Skocz do zawartości

Fawlty

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    272
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Fawlty

  1. Aż wszedłem z ciekawości w zapodany niżej link do statystyk i tam pisze, że "tylko" 420 km Ale też się można napić... pzdr Fawlty (dziś 138 km po mokrym, więc z czym do gościa )
  2. 42 stopnie? I co - warto było? Ja byłem w grudniu, więc takie temperatury były mi obce. Nawet w osławionym (to tylko jakieś 150 km) Badwater w Dolinie Śmierci było przyjemne 20-kilka stopni. A z wypożyczeniem roweru (szosy) był problem - może dlatego, że była "zima". Z tego co pamiętam, to też sporo osób się na to skarżyło w necie. Okolice do jazdy szosą genialne, tylko potworny wiatr momentami (przynajmniej jak ja byłem). pzdr Fawlty PS. "The bathtub ring" (przy samej zaporze) widać doskonale na drugiej focie.
  3. Fajnie. Udało Ci się pożyczyć rower w Vegas (co nie jest łatwe...)? Niestety poziom tego "jeziorka" w tle obniża się stale. Jak obczaję jak się wkleja foty to może wrzucę taką np. ze zbliżeniem na, jak to mówią miejscowi, "bathtube ring", czyli ślad po najwyższych poziomach tak sprzed 30-35 lat (30 metrów różnicy). Wtedy to był największy sztuczny zbiornik wodny w USA, a dziś niektórzy zastanawiają się, czy i kiedy całkiem wyschnie (to chyba przesada, ale z tego co pamiętam, to w zeszłym roku odnotowano kolejny rekordowo niski poziom).
  4. Popatrzyłem sobie na Konę Roadhouse. Rocznik 2017 poszybował ze specyfikacją, wyglądem (choć co kto lubi...) i ceną. Kosztuje niemalże dwa razy więcej niż model 2016. Np u polskiego dystrybutora 2016 kosztował 8800, a 2017 jedyne 16500. Ciekawe co będzie w 2018. W sensie powrót do 8-9 k, stagnacja na 16-17k, czy też śmiała ekspansja na 24-25k pzdr Fawlty
  5. You made my day, dude Łza się w oku kręci. Kręciłem się trochę po okolicy... Boulder City (przy wjeździe do Bootleg Canyon). Zapora Hoovera jest już rzut kamieniem stamtąd (początkowo zresztą nazywała się Boulder Dam). Będąc tam bardzo warto zwiedzić ją od wewnątrz - są wycieczki z przewodnikami za jakieś grosze. Napisać, że to fascynująca budowla z fascynującą historią to nic nie napisać Thanks again pzdr Fawlty
  6. No, wiki nawet podaje, że już to zrobiono. pzdr Fawlty
  7. Tzn, że wszystkie obiekty rozebrali całkowicie? Nic nie zostało? pzdr Fawlty
  8. Fajnie, że podkreślasz to "z moich obserwacji". Moje są akurat całkowicie odwrotne Był czas, że moją praktycznie codzienną rutyną był kilkunastokilometrowy bieg po lesie. Średnie przewyższenie jakieś 300-350 metrów, mocne podbiegi głownie po kopnym piachu, średnie tempo liczone ex post w okolicach 4:45 min/km. Ciężki trening jak na mnie. Nic innego co kiedykolwiek robiłem (i to nawet w kombinacji z całorocznymi dojazdami do roboty rowerem - razem kilkadziesiąt km dziennie) nie trzymało tak mojej wagi (i wydolności) w ryzach. A było to zaledwie jakieś 1h-1h15 biegu dziennie. Każdy z nas ma swoje obserwacje. Banałem będzie stwierdzić, że żyjemy różnie, w różnym środowisku, że nasze "skąd-i-dokąd-idziemy" są różne. Razem tworzymy internetową anecdotal evidence, która może być ciekawa do poczytania, czasem do inspiracji. Moim zdaniem znacznie ciekawsza niż - pardon le mot - "gównoburze" rozpętywane w oparciu o "światopogląd naukowy" rodem z forów i internetowych serwisów fitnessowych. pzdr Fawlty
  9. Ha, ha, ha... Umarłem ze śmiechu Jakaś trafność w tym jest
  10. I see Nie jest jednak powiedziane, że wstają "od biurka". Może płyną do roboty kajakiem, zamiast lunchu idą na pływalnię, a potem żona odbiera kajak, by oni mogli wrócić do domu biegiem, ciągnąc za sobą oponę od traktora? A praca w kamieniołomie... Także tego, są rzeczy, o których nie śniło się waszym filozofom No dobra, ale powracając do ad remu. Ta waga pure'a i smootha jest Waszym zdaniem ok? pzdr Fawlty
  11. Wojtas7, ale z czym masz problem, bo nie rozumiem? Że nie można zrobić 2k w pionie w jeden dzień, bo to niewykonalne? A może, że to wstyd zrobić tylko 2k w jeden dzień? pzdr Fawlty
  12. To OCZYWIŚCIE nie jest Nowa Zelandia, choć przez chwilę tak myślałem. Bo właśnie morze i góry... Firma jest z Kent, Washington, więc pewnie ichne okolice. Nawet pasi, podobnie wyglądają okolice Vancouver, a to przecież dwa kroki stamtąd. O ja pierdziu... Wygląda jak "Obcy - siódmy pasażer Nostromo" pzdr Fawlty
  13. Merida Speeder 100-v (czyli z hamulcami v-brake). Sztywny widelec, masa 11 kg. Bardzo przyjemny rower. Polecam, bo miałem okazję wielokrotnie jeździć. Za 1500 go nie kupisz, ale warto wydać tych kilkaset złotych więcej. Trzeba podzwonić i poszukać rocznika 2015 albo nawet 2014, no i potargować się trochę. pzdr Fawlty
  14. No właśnie. Mnie to też "ujęło" Może ktoś oblatany rozjaśni? pzdr Fawlty
  15. No właśnie, z tą odmianą bywają problemy Jeżeli "szukasz zaginionego pedała"*, to masz na myśli pederastę. Jeśli chodzi o graty rowerowe, to "szukasz zaginionego pedału". (*) nawiasem mówiąc, to nasi czescy przyjaciele mogliby się trochę pośmiać z tego zdania... pzdr Fawlty
  16. No tak, ale strasznie to miłe, że również goście, którzy (przynajmniej na pierwszy rzut oka) nie mają nic wspólnego z naszym krajem. Fajnie. pzdr Fawlty
  17. Klasyka dyskusji forumowych Ja piszę o smrodzie i syfie bud z kebabami, a Ty mi wyjeżdżasz z przewrażliwieniem na punkcie czystości i "zbytnią higieną". Wobec tego ja powinienem Cię teraz zapytać, czy zalecasz wprowadzenie zakazu mycia rąk przez kucharzy po wizytach w toalecie? Ty na to coś tam, ja coś tam, itd, itp, kolejne trzy strony bicia piany. Tymczasem żadne skrajności nie są dobre, to jasne. Jednak chyba jest coś jeszcze pomiędzy nimi? Nieśmiało też zasygnalizuję, że ponieważ obecnie wokół jest ów trynd na "zbytnią higienę", to aplikowanie przyzwyczajonemu do niej organizmowi diety kebabowej w wydaniu "Dworzec Centralny i okolice" może mieć zgoła inne skutki niż w przypadku Twojego znajomego, który żywi się na śmietnikach. pzdr Fawlty
  18. Gdzie i kiedy żyłem i co jadłem to już insza inszość. Nie sądzę jednak, byś musiał traktować mnie protekcjonalnie tylko z tego powodu, że masz inną opinię na temat kebabów. Anyway, wpadłem w ten wątek przypadkowo, więc mówię adieu i tyle pzdr Fawlty
  19. Oczywiście nie chodzi o sam kebab jako taki, ale o specyfikę że tak powiem okołokebebową To "choroba brudnych rąk", a warunki sanitarne w budach z kebabami jakie są, każdy widzi. Dodatkowo, raczej nie istnieje tam "kultura mycia rąk". Nie będę tego rozwijał, bo i po co? Druga kwestia, to skąd się bierze mięso do kebabowni oraz w jakich warunkach się je przechowuje. Może pamiętasz aferę z Dworcem Centralnym w Warszawie. Tu masz linkę: http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/256852,Mieso-niewiadomego-pochodzenia-jadla-cala-Warszawa . Oczywiście możemy zakładać, że był to wyjątek... pzdr Fawlty
  20. Zupełnie przypadkowo mnie tu rzuciło (szukałem czegoś przez forumową wyszukiwarkę) i nie wgłebiam się w dyskusje, ale co do kebabów, to są one prawie gwarantowaną metodą na bliższe kontakty z bakteriami kałowymi. pzdr Fawlty
  21. No właśnie. Z pewnością moje doświadczenie jest bardzo niewielkie w porównaniu z doświadczeniem pablo, shotguna i in., ale dla mnie z tych powodów numerem jeden jest Z Lite Therm-A-Resta. Spałem na tym (oczywiście w namiocie ) przy -10 i dla mnie było OK (ale każdy ma inny śpiwór i odczuwalność zimna, więc niewiele to Wam mówi). Niespełna 400g, świetnie się troczy do plecaka (składane w harmonijkę, a nie zwijane - na rowerze nie stosowałem póki co), odporne na przebicia pzdr Fawlty
  22. With no-stone-left-unturned we've even bundled the bike with a couple of Free Parable's excellent Gorilla cages - allowing you to carry pretty much anything (1.5kg limit) that'll fit into their hugely adjustable cradle. That's nice, isn't it? pzdr Fawlty
  23. Dzięki za podzielenie się swoimi odczuciami. Myślę,że z czasem wrażenie ociężałości może zniknąć Przynajmniej ja tak mam z moim pierwszym góralem. Nie jest to co prawda 29er, tylko 27,5 na kapciu 2,0, ale jest masywny i duży (bo lubię wyciągniętą pozycję na rowerze) i waży pod 14 kg. Wcześniej jeździłem zawsze na szosach i trekingach i wszystkim co pomiędzy. MTB nigdy dotąd nie miałem. Po pierwszych przejażdżkach po mazowieckich pagórkach i piaskach byłem nieco rozczarowany. Po lekkim terenie (też trochę w górach) jeździłem wcześniej na stalowym trekingu z dość krótkim tylnym trójkątem, trekingowymi przełożeniami i kapciem 700 X 42 i oczekiwałem chyba w sumie "czegoś podobnego tylko bardziej". Po niedługim czasie przestawiłem się jednak bez problemu na mtb, wrażenie mułowatości zniknęło, za to fun z jazdy i "jeżdżalność" jest nieporównywalnie większa. Na urlop jadę pierwszy raz w góry góralem i już nie mogę się doczekać pzdr Fawlty edyta: w trekingu po górach było jednak chyba 700 x 45c (28 X 1,75), a nie 700 x 42c.
  24. Cześć, miło popatrzeć na stare kąty Ja byłem tam (Olandia i Gotlandia) x lat temu. W kwietniu, więc wiało potężnie. To głównie pamiętam No i to, że dość mnie wtedy dołowała surowość tamtego krajobrazu. pzdr Fawlty
  25. No cóż, ja coraz czesciej łapię się na tym, że do miasta wolę pojechać na góralu, a nie na trekingu czy szosie. Powiedzmy, że mam około 20 km w jedną stronę i oczywiście na szosie jest trochę szybciej, ale na góralu zupełnie bezstresowo (krawężniki, pseudoasfalty, ścieżki z baumy). Co do "wojowników", to nie chcę się wypowiadać. Moja Pani nazywa tak klientów, którzy w kwietniu jeżdżą w kominiarkach Natomiast dyskusje typu "kup właściwy rower do właściwych zastosowań" zwykle nie prowadzą donikąd. Jak ktoś chce 29era, to niech sobie kupi, zamiast potem żałowac, że tego nie zrobił. A poza tym... Ja całe życie jeździłem na trekingu, szoso-trekingu, przełajce, szosie. Zawsze jeździłem duzo, ale pierwszego górala (może pamietasz, bo sam mi doradzałeś w moim wątku) kupiłem w marcu Jestem pod wrażeniem, jak bardzo uniwersalnym rowerem jest dobrze dobrany mtb (w moim przypadku 27,5). pzdr Fawlty
×
×
  • Dodaj nową pozycję...