Skocz do zawartości

SanchoPancha

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    142
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez SanchoPancha

  1. Sporo z tych osób BiNavi nigdy nie miało 😉 No to mogę sobie ustawić np 60% w dzień, 30% w nocy, jak ktoś ma problem. Natomiast w BSC200S kontrast jest tak dobry, że nawet słońca nie musi być. Wystarczy, że jest dzień i jest rewelacja. No chyba, że ktoś ma problem ze wzrokiem. Ja problemów nie mam. Inna sprawa, kluczowa, to fakt, że przez 90% nie patrzę na wyświetlacz. Na wyświetlacz zerkam jak czuję potrzebę (skrzyżowanie, radar, sprawdzanie dystansu, itp), a tak to patrzę przed siebie. Ale jak już zerkam, to chcę by był włączony, by nie odrywać rąk od kierownicy w celu jego (ręcznego) wybudzenia. Dlatego dla mnie transfleksyjne wyświetlacze to 100x lepsze rozwiązanie. A co do baterii, to zapas daje komfort. No i sprawność baterii spada z czasem. W BSC500 masz baterię kobaltową, które mają najmniejszą trwałość (liczbę cykli ładowania), z chyba wszystkiego co jest dostępne na rynku. Do tego w zimę (nie wiem czy jeździłeś), podziel sobie baterię przez 2. To nie jest więc takie proste jak piszesz. PS. Sam znam przypadek, że osoba musiała wymieniać Karoo po 2 latach, tylko dlatego, że bateria mocno podupadła. Może to tylko wadliwy egzemplarz, ale gdyby zużycie prądu było niewielkie od początku, to by dalej działał.
  2. Wszystkie są LCD. Tylko jedne są transfleksyjne, a drugie refleksyjne. Przy transfleksyjnych światło przechodzi pomiędzy rzędami pikseli, a pod spodem jest warstwa refleksyjna. To światło wtedy działa jako naturalne podświetlenie. Przy refleksyjnych nic nie przechodzi, a światło odbija się od powierzchni. Jak jest mocne słońce, to widzisz odbite słońce, czyli nic nie widzisz. Chyba, że podświetlenie diodowe podkręcisz tak mocno, że jest mocniejsze niż słońce odbijające się od zewnętrznej powierzchni. Tak samo to działa w komórkach czy zegarkach (LCD, AMOLED). Problem polega na tym, że podświetlenie żre baterię jak szalone. Jak bardzo ? No podam przykład mojego iGPSPORT BSC200S - bateria 600 mAh, a na każde ponad 50 minut jazdy zjada mi ~2%, co daje jakieś 40 godzin jazdy. Podświetlenie niepotrzebne, bo ekran transfleksyjny i kontrast świetny (lepszy nawet niż w BiNavi). I teraz porównajcie to do BSC500 z refleksyjnym ekranem, baterią 2300 mAh, który trzyma ok 12 godzin. A podświetlenie musi być włączone, bo inaczej widoczność jest zerowa. Nie muszę chyba pisać, że to nie są "drobne różnice".
  3. Lepsze jest wrogiem dobrego. Stara, znana prawda.
  4. Czyli jak ktoś kradnie rowery, mądrze się ubrać w strój rowerowy i najlepiej też kask założyć. Wtedy każdy pomyśli, że rower Twój 😁 Plecak dostawcy (Wolt albo Uber Eats), również wskazany 👍 Kto by wtedy coś podejrzewał ?
  5. Jak czytam komentarze, to mam wrażenie, że profesjonalnych złodziei wyobrażacie sobie jako Ameby co nawet o Google nie słyszeli. A tymczasem: Wszystko o czym tu piszemy wiedzą także złodzieje i wiele więcej. Szlifierka akumulatorowa radzi sobie z każdym zabezpieczeniem. A takie pożal się Boże U-Locki za 130 zł przecina w kilka sekund. Koszt ~250 zł - do kupienia wszędzie. Na YouTube są gotowe filmiki, wręcz instrukcje jak sforsować praktycznie wszystkie zabezpieczenia (większość w czasie poniżej 30 sekund). Pełno jest dostępnych detektorów fal elektromagnetycznych, GSM, Blueotooth, WiFi, AirTagów, itp, itd. Wiadomo, że rower mechaniczny (elektryczny w zasadzie też) nie powinien niczego emitować. Jeśli emituje, to śledzi. Jeśli śledzi, trzeba to unieszkodliwić lub wywalić. Złodzieje dobrze wiedzą, że użytkownicy lubią chować w rowerach różne "g....na". Więc gdybym kradł to ogołociłbym go ze wszystkiego co nie jest wyposażeniem roweru (lampki, notiOne, torby to w całości). Starczy młotek, kleszcze. Jeśli ktoś kradnie rower za kilka-kilkanaście tysięcy, to lał pies na torby za 50 zł, w których może coś tam być. Na reakcje ludzi bym nie liczył. Samemu mi się parę razy alarm włączył, bo coś się w torbie nacisnęło, bo coś tam. Rower był mój, więc trudno żeby mnie ktoś "pro forma" zatrzymywał z tego powodu i kazał czekać "do czasu przyjazdu Policji". To samo szlifierki, itp. Nieraz zdarza się, że właściciel zgubi klucze albo zamek mu się zatnie (zdarzało się w niektórych Kovixach) i forsuje własne zabezpieczenia. Co ma zrobić postronna osoba ? Dzwonić na Policję ? Wymierzać sprawiedliwość na własną rękę ? Żądać dokumentów "zwykły obywatel od zwykłego obywatela", nie wiadomo na jakiej podstawie ? To, że te słabe zabezpieczenia są skutecznie, to tylko dlatego, że trudzących się złodziejstwem nie ma w okolicy. Są natomiast menele, oportuniści, którzy może by i wzięli rower gdyby tak sobie stał, ale jak widzą zapięcie (jakiekolwiek) to nie chcą się narażać. Dobre zabezpieczenia, nie mają zabezpieczać. Mają zniechęcić lub utrudnić. Jeśli piłowanie moich zabezpieczeń zajmie 5-6 minut, a do tego mam jakiś alarm, to jak jestem w sklepie/barze, zdążę zareagować nim złodziej skończy. A pewnie w ogóle da sobie spokój, jak widzi, że słabo idzie, albo z góry uzna że "za dużo tego".
  6. Tu nie chodzi o zostawianie byle gdzie. Bo jak zostawisz byle gdzie na dłużej, to nie pomoże ci nawet "woda święcona". Chodzi o to, że te słabsze zabezpieczenia (czyli zdecydowana większość) puszczają w ciągu sekund - nożyce, nożyce hydrauliczne, młotek, szlifierka akumulatorowa z marketu. Starczy chwila, przecinasz i zabierasz rower.
  7. Kup kamizelkę odblaskową i woź w torbie rowerowej. Powiedz, że w razie czego masz i założysz. Natomiast jak trafisz na służbistę, to zawsze do czegoś się doczepi. Z drugiej strony, regularnie mijam rowerzystów bez niczego (żadnych lampek i odblasków), jadących w nocy i jeszcze ubranych w ciemnych kolorach. Ci to dopiero są kamikadze. I co z takimi zrobić ?
  8. Pomyśl sobie tak: Co byś zrobił gdybyś był złodziejem ? Przecież oni wiedzą o tych GPSach. Gdybym więc kradł, to w pierwszej kolejności bym obejrzał rower gdzie jest coś co może mnie śledzić, zdemontował to i wywalił gdzieś po drodze. Natomiast te co były montowane w sztycy, to jak ja się interesowałem, to pamiętam, że bateria była naprawdę nędzna. Chyba, że coś się zmieniło. Już lepiej bym zamontował jakiś czujnik ruchu z SIMem. Tzn. że jak ruszysz rower, dostaniesz powiadomienie SMS. Wtedy zdążysz dobiec do roweru zanim złodziej upora się z pozostałymi zabezpieczeniami. Dodaj do tego 2 alarmy i będzie to naprawdę zniechęcające (dla złodzieja). Natomiast co do U-Locków i innych, to patrz testy, a nie opinie. Wiadomo, że każde zabezpieczenie wygląda fajnie "na reklamie". Ale w realnych testach, większość z nich poddaje się w trymiga. Te lepsze, wytrzymują trochę, ale tylko trochę. Przykłady: Test drogich antykradzieżowych zabezpieczeń (część 1) Test drogich antykradzieżowych zabezpieczeń (część 2) Ranking są też inne testy, filmiki. Polecam poszukać, bo trochę otwierają oczy. Tu znowu, chodzi tylko o dodatkowe zniechęcenie złodzieja. Tylko i aż. Jeśli złodziej widzi oznakowany rower z dodatkową naklejką "rower znakowany", a obok jest nieoznakowany, to który jest lepszym łupem ? Wiadomo, że jak ktoś się uprze to pójdzie na rympał. Ale przecież twój rower nie jest "jedyny", "unikatowy", "kolekcjonerski". Złodziej będzie kalkulował: "czy warto?"," co mu się opłaca?", "jakie ma alternatywy?"
  9. Też się nad tym zastanawiałem, ale dałem sobie spokój. Bo albo te GPSy są za duże i zbyt bardzo widoczne (złodziej może to po prostu odpiąć wywalić w krzaki), albo bateria totalnie do bani. Ciężko to założyć dyskretnie i z dobrą baterią w rowerze nieelektrycznym. W elektrycznym montuje się w silniku i wtedy to ma sens. U mnie natomiast (w elektrycznym) w silniku też nie ma już miejsca, bo dałem wiadomego boxa. Więc dałem sobie całkiem spokój. Jeśli masz zwykły rower to pomyśl nad kombinacją kilku zabezpieczeń: Litelock X3, Kovix KNX10 (z alarmem) na tarczę, lampka z alarmem (pisałem tutaj), znakowanie roweru. Wszystko można szlifierką rozwalić, bez wyjątku. Kwestia czasu i wysiłku. Te słabsze przetniesz w ciągu sekund. Tego litelocka przetniesz w 5-6 minut i zajedziesz 3-4 tarcze. Różnica jest prawda ? Dodaj do tego inne zabezpieczenia i trochę zniechęci to złodzieja, szczególnie, że twój rower nie jest jedyny. Są łatwiejsze łupy.
  10. Na pierwszym miejscu jego listy życzeń było USB-C i na 100% te USB-C dostanie.
  11. Polecam podwieszaną lampkę Rockbros RHL1500D - kawał dobrego sprzętu, z solidnym i trwałym mocowaniem GoPro. A jak trzeba to starczy tania przejściówka GoPro -> Garmin i pasuje do mocowania Garmin. Wtedy mniej pewne, ale łatwiej zapiąć/zdjąć. Mimo iż posiadam także iGPSPORT VS1200, to nie wiem czy warto dopłacać do lampek inteligentnych. Przynajmniej jeśli chodzi o lampki przednie. Jedyna korzyść VS1200 jak dla mnie, to to, że mam procentowy wskaźnik baterii w liczniku. A tak to łączność Bluetooth w zasadzie mi zbędna. A co do tylnej lampki, to polecam KS-SF33R z pilotem. Ma czujnik hamowania i świetnie sprawdzający się alarm.
  12. Albo kupić kolejne urządzenia. Albo znaleźć urządzenie, co do którego wiadomo, że jest "na pewno dobre" i użyć go jako punktu odniesienia. Ja nie mierzyłem podjazdów, więc tutaj nie odpowiem. Używam tylko nawigacji, lamp, radaru, ew. rejestrowania trasy/śladu. Nic więcej mnie nie interesuje.
  13. A potem kolejna wymiana, bo jedne problemy zamienisz na inne, jeszcze poważniejsze. Czasy stabilnych garminów, działających ponad 10 lat (jak wspomniany przez ciebie eTrex 30), już minęły. Garmin to g....o dzisiaj. Poczytaj na ich własnych forach ile mają z tym szmelcem problemów. To jest istna tragi-komedia Losowe resety, zamulanie map do stopnia nieużywalności, gasnący losowo wyświetlacz (na Edge 1050), losowe rozłączanie się radarów. I wieczna walka suportem, który udaje, że nie wie o co chodzi, że "po raz pierwszy" mają taki przypadek. Poprawiają soft, psują, znowu poprawiają. Zaiście fajna zabawa, dla nieuleczalnych fanów marki. Nikt takich problemów nie na BiNavi. Przeszukaj opinie użytkowników gdzie chcesz, a nic podobnego do garminowskich problemów na tych urządzeniach nie znajdziesz. Bo prawda jest taka, że chinole są dziś dużo stabilniejsze, żeby nie wiem jak były przy tym prymitywne. Jeśli więc jeździsz po wgranym śladzie, to BiNavi jest dziś jednym z najlepszych możliwych wyborów. A te wszystkie wady, to i tak głównie kosmetyczne. Bo co z tego, że interfejs jest prymitywny albo mapy prymitywne ? W czym to przeszkadza jak jedziesz ? Sam sobie odpowiedz. Wypisałem wady, żeby było wiadomo. Ale jeżdżąc na MTB/e-MTB i planując trasy w: Locus, Komoot, OsmAnd, RideWithGPS, Mapy.com, Trailforks, Gaia GPS, CalTopo, BRouter, Mapy Google, GraphHopper - do wyboru do koloru sprawdza się to naprawdę dobrze. Starczy kupić tanią komórkę za 100-300 zł, wyłącznie do planowania, a jeździć na liczniku i nie ma nic lepszego. Serio, to gdybym miał dziś wymienić BiNavi to nie wiem na co.
  14. Trzy kolejne kwestie iGPSPORT w stosunku do Garmina Kwestia czysto kosmetyczna - wyznaczona trasa stanowi zbiór prostych odcinków, czyli kręta droga jest kanciasta (złożona z odcinków). Znowu, wygląda to prymitywnie jak się położy obok Garmina. Takie 8-bitowe Atari 😁 Kolejna kwestia kosmetyczna - w niektórych (bardzo nielicznych) miejscach jest błąd Nie wyświetla dróg, tylko są one zasłonięte jakby prostokątem. Ewidentny błąd rysowania map (wada w sofcie), która (jak podejrzewam) dotyczy też innych urządzeń tej firmy. Zgłosiłem, suport się ponoć tym zajmuje: Nie da się przesłać tras z telefonu do urządzenia, będąc offline (bez dostęp do Internetu). Ten sam problem mają inne nawigacje, w tym Wahoo i Karoo. Jeśli jesteśmy pod namiotem i chcemy zaplanować trasę w telefonie, a nie ma zasięgu sieci GSM/UMTS/LTE/5G, to nie da się takiej trasy przesłać do urządzenia. Tylko Garmin potrafi działać offline w 100%. iGPSPORT działa offline, jeśli trasy (lub punkty docelowe) prześlemy do urządzenia z wyprzedzeniem, kiedy jeszcze mamy Internet. Nie narzekam na wyznaczanie objazdów w BiNavi. Ale trzeba przyznać Garminowi jedną wyższość, o której już pisałem w pierwszym poscie. Przy wyznaczaniu objazdów, w Garminie możesz sobie zaznaczyć unikanie dróg gruntowych. Nie możesz tego zrobić w iGSPORT (i w Wahoo chyba też nie). Wiem, że to jest problem dla niektórych. Bo nie każdy chce wracać na trasę szutrami. Niektórzy chcą jechać ulicami i tylko ulicami, z twardą nawierzchnią
  15. Jak bym nie miał Oregona 700, też bym "nie zauważył". Ale uwierz mi, płynność Oregona jest ewidentnie lepsza niż BiNavi. Jak się założy oba na kierownicę, widać to wyraźnie. Nie zrozum mnie źle. Nie o to chodzi, że BiNavi jest zły, że nie da się jeździć czy coś w tym stylu. Po prostu te chinole są prymitywne, gdy się je położy obok Garmina (w moim przypadku Oregona). Tak jakbyś w latach 90-tych porównywał komputer Atari XL/XE do Amigi 500 (dla młodszych, wstawiłem linki z porównaniem). Mimo wszystkiego co napisałem, polecam BiNavi. Jako narzędzie działa stabilnie, wszędzie dojedziesz, radary (inne czujniki) też działają jak należy. To jak narzędzia do roweru, które niczym nie zachwycają, ale po prostu robią swoją robotę. Młotek też nie zachwyca zaawansowaniem technologicznym, ale gwoździe przybija.
  16. Postanowiłem się podzielić moimi wrażeniami na temat iGPSPORT BiNavi. Na BiNavi przesiadłem się z Oregona 700 firmy Garmin. Oregona mam nadal i raczej go nie sprzedam (stary ale jary). Oregon był dla mnie świetnym urządzeń. Świetnie prowadzi, świetnie przelicza, płynny, czytelny, dobre mapy. Miał jednak jedną wadę, która w nawigacji rowerowej czyniła go niepraktycznym. Jest to nawigacja turystyczna, która rozróżnia Trasy i Ślady. Jeśli zaplanujemy sobie trasę w Locus, OsmAnd lub Komoot, to jest ona tratowana jako Ślad. Po wgraniu do odbiornika taki Ślad to szlaczek, bez komunikatów nawigacyjnych. By mieć komunikaty trzeba zamienić Ślad na Trasę przy użyciu programu BaseCamp. Ma to może sens przy dłuższych podróżach, ale na codziennie dojazdy jest to extra robota i gra niewarta zachodu. Można też planować trasy w samym odbiorniku, Oregon robi to dobrze, ale nie tak dobrze jak ww. serwisy. Trasy są poprawne, ale nie świetne. Trzeba było więc poszukać czegoś innego, postanowiłem spróbować chińczyka. Częściowo z ciekawości i chęci spróbowania czegoś innego. No i wybrany przez mnie BiNavi działa jak trzeba. Trasę planuję w dowolnym serwisie, a potem plik GPX otwieram w aplikacji iGPSPORT Ride i wrzucam do BiNavi. Wszystko mega-prosto, prze bluetooth i bez kombinowania. BiNavi prowadzi po śladzie, komunikaty są. W razie zboczenia z trasy, wylicza objazd i pokazuje czerwone strzałeczki powrotu. Sam też potrafi liczyć całe trasy od naszej pozycji do punktu wskazanego na mapie palcem, albo do punktu wcześniej zapisanego. Robi to jednak od kilku do nawet kilku-nastu razy wolniej niż Oregon. Na szczęście przeliczanie nie trwa aż tak długo jak liczenie całej trasy, bo liczy tylko fragment powrotu na trasę. Jak się ogólnie wrażenia z jazdy mają do Oregona. Ano zacofanie, zacofanie i jeszcze raz zacofanie. Oregon 700 to urządzenie z 2016 roku, BiNavi z 2025 roku. Logika podpowiada więc, że BiNavi powinien być dużo nowocześniejszy. Tymczasem jest dokładnie odwrotnie. Oregon ma nieporównywalnie wprost ładniejsze i dokładniejsze mapy (zwłaszcza jak się wgra mapy alternatywne, jak TalkyToaster) Oregon odświeża mapy podczas jazdy 2x na sekundę, a BiNavi tylko 1x. W dodatku są momenty, że na BiNavi widać jak mapę przerysowuje (tzn. 2/3 jest już nowego widoku mapy , 1/3 starej). Na Oregonie idealna płynność. Czułość na ruch, a także czułość na skręt (kompas/magnetometr) nieporównywalnie lepsza w Oregonie niż w BiNavi. W Oregonie działa to jak masełko, kręcisz kierownicą, a mapa obraca się razem z nią - idealnie i płynnie. W BiNavi wyraźnie to klatkuje, a i kompas/mapa jest delikatnie przekrzywiona od rzeczywistego kierunku. Wymaga też częstszej rekalibracji niż Oregon. Przesuwanie, powiększanie map wyraźnie płynniejsze w Oregonie niż w BiNavi - żadnego porównania. I to pomimo, wyraźnie większej ilości detali map Oregona vs BiNavi. W Oregonie mogę wbić adres i jechać pod adres. Mogę też planować/edytować trasę w urządzeniu, ustalać punktu pośrednie, kategorie dróg (po których ma prowadzić), wskazać profil (kolarstwo górskie, rekreacyjne, drogowe, nawigacja piesza) W BiNavi ? Zapomnij. Co najwyżej prowadzenie do punku lub powrót na trasę i to na pałę, bez żadnych parametrów (zapomnij o kategoriach dróg). Czy warto więc kupić BiNavi ? Cóż. Mimo tego technologicznego zacofania o jakieś 20 lat w stosunku do Garmina (przynajmniej jeśli chodzi o oprogramowanie), jest to urządzenie, które robi to do czego zostało stworzone. To jakby samochód - bez wspomagania kierownicy, bez ABS, bez klimy, z twardymi siedzeniami, które nie ma wszystkiego czego można tylko nie mieć i jeżdżące max. 80 km/h. Z drugiej strony widzisz samochód, który bardzo mało pali, przejedzie 600 km na jednym tankowaniu, jest tani i działa 100% bezawaryjnie. Taki jest BiNavi. Robi co ma robić, przy zerowej ilości wodotrysków i udogodnień. Logika podpowiada, żeby pozbyć się Oregona 700 oraz BiNavi i połączyć 2 w jedno, w postaci Garmin Edge 1040. W teorii może tak, ale w praktyce skala błędów Edge na forum Garmina studzi mój zapał. Oregon 700, co by o nim nie powiedzieć, jest 100% bezawaryjny. Nie umiem sobie przypomnieć jakichś zwiech czy problemów. A mam w nim wgrane kilkanaście map, wliczając w to oryginalne TopoActive 2026.10, a nawet satelitarne BirdsEye. Nic się nigdy nie sypie, nie muli. Po prostu działa, działa i basta. To samo BiNavi. Mimo wszystkich wad, opisanych powyżej, działa 100% bezawaryjnie - bez zwiech. Niestety na rynku nie ma prawdziwie dobrego produktu. Co by nie wybrać, to czegoś brakuje albo coś jest skopane. Np w tańszych chinolach jest jeszcze gorzej, bo mulą tak, że potrafią informować o zakręcie, daleko po zakręcie. Wprost nie nadają się do szybkiej jazdy (powyżej 20 km/h). Trzeba więc wybierać rozwiązania najmniej złe przy danym sposobie użytkowania, bo 100% dobrych to za bardzo nie ma. W każdym coś..... nie tak.
  17. Fenix 7 Pro ma Garmin Elevate gen. 5
  18. @emski Myjkę będę musiał kupić z powodu braku aktualnie ogrodu (i węża ogrodowego). Kupiłem też GIST Stojak rowerowy uniwersalny Stabilus (2089-S). Bo mój rower nie ma stopki, więc stojak się przydaje. W trakcie mycia, czyszczenia, rower stoi pionowo. Natomiast co do łańcucha/kasety, to stosowałem MOMUM DART CLEANER 500 ml, a potem MOMUM 120ml PREMIUM WAX. Wosk jest dobry, bo nie łapie tak brudu jak smar. Ale co środków do czyszczenia, to czytałem, że wystarczy zwykła nafta uniwersalna antykorozyjna + pędzelek. Taniej to wychodzi niż te super-środki. Będę też musiał wypróbować ten Muc-Off Nano Tech Bike Cleaner. PS. Poprzednio miałem tani zwykły rower, o którego nie dbałem tak bardzo jak można tylko nie dbać. Więc nie miałem zbyt dużo doświadczenia z serwisem/czyszczeniem. Robiłem wszystko byle jak, byle jakoś jeździł. I jakoś jeździł przez kilkanaście lat, aż wywaliłem go na śmietnik. Ale teraz jeżdżę na rowerach e-MTB, których już mi szkoda, bo trochę kosztują i nie chciałbym ich załatwić na amen..... w krótkim czasie.
  19. Najstarszy sprzęt Garmina jaki mam, to eTrex 30 z 2011 - sztuk dwie. Do obu wgrałem oryginalne mapy TopoActive 2026.10, jak tylko wyszły. Zero problemów, zero zwiech, zero problemów z przewijaniem map, przeliczaniem tras, itp, itd. W innych turystycznych Garminach tak samo. No i teraz mamy Edge 1040 - ta sama firma, ci sami inżynierowie I niby rzekomo nie potrafią tego zrobić dobrze ? No serio ? Jak dla mnie śmierdzi to zaplanowanym postarzaniem, żeby zachęcić ludzi do przesiadki na Edge 1050. W myśl zasady: Jak marchewką się nie da, to kijem ich. W Edge 1050 oczywiście nie ma problemów z mapami takich jak rebooty czy powolne odświeżanie/przewijanie. No kto by pomyślał ? Jednak da się! Problem polega na tym, że jak wsparcie Edge 1050 się skończy to stawiam dolary przeciw orzeszkom ziemnym, że będzie tak samo jak dziś z Edge 1040. Znowu będą jakieś obiektywne, techniczne problemy i "nie będzie się dało" ich naprawić. Wniosek jest tylko taki. Tych urządzeń się już de facto nie kupuje, a tylko dzierżawi na max 3-4 lata (okres wsparcia). I żeby nie besztać Garmina, u chinoli już dawno jest tak samo. U innych też. Myślisz, że kupujesz urządzenie. Kupujesz to:
  20. Tak, piszemy o Garminie. Garmin przez 2 dekady stosował baterie AA w nawigacjach turystycznych. Wymieniało się je po od 6 do 25 godzinach używania, zależnie od urządzenia i baterii. Gdyby po takiej wymianie zdychały one po pierwszym kontakcie z wodą, to znaczy, że nie wytrzymałyby dłużej niż 1 dzień (słownie: jeden dzień) użytkowania. Bo po wymianie byłyby już nieszczelne. Jaką technologię miał Garmin, że wymieniając baterie regularnie (spod klapki), utrzymywały one szczelność przez 10 lat użytkowania ? Dla kolegi pytam. PS. "Monopol" Garmina nie ma tu nic do rzeczy. U Wahoo, Hammerhead, iGPSPORT, Magene - jest dokładnie to samo i dokładnie tak samo. Wszyscy robią dziś urządzenia de facto nienaprawialne. Czasy naprawialnych urządzeń minęły.
  21. @Charvel Ale ja to rozumiem. Zgadzamy się jednak w tym, że jest to problem sztuczny. Zgadzamy się też w tym, że walka z producentami nie będzie łatwa. Bo pewnie będą robić choćby celowo takie błędy, żeby udowodnić, że "się nie da". Ja tylko zwracam uwagę, że kiedyś jakoś nie mieli z tym problemu. Kiedyś "dało się", a teraz "nie da się".
  22. ^- to cytat z linka. Ta myjka z pewnej odległości, to ma naprawdę mega-słaby i do tego rozproszony prysk wody. Do tego zwykła woda, bez dodatków. Dlatego się zastanawiam czy to aż takie szkodliwe. Myłem parę razy, a raczej spłukałem tylko kurz z roweru. Bo w deszczu nie jeżdżę i dużo brudu nie ma. Ale jak coś to zrezygnuję i przejdę na wiaderko jak radzisz.
  23. Jak myjecie e-bika? Ciągle się zastanawiam nad myjką, którą stosuję. Większość mówi, że nie, ale z drugiej strony, z odległości i pod skosem, ciśnienie nie jest duże. To właściwie jakby deszcz (przykład tutaj). Silnik staram się omijać, czyszczę go później szmatką. No i łańcuch. Środek do czyszczenia czy lepiej nafta i pędzelek ? Ja ostatnio czyściłem naftą, a nakładam wosk do łańcuchów, który nie łapie tak brudu.
  24. @Charvel Przez jakieś 2 dekady robili urządzenia z wymiennymi bateriami AA. Nie, że serwis. Zdejmujesz klapkę i wymieniasz. Wszystkie były wodoszczelne i działały po 10-15 lat lekko. A jak odnowiłeś zniszczoną obudowę, to nawet dłużej Z resztą wymienne baterie kiedyś to była norma. Urządzenia z niewymiennymi bateriami po prostu nie istniały, bo nikt by ich nie kupił. Kiedyś takie coś (niewymienna bateria) uchodziłoby za oszustwo. Dziś producenci wytresowali pożytecznych konsumentów, że zrobienie urządzenia z wymienną baterią to jakiś rocket science. Nie no, nie da się. Unia Europejska widzi lipę, widzi planowane postarzanie, widzi stertę produkowanych elektrośmieci, itp, itd. I próbuje coś z tym zrobić. Że im się nie uda, bo kasa, bo pożytecznych .........., którzy uwierzyli w ten niedasizm jest więcej, to inna sprawa. Ale nie dorabiaj do tego ideologii, jakiejś technicznej konieczności. Bo ta techniczna niemożliwość, to tylko wersja do tresowania frajerów.
  25. Jedź do Brukseli, stań przed Komisją Europejską i w typowo polaczkowatym stylu jęęęęcz, jęęęęcz: to się źle skończy, to się nie da, urządzenia utracą szczelność, protokoły komunikacyjne nie będą działać. A ja tymczasem, pół roku temu wymieniłem baterię w mojej 10-cioletniej Montanie (od Garmina) na baterię od Cameron-Sino i śmieję się z forumowych pseudo-specjalistów. Zajęło mi to dokładnie 10 sekund - tylko zdjąć klapkę, wymienić i działa. A szczelność jest taka jak na filmiku. Nawet ekran dotykowy działa po zanurzeniu, sam to też testowałem. Ale spoko, nie będę wam psuł miłej atmosfery niedasizmu. Nieźle Was producenci wytresowali w tym niedasizmie.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...