Pewnie, że nie ma przymusu, problem tylko w tym, że z czasem stajemy się coraz bardziej wymagający w stosunku do siebie, to co nam odpowiadało rok czy dwa lata temu dziś, po osiągnięciu pewnego poziomu i nabraniu doświadczeń przestaje odpowiadać i nagle stwierdzamy, że jednak drugi rower jest potrzebny, bo ten ustawiony pod jazdę terenową nie jest w stanie dać nam tego co daje rower specjalistyczny. Jak ktoś twierdzi inaczej to właśnie, albo ma niewygórowane cele (długo nie utrzyma się w tym sporcie), ale jest zaślepiony modą wieku dziecięcego.
Pamiętasz rok 2009/10 i wyścig Leadville Trail 100 MTB? Na tej trasie zmierzył się najlepszy zawodnik szosowy z najlepszym zawodnikiem od ultra maratonów MTB. Kto wygrał jadąc ostatnie kilometry na panie i bijąc jednocześnie dotychczasowy rekord trasy o 20 minut? Techniką nie nadrobimy wszystkiego, bo to co nadrobimy na 3 minutowym zjeździe stracimy z nawiązką na po kilku minutach podjazdu. Dopiero przy jednakowej lub bardzo zbliżonej wydolności technika zaczyna odgrywać znaczenie. Zauważmy też, że nie mówimy o trasach rodem z IO, a o amatorskich trasach maratonów czy XC, które nie są nie wiadomo jak trudne technicznie.
Dla tego nie chodzi o takie porównania. Mając rower szosowy jesteś po prostu w stanie wykonać treningi bardzo dokładnie, jesteś w stanie idealnie dobrać kadencję, opór, trzymać tempo, kontrolować puls/moc itd. A dodaj do tego jeszcze możliwości treningowe jazdy w grupie. Niestety z szosą jest tak jak z trenażerem, na początku nie potrzeba, ale nagle się okazuje, że samo bieganie zimą i pływanie, w sezonie wiosennym oznacza spore spadki formy rowerowej. I wcale w tych dywagacjach nie chodziło o to, by zaprzestać jakichkolwiek treningów MTB, one mają być, a nawet muszą być dla poprawy techniki, obycia się itd. Ale jakby to pokazać graficznie, to +/- można by założyć proporcję powiedzmy 3:7 (MTB:szosa). Nie jest to też żadne moje stwierdzenie, nawet sam J. Friel w swych książkach pisze o używaniu do pewnych ćwiczeń roweru szosowego, bo zwyczajnie na góralu nie idzie wszystkiego zrobić, tym bardziej na tych stricte terenowych napędach.
Ten art. Uzurpatora jest napisany poprawnie, ale wnioski są wyciągnięte źle. Zapomniał w nich zaznaczyć (z pewnością celowo, bo nie szło to zgodnie z jego założeniem), że realna jazda/ściganie się, to cała seria przyspieszeń i dohamowań. Jeśli na każdym takim przyspieszeniu zyskamy tylko ułamek sekundy, to zsumowane razem dadzą nam już konkretną wartość sekundową lub po prostu mniejsze zmęczenie.