A ja dzisiaj bardzo rowerowy dzień miałem, wszystkiego po trochu.
Po 12. wybierałem się na rower, ale podczas smarowania łańcucha coś kazało mi sprawdzić luzy na korbie...poszarpałem się więc z nią i wyszło, że skończyły się łożyska w suporcie i korba ma duży luz. Skręciłem na ile się dało i ruszyłem w teren, suport i tak jest do wymiany.
Z jazdy wyszło niecałe 45km, 2 godziny błotnego spa. Następnie kolejne 2 godziny mycia siebie, ubrań i roweru.
Po przerwie obiadowej wziąłem się za naklejanie na nowe koła naklejek i w sumie to zajęło mi najwięcej czasu. Gdyby nie pomoc mej lubej, pewnie do tej pory bym się z tym pierdzielił.
A teraz chwila z Wami...