Pierwszym elektrykiem, po którego ewentualnie sięgnę, będzie full. Mój ameliniowy RZ2 jest potwornie ciężki, w dół to żaden problem ale podjazdy na nim to masakra, pisałem w innym wątku, że mimo twardszych przełożeń, na tej samej trasie referencyjnej wolę podjeżdżać na sporo lżejszej Cortinie - a mowa np. po leśnym odcinku 100 metrów o nachyleniu nawet 15%.
Z ciekawostek - w zeszłym roku na Stelvio był z nami jeden Austriak - miał elektrycznego gravela z silnikiem w tylnej piaście, nie pamiętam siły tego wspomagania ale to było raczej wspomaganie. Gość przy kości, zero kondycji, zero jeżdżenia i ten elektryk go nie uratował, poległ po drodze. Ale rok wcześniej był z częścią naszej ekipy na Grossglocknerze, tylko z eMTB i rządził (mocny silnik + zapasowa bateria)