Bo to jeszcze trzeba umieć lub chcieć umieć, odróżnić zbędny gadżet od gadżetu przydatnego. Dla mnie gadżetem zbędnym jest odchudzanie na siłę roweru za gruby pieniądz o 500g na siodle, sztycy, kasecie czy kierownicy, zakup butów za tysiaka które pójdą w błoto, Garmina za półtora klocka, ale odchudzenie już takich kół na obręczy i oponie gadżetem nie jest. Tak samo nie uważam za zbędny gadżet zakupu trenażera na zimowe wieczory, zakup faktycznie działającego suplementu, dobrej książki o kolarskim treningu czy pulsometru, a jeśli kogoś stać to nawet MM. Każdy może mieć swoje zdanie, jak kto woli, mnie 500g lżejsza rama szybciej nie uciągnie, ale dokładniejszy trening czy możliwość solidnego treningu w domowych pieleszach podczas zamieci śnieżnej już tak.