Tyle tylko, że tutaj nie rozprawiamy o procesie szkoleniowym z ramienia klubu. Zawodnik klubowy startuje na tym co dają, bo korzysta z klubowego sprzętu. Niemniej jednak nie wydaje mi się żeby Kwiatkowski, Majka czy inny Aniołkowski trenował na aluminiowym sztruclu 😉. Czy nie jest oczywistym jest, że gdyby, na ten przykład, panowie Husarscy nie byli ograniczeni finansowo, to ich młodzież startowałaby na rowerach startowych. Przecież w tym systemie nie chodzi o nic innego jak oszczędności na sprzęcie, zużycie tegoż, o kraksy. Wiadomo że w obecnych warunkach nikt nie lata po "solankach" na rowerze za 40 000zł, ale kręcąc się trochę po Europie, mijając zawodowe team'y w okresie przygotowawczym, nie zauważyłem żeby zawodnicy korzystali ze sprzętu innego niż ten startowy. Tak więc równajmy w górę 😉.
Niby tak, niby nie. Piszesz tak jakby ciężki trening stanowił panaceum na bycie szybkim. Przekleństwem i podstawowa cechą ambitnego kolarza-amatora jest przetrenowanie. Tymczasem, w obecnych czasach, dajmy na to na AWF Katowice, mamy pracownie pomagające czynić trening bardziej wyspecjalizowanym :
Centrum Diagnostyki Sportowej i Pracownia Analiz w Sporcie, Pracownie Badań Czynnościowych, Pracownię Biochemii i Biomechaniki, Pracownię Ćwiczeń Oporowych, Pracownię Hipoksji i Monitorowania Zmęczenia, Pracownie Fizjologii Klinicznej, Pracownię Metabolizmu Wysiłkowego, Pracownię Siły i Mocy Mięśniowej, Pracownię Sprawności Psychomotorycznej. A po co to wszystko? Właśnie po to żeby zerwać z błędnym przekonania że, żeby być szybkim/dobrym, wystarczy twardo kręcić pod górkę i zagryzać bułkę bananem.
Takie moje zdanie.