Też się podzielę. Obecnie 43 lata. Bity rok temu 130+ na wadze, siedząca praca, problemy z kolanami i plecami. Mało higieniczny tryb życia, słaba przemiana materii. Sylwetka chudo-gruba, cienkie nogi, cienkie łapy, bebzol wielkości worka cementu, nadciśnienie. Zacząłem jeździć na rowerze stacjonarnym, odstawiłem do zera alko i zapychacze typu czipsy słodycze itd. wjeżdża owsianka, zupy jarzynowe, cziken z ryżem, kasze. Koncept polegał na nie katowaniu się tak żeby codziennie dać radę zrobić 1h dodatkowo 2 razy w tyg hantlami domowe FBW. Końcem grudnia zjechałem do 110kg i od tego momentu skaczę pomiędzy 110-116kg. Nie liczę kalorii za to jem zdrowiej i lekkostrawniej. Oprócz treningu zero samochodu, wszędzie rowerem albo z buta. Od niedawna mam szosę więc co weekend wpada trening 2h+, w ciągu tygodnia 1-1,5h trenażer. Cel: zjazd poniżej 100kg.