Ok. Ale jednego nie rozumiem - czyli wychodzi na to, że jazda "poza DDRem" jest na tyle atrakcyjna, że ludzie narażają się na mandaty? Więc w takim razie, coś jest nie tak z DDRem - skoro jazda między frustratami samochodowymi jest lepsza niż na wyznaczonej, wspaniałej, nowoczesnej ścieżce rowerowej?