Dokładnie 170 dni minęło, od kiedy ostatni raz wsiadłem na rower. Dziś zrobiłem zawrotne 9 km, 222 m przewyższenia i czuję się jak dętka. Ale jaka to była radocha! Chciałem nawet ucałować pewną turystkę (zdjęcie przedstawia moment gdy chciałem, jak Zorro, wskoczyć na grzbiet i popędzić do niewiasty), ale raz, że lądowanie nie było zgodne z planem, a dwa, że owa niewiasta uciekła z krzykiem. Jej strata. Ja tak czy siak cieszyłem się dzisiaj jak dziecko.