Nie. Napisałem o zdzieraniu kasy za przeglądy gwarancyjne sprzedanych u siebie rowerów oraz braniu absurdalnych kwot za taki przegląd jakiegokolwiek roweru.
Uważam że "własne" rowery sprawdza się za darmo, bo poprawia się własne błędy. A za przegląd tego typu jakiegokolwiek roweru, bez względu na stan jego skręcenia absurdem jest wzięcie więcej niż należność za pół roboczogodziny, bo mnie złożenie bajka z kartonu, czy za 1000 czy za 10 000 nie zajmowało więcej niż 20-30 minut. A jak dla mnie dokręcenie śrub w poskładanym bajku tak czy inaczej trwa krócej niż składanie surowca z kartonu.
Złodziejstwem jest wzięcie 150 czy nawet 100 zł za coś tylko dlatego że ktoś musi taki przegląd zrobić. Poza tym brak takiego przeglądu ma się nijak do utraty gwarancji. Bo jeśli sklep czy producent odrzuca w takim przypadku całościowo roszczenie reklamacyjne to jest to kolejne złodziejstwo - chyba że np problemy z ramą są wynikiem źle ustawionego i nieskorygowanego na pierwszym przeglądzie hamulca?
Przeglądy gwarancyjne to zwykłe dojenie klienta za niekompetencje montowni a przede wszystkim składaczy sklepowych.
Jak ja składałem rowery to pierwszy serwis był formalnością - jeśli rower był z sensownych części to nic nie wymagało regulacji i dokręcania.
Równie dobrze powinienem skasować kolejny raz kogoś kto robił duży przegląd z wymianą wielu części - one też przecież muszą się ułożyć, jak w nowym rowerze. Dla mnie wstydem było jeśli klient wrócił w takim przypadku na jakąkolwiek korektę. Wg mnie nie ma prawa się to dziać.