Skocz do zawartości

forscher

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    379
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    21

Zawartość dodana przez forscher

  1. Wyobraź sobie: poranna kawa gotowana na palniku przy szumie szmaragdowej rzeki, dzikie wybrzeże Adriatyku tylko dla nas, zapach śródziemnomorskich ziół i puste drogi ciągnące się po horyzont. Zero komercji, zero hoteli – tylko rowery, namioty i czysta wolność. Jako podróżnik i filmowiec ruszam na kolejną wielką wyprawę, która tym razem połączy moje największe bałkańskie miłości. Uciekamy przed letnim upałem i tłumami – ruszamy wiosną (kwiecień/maj 2027). Scenariusz wyprawy w 3 aktach: AKT 1: Alpejski start – Pakujemy rowery w pociąg z Polski, przez Wiedeń docieramy do austriackiego Villach i tam oficjalnie wskakujemy w siodła. AKT 2: Od Soczy po Zadar – Wjeżdżamy do Słowenii i lecimy wzdłuż obłędnej rzeki Soczy (Kranjska Gora, Bovec, Gorica). Potem wybrzeże: Koper, Piran i kultowa, szutrowa PARENZANA (Brkač, Poreč, Rovinj, Peroj), by wzdłuż morza dotrzeć do mojej ukochanej Chorwacji i Zadaru. AKT 3: Dzika przeprawa – Przez Dalmację wjeżdżamy do Bośni, gdzie łapiemy historyczny szlak Ciro Trail. Po drodze meldujemy się w Dubrowniku, a na deser Czarnogóra: epicka Zatoka Kotorska, podjazd do Cetyni i wielki finał w Podgoricy. Kogo zabieram na pokład? Szukam ludzi z totalną korbą na punkcie wypraw rowerowych i przygody. Pakujemy sakwy, torby bikepackingowe i ruszamy w 100% samowystarczalnie. Szukam osób, które: Kochają biwakowanie, spanie w namiocie i biwakowe życie z dala od cywilizacji. Mają sprawdzony sprzęt i formę na solidne, górskie i nadmorskie kilometry. Chcą współtworzyć tę historię – cała wyprawa będzie przeze mnie filmowana! WAŻNA UWAGA: Nie jestem biurem podróży i nie organizuję wczasów. Jedziemy jako partnerzy – każdy odpowiada za siebie, swój sprzęt, nawigację i logistykę. Ja też jadę odpocząć i kręcić kilometry, a nie nikomu matkować! Szukam ludzi w pełni samodzielnych na szlaku i na kempingu. Tempo? "Sakwa-style" – dopasowane do drogi. Nie mamy sztywnego spinania się na życiówki, ale też nie zamulamy. Zasada jest prosta: jak jest dużo zwiedzania i dobre kadry, to zwalniamy i chłoniemy klimat. Jak trafia się nudny albo pusty przelot – dajemy w gaz i sprawnie połykamy kilometry. Licznik ma nas cieszyć, a pod wieczór chcemy z uśmiechem rozbijać namioty, zamiast padać na twarz ze zmęczenia. Wchodzisz w to na tych zasadach? Napisz do mnie na priv lub w komentarzu: daj znać, na czym jeździsz i dlaczego chcesz jechać właśnie w tym kierunku. Czas zacząć planowanie!
  2. Nadal brak widoków na rosądne połączenia kolejowe z Serbią wrrr
  3. W 2027 jadę do Chorwacji. Najpierw pociągiem do Wiednia, i Villach, potem Dolina Soczu - do Puli przez Parenzanę, a potem od Zadaru wzdłuż wybrzeża po Podgoricę.
  4. 1. panele Choetech 2. powerbank BASEUS Adaman 20000mAh 3. N4 PRO JAZDA!
  5. Od jednego z patronów mojej czerwcowej wyprawy na południe Europy - firmy www.vantrue.com - otrzmymałem wczoraj taka oto kamerkę.. Tak, wiem, że to kamera samochodowa. W tym cały jest ambaras by ją zmamontowac na moim dwukołowmy "Golden voyager" Jakieś pomysły? Zamówiłem już https://filmgraf.pl/smallrig-3757b-ramie-magic-arm-glowica-kulowa-i-zaciskklamra-w-ksztalcie-kraba-crab-clamp-adapter-gopro-p-22333.html oraz https://www.euro.com.pl/statywy/ulanzi-uka05-czarny.bhtml i będzie montowane
  6. bo B BB BBB BBBB 52 BBB BB B
  7. Gdzie Alpy kłaniają się Adriatykowi Kolejny rok, kolejna wyprawa. Kolejne dziesiątki przygód, setki wspomnień i... tysiące kilometrów. Są w życiu dni, które wymagają nowej definicji horyzontu. Dla mnie taki dzień nastał właśnie dzisiaj – moment, w którym zamiast oglądać się za siebie, wolę wyznaczyć na mapie linię prowadzącą ku całkowitej wolności. Wypuszczam w świat zaproszenie do wspólnej odysei. 1150 kilometrów opowieści, którą napiszą nasze koła – od granitowego serca Austrii, przez płonące szczyty Italii, aż po rozmarynowy pył dalmatyńskich wysp. ETAPY NASZEJ HISTORII: Symfonia Wysokich Taurów Zaczniemy w Salzburgu, w porannej mgle, która skrywa potęgę Alp. Czeka na nas Felbertauern – droga zawieszona w chmurach, gdzie betonowe estakady przecinają niebo, a my z każdym obrotem korby zostawiamy codzienność daleko w dole. Katedry Dolomitów Staniemy u stóp Tre Cime di Lavaredo. To tam, wśród milczących skalnych gigantów, czas przestaje istnieć. Gdy zachodzące słońce zacznie barwić ściany Dolomitów na purpurowo, zrozumiemy, że niektóre miejsca odwiedza się nie nogami, lecz duszą. Błękit Wenecji i Czerwień Bolonii Potem droga złagodnieje, prowadząc nas przez winnice Prosecco prosto w objęcia Wenecji. Miniemy jej laguny, czując zapach morza, by przez Deltę Padu pognać ku Bolonii. To tam, pod ceglanymi arkadami, odnajdziemy energię miasta i poczujemy smak prawdziwej Italii, który zostanie z nami na długo po powrocie. Morski Trawers: Nocna Odyseja przez Adriatyk Kiedy kurz włoskich dróg osiądzie nam na ramionach, czeka nas perła tej wyprawy. W Ankonie wjedziemy z rowerami na pokład promu, by nocą przeciąć Adriatyk. Kolacja na pokładzie, szum fal i bezkres morza. To nie tylko transport – to czas na regenerację przed finałem. Świt przywitamy już na wodach dalmatyńskich, patrząc, jak słońce wyłania się zza chorwackich wysp. Świt na wyspie Hvar Wyjazd z promu wprost w serce Splitu będzie naszym wielkim wejściem do Chorwacji. Ostatnie kilometry po szutrach wyspy Hvar, wśród cykad i dzikiej lawendy, będą naszą nagrodą. Tam, gdzie biała droga wpada do turkusowego morza, skończymy pisać tę historię. DLA TYCH, KTÓRZY SŁYSZĄ WOŁANIE DROGI: To przestrzeń dla osób, które wiedzą, że rower to bilet do wolności. Jedziemy po odkrycie nowych miejsc, poznanie ciekawych ludzi na trasie i przygodę, gdzie ramię w ramię pokonuje się alpejskie podjazdy i celebruje wieczory na kempingach pod rozgwieżdżonym niebem. Nie jedziemy po rekordy ani cyfry w aplikacjach. Jedziemy po wspólnotę doświadczeń, gdzie zmęczenie po całodniowym locie (ok. 130–160 km) miesza się z absolutnym zachwytem. Jemy lokalnie, śpimy blisko natury i wierzymy, że droga jest celem samym w sobie. KILKA KONKRETÓW: Dystans: 1150 km, styl bikepacking (na lekko). Logistyka: Ślady gotowe, powrót planujemy wspólnie ze Splitu. Publikuję ten plan właśnie dzisiaj, bo marzenia karmią się odwagą i odpowiednim momentem. Ślady w nawigacji już lśnią, a horyzont woła. Jeśli czujesz, że ta historia rezonuje w Twoim sercu – napisz. Miejsce na kole czeka na kogoś, kto wierzy, że najpiękniejsze odpowiedzi znajduje się za kolejnym zakrętem.
  8. bo tęsknie za klimatem chorwackich kempingów..
  9. bo aż miło wrócić wspomnieniami do czasów studenckich...
  10. bo.... to fajna wycieczka była... a w czerwcu będzie jeszcze fajniejsza
  11. bo naklejka ta nadal jest na tablicy przy wjeździe do Włoch* * dla wszystkich pasjonatów Alpe Adria
  12. bo czołg nie boi się błota, on je tylko dekoruje Gravel tym bardziej.
  13. bo Daisy von Pless to fajna babka jest..
  14. bo w drodze na Turbacz!
  15. bo jedzie pociąg z daleka....
  16. bo pamiętajcie o jesienno-zimowych promocjach na nowe (i stare) modele rowerów
  17. bo.. uwielbiam podziwiac Chorwacje z perspektywy dwóch kółek... oby do lipca...
  18. bo - na rozgrzewkę - wspomnienie wjazdu na Sveti Jure https://www.youtube.com/watch?v=VQ5oy_4gaqU
  19. siedzę na planami wyprawy... ja niemal co wieczór..
  20. bo https://tatracyclingevents.com/rajd-dolina-dunajca fajny jest
×
×
  • Dodaj nową pozycję...