Obecnie mam 4 rowery, wcześniej miałem ich więcej. Generalnie też zawsze dawałem radę "jakoś" dopasować je pod siebie. Ale z Giantem TCR walczyłem kilka lat i nie mogłem znaleźć komfortowej pozycji - kilkadziesiąt kilometrów było jeszcze do zniesienia, ale nigdy nie byłem w stanie zrobić na nim więcej niż 120, bo to była męczarnia (nie ze względu na brak formy, a zwyczajnie wszystko mnie bolało tak, że nie raz miałem ochotę zajechać na najbliższą stację i wrócić pociągiem). Kiedy pękła mi w nim rama miałem go już zmieniać po jej wymianie na coś o innej geometrii, ale okazało się, że wszystkie interesujące mnie rowery różniły się pod tym względem minimalnie - wg. moich "wyliczeń" musiałbym przejść na szosę typu endurance, żeby znaleźć pozycję, która wg. mnie byłaby optymalna. Skonsultowałem się z bikefitterem jeszcze przed podjęciem decyzji i okazało się, że TCR w tym konkretnym rozmiarze jest dla mnie jak najbardziej OK, kwestią było tylko i wyłącznie dobranie i ustawienie odpowiednich do mojego stylu jazdy i ograniczeń wynikających z kontuzji i schorzeń komponentów. Finalnie TCRa z nową ramą i tak sprzedałem, ale kupiłem frameset w wyżej wersji i dobierałem komponenty na podstawie tego, co wyszło po bikefittingu. I od razu zacząłem co weekend klepać trasy 200+ z przyjemnością.
Na podstawie doświadczeń mogę stwierdzić jedno - w szosie kluczowe kwestie to odpowiednia szerokość siodła, kierownicy, a odpowiednie ustawienie bloków to obowiązek w przypadku każdego roweru z pedałami typu SPD.
A. No i chyba warto dodać, że ja robię x-naście tysięcy kilometrów rocznie, z czego ponad połowę na szosie. Jak ktoś robi ich 2000 jeżdżąc romantycznie, to może i faktycznie bikefitting nie ma sensu.
I żeby nie było, nie jestem jakimś fanatykiem i nie uznaję bikefittingu za konieczność w przypadku zakupu nowego roweru. Po prostu są sytuacje, w których lepiej zaufać specjaliście i przekonałem się o tym w przypadku mojego TCR'a,