Skocz do zawartości

Ranking

  1. elkaziorro

    elkaziorro

    Użytkownik


    • Punkty

      25 958

    • Liczba zawartości

      2 129


  2. sznib

    sznib

    Mod Team


    • Punkty

      20 893

    • Liczba zawartości

      11 396


  3. Sobek82

    Sobek82

    Użytkownik


    • Punkty

      19 052

    • Liczba zawartości

      7 705


  4. Sansei6

    Sansei6

    Użytkownik


    • Punkty

      17 700

    • Liczba zawartości

      4 863


Popularna zawartość

Zawartość, która uzyskała najwyższe oceny od 06.08.2009 uwzględniając wszystkie działy

  1. Bo fajna uliczka więcej zdjęć
    38 punktów
  2. Odkryłem dziwne malunki naścienne
    36 punktów
  3. Ja też, ja też chcę być w kadrze jak spidelli
    35 punktów
  4. A gdyby z nim tak wsiąść i odpłynąć w ....
    33 punktów
  5. Bo dawno mnie tu nie było, a w tle taka trochę polska Amazonia...
    33 punktów
  6. Bo godzina 7:29 01 01 2018 .Do siego Roku dla wszystkich .
    33 punktów
  7. Bo...kiem na szczęście nie przeszła.
    32 punktów
  8. 32 punktów
  9. Bo aż uciekł w krzaki, jak zobaczył, co się dzieje na niebie.
    32 punktów
  10. Bo w drodze z Solden pod lodowiec Rattenbach. Droga Ötztal Glacier, Tyrol, Austria.
    32 punktów
  11. Bo satelity latają... DSCF1767 by syn_szklarza, on Flickr
    32 punktów
  12. 31 punktów
  13. Rano wstałem i rowerem pojechałem Na wschód słońca zdążyłem, ale to przypłaciłem Zmrożonymi palcami i dwoma kapciami Dobrze, że do domu blisko i choć było ślisko To i tak rower prowadziłem, więc się nie wypierdzieliłem.
    31 punktów
  14. Bo bezkres gór Więcej: https://beskidtrail.pl/w-odwiedzinach-na-krawculi/
    31 punktów
  15. Bo wiosna nieśmiało wdziera się nad Bałtyk
    31 punktów
  16. 31 punktów
  17. Taka pogoda, że nawet bałwan nie siedzi w domu.
    31 punktów
  18. Bo wieczorkiem skok w nadprzestrzeń
    31 punktów
  19. 31 punktów
  20. Bo gdzieś mniej więcej z tego miejsca niejaka księżniczka Kunegunda rzuciła się w przepaść. Zamek Chojnik.
    31 punktów
  21. Bo poranne mgły Wyjechałem o 4.30 i było warto
    31 punktów
  22. Bo ludzi zawsze ciągnie na zachód.
    31 punktów
  23. Bo mi się zachciało w góry po pracy
    31 punktów
  24. W związku z tym, że pojawiło się trochę pytań o tegoroczną edycję Cape Epic, wrzucam krótkie podsumowanie z mojej perspektywy. Jeśli ktoś ma pytania o przygotowanie, sprzęt czy logistykę wyjazdu do RPA — chętnie pomogę. 8 dni, 707 km, ponad 15 900 m przewyższenia. Teoretycznie (i w praktyce 😉) najtrudniejszy etapowy maraton MTB na świecie. Taki „Tour de France” dla kolarstwa górskiego — również ze względu na bardzo mocno obsadzone kategorie PRO. Skąd w ogóle ten pomysł? Cape Epic to wyścig, o którym prędzej czy później słyszysz — i który albo Cię odstrasza, albo wciąga. Nas zdecydowanie wciągnął, zwłaszcza, ze już zrobiłem Swiss Epic i Andora Epic i ukończenie Cape dawało mi tytuł epickiej legendy... 🙂 Start odbywa się w parach i to absolutny fundament tej imprezy. Nie możesz zostawić partnera — musicie dojechać razem i zmieścić się w limicie czasu. Pojechałem z kolegą o bardzo podobnym poziomie i była to jedna z najlepszych decyzji w całym projekcie. Przygotowania? Głównie treningi w Szwajcarii. Alpy robią świetną robotę pod kątem kondycji, ale ośmiu dni ścigania dzień po dniu nie da się w pełni zasymulować. Trasa 2026 — Meerendal → Stellenbosch Prolog w Meerendal (okolice Kapsztadu), potem transfer do Montagu, przez Greyton i finał w Stellenbosch. • Prolog: 20 km / 650 m • Etap 1: 90 km / 2150 m • Etap 2: 102 km / 2250 m • Etap 3: 140 km / 1750 m • Etap 4: 87 km / 1750 m • Etap 5: 134 km / 2750 m • Etap 6: 76 km / 2450 m • Etap 7: 58 km / 2150 m Spaliśmy w namiotach i generalnie warunki mieliśmy mocno podstawowe. Generalnie można dokupić: pakiet serwisowy dla rowerów, spanie w lepszych namiotach lub hotelu albo masaże. My przyoszczędziliśmy 😊 Charakter trasy i przebieg wyścigu Trasy były raczej interwałowe — podjazdy najczęściej po 200–400 metrów, chwila w dół i znowu to samo. Osobiście lepiej czuję się na długich wspinaczkach, więc to nie był „mój” profil. To co się wyróżniało na plus to super oznakowana trasa. Nie mieliśmy śladów GPS, ale to nie był problem, bo nigdy nie było sytuacji, że nie wiadomo, dokąd jechać. Technicznie: w skali S0–S5 dominowały odcinki S0 i S1. Raz kojarzę może 10 metrów czegoś w stylu S2 😉 Czyli generalnie do przejechania dla każdego — oczywiście z różną prędkością. Sam wyścig mieliśmy dość „czysty”. Jedyny poważniejszy problem to zerwany łańcuch na etapie 2, mniej więcej w połowie dystansu. Na szczęście szybka naprawa i jedziemy dalej. To dobrze pokazuje, że Cape Epic to nie tylko noga, ale też podstawowa mechanika. Na trasie nie ma „lawety”. Najtrudniejszy etap to zdecydowanie etap 5. Najdłuższy czasowo i… pięć godzin ciągłego deszczu oraz zimno. Po kilku dniach kurzu trasa zamieniła się w rzekę błota. Koła się kleją, każdy podjazd kosztuje dwa razy więcej energii, a zjazdy stają się loterią. Ten wyścig momentami naprawdę sprawia wrażenie, jakby chciał Cię zniszczyć. Dojeżdżasz do bazy — i jeszcze „bonusowa” rundka z dodatkowymi przewyższeniami. Albo 5 km do mety i zamiast szybkiego dojazdu… techniczne, męczące single do samego końca. Często pada pytanie po powrocie: „upał najbardziej dawał w kość?” Nie do końca. Upał był wyzwaniem, ale do opanowania — choć szczególnie na początku zdarzały się sytuacje, gdzie ludzie dosłownie schodzili z trasy, chowali się w cieniu czy „odcinali prąd” na naszych oczach. Dla nas jednak prawdziwym przeciwnikiem była kumulacja zmęczenia. 8 dni z rzędu. Każdego dnia wstajesz zmęczony, siadasz na rower i zaczynasz od nowa. Bez dnia przerwy, bez taryfy ulgowej. I to właśnie to „zabija” — nie pojedynczy etap. Nam udało się wjechać do pierwszej setki — 98. miejsce w kategorii Masters. Ale ~30% zespołów nie ukończyło wyścigu. Przy takim nakładzie czasu i kosztów nie jestem pewien, czy jakby się tym razem nie udało to czy łatwo byłoby się zmotywować, żeby próbować robić to drugi raz 😉 Cape Epic to nie tylko wyścig — to projekt życiowy skondensowany do jednego tygodnia 🙂. Uczy zarządzania kryzysem, słuchania organizmu, pracy zespołowej i tego, żeby nie odpuszczać, kiedy jest najciężej. Sporo osób musiało zrezygnować z powodów zdrowotnych – wypadków, a zwłaszcza problemów żołądkowych, więc tu też trzeba bardzo uważać co i jak się je. Sprzęt Obaj jechaliśmy na Orbea Oiz — i sprzętowo naprawdę ciężko się do czegoś przyczepić. Na plus też opony Vittoria Mezcal i Barzo — ani jednego kapcia i bardzo dobre trzymanie (no, poza błotnym etapem 5 😉). I jeszcze kilka zdjęć:
    30 punktów
  25. Bo udalo sie ukonczyc Cape Epic. Morderczy wyscig, chyba najtrudniejszy jakikolwiek jechalem. Dodatkowo zostalem epicka legenda 🙂 za ukonczenie trzech epicow.
    30 punktów
  26. 30 punktów
  27. Stare dolnośląskie powiedzenie mówi: gdy w środku zimy liść spod śniegu kiełkuje, to w Twoim fullu na pewno coś w zawieszeniu szwankuje.
    30 punktów
  28. Z nowym rokiem stare dylematy - zmienić czy nie zmienić.
    30 punktów
  29. 30 punktów
  30. Bo w tym miejscu fota obowiązkowa.
    30 punktów
  31. 30 punktów
  32. Okolice mam fotogeniczne, gorzej z rowerem.
    30 punktów
  33. Podobno w fotografii mniej znaczy więcej.
    30 punktów
  34. 30 punktów
  35. Bo w stronę Avalonu? Nie... Janów Lubelski. Zalew dokładnie. Jak to się mówi- serdecznie polecam
    30 punktów
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00
×
×
  • Dodaj nową pozycję...