Tak jest nie tylko z rowerami, ale z większością branży. Mamy tani chłam, średnia półkę z rzeczami dostatecznie dobrymi dla przeciętnego użytkownika, potem rzeczy drogie i absurdalnie drogie. Koszty produkcji nie mają tu nic do rzeczy. Często za samo logo znanego producenta musimy zapłacić kilkanaście/kilkadziesiąt razy więcej niż w przypadku produktu skierowanego do masowego odbiorcy, gdzie jakość jest porównywalna.
No właśnie w przypadku rowerów jest ten szkopuł, że ma być jak najlżej, ale funkcjonalnie i z odpowiednią wytrzymałością.
I za marketing. I za renomę marki.