz do zawartości

Rekomendowane odpowiedzi

Ogólnie nie lubię filmów z wakacji, ale jakoś dałem radę. Widziałem to targanie plażą - miałem tak dwa razy i zdecydowałbym się raz jeszcze - kawałek z Łazów do Dąbkowic to jeden z przyjemniejszych odcinków polskiego wybrzeża.

Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.

  • Podobna zawartość

    • Przez szy
      Cześć! 
      Na Znajkraju jest pierwszy z tekstów o naszych tegorocznych wakacjach. Pierwszy, bo dwutygodniowe rowery w Austrii i Niemczech złożyliśmy z czterech krótszych wyjazdów. I tak, zapraszam serdecznie po tekst o Kolejowym Szlaku Rowerowym Hesji, pełen jednak znacznie innych klimatów niż te, z którymi mamy do czynienia na co dzień:
      👉 Kolejowy Szlak Rowerowy Hesji. Niemiecka kraina wygasłych wulkanów (Znajkraj)

      A tu - proszę uprzejmie - fotograficzna piguła (właśnie, słyszeliście że Matrix wraca?) forumoworowerowo.orgowa 😎
       
      Kolejowy Szlak Rowerowy Hesji to po niemiecku Bahnradweg Hessen - mała sieć kilku krótszych tras pokolejowych (i nadrzecznych, w mniejszym udziale - też), układających się w taką ściśniętą ósemkę (linki do mapy całości na blogu). Można sobie po tym jeździć na jednodniowe wycieczki, można ułożyć trasę na trzy dni jak my, a maks co się da wycisnąć by nie powtarzać tras i widoków to myślę że 5 dni. Nasze trzy dni 236 kilometrów.
      Jak zawsze - po krajoznawstwo zapraszam na bloga, tu skupię się na rowerowych klimatach. Ale krótko tylko napiszę, że Kolejowy Szlak Rowerowy Hesji prowadzi przez dwie charakterystyczne grupy górskie: Vogelsberg i Rhön. Charakterystyczne, bo będące górami pochodzenia powulkanicznego, więc widoków dawnych wulkanów na trasie jest dużo. Te które pokazuję, to w większości Rhön, gdyż część Vogelsbergu przejechaliśmy w deszczu pod nisko wiszącymi chmurami i podejrzewam, że trochę nam niestety umknęło.
       




       
      Rowerowo jest właściwie modelowo. Podobnie jak chce wyglądać Pomorze Zachodnie za kilka lat. I jak mogłyby wyglądać Warmia i Mazury, gdyby tylko chciały. Ale nie chcą. To ze względu na gotową bazę w postaci setek kilometrów nieczynnych dawnych pruskich linii kolejowych.
      Kolejowy Szlak Rowerowy Hesji opiera się na infrastrukturze tras kolejowych, które z powodów ekonomicznych przestały być potrzebne. Na tej najdłuższej Vulkanradweg już w latach 60-tych kolej zaczęła mieć problem z liczbą pasażerów, a przestała ich wozić w połowie lat 70-tych. Potem jeszcze funkcjonowały przewozy towarowe, aż padły i w latach 90-tych, zapewne przy okazji jakichś podsumowań po połączeniu Niemiec, kolejne linie były sukcesywnie likwidowane i rozbierane. A na początku XXI wieku zaczęły zmieniać się w drogi rowerowe. 
      W tekście opisuję, że jechaliśmy łącznie trzema pokolejowymi trasami. Najdłuższa miała ponad 90 kilometrów długości - na takim dystansie rowerzysta znajduje się w wyłącznie własnym królestwie, nieniepokojony samochodami, pieszymi, hałasem, spalinami... Zawsze będę uważał, że nie ma lepszego szlaku rowerowego od takiej pokolejowej drogi.
      Dość pisania, foty - różne miejsca, różne chwile, różne etapy. Najpierw kilka przyjemnych "detali", jakie widzieliśmy. Czasem drobiazgi, ale to te drobiazgi, które robią różnicę.
       
      Najpierw traktor sprzątający drogę i sprzątający człowiek, który sam nam, obydwów naszym grupom, udzielił pierwszeństwa i zjechał z drogi. Tam dba się o czystość nawierzchni drogi rowerowej gdzieś poza miejscowościami. A w środku siedzi życzliwy człowiek, który wie, że jednak, mimo wszystko, to on jest gościem na naszej drodze. 

       
      Potem tunel, przez wiele lat kolejowy, w 1945 roku nawet schronienie pociągu z wojskami hitlerowskimi, a dzisiaj atrakcja na pokolejowej trasie i zimą schronienie dla nietoperzy - stąd te kratki.


       
      Tablice informacyjne - niby drobiazg i banał, ale jednak. Te posiadają i mapę, i przekrój trasy, i info krajoznawcze. Super.



       
      Objazd dla rowerów. Kawałek dalej miał miejsce remont nawierzchni na szosie, więc i samochody, i rowerzystów poprowadzono inną trasą dookoła. I jednym, i drugim przygotowano porządne tablice informujące o robotach i informacja, by kierować się za żółtymi tablicami ("nutzen").


       
      A na sam koniec - duży kamienny most w przebiegu dawnej linii kolejowej, podobny rozmiarem do Stańczyków. Kiedyś dla pociągów, dzisiaj dla rowerów. Ze względu na szeroką nawierzchnię, zmieściło się nawet miejsce do odpoczynku ze stołami.


       
      Ten poziom zaawansowania, dojrzałości w tworzeniu warunków do turystyki rowerowej widać w Polsce w dwóch regionach - w Małopolsce i na Pomorzu Zachodnim, gdzie można zauważyć tego samego rowerowego "ducha" za tworzonymi inwestycjami. A gdzie pozostałe województwa? 😕
       
      Może to kwestia lepszej pogody, ale ładniejszy wydał się nam Rhön. Jest nieco wyższy od Vogelsbergu. A może to przez ten rowerowy tunel?









       
      Vogelsberg był dla nas w dużej części deszczowy, ale droga - Vulkanradweg, ta prawie 100-kilometrowa pokolejowa trasa - była najlepsza.









       
      Podsumowując, kolejna z rowerowych tras, na które wysyłałbym polskich urzędników by zobaczyli, jak wygląda tworzenie regionalnych podstaw do uprawiania turystyki rowerowej. I przyjemna propozycja na jedną z części dłuższego rowerowego pobytu w samych Niemczech lub w Europie.
      Z pozdrowerem, oczywiście
      Szy.
    • Przez szy
      Cześć!
      Foty z oddanej do użytku pod koniec 2019 roku trasy rowerowej po Mierzei Wiślanej prawdopodobnie widzieliście wszyscy. Zdjęcia z niej regularnie pojawiały się w różnych miejscach w zeszłym roku. Nic dziwnego, bo efektowny odcinek przed Krynicą Morską to na bank jeden z tych najładniejszych na naszym wybrzeżu:





       
      Z Gdańska mamy blisko, więc zaglądaliśmy kilkukrotnie - z naszych wizyt w poprzednim i w tym roku zrobił się prawie kompletny przewodnik po atrakcjach Mierzei Wiślanej i o samej trasie rowerowej, którą można w te miejsca dojechać, zapraszam:
      👉 Szlak rowerowy R10 na Mierzei Wiślanej, Mikoszewo-Piaski (Znajkraj)

       
      Trasa ma 52 kilometry długości - tyle wynosi odcinek z Mikoszewa przez Sztutowo, Kąty Rybackie, Krynicę Morską do Piasków, pod samą granicę polsko-rosyjską. To taki dystans, który jednym pozwoli skoczyć tam i z powrotem jednego dnia, a innym spędzić na trasie cały weekend z noclegiem w Krynicy lub Piaskach. Jeśli ktoś się najeździ głównym przebiegiem, można go nieco modyfikować w kilku miejscach, można włączyć się do niego w połowie przyjeżdżając gdzieś z Żuław i można też w Krynicy Morskiej wsiąść na statek i przepłynąć do Tolkmicka lub Krynicy Morskiej i wracać drugą stroną Zalewu Wiślanego. 
      Ta ostatnia opcja jeszcze odrobinę niedomaga, bo obydwaj armatorzy - tramwaj wodny "Kutrzeba" do Tolkmicka i Żegluga Gdańska do Fromborka - dość chimerycznie podchodzą do tegorocznych rejsów. To trzeba zawsze sprawdzać przed wyjazdem by nie zostać zaskoczonym na miejscu. Jak my, którzy podczas jednego z wyjazdów zmuszeni byliśmy szukać "własnego" transportu przez Zalew do Fromborka.
      Sama trasa niemal w całości to leśny szuter. Czasem bardzo przyjazny, równy, czasem z niewielkimi koleinami tam, gdzie na trasę - mimo oznaczeń drogi rowerowej - przemycają się samochody. W Sztutowie, Kątach i Krynicy - odrobina miejskich klimatów, czyli kostka, asfalt, itp. Przed samą Krynicą Morską - długi efektowny odcinek po nawierzchni żywiczno-mineralnej. Po 40 kilometrach na szutrze, zawsze mam wrażenie ogromnej lekkości i wręcz płynięcia na niewielkich leśnych podjazdach w tamtej okolicy.
      Można też całość podzielić na trzy różne części. Do Sztutowa jest dość spokojnie, płasko, poszczególne fragmenty są przeważnie długimi prostymi. Od Sztutowa do Krynicy trasa kręci na boki i góra-dół, by za Krynicą do Piasków znowu się uspokoić. 
      Na zdjęciach w różnych porach roku cała trasa wygląda tak - chronologicznie, od Mikoszewa do Piasków, od szlabanu do szlabanu:


























       
      Tyle o samej trasie. A wokół jest też kilka ładnych lub ciekawych miejsc do zobaczenia. Do tych najciekawszych należy na pewno rezerwat kormoranów "Kąty Rybackie", z wciąż powiększającym się obszarem lasu, jaki niszczą swoimi odchodami i resztkami pożywienia ptaki.


       
      Jest przekop Mierzei Wiślanej, na który bez względu na emocje polityczne, wypada patrzeć jak na niezwykłą budowlę hydrotechniczną. Tu polecam punkt widokowy na zachodnim skraju lasu, nie na wschodnim, gdzie mieści się ten "oficjalny".



       
      A za Krynicą Morską, gdzie niedaleko od siebie znajdują się dwa punkty widokowe - Wielbłądzi Garb i góra Pirat, polecam ten drugi. To świetna wieża obserwacyjna z widokiem na Zatokę Gdańską i Zalew Wiślany jednocześnie, która w dodatku idealnie nadaje się do rozstawienia tam namiotu. i do której biegnie kilkusetmetrowy klimatyczna leśna droga.


       
      Jeszcze kilka obrazków z Mierzei Wiślanej:










       
      Po więcej zapraszam na Znajkraj
      Szy.
    • Przez forscher
      Witajcie 
      wiele osób myśląc o trasie R10 bierze pod uwagę tylko jej polską część...  Jak do tej pory nie widziałem by ktoś była pod uwagę ten niemiecki odcinek... 
      A tymczasem obejrzałem ostatnio tą relację 
       
       
      i spodobało mi się na tyle, że opracowałem już wstępnie połączenia z Polski do Flensburga, a także cała trasę wzdłuż Bałtyku od Flenburga aż po Świnoujście...
       
      Tylko czy znajdę tu kogoś kto chciałby próbować przejechać tą piękniejszą częścią wybrzeża Bałtyku? 
      Czas pokaże.. 
       
       
×
×
  • Dodaj nową pozycję...