Naprawdę warto. Dobre lampki otwierają ogromne możliwości nocnej eksploracji lasów, a na bocznych szosach w późnych godzinach (ja często jeżdżę między 22:00 a 00:00, nawet po północy się zdarzało) jest znikomy ruch. Oczywiście w lesie, zwłaszcza samotnie (a jeżdżę wyłącznie sam), jakieś ryzyko jest (np. wypadek z utratą przytomności na mrozie), ale cóż, całe życie jest ryzykiem.
Ja mam lampkę Convoy S2+ (2.8A, OP, barwa neutralna biała) i w terenie jest wystarczająca (praktycznie cały czas w średnim trybie), a na szosie też jakoś kierowcy mi nie mrugają długimi, choć trochę pewnie oślepia. Zwłaszcza na wąskich uliczkach, gdy mijamy się blisko siebie, to kierowcy mocno zwalniają. No i sami już z daleka zmieniają na krótkie. Gdy widzę pieszych na chodniku to staram się opuszczać lampkę nieco w dół, bo ci częściej reagują w stylu "Zmień pan na krótkie".
Gdy już przywykniemy do jazdy po zmroku to mamy większą swobodę do ustalania godziny treningu, bo czas nas nie goni. Ja np. po pracy na pierwszej zmianie dopiero pod wieczór nabieram chęci na kolejny wysiłek (pracę mam wyczerpującą fizycznie), a poza sezonem letnim to już jest ciemno. Czasem po drugiej zmianie też wychodzę jeszcze na rower (przed pracą nie lubię, bo jestem nocnym markiem i długo się rozkręcam).
Jak pisał KrisK urokiem nocnych jazd jest taki niepowtarzalny kontakt z naturą. Las nocą jest zupełnie inny, a niektóre zwierzęta można zobaczyć praktycznie tylko nocą (np. borsuka, nocne ptaki drapieżne). Widywałem już nocą łosie, bobry, wydry, no i oczywiście dziki, sarny, lisy, zające.
Dziś też nocna jazda (góralem): szosą 5 km do lasu, kilka podjazdów, trochę skrajem lasu i polami, i znów kawałek szosą. Wyszło tego 22 km, średnia coś koło 17 km/h. Temperatura około 0 st.C, ale było mi ciepło. Tylko że ja ubieram się grubo jak na kolarza. Na rękach miałem cztery warstwy, a na tułowiu pięć (bo kamizelka). Na głowie kominiarka (nie zasłaniająca nosa i ust - nigdy nie zasłaniam, nawet na dużych mrozach), opaska na uszy i jeszcze jedna czapka na wierzch. Kasku nie używam. Wdychanie zimnego powietrza nigdy nie stanowiło dla mnie problemu, kiedyś nawet biegałem przy -18 st.C. Ale zatoki i głowę chronię, dlatego kominiarka się sprawdza w temperaturach już poniżej 5 st.C, bo dobrze chroni skronie, uszy i kości policzkowe. Tu przewianie odczuwam szybko. Oczywiście z nosa cały czas na mrozie coś się sączy, ale to normalka. W tym roku tylko w styczniu chorowałem (może to już był ten Covid, bo kaszel miałem niemiłosierny). Jeżdżę cały rok już od jakichś dwudziestu lat, jedynie w mrozy poniżej -12 st.c już raczej odpuszczam, ale to głównie ze względu na stopy i dłonie, bo tu nie jestem w stanie utrzymać temperatury. No i w mrozy raczej uciekam do lasu, dłuższych jazd szosą unikam. Na szosie w miarę komfortowo do dłuższych jazd (znaczy ponad godzinę) czuję się tak przy + 3 st.C. No i jak jest śnieg i lód to zakładam do górala opony z kolcami (DIY). Po śniegu to jest dopiero frajda.
P.S.
Mam wprawdzie jeszcze czwórkę z przodu, ale nie ma co tu kryć, to już jest z górki.