Skocz do zawartości

[bezpieczeństwo] Rowerzysta na warszawskich ulicach


biela

Rekomendowane odpowiedzi

Witam

 

Czy ktoś z was tutaj sporo jeździ po ulicach Warszawy na rowerze? Chodzi mi o kwestię bezpieczeństwa jazdy. Jak często samochody mijają was na milimetr, albo co gorsza próbują wjechać na was nie zauważając was? Jak często pojawia się jakieś chamskie zachowanie np. specjalne spychanie, zajeżdżanie drogi? A może macie jakieś dane o wypadkach rowerzystów w Warszawie, ilu rannych itp?

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • Mod Team

Cześć,

o statystyki, czy inne podobne rzeczy najlepiej pytać na forum Warszawskiej Masy Krytyczniej - tam bardziej siedzą w temacie.

Co do tematu to według moich obserwacji jest całkiem nieźle, nie tylko jeżeli chodzi o bezpieczeństwo, ale również o kulturę, coraz częściej napotykam kierowców, którzy wpuszczą, dadzą przejechać, czy zrobia miejsce w korku. Oczywiście nie mówię o sytuacji w której jedziesz niezgodnie z przepisami, wtedy zdarzy się, że ktoś zatrąbi :)

W samym mieście jazda jest całkiem w porządku, nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek spotkał się z chamskim spychaniem z drogi, zajeżdżaniem, czy podobnymi sytuacjami, oczywiście czasem zdarzy się gamoń, który zastawi przejazd na ścieżce, stanie na środku skrzyżowania, czy skręcając nawet nie spojrzy czy na równoległej ścieżce rowerowej ktoś nie jedzie - dlatego zawsze trzeba myśleć za kierowców, ale nie jest najgorzej ;)

Za to sytuacja w mojej opinii pogarsza się wyjeżdżając z miasta, tam częściej spotykam się z trąbieniem (może z podziwu :P), bliższym mijaniem, nieużywaniem kierunkowskazów, biorąc pod uwagę częsty brak jakiegokolwiek pobocza, większe prędkości tam sytuacja robi się faktycznie mniej ciekawa.

Jednak po samym mieście jeździ się bardzo dobrze o ile jakoś nagminnie nie łamiesz przepisów (oczywiście wiadomo, że czasem jakiś przepis się złamie :)).

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Jak w 2007 roku poszedłem do pracy, od razu zacząłem jeździć rowerem. Do pracy miałem prawie 20 km, trasa Piastów-Dawidy (pod Piasecznem) na skróty przez Michałowice, Raszyn. Ścieżek rowerowych tam nie ma, więc po ulicy jeździłem. Kierowcy różni, Najczęściej spotykało mnie: wyprzedzanie o milimetry, wyprzedzanie na trzeciego z przeciwka, kilka razy tir wyprzedzał tak, że nie pozostało nic innego jak zjazd na pobocze. Teraz jeżdżę do pracy na Białołękę, ale nie S8, a przez Lazurową-Górczewską-Powstańców Śląskich-Broniwskiego-Most Grota. Średnio raz na kilka dni ktoś zatrąbi albo wyprzedzi o milimetry, kilka razy zdarzyło mi się, że ktoś przejeżdżał obok, otwierał okno i darł się, że obok jest ścieżka rowerowa. Na trasie którą jeżdżę jest ścieżka tylko w kilku miejscach, ale jazda nią jest zupełnie bez sensu. Zaczyna się nagle, po chwili kończy, potem znów gdzieś zaczyna i prowadzi zupełnie nie tam gdzie mam jechać. Ogólnie na co dzień z kierowcami nie jest źle, czasami tylko zdarzają się idioci, którzy uważają, że droga należy do nich.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • 2 tygodnie później...

Wyprzedzanie "na milimetry" jest niestety normą, w warunkach dużego ruchu, więc w ciągu dnia unikam takich ulic i niestety jeżdżę po chodniku (ryzykując mandat). Późnym wieczorem, gdy na ulicach robi się luźniej, jest już lepiej, wtedy staram się jeździć po ulicy. Oczywiście to, że ruch jest mniejszy, nie oznacza wcale, że jest bezpieczniej. Kilka razy zdarzyło mi się, że byłem wyprzedzany na siłę, aby zdążyć przed skrzyżowaniem. Po ciągłej, po wysepkach, nawet raz jegomość wyprzedzał mnie po garbie spowalniającym. Wszystko, byle by nie jechać za rowerzystą. Bo to uwłaczającego godności przecież... Niby jak urwie sobie podwozie, to jego problem... Ale jak podczas takich dzikich manewrów coś się stanie i kierowca straci panowanie nad pojazdem, bo albo spanikuje czy też wpadnie w poślizg, to przy okazji mogę się dostać pod koła. Może nie jest to celowe chamstwo, raczej kompletny brak wyobraźni.

Ze szczególnym chamstwem wobec mnie na rowerze jeszcze się nie spotkałem (po powrocie z 5-letniej przerwy rowerowej). Miałem nawet przyjemną sytuację. Stałem światłach na Koszykowej/Niepodległości w kierunku filtrów. Obejrzałem się, za mną duży gabarytowo Merol chciał skręcić w prawo na strzałce. No to wziąłem się w garść i przesunąłem swoje zwłoki, co by zostawić miejsce. Pani wcisnęła się oraz podziękowała uśmiechem i pozdrowieniem. Nie wiem. Może fakt, że latem jeżdżę rowerem bez butów sprawia, że ludzie zwracają na mnie większą uwagę... W każdym razie kiedy się da, trzeba być uprzejmym dla ludzi, a chamy za kierownicą czy na rowerze były (vide materiał o nowym prawie rowerowym na TVN), są i będą, oby tylko nikomu krzywdy nie zrobiły.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Bez przesady z tą normą, moim zdaniem to rzadkość żeby ktoś z premedytacją chciał przeszkodzić rowerzyście, moim zdaniem kultura jazdy jest naprawdę wysoka.

W Warszawie często jest bardzo ciasno, każdy walczy o swój centymetr pasa, bo wszyscy spieszą się do pracy.

Warto jest czasem wczuć się w sytuacje innych, zjechać na prawo, albo zatrzymać się na najbliższej zatoczce - 5 sekund nas nie zbawi, a na pewno uraduje ludzi w samochodach którzy muszą toczyć się 20km/h.

Miałem kiedyś taką sytuację, że za mną jechał autobus, za nim zrobił się korek - trochę mi się głupio zrobiło i zjechałem na najbliższą zatoczkę - ja się napiłem, odetchnąłem a ludzie w samochodach się na pewno ucieszyli :)

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

W Warszawie często jest bardzo ciasno, każdy walczy o swój centymetr pasa, bo wszyscy spieszą się do pracy.

 

Ale zabieganie, brak czasu czy oczekujący z niecierpliwością szef, nie zwalnia z obowiązku posiadania wyobraźni ani tym bardziej późniejszej odpowiedzialności za spowodowanie ewentualnego wypadku. W korku przy 10-20 km/h może i nic wielkiego się nie stanie. Ale przy 40-50 km/h dostanie się pod koła może już zakończyć przygodę z rowerem na zawsze.

 

Miałem kiedyś taką sytuację, że za mną jechał autobus, za nim zrobił się korek - trochę mi się głupio zrobiło i zjechałem na najbliższą zatoczkę - ja się napiłem, odetchnąłem a ludzie w samochodach się na pewno ucieszyli :)

 

I to jest akurat pozytywna postawa :thumbsup:

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • 2 tygodnie później...

Ja od dobrych 4 lat śmigam po Warszawskich ulicach (Bemowo, Wola, Centrum, Mokotów, Ochota), o ile jedzie się z rozsądną prędkością to wszystko jest ok, jeszcze nic złego się nie stało, największe zagrożenie jak dla mnie to osoby wyjeżdzające z bocznych ulic (nie zawsze patrzą czy można wyjechać) i kierowcy większych aut i autobusów

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

witam

śmigam do roboty 8 lat po W-wie cały rok i tylko raz skosiłem komuś lusterko,

staram się śmigać bokiem, bo na głównych trasach to czasem skóra cierpnie jak cię wyprzedzają.

grunt ta zasada ograniczonego zaufania, najgorzej jest na ścieżkach gdzie zagrożnie stwarzają piesi łażący jak krówki na pastwisku.

pozdro

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

grunt ta zasada ograniczonego zaufania, najgorzej jest na ścieżkach gdzie zagrożnie stwarzają piesi łażący jak krówki na pastwisku.

 

Jeżeli chodzi o pieszych na ścieżkach to rzeczywiście nie jest dobrze. Niestety duża część (jak nie większość) "ścieżek" to drogi dla rowerów i pieszych, więc teoretycznie ma na niej pierwszeństwo. Pytanie, czy pieszy może poruszać się pasem ruchu wyznaczonym dla rowerów... Większość pieszych jak zobaczy rower, to jednak schodzi, ale chodzą jednak święte krówki, które uważają że cały świat jest dla nich. Tydzień temu miałem sytuację... Rondo AK Radosław, ścieżka/przejście przy zjeździe na Okopową. Czerwone światło. Stanąłem jakiś metr od krawędzi jezdni. Dziewczyna, którą minąłem dochodzi do przejścia i co... Wciska mi się przed koło i stoi. Obok puste przejście... Dzisiaj podobna sytuacja. Plac Trzech krzyży. Dziewczyna szła z ojcem/dziadkiem. Ona środkiem przejazdu dla rowerów, on trochę z boku, ale też po przejeździe zamiast po pasach. Jeżdżę z Roxim'em RX5, więc nie można powiedzieć, ze mnie nie widać. Lampa dziewczynie "przypalała" pupę, a ona jednak wciąż, twardo idzie środkiem przejazdu i nic sobie z tego nie robi. Dziadek w ogóle zdezorientowany na maks, bo sadzi się wejść mi pod koła również. Patrzy się na mnie jak na kosmitę... Nie ma to jak "kurturarni" piesi...:wacko:

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Największe zagrożenie to, odnoszę takie wrażenie, czai się na ścieżkach rowerowych a nie na ulicy :-) Do pracy i z akurat mam tak, że w zasadzie lwią część trasy pokonuję "śmieszką" nad Wisłą (lub po drugiej stronie ulicy). Mogę spokojnie założyć, że jak bym nie był czujny to by mnie rowerzyści na drodze rowerowej połamali.

Z kierowcami w samochodach jest różnie. Ten kawałek, który jadę ulicą jest mało ruchliwy więc jest spokojnie ale za to normą są wymuszenia na równoległych do ulicy przejazdach rowerowych, na których kierowca akurat skręca w prawo.

Piesi to już w ogóle święte krowy. Przestałem zwracać uwagę i po prostu omijam (chyba, że się nie da, wtedy brakuje mi trochę AirZounda :) )

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Witam

Z moich doświadczeń wynika, iż zagrożeniem nie są kierowcy mijający mnie zbyt blisko. Moje "zdarzenia" zawsze związane są z kierowcami wyjeżdżającymi z podporządkowanej i nie patrzącymi na ścieżkę rowerową, kierowcami skręcającymi na zielonej strzałce lub włączającymi się do ruchu.

Ostatnie dwa to:

Jadę ścieżką rowerową oznaczoną czerwonym kolorem ul. Fieldorfa i Meisnnera. Mam zielone światło. Jestem już ze 4m na przejściu dla pieszych i jadący na "zielonej strzałce" samochód mija mnie ze 40km/h ze 10cm przed przednim kołem. Jako, że mógł mnie zabić trochę się zdenerwowałem. Zacząłem go gonić. Za dwa skrzyżowania dopadłem go. Rzuciłem rower na maskę, i oświadczyłem, że dzwonię na policje. Zaczął mnie prosić żebym sobie odpuścił. Ja pomyślałem, że i tak będzie słowo przeciwko słowu i nic z tego nie będzie, więc odpuściłem i pojechałem dalej.

Drugi przypadek miałem na ścieżce rowerowej wzdłuż Sobieskiego, skrzyżowanie z Kostrzewskiego. Jadę przejściem dla pieszych wolno, może z 8km/h. Na przejście wpada samochód i chce mnie puknąć. Wystawiam prawą nogę w geście obronnym. Samochód hamuje z 10cm od prawego pedału i trafia w moją wystawioną nogę. Przejeżdżam dalej w myśli mówiąc sobie co myślę o tym kierowcy i o jego matce. Podkreślam w myśli. Kilkaset metrów dalej ten sam samochód zajeżdza mi drogę, wyskakuje facet i chce się bić. Bo śmiałem "kopnąć" w jego samochód. Chwilę się po boksowaliśmy, potem założyłem mu duszenia i potrzymałem jak ochłonie. Jak ochłonął, zapytałem czy już mu przeszło i jak stwierdził, że tak to puściłem go.

Jechałem w lipcu z Warszawy do Wisły na rowerze i może ze 2 razy ktoś za blisko przejechał. Problem to narwani, śpieszący się kierowcy w miastach, a nie kierowcy na lokalnych drogach w kraju. Z moich obserwacji w różnych miastach w Polsce wynika, że w Warszawie są najbardziej narwani kierowcy w kraju.

Jest takie powiedzenie "Czym się różni kierowca z Torunia od kierowcy w Warszawie. Jak warszawiak zobaczy żółte światło to dodaje gazu, jak torunianin zobaczy żółte światło to hamuje".

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Jadę przejściem dla pieszych wolno, może z 8km/h. Na przejście wpada samochód i chce mnie puknąć. Wystawiam prawą nogę w geście obronnym.

 

Według Policjanta, który mnie ostatnio zatrzymał za przejeżdżanie przez pasy to jak by Cię potrącił to nie dość, że byłbyś stratny o rower/zdrowie/życie to jeszcze kierowca mógłby Cię pozwać i domagać się odszkodowania za uszkodzenie samochodu :]

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

[...]Rzuciłem rower na maskę, i oświadczyłem, że dzwonię na policje. Zaczął mnie prosić żebym sobie odpuścił. Ja pomyślałem, że i tak będzie słowo przeciwko słowu i nic z tego nie będzie, więc odpuściłem i pojechałem dalej.[...]

 

[...]Wystawiam prawą nogę w geście obronnym. Samochód hamuje z 10cm od prawego pedału i trafia w moją wystawioną nogę. [...] Chwilę się po boksowaliśmy, potem założyłem mu duszenia i potrzymałem jak ochłonie. Jak ochłonął, zapytałem czy już mu przeszło i jak stwierdził, że tak to puściłem go. [...]

 

Ja na Twoim miejscu generalnie bym wyluzował i odpuścił. Gdyby pierwszy koleś był sprytny, to oskarżyłby Cię o zniszczenie mienia i próbę napaści (choć nie wiem co rozumiesz przez "rzucenie roweru na maskę") i narobiłby Ci więcej kłopotów niż Ty jemu. Obronno-zaczepne wystawianie nogi, a potem jeszcze jakieś przepychanki i podduszania też nie są dobrym pomysłem, bo pewnego dnia możesz trafić na kogoś, kto Ci sprzeda kosę pod żebra i z rowerem pożegnasz się już na zawsze. Wymierzanie sprawiedliwości na drodze na własną rękę, nawet jeżeli moralnie słuszne, jest najgłupszą rzeczą jaką można robić, bo nawet jeżeli wyjdzie się cało (fizycznie) z takiej "potyczki", to można sobie narobić więcej problemów niż komuś...

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Rzuciłem rower na maskę, i oświadczyłem, że dzwonię na policje.

Ja bym powiedział... Dzwoń! Przecież za lakierowanie maski ktoś musi zapłacić.

 

Jest takie powiedzenie "Czym się różni kierowca z Torunia od kierowcy w Warszawie. Jak warszawiak zobaczy żółte światło to dodaje gazu, jak torunianin zobaczy żółte światło to hamuje".

Nie słyszałem, ale to chyba tworzone przez tych przyjezdnych co po mieście nie potrafią jeździć i mimo sygnalizatora bezkolizyjnego do lewoskrętu zatrzymują się w połowie skrzyżowania albo stają na torach, mimo że zbliża się tramwaj albo nie potrafią wpuścić kogoś z podporządkowanej, mimo że i tak stoją w korku itd. :whistling:

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Witam

Żyję może w nieświadomości, ale dotąd wydawało mi się, może błędnie, że gdy ścieżka rowerowa dochodzi do drogi, na drodze oznaczona jest dalej kolorem czerwonym i gdy mam zielone światło, a samochody czerwone + zielona strzałka, to mogę przejechać na rowerze przez "przejście dla pieszych", które nie jest dla pieszych tylko jest kontynuacją ścieżki.

Jeżeli się mylę to skorygujcie mnie.

Co do faceta na Sobieskiego, to nie ja go zaatakowałem. Ja myślałem, że nie ma sprawy. To on mnie dogonił i chciał się bić. Wiem, że może to nie po chrześcijańsku nie nadstawić "drugiego policzka", ale uznałem, że mam prawo się bronić.

 

Niedźwiedziu, jam warszawiak z krwi i kości, ale swego czasu co 2 tygodnie byłem w Toruniu. Tam naprawdę ludzie jeżdżą spokojniej, nie zmieniają dwóch pasów, by być o jedną pozycję bliżej na światłach, nie przelatują na żółtym itd.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

A ja myślę że przesadzasz i prowokujesz ludzi, na początku napisałeś że dogoniłeś go, rzuciłeś mu rower na maskę - jakim prawem?

W sytuacji z pasami to Ty jesteś winny, bo jeżdżąc po pasach bierzesz na siebie pełną odpowiedzialność, inaczej mówiąc w każdym razie jesteś winny spowodowania wypadku.

Sorry, ale jesteś dla mnie za mało wiarygodny, a z Twoich postów wynika że to raczej Ty jesteś sfrustrowany, a nie inni.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

[...]

Co do faceta na Sobieskiego, to nie ja go zaatakowałem. Ja myślałem, że nie ma sprawy. To on mnie dogonił i chciał się bić. Wiem, że może to nie po chrześcijańsku nie nadstawić "drugiego policzka", ale uznałem, że mam prawo się bronić.

 

Kompletnie nie rozumiem Twojego postępowania. Mając rower, koleś conajwyżej mógłby pomachać Ci na pożegnanie, a Ty jednak wcale nie stroniłeś od bitki. Jakiś pieniacz rzucił Ci rękawicę a Ty ją podniosłeś. Nie wiesz, kogo napotykasz na ulicy. Koleś mógł poczęstować Cię nożem, a skąd wiesz, że nie miał broni? Czuł byś się lepiej z przebitym płucem? Trudno mi to zrozumieć. Nie wiem czy jesteś świadom, że nie ważne kto zaczyna bójkę - jeżeli zrobisz komuś krzywdę, możesz za to ponieść pełną odpowiedzialność i sąd nie koniecznie uzna prawo do obrony koniecznej... Dezaprobuję takie zachowanie na ulicy, nie ważne z której strony!

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Żyję może w nieświadomości, ale dotąd wydawało mi się, może błędnie, że gdy ścieżka rowerowa dochodzi do drogi, na drodze oznaczona jest dalej kolorem czerwonym i gdy mam zielone światło, a samochody czerwone + zielona strzałka, to mogę przejechać na rowerze przez "przejście dla pieszych", które nie jest dla pieszych tylko jest kontynuacją ścieżki.

Jeżeli się mylę to skorygujcie mnie.

 

Nie żyjesz w nieświadomości ale musisz precyzyjniej opisywać sytuacje bo najpierw piszesz o przejeździe przez przejście dla pieszych a potem o przejeździe rowerowym. To wprowadziło zamieszanie :)

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Drugi przypadek miałem na ścieżce rowerowej wzdłuż Sobieskiego, skrzyżowanie z Kostrzewskiego. Jadę przejściem dla pieszych wolno, może z 8km/h.

Dlaczego jechałeś chodnikiem/pasami skoro obok jest droga rowerowa z przejazdem rowerowym?

 

jam warszawiak z krwi i kości

Jakoś nie widać tego po twoich wypowiedziach.

 

Tam naprawdę ludzie jeżdżą spokojniej, nie zmieniają dwóch pasów, by być o jedną pozycję bliżej na światłach, nie przelatują na żółtym itd.

No popatrz normalnie cud, jak nie w Polsce. Chyba ten Toruń to jakieś miasteczko na zachodzie Europy, bo jeżeli mówisz o naszym to jeżdżą tak samo jak inni kierowcy.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Witam

Przyznam, iż nie znałem sformułowania "przejazd rowerowy". Dziękuję za wzbogacenie mojego słownictwa. Miejsce wyznaczone na drodze publicznej do przekraczanie jej dla pieszych lub dla rowerzystów w mojej frazeologii nazywało się "przejściem dla pieszych". Od dzisiaj będę w postach starał się rozróżniać "przejazd rowerowy" i "przejście dla pieszych".

 

Schwefel - właśnie jechałem ścieżką rowerową i następnie przekraczałem ulicę "przejazdem rowerowym" by kontynuować jazdę ścieżką rowerową.

 

Czyli zgodnie z przepisami mogę jechać po przejeździe rowerowym na rowerze i nie muszę go przeprowadzać?

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Tak, przejazd rowerowy jest po to żeby nim przejeżdżać (zgodnie z prawem). Schodzenie z roweru i przeprowadzanie go przez przejazd tylko denerwuje jadących z tyłu rowerzystów, dezorientuje kierowców i wprawia w śmiech nadjeżdżających z przeciwka rowerzystów czy też pieszych ogarniętych w temacie.

 

Niedźwiedziu, jam warszawiak z krwi i kości, ale swego czasu co 2 tygodnie byłem w Toruniu. Tam naprawdę ludzie jeżdżą spokojniej, nie zmieniają dwóch pasów, by być o jedną pozycję bliżej na światłach, nie przelatują na żółtym itd.

Moja wypowiedź nie odnosiła się bezpośrednio do Ciebie, a do autora tego (IMO błędnego) powiedzenia :icon_wink:

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

No to skoro jechałeś ścieżką rowerową z przejazdem rowerowym (co wcale nie jest takie oczywiste w tym mieście) to wedle nowych regulacji miałeś pierwszeństwo i koniec tematu. Drugą stroną medalu jest fakt, że wielu tych co miało pierwszeństwo już leży 2 metry pod ziemią :rolleyes:

 

Schodzenie z roweru i przeprowadzanie go po przejeździe rowerowym jest równoznaczne z mandatem, za łażenie po drodze rowerowej.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Zarchiwizowany

Ten temat przebywa obecnie w archiwum. Dodawanie nowych odpowiedzi zostało zablokowane.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...