Nie mam z tym problemu, więc jak nie jestem zmuszony dziwnym położeniem/odległością, a jest np. zimno (okolice 0 stopni), jakaś menda urwała końcówkę węża na stacji wypożyczalni, do której podjechałem z flakiem, i obok mam przystanek, to jadę - wiem, że ortodoksi się krzywią , co mogę zrozumieć, zwłaszcza że sam mam lekkie uczulenie na rowery w komunikacji, bo co to za commuting (najbardziej nie trawię tych, którzy się ładują z rowerem w tłum ludzi w komunikacji - mnie kiedyś kierowca nie chciał wpuścić do luźnego autobusu w Konstancinie, ale argumentem o awarii i staniem z boku k. okna jakoś go przekonałem).
Jak mam blisko, to nie chce mi się walczyć z komarami w upale, więc prowadzę te kilka km do domu, albo podpompowuję na szybko kilka razy i jadę na raty. Jeżdżę na dętkach, których nie łatam, tylko wymieniam na nowe. No i po mieście jechałem komunikacją z rowerem 5 razy w ciągu 20 lat, z czego raz z kapciem, i dwa razy w obie strony do serwisu ze sprawnymi - nowymi rowerami po stempelek do gwarancji. Poza tym łapię kapcie raz na kilka tysięcy km, więc - odpukać - szału nie ma w tej materii, i mam nadzieję, że tak już zostanie