Skocz do zawartości
  • 0
Gość Adam

Status znaku P-23

Pytanie

Gość Adam

Od jakiegoś czasu zdarza mi się być zatrzymanym przez innych rowerzystów, którzy twierdzą, że jadę po złej stronie drogi dla rowerów - tzn. jadę w innym kierunku niż powinno się po danej drodze. Probówałem odszukać podstawy prawnej i jednoznacznego określenia tego, co określa kierunek ruchu na drodze dla rowerów ale już od tego kręci mi się w głowie. Pytanie, kilkuczęściowe, jest takie:

a) czy znak P-23 wyznacza kierunek ruchu? W jego opisie dostępnym w internecie nie znalazłem takiej funkcji tego znaku. Pisze się najczęściej coś takiego "Znak P-23 "rower" oznacza drogę lub jej część (pas ruchu) przeznaczoną dla ruchu rowerów jednośladowych." nie wspominając o tym, czy wyznacza on kierunek. Proszę o podanie podstawy prawnej.

b) czy w przypadku, gdy po obu stronach jezdni znajduje się droga dla rowerów, załóżmy że bez P-23, to mam obowiązek korzystać z tych dróg zgodnie z kierunkiem ruchu na jezdni? Tu również zależałoby mi na poznaniu podstawy prawnej.

c) czy w jakikolwiek inny, prawnie umocowany, sposób wyznacza się kierunek ruchu drogi dla rowerów (wiem o znaku F-19 i o "sierżancie" ale oba chyba stosuje się na jezdni a nie na drodze dla rowerów będącej częścią chodnika)?

 

Dzięki za jakiekolwiek wskazówki!

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

8 odpowiedzi na to pytanie

Rekomendowane odpowiedzi

  • 0
Fuxi
Napisano (edytowane)

Pewnie chodzi Ci o taką sytuację:
https://goo.gl/maps/FSvLjUHhR7ght6Uq9

Są dwie drogi dla rowerów, po jednej i po drugiej stronie drogi.
Sprawdziłem znaki w Google Maps i oprócz znaku zakazu B-9 nie ma innego.
Nie wiem też, czemu znajduje się on po lewej stronie, a nie po prawej?
Teoretycznie obowiązują nas znaki po prawej stronie drogi, ale ile było takich interpretacji, że rowerzysta musiał orientować się w terenie na tyle,
żeby zobaczyć DDR po lewej stronie drogi?
Tutaj drugi początek/koniec drogi i ta sama sytuacja:
https://goo.gl/maps/R6iot6hQrQN9gzNL9
zakaz stoi tylko po lewej.

Cytat

B9 - Znak zakazuje ruchu zarówno na jezdni i poboczu rowerów i wózków rowerowych. Stosowany na drogach o dużym natężeniu ruchu lub dużej dopuszczalnej prędkości stanowiących niebezpieczeństwo dla kierujących rowerami oraz tam, gdzie w pobliżu została wyznaczona droga dla rowerów oznaczona znakiem C-13.

Wychodzi na to, że jazdę po lewej DDR należy uznać za zakazaną, dlatego znak znajduje się po lewej stronie drogi, ale jadąc DDR ten znak rowerzysta ma po prawej, a w pieszej sytuacji po lewej. Ważne tu jest, że jest w obrębie DDR.
Z drugiej strony, wg mnie DDR czy ciąg pieszo rowerowy (C-13 i C-16) nie jest jezdnią, ani poboczem dla rowerów, ale mogę się mylić.

Ja jednak trzymam się zasady, że poruszam się prawą stroną.

Edytowane przez Fuxi

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
  • 0
Gość Adam

Dzięki za odpowiedź. W sytuacjach, o których ja myślę, nie zauważyłem nigdzie B-9 ale drogi są dwie, tak jak u Ciebie. Są tam albo poziome "rowerki" P-23 (ale rysowane niezbyt konsekwentnie, poza tym nie wiem czy te znaki prawnie nakazują jakiś kierunek jazdy), albo nic. Rozumiem, że ktoś - tak jak Ty - przyjmuje zasadę poruszania się prawą stroną (traktując ścieżkę rowerową na chodniku trochę jakby była częścią jezdni?), ale póki nie ma podstawy prawnej, to wydaje mi się, że pozostaje to tylko pewną zasadą indywidualną, której przestrzegania nie można wymagać od innych. A co np. w sytuacji, gdy jezdnia jest szeroka, chodniki zatłoczone i nie wiesz, czy po drugiej stronie jest droga dla rowerów? Potencjalnie można w ten sposób łamać prawo (jeśli wymaga ono jazdy po prawej w takiej sytuacji), i ciężko to w praktyce za każdym razem sprawdzać. Dlatego chyba drogi powinny być konsekwentnie i spójnie oznaczane jako jednokierunkowe (B-9 i może jakaś wersja D-3, analogicznie do sytuacji dla samochodów/użytkowników jezdni). Pomocy!

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
  • 0
filozof.r

Art.  33.  1.  Kierujący  rowerem  jest  obowiązany  korzystać  z  drogi  dla  rowerów lub  pasa  ruchu  dla  rowerów,  jeśli  są  one  wyznaczone  dla  kierunku,  w  którym  się porusza  lub  zamierza  skręcić (...).

Interpretacja, jaką znalazłem kiedyś, mówi, że poruszamy się DDR, jeśli jest ona po prawej stronie drogi dla innych pojazdów, więc nie trzeba szukać drogi „w terenie”. Z drugiej strony, żeby DDR była „wyznaczona dla kierunku, w którym się poruszam” musiałaby być oznaczona znakiem D-3, a z tym w Polsce się nie spotkałem, choć wielokrotnie widziałem B-2 na DDR.

W pierwszym wskazanym przykładzie (z DDR po obu stronach jezdni) „na upartego” traktowałbym obie jako dwukierunkowe, chyba że znaki są ustawione tylko w jednym kierunku. I w tym doszukiwałbym się podstawy prawnej: znaki ustawiane są po prawej stronie jezdni - co do zasady - znaki ustawione po lewej stronie są jedynie uzupełnieniem i obowiązują tylko z tymi z prawej strony.

W drugim przypadku znak B-9 został ustawiony chyba tylko po to, żeby go ustawić; zaczyna się drogą dla pieszych, o czym informuje znak C-16, więc ten zakaz wydaje się zbędny.

Swoją drogą, znakowanie DDR w naszym kraju to temat na jakiś doktorat...

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
  • 0
Fuxi

Dzisiaj powtórzyłem jazdę po ścieżce, którą pokazałem w swoim pierwszym poście.
Google Street pokazuje inne znaki niż są w rzeczywistości, a jest jeszcze ciekawiej :).

Z jednej strony ścieżki jest wspomniany znak B-9, ale na drugim końcu ścieżki, dla jej przeciwległej wersji jest już znak B-2.
Trochę brak konsekwencji w stawianiu znaków, ale przynajmniej B-9 powtarza sie kilka razy na jej długości.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
  • 0
Gość Adam
W dniu 11.08.2020 o 21:55, filozof.r napisał:

żeby DDR była „wyznaczona dla kierunku, w którym się poruszam” musiałaby być oznaczona znakiem D-3, a z tym w Polsce się nie spotkałem

Właśnie wróciłem z Pomorza i tam widziałem znak D-3 na DDR. Było to na drodze między Grzybowem a Kołobrzegiem. Niestety nie udało mi się znaleźć tego na Google Maps. Oto podobny przykład, który wyszukałem w mediach: https://www.zdiz.gdynia.pl/malokacka-ma-nowy-ciag-pieszo-rowerowy/

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
  • 0
Fuxi

Oznaczenie bardzo fajne, tylko co z tego, skoro pieszy ma pierwszeństwo?
To tak jakby jechać po zwykłym chodniku, czyli w razie zdarzenia zawsze jesteś winny Ty.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
  • 0
Gość Adam
W dniu 11.08.2020 o 21:55, filozof.r napisał:

„na upartego” traktowałbym obie jako dwukierunkowe, chyba że znaki są ustawione tylko w jednym kierunku. I w tym doszukiwałbym się podstawy prawnej: znaki ustawiane są po prawej stronie jezdni - co do zasady - znaki ustawione po lewej stronie są jedynie uzupełnieniem i obowiązują tylko z tymi z prawej strony

Nie wiem, czy dobrze rozumiem ale czy możliwe jest by ustawienie znaków, tak by widoczne były tylko dla jadących w konkretnym kierunku - może oznaczać nakaz jazdy w danym kierunku? Jeśli tak, to jaka byłaby podstawa prawna takiej interpretacji?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
  • 0
Gość Adam
4 godziny temu, Fuxi napisał:

Oznaczenie bardzo fajne, tylko co z tego, skoro pieszy ma pierwszeństwo?

Wydaje mi się, że na drodze Grzybowo-Kołobrzeg nie ma tego problemu a też pojawia się D-3, tylko w innej konfiguracji: jakoś tak obok znaku DDR.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Gość
Komentujesz jako gość. Jeśli posiadasz konto, zaloguj się.
Odpowiedz na pytanie...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Maksymalnie dozwolone są tylko 75 emotikony.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Podobna zawartość

    • szy
      Przez szy
      Cześć,
       
      naszego podróżowania rowerem po Niemczech część kolejna.
       
      Były góry - Harz, były trasy nadrzeczne - Wezera, trochę Haweli, Łaby, były trasy bardzo leśne - Tour Brandenburg na północy, ale nigdy jeszcze nie było morza. Padło więc w tegoroczną majówkę na niemieckie Morze Wschodnie, czyli polskie Morze Bałtyckie
       
      Dodatkową motywacją był start projektu EuroVelo 10, jakie w Polsce realizować będą Pomorze Zachodnie i Pomorskie. Móc zobaczyć, jak wygląda niemiecka trasa, by wiedzieć czego wymagać od polskich samorządów - dla mnie świetna sprawa.
       
      Niemcy wzdłuż swojego wybrzeża puścili Ostseeküsten-Radweg, która pokrywa się z przebiegiem EuroVelo 10. W większości to drogi rowerowe lub ciągi pieszo-rowerowe, rzadko drogi publiczne o małym ruchu, czasem miejskie promenady nad morzem. To piąta-szósta najpopularniejsza turystyczna trasa rowerowa w Niemczech według ADFC.
       
      Zaczęliśmy w Lubece, skąd dojechaliśmy nad Bałtyk, a potem pięc kolejnych dni posuwaliśmy się na wschód, do Stralsundu. Po drodze Wismar i Rostock. Wszystkie cztery miasta to dawna potęga Hanzy. Nie zobaczyć ciekawego muzeum Hanzy na początek - niemożliwe. Niestety, trzeba było wyjść po trzech godzinach, by jednak trochę pokręcić tego dnia. Szkoda, bo właściwie można tam spędzić cały dzień.
       
      Lubeka klimatem przypominała mi bardzo Gdańsk. Ta sama gotycka dusza, te same powojenne plomby. Tylko można sobie wyobrażać, w jakim innym świecie żylibyśmy - i w Polsce, i w Niemczech, gdyby nie bombardowane miasta.
       
      Po Lubece był ciekawy Wismar, który - dzięki nieosiągalnej w Lubece ciszy i spokojowi - podobał nam się chyba najbardziej. Dalej mniej porywający Rostock, za to ze świetnym rejsem do Warnemunde, a na koniec Stralsund - z kolorowym kościołem św. Mikołaja i fajnym Ozeaneum (oceanarium), ciekawym chyba dla każdego.
       
      Na trasie sporo ciekawostek, które sprawiają, że jest naprawdę ciekawie. Ot, podnoszony most drogowy w Lubece - naprawdę robi wrażenie, gdy nagle staje przed Tobą kilkanaście pięter asfaltu. Albo to, że Lubeka jest stolicą.. marcepanu. I wiele więcej.
       
      Gdyby udało się taki produkt stworzyć w Polsce, byłoby wyśmienicie. Trochę się obawiam pójścia na skróty w wielu przypadkach, prowadzenia szlaku w Polsce po po prostu zwykłych szosach, zamiast inwestowania w separowane trasy na uboczu. Ale - może?
       
      Nasza relacja na blogu, zapraszam:
       
      http://www.znajkraj.pl/szlakiem-wybrzeza-morza-baltyckiego-rowerem-po-niemczech
       
       
      Wybrane momenty:
       
      Tak bardzo często wygląda trasa - asfaltowy dywanik, wybrzeże. Tu chyba dwie foty z półwyspu przed Stralsundem, gdzie chyba był najdłuższy pojedynczy, ciekawy odcinek trasy:
       

       

       

       
       
      Takich obrazków "z katalogu" było mnóstwo. Okazuje się, że to właśnie w Rostocku zbudowano pierwszy taki charakterystyczny kosz plażowy:
       

       
       
      Bułka z rybą (do wyboru mnóstwo gatunków) do dostania w każdej z miejscowości. To jak podają - klasa. Pycha!
       

       
       
      To niemieckie spojrzenie na wojnę - nie pamiętam jednego miejsca w Polsce, gdzie stoi ruina kościoła. Tu zostawia się ślady, zarysy budynków, itp. jako pomniki wojny. Tu dzwony, które upadły podczas bombardowania w 1942 i tak leżą do dziś.
       

       
       
      Cała Lubeka fajna. Może to Gdańsk nas nauczył takiego sentymentu do nadmorskich miast. Takie widoki - uwielbiamy!
       

       

       
       
      Bardzo polecamy. Dotrzeć do Lubeki można bezpośrednio regionalnym połączeniem ze Szczecina.
       
      Szy.
    • DomiNiko
      Przez DomiNiko
      Leśne tereny w nadleśnictwie Drzewina na Kaszubach.

      trasa rowerowa do w ogóleądu na:
      https://www.endomondo.com/routes/740784219
       
       
    • szy
      Przez szy
      Hej ,
       
      udało nam się weekend czerwcowy przedłużyć do całego tygodnia i wyskoczyć, po raz pierwszy w rowerowej karierze, do Niemiec - do Dolnej Saksonii. Pierwszy raz podczas jednej wyprawy ("wyprawy") siedziałem na trzech rowerach . I w ogóle klimatów wokół roweru było sporo.
       
      Cały nasz tekst relacji i ponad 200 zdjęć znajdziecie jak zawsze na blogu -> Niemcy i Dolna Saksonia na rowerze, z klimatami turystycznymi, krajoznawczymi i innymi, a tu dzielę się z Wami tymi stricte rowerowymi wrażeniami
       



      Rowerowe klimaty w niemieckich miastach - fantastyczne. W Hanowerze trafiliśmy nawet na masę krytyczną. Gdyby nie to, że naprawdę mam to samo w Gdańsku, to wrażenie byłoby pewnie jeszcze większe. Ale Niemcy kontrapasy, sygnalizację i wszechobecne drogi rowerowe mają nie tylko w wielkich miastach jak my, ale też w naszych Kościerzynach, Ostródach i mniejszych miasteczkach. Do podmiejskiego pociągu wchodzi się właściwie z ulicy, bez ściągania sakw - bo windy i wszędzie szerokie wejścia. Miło z tego korzystać. 
       

       

       

       
       
      Turystyczne drogi rowerowe i klimat na nich - do pozazdroszczenia. Miałem w sobie przekonanie, że większość szlaków rowerowych w Niemczech to asfaltowe, perfekcyjne dróżki nad brzegiem wody. I tak kilometrami. Okazuje się, że może nawet większość naszych przejazdów to szutry i drogi leśne, za to idealne do jazdy z sakwami. Równiuteńkie i fajne prowadzone. 
       
      No i też wcale jazda nad rzeką nie jest nudna. Przynajmniej nie na naszym odcinku nad Wezerą. Co chwilę odskakuje się gdzieś w las, czy w miasto. Nie zdążyliśmy zacząć się nudzić, a to między innymi powód, dla którego boję się jechać nad Dunaj...
       

       

       

       

       
       
      Widać, że spory nacisk kładzie się na przygotowanie terenów rekreacyjnych nie tylko dla turystyki, ale dla bardziej aktywnej jazdy jak MTB. Trasy w Harzu, trasy w Solling-Vogler... Ale podczas naszego wyjazdu (regularny tydzień, jeszcze przed sezonem) samych "górali" widzieliśmy niewielu. Ale samy się karnęliśmy po torze w Neuhaus im Solling.
       

       
       
      Rowery elektryczne - to jest nasza przyszłość! Nie wiem, czy mieliście okazję próbować, ale nasze pierwsze chwile to raczej niedowierzanie i wybuch śmiechu . Wypożyczyliśmy rowery marki Electra, pełne automaty. Wystarczy delikatnie zakręcić pedałami, by rower sam - naprawdę - wyrywał do przodu. Kilkanaście kilometrów solidnego podjazdu do regionu Solling-Vogler zrobiliśmy w niewiele ponad pół godziny.
       
      Naprawdę, bardzo poważnie pomyślałem o przyszłości i zrozumiałem, dlaczego wielu niemieckich emerytów śmiga właśnie na takich rowerach. Fajna sprawa, chociaż... gdybym miał na takim jeździć dzisiaj, wracałbym do domu chyba bez jednej kropli potu.
       

       
       
      Przyjemne jest też obserowanie wsparcia rowerowych nastrojów przez biznes. Oczywiście, biznes ma to do siebie, że wspiera to, co mu się opłaca, ale jak widać, rowery w Niemczech się opłacają . Są hotele i pensjonaty skupione pod marką "Bett+Bike", gdzie można przyjechać i nie musieć oglądać narzekającego gospodarza, że nie ma gdzie wstawić roweru. Jest garaż, są narzędzia, itp.
       

       
       
      Jeden z przebojów - transport kolejowy. Jakoś przez polskie perypetie z kolejami oduczyliśmy się dalszych podróży z rowerami. A tymczasem tutaj, z Gdańska do Hanoweru, dotarliśmy w 8 godzin z hakiem, z przesiadką w Berlinie. Na wszystkich odcinkach wagon (nie przedział) rowerowy - a więc jedziesz razem z rowerami w jednej przestrzeni, zero stresu o cokolwiek. W niemieckich wagonach na relacji Berlin-Amsterdam wagon dzielony jest pół na pół na ludzi i rowery. I są nawet... szafki na sakwy. Można?
       

       

       

       

       
       
      Byliśmy mile zaskoczeni całym wyjazdem. Trochę bałem się pewnej sterylności regionu, samych asfaltowanych dróżek, a było całkiem naturalnie i bardzo, bardzo zielono. W "zwykłej" Dolnej Saksonii, w górach Harzu, nad Wezerą - świetnie, że Niemcy pamiętają, że nie ma nic przyjemniejszego niż naturalna droga. Polecamy!
       
      Szy.
    • szy
      Przez szy
      Cześć, druga nasza wizyta na trasach Kaszubskiej Marszruty, tym razem w listopadowy długi weekend. Od maja powstały już wszystkie drogi poza odcinkiem w okolicach Krojantów. I według materiałów jest teraz ponad 160 kilometrów dróg rowerowych plus infrastruktura. Jest conajmniej dobrze. Jesli nie bardzo dobrze. 
       
      Więcej wrażeń, setka zdjęć i mapa na naszej stronie: Kaszubska Marszruta - rowerem w Bory Tucholskie. A w skrócie i na zachętę... 
       
       
      Tak wyglądają wybudowane specjalnie dla rowerzystów drogi Kaszubskiej Marszruty:
       

       

       

       

       
       
      Drogom towarzyszą takie rowerowe przystanki - dach, stół, stojaki...
       

       

       
       
      ... a nawet pieszo-rowerowy most w Męcikale:
       

       
       
      Wśród atrakcji krajoznawczych m.in. wyłuszczarnia szyszek w Klosnowie...
       

       
      ... i ogród rzeźby Józefa Chełmowskiego w Brusach:
       

       
       
      Jest i turystyczna mapa projektu:
       

       
       
      Rewelacyjna sprawa. I chyba mam rację pisząc, że jedyna taka w Polsce? Podobno podobnie ma wyglądać trasa w Małopolsce, podobno jeszcze budują Polskę Wschodnią... Kto zna więcej szczegółów? 
       
      Pozdro :]
       
      Szy.
    • szy
      Przez szy
      Hej,
       
      dumny z mojego miasta, ale i ciekawy rowerowych rozwiązań w Polsce, podpytuję - czy jest inna ulica w Polsce, urządzona jak ciąg Wita Stwosza i Alei Wojska Polskiego w Gdańsku-Oliwie?
       

       
      W Gdańsku, na wyremontowanej niedawno ulicy, są:
       
      - szerokie pasy do jazdy rowerem po jezdni,
      - śluzy rowerowe, ułatwiające ruszenie ze świateł i skręt w lewo - także "na dwa razy",
      - obniżone, mniejsze światła sygnalizacji, włączające zielone rowerom kilka sekund przed zielonym dla samochodów,
      - progi zwalniające dla samochodów przed zwężeniami dróg, np. przy wysepkach tramwajowych, umożliwiające rowerzystom bezpieczną jazdę przez zwężenie,
      - znaki, przypominające o bezpiecznym odstępie od rowerzysty.
       
      Kilka zdjęć więcej na:
       
      -> http://www.znajkraj.pl/rowerowe-nowe-na-koniec-sezonu
       
      My czuliśmy się naprawdę jak w Wiedniu, a gdzie jeszcze w Polsce możemy doświadczyć podobnych wrażeń?
       
      Szy.
×