Skocz do zawartości

Mentos

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    1 980
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    5

Zawartość dodana przez Mentos

  1. Tu chodziło o różnicę taką, że wożąc na dachu się nie ryzkuje zniszczenia przez najechanie. Naprawdę warto sobie uzmysłowić jak niewielka prędkość jest potrzebna do całkowitegi zniszczenia roweru/rowerów w takim wypadku. A najechania na tył są chyba najczęstszymi kolizjami. I tu już abstrachując czy OC najeżdżającego się wypnie czy nie, czy sami mamy jakieś ubezpieczenie to obejmujące. Pieprzemie się z likwidacją takiej szkody, czas, nerwy, zwalony wyjazd na wakacje, bo wygodnie. Ja za taką wygodę i za takie ryzyko podziękowałem zastanawiając się nad Thule na hak, i wolę wozić mimo wszystko rowery na dachu - też Thule, ale za ośkę. Te nowe zatrzaskowe są bardzo wygodne w zakładaniu roweru. I tu nie zgodzę się absolutnie, że argumentem jest "leje na to", takie rzeczy się zdarzają, ale są nie do przewidzenia, po to mam jakieś tam ubezpieczenie. To kompletna logiczna sprzeczność, bo jak to nie do przewidzenia, właśnie tutaj to przewidujemy i już o tym wiemy, i nawet możemy jak chcemy temu zapobiec !!! A uprzedzaĺem bardziej tych, którzy się nad wyborem bagażnika zastanawiali, teraz wiedzą jakie poza samymi ohamiahami wady i ryzyka z tym związane.
  2. Tylko że to czy skasujesz sobie rowery na dachu zależy TYLKO ! od twojej mądrości/głupoty, natomiast ŻADNEGO wpływu nie masz na to czy Ci ktoś skasuje rowery za kilka dych na haku! DZIĘUJE ZA TAKI 'SHEET HAPPENS' - akurat tego goovna i wszystkich z tym związanych problemów wolę uniknąć, zwłąszcza skoro mogę to ryzyko świadomie wyeliminować ! Ale nie rozumiem tej 'Obrony Częstochowy'. Osobiście mam to gdzieś jak ktoś wozi rowery, jak ktoś lubi ryzykować bo wygodniej, to co mi do tego? Ja tylko ostrzegałem, a skoro lepiej wiecie jak działąją OC, jego gwiazdki, kruczki, wyłaczenia, jak działąją potem ubezpieczyciele, no to lepiej wiecie, powodzenia.
  3. Jak to nie ma, a to na fotce poniżej czyli wyznaczony pas rowerowy na jednej jezdni z wyraźnie zaznaczonym przerywanom linią przejazdem przy poprzecznej drodze to co to jest?
  4. I tu się z Tobą zgadzam. Też zawsze biorę OC w życiu prywatnym razem z ubezp. domu i zioram co obejmuje. Przy okazji przestrzegam już bardziej ogólnie w 2 innych, ale podobnych wypadkowych kwestiach powiązanych z OC: 1. wszystkich jeżdżących na ulepach elektrycznych, albo na oficjalnych elektrykach, ale z pościąganymi blokadami itp. Nikt tego nie kontroluje i owszem, ale jak dojdzie do zdarzenia drogowego i ktoś to wyczai, że rower elektryczny nie jest 'legalny', a bądźcie pewnie, że biegły od ubezpieczyciela będzie szukał wszystkiego do zaczepienia się, to ubezpieczyciel nie omieszka podważyć wypłatę nawet jak jest winny kierowca. I albo będziecie współwinni albo w ogóle winni i ubezpieczyciel wypłacając z polisy też do takiego użytkownika może wrócić z regresem całkowitym bądź częściowym. Tu mała dygresja/mała gwiazdka * - nie dotyczy oczywiście przedstawicieli liberal/lewo 'elyt' typu Najsztub i inni podobni. Oni jak widać martwić się nie muszą, oni bez prawka, z zakazem sądowym, bez OC, bez badań, po pijaku mogą przejeżdżać wbiegające na przejście staruszki i są przez sędziego debila uniewinniani. I dygresja - tu szkoda, że nie udało się rozpędzenie tej nadzwyczajnej pokomunistycznej kasty i jej resortowych dzieci, która rękami i nogami się broni by samemu się wybierać i sądzić - to jest straszne, że w innych krajach udało się to rozwiązać i sędziowie nie są bezkarnii a u nas nie. 2. wszystkich uważających, że bagażniki na hak są super hiper. Otóż nie chodzi o to że mają chore ceny, i wiemy że są bardzo wygodne. Przestrzegała przed nimi mnie moja brokerka. Chodzi o to że taki bagażnik i jego zawartość to wyposażenie montowane na zewnątrz auta, którego nie obejmuje standardowe OC a każdy takie kupuje. Czyli jak ktoś nam najedzie na dupę a na haku mamy 3 elektryki po 40tys każdy to za szkody na aucie z OC sprawcy nam wypłacą, ale za szkody na rowerch nie! Oczywiście mając protokół z policji możemy wytoczyć pozew cywilny o odszkodowanie, ale życzę tu sukcesu, zwłaszcza jak nam wiedzie ktoś jakimś gruzem i nie będzie z czego ściągać. Taką sytuację mi brokerka właśnie opisała, jej klient na szczęście bogaty, wygrał po 2 latach, ale i tak goovno mu komornik ściągnął. Tak że ja osobiście z takiego bagażnika świadomie zrezygnowałem i każdemu się radzę nad tym zastanowić, bo naprawdę takie najechania na tył nie są wcale rzadkie, a prędkość naprawdę nie musi być wysoka by połamać doszczętnie wszystkie tak wiezione rowery, nawet 15km/h starczy, tu robotę robi masa najeżdżającego i umiejscowienie rowerów. A na dachu wystarczy Thule za ośkę, zdjęte koło i bateria redukuje sporo wagę, i nawet przy udeżeniu 50km/h nic się rowerom wielkiego stać nie powinno.
  5. abo tak, koniec, początek, koniec początek, to już lepsze te stopy albo tójkąty
  6. A właśnie że ma gdy rowerzysta jedzie główną jezdnią wzdłuż której jest też poprowadzony/wydzielony pas dla rowerów a drogą poprzeczna ma ustąp pierwszeństwa. Dobrze to pokazał i w końcu wyjaśnił o co biega @some1 na poniższym obrazku, choć ja wskazywałem pas dla rowerów wzdłuż glównej jezdni ! W tym drugim przypadku (lewy obrazek) to jasne, że jest inaczej, ale to można było ten DDR pokazać i 300m przed tym skrzyżowaniem dla lepszego zobrazowania ocokaman, choć wówczas nie pokazywało by to sutuacji ze skrętem z głównej w prawo. Ciekawe co by było gdyby ten przejazd był jeszcze trochę głębiej w podporządkowanej, ale nie 300 a np. 15m dalej. A jak już tak trudno sobie wyobrazić o czym piszę, proszę bardzo, konkret z KRK jak na fotce. Wzdłuż jezdni idzie wytyczony pas dla rowerów. Droga poprzeczna z prawej jest podporządkowana, niech mi ktoś teraz jeszcze wciska, że jadąc główną nie mam pierwszeństwa przed wyjeżdżającymi z podporządkowanej po prawej w takiej sytuacji to zabiję 😉
  7. Ja pierdziu, no przecież ja cały czas mówię że w obu przypadkach rowerzysta jedzie wzdłuż głównej drogi !!! Co tu jest niezrozumiałego? Aż Ci to łopatologicznie narysowałem o co chodzi choć opis mi się wydaje był jednoznaczny. A więc oba pojazdy skręcające w prawo muszą ustąpić pierwszeństwa rowerzyście, o to się mnie rozchodziło!!!
  8. No przecież w obu przypadkach rower jedzie wzdłuż tej samej głównej drogi !!! 😉 Różnica tylko taka skąd i w którą drogę skręca auto. W przypadku pierwszym auto skreca z głównej w poprzeczną w prawo, a w drugim z tej poprzecznej skręca też w prawo w tą główną. W obu przypadkach auto przecina przecież tą samą drogę rowerową biegnącą wzdłuż głównej drogi. Prościej już nie umiem tego opisać.
  9. Bo póki co "można" się przejechać nową Zakopianką z Chabówki do Nowego Targu i nazat. Polecam.
  10. Też to zauważyłem i chyba faktycznie tak jest, fanatyzm antyalkoholowy właśnie w takiej postaci zerojedynkowej włącza się u wspomnianych grup najwyraźniej najczęściej. Taką dosłownie hejterską krucjatę niektórzy wręcz prowadzą. Rozumię taką postawę u rodzica któremu pijak zabił dziecko, ale sporo jak widać mamy takich nawrìconych kapłanów moralizatorów jak wspomniałeś.
  11. Ja to teraz zgłupłem o ci się rozchodzi. Co to za różnica gdy skręcamy autem z głównej w prawo (skrzyżowanie bez świateł) a tam mamy przejście dla pieszych i przejazd dla rowerów, a skręcamy z tej poprzecznej w tą samą główną w prawo i natrafiamy na to samo przejście/przejazd? Przecież w tej sytuacji ten przejazd jest w ciągu głównej ulicy i rowerzysta ma pierwszeństwo w obu sytuacjach.
  12. Chyba nam chodziło o inne sytuacje. W każdym razie mnie o taką gdzie jest główna droga, wzdłuż niej DDR/CPR j jak ktoś z głównej skręca w prawo przecinając DDR/CPR to rowerzysta ma bezwzględne pierwszeństwo nawet zbliżając się do takiego przejazdu, zresztą najczęściej łączonego z przejściem dla pieszych. I mówię o takim bez sygnalizacji. Podobnie jakby tam były tory tramwajowe. A Tobie chyba chodzi o DDR, który po prostu przecina poprzecznie jakąś drogę bez znaków dla rowerzystów i niby wówczas to skrzyżowanie równorzędne i rowerzysta nadjeżdżający z prawej ma pierwszeństwo. Były takie przejazdy np. w KRK na Focha, ale już postawili tam stopy czy ustąp dla rowerzystów. To niebezpieczne i faktycznie zawsze taki goły DDR w poprzek powinien mieć znak chociaż ustąp pierwszeństwa.
  13. Tak jest! Takie hasło marketingowe proponuję, " Piana dla Pelikana" 😆. A tak w ogóle to mam w d..czym ktoś sobie łańcuch myje, może i myć moczem popijając wcześniej inhibitory i wmawiać benzyniarzom i piankowcom, że to najlepsze rozwiązanie, nie o to się mam wrażenie w tym temacie rozchodziło.
  14. Po to by uświadomić rewolucjonistów piankowców, że jak już się rotuje łańcuch i się go ściąga to warto go dogłębnie wyczyścić i schować na następną podmiankę. A psikanie pianką i zmywanie wodą to jakiś nonsens, pełno syfu wewnątrz zostaje + rdzewueje wrwnątrz. To takie pudrowanie, może i "psu jajca się świecą" i użytkownik zadowolony bo się z zewnątrz ładnie świeci, ake co z tego. Na tej zasadzie mechanik ci myjką umyje pordzewiałe podwozie, wysuszy i psiknie barankiem i podwoziectakie ładne, take cacy zabezpieczone. Teraz rozumiesz why? Logiczne? No! A poza tym pytanie było jak po szejkowaniu postępować z benzyną, to się "pelikany od piany zleciały" ze swoją rewolucją 😁 Urzekła mnie Twa historia, I kto tu troleje, poproszę o jeszcze więcej marketingowych mądrości 😄
  15. Hmmm, dziwne bo wielu uważa, że PamyCZ właśnie są oszczędne dla baterii telefonu. Nawiguję też czasem Komootem bo na nim co plus można ściągnąć GPX i go edytować, a na MapyCZ nie wiem czemu się nie da, i nie widzę różnicy by któraś apka była energochłonniejsza. Notabene po oststnich jazdach na Komoocie, szkoda, że na MapyCZ nie da się dołożyć ekranu tego z profilem wysokości i kropką gdzie się aktualnie jest jak poniżej, chyba że cos nie wiem?
  16. powiedział co wiedział, cikawe czy takie "mądre" rady dajesz też mechanikowi samochodowemu - panie spsikaj pan ten łańcuch rozrządu piankom 😁
  17. nie, to piankowy marketing 😆
  18. ^^^^ no tak punkt widzenia szosowca, który bez białych podkolanówek i bez gładziutkuegi po asfaltu nie pojedzie 😁. Zaaraz Ci pokaże gravela, który w terenie dużo lata. I nie "wszystko łykają" tylko np te super pianki czy woskiem, które akurat próbowałem, i wiem co dają, dają dokładnie gówno, to taka super pianka dla pelikanów 😁
  19. Nie smaruję masłem łańcucha, ani rzepolem, ani nawet smalcem, nie jeżdżę też po rzeźni 😉, więc nigdy nie zauważyłem by mi jakiekolwiek tłuszcze na nim zostawały, a po szejku w benzynce, jest zawsze czyściutki do cna, także wewnątrz. I wcale nie myję łańcucha co chwile benzyną, bo nie mam na to czasu i nie chce mi się tak babrać. Zwykle przecieram szmatą, zeskrobuję śrubokrętem syf z kółeczek, dosmarowuje, znów przecieram i jazda., bo nie mam śruby na temat idealnie czystego łańcucha. Tania benzynka tylko jak już i tak ściągam łańcuch gdy rotuję. I rozumiem/współczuję, że gdy ktoś nie ma swojego garażu to chce unikać smrodzenia w szuflandii.
  20. ^^^ Zużywa baterię bo pewnie nie masz pościąganych map offline i apka cały czas porównuje Twoją pozycję z GPS i z neta cały czas ciągnie mapę w około.
  21. No to powyżej niestety jest notoryczne, w większości przypadków nie jest to celowe działanie się mi zdaje a po prostu kierowcy na takie duperoły jak DDR czy CPR nie zwracają uwagi. I tak dobrze że gość nie jakiś burak który od razu by się zabierał do klepania. Kiedyś spotkałem takiego barana, już się brał do rękoczynów ale nie zauważył że za nim policja jechała i widzieli co się działo, koguty, zjechali, mi kazali jechać dalej a z panem się rozliczyli ;-).
  22. Ciekawe. Wrzuć sobie dla sprawdzenia Twoich 'teorii' ten umyty nawet kilka razy tą 'nowoczesną chemią co poszła naprzód' łańcuch do zwykłej benzyny i wyszejkuj porządnie, i potem go wypłukaj ze 2 razy. Albo taki wymyty w super/hiper myjce ultradźwiękowej i sto razy i zrób tak samo. Wszystko zlej do słoika i pozwól mu odstać z tydzień, po czym odlej odstaną klarowną benzynę i weź sobie na papier to czarne ścierniwo na dnie które jeszcze z łańcucha wylazło. Ludzie to łykają ten marketing jak lezie widzę. I nie dziękuj, nie dziękuj.
  23. A moją wątpliwość budzi jedno - odrzucili reklamację po telefonie, nie widząc towaru? Jeśli tak to nie jest to moim zdaniem prawidłowo złożona reklamacja i nieprawidłowe jej odrzucenie. A co do reklamowania towaru. W takich niejasnych sytuacjach, gdzie z góry podejrzewamy, że możemy być 'zlani' a czujemy że zasadnie coś reklamujemy, to nigdy nie należy składać reklamacji z tytułu gwarancji. No chyba, że mamy ją dłuższą niż 2 lata. Zawsze podkreślam zawsze! znaznaczamy, że składamy z tytułu rękojmi to raz. Dwa zawsze składamy ją pisemnie i najlepiej wysyłamy listem poleconym, nie priorytetowym opisując problem, zaznaczając żądanie typu zwrot pieniędzy, naprawa, obniżenie ceny czy wymiana na produkt nowy bez wad - tu co ciekawe można występować o cały rower. Trzeba załączyć kopię paragonu/faktury i najlepiej też fotki. Żadnych dopisków na samym liście "reklamacja, gwarancja itp". Samą zawartość/treść dobrze przed włożeniem sfocić. Nie wolno absolutnie podawać telefonu czy emaila do siebie. No i czekamy na odpowiedź. Gorzej jak mają gdzieś zapisany nasz email bośmy się nim pochwalili to chyba mogą tym kanałem nam odpowiedzieć, zwłaszcza jak klikniemy potwierdzenie odbioru emalii. Niemniej jednak czekamy 2 tygodnie, śledzimy czy odebrali polecony, dajemy z tydzień na odesłanie pisemnej odpowiedzi. Uwaga - zasłanianie się sprzedawcy, że czekają na opinię producenta, gwaranta itp nic im nie daje. Najlepiej jest też wysłać reklamację na dane firmy z paragonu/faktury. Jak jest zarejestrowana gdzie indziej niż sklep to dodatkowy plus. Dopiski gdzie należy składać reklamacje są nie ważne/wiąrzące. W wypadku tak złożonej reklamacji mamy ogromne szanse, że nie zdążą odpowiedzieć w ustawowych 2 tygodniach, a wtedy z mocy prawa, chyba art. 5615 Kodeksu cywilnego, reklamacja jest uznana za zasadną i jesteśmy w domu. Chyba tak ze 20 reklamacji gdzie wiedziałem, że ktoś się może migać "wygrałem". Ale nie na zasadzie, iż wiem że ja jestem winny uszkodzeniu i kogoś łąpię na kruczki proceduralne. Jak nadal się opierali to odpisywałem, że z powodu braku odpowiedzi w ciągu ustawowych 2 tygodni reklamacja została uznana i żądam tam czegoś, a jak nie to składam pozew do E sądu w Lublinie - tu już podawałem emalie, telefon itp. W 95% przypadków to już wystarczyło by miękli sprzedający. A resztę składałem faktycznie pozew do Esądu i to już załatwiało 4 pozostałych %. Jeden się opierał i dopiero komornik i to po moich odwołaniach i dochodzeniu własnym gdzie jest gość ściągał dla mnie nalezności. Esąd w takim wypadku nie rozstrzyga zasadności reklamacji, nikogo nie wzywa, tylko analizuje dokumenty/daty czyli czy reklamobiorca odpowiedział w ustawowym terminie, jak nie to z zasady wydaje wyrok, że ją sprzedający ma reklamację i roszczenie uznać. Oczywiście jak wiemy, że reklamując wadę jest to w 100% zasadne, to nie ma się co tak handryczyć, 'bawić' i tracić czasu, idziemy do sklepu i załatwiamy sprawę od ręki, ale zawsze warto mimo to zaznaczyć, nawet ustnie, że reklamujemy z tytułu rękojmi ! Konkluzja dla autorki - wysyłaj pisemnie tą reklamację z tytułu rękojmi i podaj rządanie - np. naprawa/wymiana na nową przerzutkę. W sumie drobna rzecz, nie tam peknięcie ramy. Ja to bez roweru żyć nie mogę, więc i tak bym kupił i wymienił na nową we własnym zakresie, nawet z hakiem jak pogięty, a jak uznają to będą zapasy. @Eathan ja też ten łącznik w 10kowym XT urwałem kiedyś po prostu deptając pod górę i zmieniając bieg. Przerzutka była już ciorana prawie 2 lata, to mi się nawet nie chciało w reklamacje bawić z taką pierdołą. Kupiłem wówczas na Ali kilka takich łaczników i wożę jeden zawsze ze sobą do naprawy na trasie. W sumie te łączniki były dobre, tanie, nawet tańsze sporo u mnie od haka, łatwo zmienić, szkoda że już w 12kach ich nie ma.
  24. No to miałeś jakiś góvniany bidon, ja mam od lat jeden i się nic nie rozpuszcza, nawet jak kiedyś myłem jeszcze rozcienczalnikiem uniwersalnym Dragon. Masz nawet na fotce model jak coś 😉 Ja się za to ze słoików wyleczyłęm jak mi się kiedyś przy szejkowaniu jeden pękł, dziękuję bardzo.
  25. Zawsze mam te kilka słoików, i to co jedynie wyrzucam to ręczniki papierowe, którymi wycieram osad z dna właśnie po odciągnięciu czystej/odstanej zwykłej benzyny - nie pitole się z ekstrakcyjną bo za droga a nic extra nie daje w myciu. Duża końska strzykawka i nie ma problemów z powolnym odciąganiem ze słoika przecież. A do szejkowania zawsze najlepszy jest stary bidon, można mocno to robić we wszystkich kierunkach bez ryzyka stłuczenia. Po szejkowaniu zawsze robię conajmniej dwa płukania. Tu się zgadzam - nie ma lepszego sposobu na dogłębne wyczyszczenie co jakiś czas łańcucha. Te wszystkie cudo pianki kupowane, Akra w myjce warsztatowej jaką mam, pożyczane myjki ultradźwiękowe, wszystko mam przerobiane, po takich akcjach wrzucałem do benzynki, szejk a tam nadal brud wyłazi.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...