Skocz do zawartości

Ranking

  1. wilq.bb

    wilq.bb

    Użytkownik


    • Punkty

      16

    • Liczba zawartości

      25


  2. DEVGRU

    DEVGRU

    Użytkownik


    • Punkty

      6

    • Liczba zawartości

      56


  3. kipcior

    kipcior

    Użytkownik


    • Punkty

      6

    • Liczba zawartości

      3 138


  4. GrzesPL

    GrzesPL

    Użytkownik


    • Punkty

      5

    • Liczba zawartości

      383


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 26.02.2018 uwzględniając wszystkie działy

  1. Bo -12 to tylko odczyt ze skali termometru - wodospadzik w Wilkowicach (wczoraj popołudniu)
    16 punktów
  2. Bo mroźno i lód na jeziorze trzyma.
    6 punktów
  3. Dobry wieczór Bo tak.. Mimo, że białego g.. mało to i tak jakoś za dużo
    5 punktów
  4. Początkowe zakręty Twistera. Ktoś go najwyraźniej przejechał w zeszłym tygodniu. Sporo niżej ślady też były. Ale nawet jak śnieg zejdzie to i tak nie da się jeździć. Daglezjowy pod koniec nieprzejezdny przez kilka zwalonych drzew, wszędzie pełno połamanych i wyrwanych z korzeniami. Dużo jest już wycięte ale kupę czasu zajmie zanim wszystko usuną.
    5 punktów
  5. Ponieważ zima sobie przypomniała o naszym pięknym kraju i kontynencie, w oczekiwaniu na zmianę aury otworzyłam sobie ten wątek i tak sobie przeglądam, kilka znajomych miejsc dojrzałam i wpadła na pomysł żeby umieścić tu też swoją fotkę, wspomnieniową, bo teraz to mi się z domu nie chce wychodzić. Proces zdobywania Rysianki, długi i wyczerpujący
    4 punkty
  6. Bo " Myślę sobie że,ta zima kiedyś musi minąć.Zazieleni się, ...."
    4 punkty
  7. Trzeba szykować sprzęt do kolejnego, chyba 23 sezonu. Panie i Panowie mam przyjemność przedstawić Wam swojego weterana TREK 850 Mt.Track XC rocznik 1995. Ciągle w doskonałej formie.
    2 punkty
  8. Królowa lodu (postać negatywna*) zastawia w lesie pułapki na rowerzystów. *Jasio, pisząc wypracowanie, pyta tatę: - Tato, jak się powinno pisać: Królowa Lodu czy Królowa Loda? - To zależy, synu, czy chcesz, żeby była postacią negatywną, czy pozytywną...
    2 punkty
  9. 2 punkty
  10. Bursztyny w Wesołych Bagniskach ....... . Wkrótce posztormowe poprawiny.
    2 punkty
  11. Bo zdjęcie przedstawia najpiękniejszy okaz w okolicy. I drzewo.
    2 punkty
  12. Dostałeś plusa za fotkę, bo klimatyczna. Ale masz minusa za marudzenie
    1 punkt
  13. Pechowo upadając zniszczysz każdą powiem jeszcze raz każdą ramę. Podany wyżej przykład jest bez sensu bo roweru używa się do jazdy a nie do siadania na ramie podpartej 2 koziołkami :). Kilkukrotnie cieniowana alu-rurka o ściankach grubości puszki po piwie też ma kiepskie właściwości jak zaczniesz ją deptać ... tylko po co to robić wszak na rowerze się jeździ :). Widziałem połamane ramy węglowe ... widziałem też połamane ramy z aluminium i stali ... Szukasz komfortu to w szczególności na szosie szukasz ramy z węgla ewentualnie tytanu bo stal mimo że jest komfortowa to niestety waży. Z jakiegoś powodu w szosie aluminiowy widelec jest uznawany za wadę i wszyscy polecają w tym miejscu węgiel . Rozpatrywanie ramy w sytuacjach awaryjnych moim zdaniem jest nieporozumieniem :). To na jakiej ramie chcesz jeździć rozpatrujesz przede wszystkim pod katem tego ile masz kasy, jak chcesz tego użytkować i finalnie co chcesz mieć, bo jak nie bedziesz miał kasy to i tak jesteś skazany na glin :). Aluminium na rynku rowerowym nie pojawiło się dlatego ze jest wspaniałe, wręcz przeciwnie ma wiele wad ... pojawiło się tylko dlatego że jest tanie i przy okazji można było użytkownikowi sprzedać lżejszy rower co dobrze sprzedało się marketingowo. Pozdrawiam
    1 punkt
  14. Jeśli nowy to cena rewelacyjna , nawet jeśli doszłoby jakieś dodatkowe koszty związane z serwisem to deal uważam za bardzo udany.
    1 punkt
  15. Mam 3 rowery, to je powrzucam. Scenerie różne, 2 w chacie, 1 w robocie.
    1 punkt
  16. zapłacone , zamówione , pozostało czekać , generalnie z tego co po zdjęciu można wnioskować to 2012/2013 chodz nie jestem pewny , zobaczymy co to przyjdzie i okaże się czy zrobiłem dobry deal . Jak kogos i nteresuje to całość operacji wyniosła mnie 740pln
    1 punkt
  17. Pomimo tego że była to zorganizowana impreza to ja potraktowałem ją typowo rekreacyjnie i nie rywalizowałem z nikim. Dlatego umieszczam relację tutaj zamiast w wątku z imprezami sportowymi. Proszę o wyrozumiałość Gdzieś, kiedyś, usłyszałem o rajdach na orientację. Fajne, ale nie dla mnie, pomyślałem i więcej na ten "teren" nie wchodziłem. Do czasu. Do czasu aż pewien Ktoś, w jakiejś rozmowie, kiedyś gdzieś, wspomniał coś. I tak słowo po słowie, zdanie po zdaniu... no i wziąłem udział w swoim pierwszym w życiu biegu. Imprezę ukończyłem, ostatni też nie byłem, za to spocony, ubłocony, wyczerpany i szczęśliwy. I wtedy właśnie, będąc tam, zauważyłem plakaty : Co to ? Silesia Race ? jakie konkurencje ? 30 km biegu ?! - nieee, kolana jeszcze nie przyzwyczajone, nie dam rady ukończyć. Tym bardziej biegu na 50 lub 100km Jest jeszcze konkurencja rowerowa - również 50 km, a w domu przecież czeka nowiutka Panna Merida. Przypadek? Chwila namysłu... przecież 50 km przejadę... nawet po śniegu... po błocie jakoś się uda...teren przecież płaski... Jadę!! Czas mijał, do zawodów coraz bliżej i pogoda stawała się wiadoma - zima. Organizator również opublikował komunikat - trasa oblodzona jak 150. Hmmm na moich szosowych oponach będzie masakra. Biegiem do sklepu po nowe kapcie. Chciałem szersze niż 38c i z jak najagresywniejszym bieżnikiem. Dylematy czy wejdą w ramę rozwiała rzeczywistość - choć ofert jest setki to w magazynach pusto...Cóż, ostatecznie wybór padł na : oponki w wersji zwijanej i w rozmiarze 35c. Tylko takie były. A że chęć na rajd miałem straszną to nie grymasiłem Regulamin imprezy wymagał zaopatrzenia się w kask. Nigdy nie byłem entuzjastą noszenia kasku na rowerze no bo "kiedyś tego nie było więc teraz po co? poza tym dorosły facet ?" Problem rozwiązano za mnie. Kupiłem. Będę nosił. Nadszedł dzień "W". Sobota. Pobudka bardzo wczesnym rankiem. Solidne śniadanie, mocna kawa i w drogę. Na zewnątrz mróz. Drzwi auta ani drgną. Te od strony pasażera również. Tylko bagażnik posłuchał. I tamtędy załadowałem siebie oraz rower z klamotami. W drogę. Kierunek Tarnowskie Góry. Bazą było liceum im. Staszica, tzw. Staś. Znalezienie parkingu, wyładunek szpeju i pędem do biura zawodów. Zrobiło się późno. Na zewnątrz tłum ludzi i rowerów, w środku to samo plus jeszcze psy - one też miały swoją kategorię. Fajnie. Odebrałem numer startowy oraz kartę. Wylosowałem czterdziestkę: Po zamontowaniu numeru startowego zostały ostatnie minuty na selekcję ekwipunku - nie wszystko okazało się potrzebne, więc po co dźwigać. Pobiegłem jeszcze raz do samochodu i tym sposobem na miejsce startu dotarłem w ostatniej chwili...Na przemówienie burmistrza już nie zdążyłem :). Rynek - miejsce startu Dojechałem w momencie, gdy wszyscy ogarniali już mapy. Na zdjęciu powyżej mapy leżą jeszcze na ziemi. Odebrałem w pośpiechu swoją ( w tle, w białym kasku ) Jeszcze grupowe odliczanie, ... 3...2...1... zaczęło się, wszyscy zawodnicy ruszyli jednocześnie w różnych, często przeciwnych kierunkach, w zależności od obranego wariantu. Po krótkiej chwili plac opustoszał. Dostałem 2 mapy - topograficzną oraz BNO jako dodatek do mapy głównej ( ta z prawej ) Razem było 20 punktów kontrolnych do zaliczenia w ciągu 6 godzin. Najkrótsza trasa przejazdu podana przez organizatora to 50km. Najbliżej były dwa punkty "miejskie" w pobliżu rynku, lecz postanowiłem je na razie zignorować, gdyż uznałem że lepiej pojechać od razu w teren. Skierowałem się na południe, w stronę jedynki opisanej jako "wypływ strumienia spod mostu". Wystarczyło trzymać się linii kolejowej która prowadziła prosto do celu. Jadąc nieczynnym torowiskiem minąłem po chwili wiadukt, a za nim po lewej był już pkt kontrolny. Pierwsze koty za płoty. Ciekawe, że chwilę przede mną ten punkt zaliczyło już mnóstwo osób, również pieszo. Jak oni to robią? Następne miejsce na mapie to zabytkowa kopalnia srebra. Dalej trzymałem się torów, co jakiś czas musiałem zwalniać na wyłaniających się spod śniegu podkładach. Trzęsło bardzo, dlatego skręciłem w najbliższą drogę w kierunku czarnego szlaku. Stamtąd było już widać kopalnię: Oblodzone szutry nie stanowiły problemu dla nowych opon. Jechało się pewnie i bez uślizgów, nawet pomimo warstewki wody od mocno już operującego słońca. Zamarznięte lodowe koleiny wymagały zwiększonej czujności ale również tu zostałem pozytywnie zaskoczony, nie sądziłem że opony w rowerze dadzą aż tak odczuwalną różnicę. W dobrym humorze dojechałem do kopalni. Według rozpiski lampion miał znajdować się w jednej z lokomotyw w skansenie. W tej pusto... może dalej... No i był w przedostatniej. Zbudowanej w latach pięćdziesiątych w zakładach im F.Dzierżyńskiego. No nieźle. Krwawy Feliks celebrytą. Podbiłem kartę i ruszyłem dalej. W kierunku trójki opisanej jako punkt widokowy. Wystarczyło jechać czarnym szlakiem prosto pod hałdę. A po śladach widać że, wielu wybrało drogę na przełaj. W głębi punkt widokowy. Po energicznym wspinaniu się na górę z rowerem miałem wszystkiego dość. Jazda po przemarzniętym śniegu męczyła dużo bardziej albo ja byłem jakiś słabszy. Przegnałem demona i pojechałem w kierunku tarnogórskich tuneli. Opis do mapy ostrzegał przed urwistymi ścianami : Faktycznie, widok jak z westernu, kolejną wskazówką był kierunek wjazdu od południa. Miałem spore problemy z dostaniem się na dół. Kilka razy przedzierałem się w śniegu przez zarośla i zawsze kończyło się urwiskiem u stóp. Dwie kolejne drogi okazały się ślepymi zaułkami i tak miotałem się bezsilnie, aż w końcu zauważyłem wąską ścieżynkę, która okazała się być dla mnie szczęśliwa. Dotarłem w końcu na dno kanionu. Ślady stóp prowadziły wprost tam... i niknęły gdzieś w środku... Wszedłem do środka i w półmroku ukazał się kolejny lampion. Widok od wewnątrz: Następnym miejscem było leśne oczko wodne w rezerwacie Segiet. A właściwie wyspa na tym jeziorku. Po raźnej jeździe ośnieżonym leśnym duktem dotarłem na miejsce: Temperatura z godziny na godzinę rosła i droga zaczęła robić się błotnista, do tego momentu rumaczek zdążył się już trochę ubrudzić... Kolejnym etapem na mojej trasie był teren Sztolni Czarnego Pstrąga nieopodal leśnictwa oraz parku Repty. Obszar został na mapie obwiedziony okręgiem i opisany jako RJnO ... Rowerowy Rajd na Orientację - mapa nr 2. Dojazd tam nie był uciążliwy, po kilkuset metrach las ustąpił miejsca zabudowie podmiejskiej i wygodną asfaltówką dojechałem do celu. Po drodze zostałem wyprzedzony przez kilkoro zawodników i zawodniczek... no cóż, trzeba znać swoje miejsce w szeregu Na miejscu moim oczom ukazał się stary zabytkowy park otoczony kamiennym murem i porośnięty okazałym drzewostanem. Teren mocno pofałdowany, pełen jarów i wąwozów, a wszystko przykryte przemarzniętym, ciężkim śniegiem. Rozkład punktów sugerował najpierw atak po obwodzie, a następnie zjazd do centrum mapy w dół doliny potoku. Podobną taktykę obrała grupka rowerzystów która minęła mnie chwilę wcześniej i wspólnie wjechaliśmy na wąskie ścieżki. Najpierw F - wzdłuż muru, ścieżką na wprost, do pierwszego zakrętu. Lampion wisiał na niewielkim pagórku. Potem stromo w dół, do miejsca gdzie zbiegają się dwa niewielkie strumienie. Ostro z górki, ok 200 metrów za paśnikiem powinien znajdować się punkt. Z drogi niewidoczny, ale był. Należało tylko zostawić rower i udać się w gąszcze. Tam, w zagłębieniu terenu odnaleziony został legendarny punkt G ! Ośmielony sukcesem opuściłem peleton i skierowałem się do kolejnego, oznaczonego na mapie jako B i opisanego enigmatycznie "drzewo". Najpierw śmiało cisnąłem po śniegu, aby po kilkuset metrach zwolnić i namierzać charakterystyczny pomarańczowy lampionik. Dookoła przecież same drzewa, a punktu nie widać. Ale te dziwne poziomice na mapie... tu musi być jakiś dół... i był, wyglądało to na jakieś pokopalniane zapadlisko, na dnie którego rosło drzewo. Na nim wisiał lampion. B. Zaliczone. Teraz kolej na C. Jakieś ruiny. (starego szybu) Najpierw znowu w dół, do potoku. Płytki i niezbyt szeroki. Brzegi przykryte poduchą grubego śniegu. Zdradliwe miejsce, pomyślałem, ale pokonałem przeszkodę bez przygód. Za plecami usłyszałem plusk. Ktoś za mną zaklął. No tak, buty przemoczone, szczególnie w tych warunkach nic przyjemnego. No cóż, właśnie na tym polegają te zawody. Taki ich urok. Jadę dalej, zostawiając pechowca z tyłu. Tym razem ostro pod górę, w kierunku skraju lasu. Wybrałem łatwiejszy na mapie wariant - przełajem przez pole, zamiast gęstym lasem. Na górze zastał mnie taki widok: Ciężki mokry śnieg a pod nim głębokie lepkie błoto. Na dodatek przeorane poprzecznymi bruzdami po bronowaniu. Jazda po czymś takim to męczarnia. Zniechęceni zawodnicy szukali lepszego wariantu. Za takie właśnie chwile uwielbiam te imprezy. Nie zastanawiając się dłużej wsiadłem na siodło i zacząłem przeprawę. Metr po metrze przedzierałem się naprzód, pot zalewał czoło, lecz dzielnie mijałem kolejnych maruderów. Prędkość minimalna, sam nie wiem, czy nie lepiej byłoby pchać, ale uparty jestem bardzo. Wreszcie dowlokłem się do ruin szybu i odznaczyłem kartę. Na miękkich nogach zacząłem kolejną przeprawę w kierunku H czyli przeciwległy skraj lasu po lewej tzw. Góra Nikołaja. Na zdjęciu widać biegnącą w tle postać. Tamtędy właśnie jechałem. Dojechać na szczyt wzgórza nie dałem rady. Pokonały mnie skurcze. Połowę odległości wlokłem się pieszo. Za mną pozostali. Po zaliczeniu H przyszła pora na środek mapy. Tym razem z górki, dnem wąskiego wąwozu w stronę D. Był to najprostszy wariant, choć uciążliwy przez zwalone w poprzek drzewa. Spotkałem wtedy grupkę piechurów z psami którą poznałem miesiąc wcześniej, na rajdzie biegowym. Pozdrawiam ! Następnie po D przyszła kolej na A. Budynek szpitala w centralnej części mapy. Wyglądał na nieużywany, ale może to tylko takie wrażenie. Najważniejsze czekało w środku, czyli punkt regeneracyjny. Nigdy wcześniej chleb ze smalcem i kiszonym ogórcem nie smakował mi tak jak wtedy. Do tego ciepła herbata. Ale byłem zmęczony ! A to przecież zaledwie połowa trasy... Ciężko było wyjść z ciepła i wrócić na ten wstrętny rower, oj ciężko...Na szczęście do E trasa prowadziła z górki. Po drodze spotkała mnie widowiskowa lecz niegroźna gleba. Początkujący nie powinni zjeżdżać z nasypów po śniegu, teraz już to wiem Otrzepałem się z błota, poprawiłem kask i odhaczyłem kolejny punkt.Trasa RJnO zaliczona. Czas wrócić do mapy głównej. W środku miasta na dużym osiedlu z wielkiej płyty był sobie fitness club. A w nim punkt kontrolny nr 8. Trzeba było teraz cofnąć się trochę w stronę miasta. Ponura okolica, typowe szare osiedle z biedronką i szkołą, nic interesującego. Jeszcze ta nazwa. Oś. Przyjaźń. Pogoda również zrobiła się nieprzyjazna. Ciężkie chmury zakryły niebo, zaczęło nieprzyjemnie wiać. Podbiłem ten pkt i czym prędzej w dalszą drogę. Tym razem na zachód, na pola w kierunku Laryszowa. Gdzieś w tamtych okolicach jest bunkier, a za nim kępa śródpolnych drzew i punkt nr 6. Rozmiękłą gruntówką dotarłem najpierw do bunkra: Za którym skręciłem w pole w stronę zarośli. Tam odnalazłem punkt oraz niespodziankę zostawioną przez myśliwego : Zdjęcie które oglądacie trafiło również do odpowiedniej instytucji. Sprawa jest wyjaśniana. Ponieważ robiło się coraz później i chciałem jak najszybciej ukończyć trasę to nie dokumentowałem już tak często drogi. Przyszła kolej na dziewiątkę. Dosłownie kolej, bo lampion wisiał miedzy dwoma wagonami towarowymi rdzewiejącymi na klejowej bocznicy. W tym momencie zorientowałem się, że nie zdołam zaliczyć wszystkich punktów i zmieścić się w wyznaczonym czasie. Zostało jeszcze 5 miejsc i tylko 2 godziny. Ale przyjąłem z góry założenie, że traktuję imprezę turystycznie i nie rywalizuję. Więc kontynuowałem nie licząc już na jakąkolwiek klasyfikację końcową. Trasa wiodła głęboko w lasy - 3 z pozostałych 5 punktów były w nich do odnalezienia. O dziwo wciąż spotykałem mijających mnie uczestników. Czyli nie było jeszcze tak źle, inni również się zmagali. Podbiłem 10-tkę ukrytą przy rowie na leśnej polanie i skierowałem się w stronę jedenastki - nad jezioro Głęboki Dół. W podpowiedzi napisano :" Delikatny skręt strumienia, po południowej stronie". Na miejscu zastałem wijącą się pośród bagien niewielką rzeczkę. Rzeka może i nieduża, ale cały teren wokół podmokły i grząski. W poszukiwaniu lampionu kilka razy zanurzyłem buty w wodzie bo lód pękał pod moim ciężarem. Całe szczęście dobrze je zaimpregnowałem. Oprócz czarnej warstwy torfu na wierzchu, środek pozostał suchy. Przedzierałem się przez trzciny a lampionu ani śladu. Również nie było śladów po innych uczestnikach. No tak. Wyszły moje braki w czytaniu mapy, lampion odnalazł się 150 metrów głębiej w lesie : ( pomarańczowa kropka przy drzewie po prawej ) Zostały jeszcze 3 punkty i około godziny czasu. Do dwunastki dojechałem sprawnie, leśną drogą oddziałową. Wymagało to cofnięcia się o kilkaset metrów, ale wynagrodziło gładką szybką drogą wolną od dziur i innych uciążliwości. Jeszcze tylko powrót do miasta - a tam ostatnie dwa punkty w pobliżu mety i fajrant. Już naprawdę czułem się zmęczony. Udowodniły to dwie starsze ode mnie Panie, które miały już skompletowane wszystkie punkty i nijak nie potrafiłem utrzymać ich tempa. Powoli i nieubłaganie oddalały się i znikały z oczu. Kurczę, jednak bieganie nie wpływa aż tak na jazdę na rowerze jak sądziłem. Trzeba będzie coś zmodyfikować Wyczerpany doturlałem się na dworzec. Miała tam stać figura Gwarka - punkt 13. I stała, ale zdjęcia nie miałem już ochoty robić. Odbiłem szybko kartę. Jeszcze tylko jedno, ostatnie miejsce - armata. Oddalona o około kilometr, stoi na skwerze przed I Liceum. Lampion z perforatorem zawieszono wysoko na armacie, która dodatkowo stoi na cokole. Pewnie z obawy przed zabraniem i popsuciem nam zabawy. Więc na koniec trzeba było jeszcze wspiąć się i ostrożnie, na oblodzonym murku odbić kartę, a potem zeskoczyć. Obolałe plecy zaprotestowały. W końcu ! Miejska legenda głosi, że gdy mury liceum opuści choć jedna dziewica, to armata sama wypali Teraz już ostatnia prosta. Oddać kartę, zameldować się na mecie. Dojechałem. A tam organizatorzy i wolontariusze już się pakowali. Niewiele w sumie zabrakło, o mały włos, a zmieściłbym się w limicie czasu. Odebrałem pamiątkowy kubek i talon na grochówę z kuchni polowej. Ostatecznie, po ogłoszeniu oficjalnych wyników okazało się, że wcale nie byłem ostatni Tak oto dzięki organizatorom Silesia Race 2018 oraz "Pewnemu Ktosiowi" zwykła sobotnia wycieczka zamieniła się w niezapomnianą przygodę. Przejechałem łącznie 60 km a trasa wyglądała tak:
    1 punkt
  18. To chyba ten z nowszymi naklejkami . Manitou uchodzą za dość proste w serwisowaniu , spróbuj o szczegóły dopytać @durnykot on miał sporo do czynienia z mańkami.
    1 punkt
  19. Ktoś tu coś pisał o ładnej wiośnie, a tu się nic nie zmienia od miesiąca...
    1 punkt
  20. Bo już wiem skąd się chmury biorą: Stąd: https://goo.gl/maps/UqUEaHN2N7q
    1 punkt
  21. Bo -10 C, ale nowy napęd trzeba było przetestować
    1 punkt
  22. Celowo chciałeś zaliczyć loda miejsca na ominięcie królowej sporo. Bo po takich lodach ciężko się podnieść Pozdrower
    1 punkt
  23. Bo podspodem był lód... po mimo ponad 3 cm śniegu, było naprawdę ślisko.... spokojnie staw miejski zamarznięty niemal do dna
    1 punkt
  24. Bo spalone drzewo koło Pustynki pod Wrocławiem.
    1 punkt
  25. Mały upgrade tematu. Po kilkuset kilometrach, zmieniłem nieco układ kasety. Ale po kolei: W oryginalnym układzie (11-13-15-17-20-23-28-36-46) nie byłem w stanie, idealnie dopasować "obcej" zębatki 28t. Po jej rozpiłowaniu, w żaden sposób nie dało się dopasować stref zmiany biegów. Jak znalazłem ustawienie w którym ładnie zmieniało się w górę (23=>28=>36), to z kolei zrzucenie w dół (szczególnie 28=>23) nie było idealne. W połowie przypadków występowało szarpnięcie. Bieg wchodził ale niezbyt płynnie. Postanowiłem zmienić układ kasety. Zamiast "obcej" 28t, rozdzielającej oryginalne 23t i 36t, wstawiłem z powrotem oryginalną 26t, a na koniec dołożyłem "obcą" 34t. Powstała kaseta 11-13-15-17-20-23-26-34-46 (wyboldowałem oryginalny układ z HG200). Oczywiście zębatka 34t została poddana rozpiłowaniu, co pozwoliło całkiem nieźle ją dopasować. Zgrała się jedna strefa zmiany przełożeń. Obróciłem również 46t i w ten sposób udało się ułożyć jedną pełną strefę zmian biegów, od początku do końca kasety. Konkluzje: Biegi zmieniają się bardzo dobrze, zmiany są płynne, nic nie szarpie. Zakres 11-26 jest dość gęsty i pozwala dobrze dopasować kadencję, na większości tras którymi jeżdżę. Kiedy robi się naprawdę stromo, albo wjeżdżam w ciężki teren, wrzucam 34 lub 46. Wtedy występuje już duża różnica w przełożeniach, ale jak pisałem poprzednio jest to dla mnie akceptowalne. Wbrew pozorom te 30%, 35% nie stanowi problemu, dopóki oczywiście jest się na przejażdżce, a nie na zawodach Myślę, że ten układ zostanie już ze mną do swojej śmierci. Później pójdę w kierunku GX Eagle, chyba że na rynku ukarze się coś ciekawszego. Ale to już temat na inny wątek.
    1 punkt
  26. Disclaimer: dętki leżą niedbale, bo są od lat nieużywane - tubeless only! A Plak to jeden z moich ulubionych kosmetyków rowerowych A żeby nie było, że zaśmiecam ten jakże szacowny wątek, to wrzucę jeszcze jedno - choć niestety nie do końca w konwencji
    1 punkt
  27. Zapraszam do obejrzenia relacji z wyprawy rowerowej pod kryptonimem "Operacja Warta Promy", której misją była eksploracja promów rzecznych na Warcie pomiędzy Sieradzem a Poznaniem, w czerwcu 2016 r. Oprócz przepraw promowych atrakcją wyprawy były walory przyrodnicze oraz zabytki środkowej Polski. https://goo.gl/photos/eWL4MNFUJbisogax5
    1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00
×
×
  • Dodaj nową pozycję...