Ja dostałem od szwagra około 20-letni rower, w którym od nowości nie było robione nic. Fabryczne kable, klocki hamulcowe, opony prawdopodobnie też. I jeździł. Doprowadziłem go za ok. 500zł do takiego stanu, że stał się moim głównym rowerem (z różnych względów), chociaż mam do dyspozycji dwa karbonowe MTB i szosę na Di2. I nie uważam, że był to rower zajechany do końca. Więc nie wiem, co trzeba by robić z rowerem, żeby we wspomniane 2-3 lata "zajechać go do końca". Ludzie potrafią przez taki czas nawet łańcucha nie smarować. Wiele rowerów przewinęło się przez moje ręce i naprawdę - jeśli ktoś się nie ściga, nie jeździ wyczynowo, nie "trenuje" - to trzymany pod dachem rower po 2 latach może nawet nie wymagać podstawowego serwisu, bo zrobi przebieg mniejszy, niż ja robię w kilka miesięcy. Serwisy żerują na nieświadomości klienta. Z tego żyją. I niestety nie jest to uczciwe.