Jako wieloletni użytkownik różnych dystrybucji Linuksa - i tych dopieszczonych przez co stabilnych, i tych najnowszych czyli sprawiających przykre niespodzianki, stwierdzam że Windows 11, chyba z rok po zainstalowaniu jest niczym Arch Linux - niby najnowsze paczki a ciągle jakieś zbuki
Wiecznie wysypujące się aplikacje, takie jak Sklep czy narzędzie Wycinanie. Niedawno nie mogłem nawet nic naprawić, bo konsola przestała działać, musiałem naprawiać cały system. Każda aktualizacja coś wywala, przez co praca na takim systemie jest wkurzająca. Musiałem dziś napisać maila w sprawie reklamacji, sprawa wkurzająca sama w sobie. Do tego 2x wysypała się aplikacja Mail, zrzutu ekranu też nie mogłem zrobić bez wyklikania "Napraw". Sklep też dzisiaj naprawiałem.
Zastanawiam się co za tym stoi? Niedbalstwo M$ wynikające z pozycji monopolisty czy ja mam jakiś trefny system? Ja rozumiem pojedyncze wpadki ale taka seria, że z grubsza wiadomo co się wysypie to chyba już nie przypadek?