Zupełnie się z tym nie zgodzę. Po czterech tygodniach biegania (a właściwie treningu zakładkowego, czyli wplatania niewielkiej ilości biegu w wypad na rower) czuję się dużo lepiej. Nawet na rowerze. Krok mam bardziej sprężysty, lepszą koordynację ruchową, nawet kręgosłup mnie mniej boli (a mam dość poważną dyskopatię). Na rowerze pod koniec sezonu czułem już znużenie i wyraźny spadek osiągów, prawdopodobnie na skutek przetrenowania i ograniczonej regeneracji (mam dość ciężką pracę fizyczną). To wplatanie biegania dało mi taką odskocznię, urozmaicenie i motywację, bo w tej nowej niszy postępy notuję bardzo szybko, co pozytywnie działa na psychikę.
Dzisiaj, o 1 w nocy (po pracy na drugą zmianę) znów pojechałem rowerem na stadion i z czołówką (bo lampy wygaszone i brama zamknięta, ale na szczęście furtka otwarta i można cieszyć się całą bieżnią dla siebie) przebiegłem 2000 m w 8:48. Tempo rośnie i bieg sprawia coraz większą przyjemność, bo nogi zaczynają już być pod kontrolą, krok się wydłuża, jest faza lotu i sprężyste wybicie.
Zakupiłem też nowe buty (zamiast tych najtańszych turystycznych z Deca) - lekkie (para 540 g), klasyczna podeszwa z pianki (ładnie amortyzują), a cholewka ze sztucznej (nie lubię określenia "ekologicznej") skóry, więc nie przemokną przy byle mżawce. Polecam także do celów cywilnych, a nie są przesadnie drogie (170 zł w CCC). Na rower też mogą być, bo przyczepność do pedałów znakomita, a podeszwa ma poprzeczne progi, więc dobrze klinuje się na ramce pedałów platformowych.
A w celach motywacyjnych lubię pooglądać takie urodziwe sprinterki: